Waldemar Glodek – Bobo Bobowski, Król Kibiców


clip_image002Jedni nie mogą wyjść z podziwu, inni podsumowują krótko: wariat. Myślę, że zarówno jedni jak i drudzy mają sporo racji.

Nazywa się Andrzej Bobowski, warszawiak z urodzenia; w 1940 roku. Bardzo lubi sport, sport lubi go chyba trochę mniej. Jak wielu innych chłopców w wieku szkolnym ganiał za piłką, w wojsku próbował sił w biegach średnich, w Legii należał do sekcji bokserskiej. Brak sukcesów nie przeszkadzał mu pokochać kibicowanie. Z czasem stał się bywalcem stołecznych stadionów i polskich aren sportowych.

Był na stadionach w czasie gdy Polscy lekkoatleci odnosili sukcesy w meczach z USA, RFN, Zwiazkiem Sowieckim czy Wielką Brytanią, jak również Memoriałów Janusza Kusocińskiego. Nie omijał międzynarodowych zawodów żużlowych a także pojedynków bokserskich. Jednak zauroczyła go piłka nożna. Od 1955 roku związał się z Legią i jej głównie kibicował. Przez lata działa w różnych organizacjach kibiców, w tym jako wiceprezes kibiców piłkarskiej reprezentacji Polski. Przesędziował 500 meczy na boiskach okręgu warszawskiego.

Główny nurt jego zainteresowań to bezspornie mistrzostawa świata w piłce nożnej. Jako kibic na stadionach uczestniczył w 9 Mundialach! Z Polski, jedynie komentator radiowo-telewizyjny redaktor Szpakowski może poszczycić się taka samą ilością bezpośrednio oglądanych finałów. Jednak Bobo, bo tak nazywany jest wśród światowych władz piłkarskich, podkreśla z dumą, że w odróżnieniu od redaktora on wszystkie te podróże finansował z własnej kieszeni.

Bobo na własne oczy zobaczył 127 meczy mistrzostw świata. Jak twierdzi najwięcej. Jako Króla Kibiców znają go najwyższej rangi prominenci światowej piłki od Pelego, Maradony po Blatera i Platiniego, również politycy nie stronią ustawienia się z nim przed kamerą. W Polsce zaś jedynie mu zazdroszczą tych oglądanych meczy, takie to już rodaków obyczaje – twierdzi Bobo.

W czasie MŚ rozgrywanych w USA jedną z aren był stadion Stanford University. Również należę do kibiców i gratki oglądania meczy bez mała pod nosem nie mogłem sobie odpuścić. Przesornie już wcześniej nabyłem bilety na wszystkie mecze i z przyjemnością oglądałem je. Jak się okazało później, oglądałem je również z Andrzejem. Znaliśmy się z boisk i stadionów warszawskich. Po moim wyjeździe do Stanów żadnych kontaktów ze sobą nie mieliśmy. I raptem, wieczorem przed pierwszym meczem na Stanford odbieram telefon:
– Cześć mówi Andrzej Bobowski, będziesz jutro na Stanford?
Oczywiście – odpowiedziałem.
– Mogę się z toba zabrać z San Francisco?
Jak najbardziej, będzie mi bardzo miło spotkać się z Tobą.
No to fajnie,przyjeżdżam około 6 rano na dworzec Greyhound’em, musze już lecieć bo za 5 minut mój autobus do SF odjeżdża. Serwus! Do zobaczenia rano – odpowiedziałem.

Waldemar Głodek
25 września 2010 r.

Więcej o Królu Polskich Kibiców i jego przygodach przeczytasz na stronach: http://bobo-bobowski.com.pl/index.php

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek