Ks. prof. Czesław S. Bartnik: Zawiniona niemożność


clip_image002

Zarówno poszczególni ludzie, jak i państwo nigdy nie osiągną wszystkiego, czego pragną i co zamierzają. Takie jest prawo życia. Ale można osiągnąć mniej lub więcej. To jednak tragedia, gdy społeczność powołana do wielkich zadań nie może osiągnąć niczego. Taką błędną i zawinioną "niemożność" wytykał kiedyś Stefan Kisielewski Polsce Ludowej. Mówił to jednak – ze względu na cenzurę – tylko o kilku mniejszych obszarach życia społecznego. Dziś, niestety, trzeba to samo stwierdzić w odniesieniu do bardzo wielu dziedzin.

Społeczeństwo polskie wydaje się dziś co najmniej w połowie, jeśli nie w większości, wyzbyte dojrzałego zmysłu politycznego, co uwidacznia się szczególnie w politycznych wyborach. To dziedzictwo po czasach okupacji komunistycznej. Słowo "polityka" współcześnie raczej zbankrutowało. Nie możemy od 1989 r. uformować silnych partii politycznych ofiarnie służących społeczeństwu i Polsce. Ta atmosfera rzutuje na kolejne ekipy rządzące. Ludzie czekają na wielkie postacie polityczne i na ich wielkie czyny.
Wydaje się, że z powodu złej polityki państwo polskie coraz bardziej słabnie, traci witalność i twórczą siłę, zapomina o fundamencie wiary. Nie działa też w oparciu o prawdziwe wartości, nie broni tradycji. Nadal nie możemy wyzwolić się z ideologii marksistowskiej, dodatkowo wzmocnionej liberalnym nihilizmem. W rezultacie nikt nie przedstawia programów uzdrowienia państwa.

Nie możemy się do końca obronić przed bezprawiem, przed wewnętrznymi i zewnętrznymi agenturami, układami, gangami, mafiami czy drapieżnikami społecznymi. Nie możemy rozwiązać problemów Polaków na Litwie, w Niemczech, w dawnych republikach sowieckich, a także Polonii w wielu krajach całego świata. Rządowi brakuje nie tylko koncepcji, ale i dobrej woli. Politycy nie mają zmysłu polskości i nie znają polskiej historii. Nie prowadzimy korzystnej polityki z USA, Niemcami, Unią Europejską, Rosją. Moskwa nas tylko stale testuje, a UE prawie się z nami nie liczy. Nie możemy otrzymać odpowiedniej liczby stanowisk i urzędów w unijnej dyplomacji. Wśród założycieli "Grupy Mędrców" Unii znalazło się wprawdzie troje Polaków, ale raczej niechętnych Polsce i Kościołowi. Bruksela chce ciągle poniżać polskość i katolicyzm. A nasze władze nie chcą się temu przeciwstawiać. Podobnie nie możemy się oprzeć politykom zachodnim, którzy podporządkowują Polskę Rosji i Niemcom ze względu na swoje polityczne cele.

Nie możemy się wyzwolić spod dziedzictwa komunistycznego w każdej dziedzinie. Od roku 1989 nie jesteśmy w stanie pozbyć się ze sceny politycznej klanów, które doszły do władzy w czasach PRL. W dodatku PO wielu ich członków wysuwa na poważne stanowiska i urzędy. Nie stworzyliśmy obiektywnych i bezstronnych mediów publicznych służących prawdzie i dobru społeczeństwa, a nie tylko swoim mocodawcom. Jedyne ogólnopolskie medium katolickie – Radio Maryja, jest ciągle z diabelską brutalnością atakowane. Nowy przewodniczący KRRiT Jan Dworak zagroził ostatnio, że może odebrać toruńskiej rozgłośni koncesję, co zakrawa na jawną dyskryminację katolików na forum publicznym. Radio Maryja jest atakowane, gdyż prezentuje opinię polityków i naukowców niezwiązanych z PO. Jest to wprowadzenie cenzury. Przewodniczący liczy zapewne, że hierarchowie nie będą bronili Radia Maryja. To jest perfidia, nie demokracja.

Władze dążą do tego, aby katolikom nie wolno było rozwijać na scenie publicznej kultury katolickiej, religijnej, polskiej i nieliberalnej. Jest to walka światopoglądowa, którą prowadzi PO ramię w ramię z lewicą. Efektem ma być ograniczenie obecności katolików w życiu społecznym do grup liberalnych, których przedstawiciele chowają swój katolicyzm do kieszeni. Toteż kultura katolicka nie może się przebić na ogólnopolską scenę. Panuje kultura ateistyczna lub przynajmniej ateizująca. I społeczeństwo polskie, prawie w 90 procentach katolickie, nie może wiele zrobić w tej "wspaniałej" demokracji. Religia jest uważana za przestarzałą lub za prywatne hobby.

Dziś na niektóre wysokie stanowiska powracają komuniści lub ich dzieci i wnuki. Wielu z nich nie ma świadomości patriotycznej i religijnej. PO i SLD popierają ich jako swoich, w rezultacie nad polskim społeczeństwem wciąż wisi lewicowa czapa, która w dodatku zagraża Kościołowi i patriotom. To powtórka z PRL. Pamiętamy, jak sowiecki Żyd Igor Andrejew w roku 1952 zatwierdził wyrok śmierci na gen. Auguście Emilu Fieldorfie "Nilu", jednym z największych patriotów polskich, i nagrodzono go za to profesurą na Uniwersytecie Warszawskim, gdzie wydawał podręczniki prawa karnego. Młodzież uczy się z nich podobno do dziś. Andrejew został więc nauczycielem prawników polskich (por. mec. T. Szymański, "Na Rubieży", nr 109, 2010)

Tragiczne, że nasze władze są obecnie bardzo aktywne i zdeterminowane, ale tylko w dążeniu do podporządkowania sobie patriotycznej i katolickiej "Solidarności", do rozbicia PiS, a wreszcie do ateizacji państwa. Objawiło się to wyraźnie, gdy zażądano usunięcia krzyża sprzed Pałacu Prezydenckiego.

Na różne sposoby do mediów publicznych wkracza cenzura. Przy tym tworzy się także taki klimat, by dziennikarze stosowali autocenzurę. Oczywiście nie ma żadnej cenzury, gdy chodzi o lżenie Kościoła, katolików, patriotów, ludzi żywej religijności. Przeciwnie, takie opluwanie uchodzi za postępowe i jak najbardziej pożyteczne. Na przykład pewna gazeta przedstawiła czterodniową wizytę Benedykta XVI w Wielkiej Brytanii tylko pod jednym jedynym aspektem – wypowiedzi Papieża o księżach pedofilach. Cóż zaradzić mogą w takiej sytuacji katolicy? Nic.

Jednostki ścigania, sprawiedliwości i porządkowe za rządów PO nie chroniły ludzi modlących się przy Krzyżu Pamięci, lecz osłaniały jakiś podły element napastniczy, atakujący modlących się, wyśmiewający, bluźniący i zohydzający religijność. Napaść na czcicieli krzyża była przez władze akceptowana i przewidziana. Katolicy niewiele mogą w tak skrajnie niesprawiedliwej sytuacji uczynić.

Niemożność gospodarcza

Niezwykła przypadłość dotknęła naszą gospodarką – wyniki mają być lepsze niż w innych państwach europejskich i nasze władze chwalą się, jak za PRL, że są sprawcami tego "cudu", ale zdania profesorów ekonomii w tej kwestii są rozbieżne. Niektórzy profesorowie (niezwiązani z aparatem propagandy PO) podają, że ogromnie narasta zadłużenie. Dług publiczny w końcu roku ma wynieść ok. 800 mld zł i zbliża się do 60 proc. PKB. Niby gospodarka się rozwija, ale chyba tylko dla bogaczy i przedstawicieli obcego kapitału, bo poszerza się sfera ubóstwa i wszystko drożeje. Brakuje środków na wyższe uczelnie i badania naukowe, na wojsko, zasiłki i świadczenia społeczne, służbę zdrowia, budowę dróg. Rząd zamierza zlikwidować becikowe, wzrosną stawki podatku VAT. Nie starczy pieniędzy na innowacje gospodarcze ani na większe projekty w związku z Euro 2012. Przy rozpoczętych już inwestycjach wykryto dużo przypadków korupcji, zwłaszcza z powodu źle przeprowadzonych przetargów, które wygrywa zwykle firma niesolidna i podstępna. Brakuje pieniędzy na wsparcie powodzian.

Profesor Jerzy Żyżyński podaje, że ogólnie polską gospodarką rządzą trzy idee dyletantów neoliberalnych, które już zbankrutowały na Zachodzie:
1. usuwanie państwa z obszarów odpowiedzialności;
2. wstrzymywanie finansowania z publicznych środków państwowych przedsiębiorstw i firm;
3. rozbicie wszelkich struktur organizacyjnych na spółki i spółeczki (np. na kolei).
Z powodu błędnych koncepcji gospodarka Unii słabnie.

Zanik wspólnoty

W Polsce zawodzi przede wszystkim zmysł wspólnotowy, troska o dobro całego kraju i wszystkich warstw społecznych. Dlatego m.in. zamierza się rozmontować "Solidarność". Z powodu owych złych koncepcji nasz rząd nie może nigdy skutecznie wesprzeć żadnej gałęzi przemysłu: górnictwa, energetyki, hutnictwa, stoczni, cukrownictwa, gospodarki morskiej, zbrojeniówki, służby zdrowia, kolejnictwa, budownictwa mieszkaniowego. Majątek narodowy jest coraz bardziej rozgrabiany, sprzedawane są firmy nawet najbardziej dochodowe, a nabywcy bywają zwalniani na pewien czas z podatków. System emerytalny jest zagrożony. Banki są w większości w obcych rękach od dawna. Podstępnymi metodami oddaje się obcym ziemię i jej zasoby. Planowana jest prywatyzacja lasów.

PSL trzyma się kurczowo PO, ale będzie też odpowiedzialne za pogłębianie się ubóstwa na wsi. Dopłaty dla polskich rolników są mniejsze niż na zachodzie Europy, wzrastają ceny żywności, wzrasta import żywności, niszczone są: gospodarka rodzinna, hodowle, uprawy. Chłopi są wyzyskiwani i oszukiwani przez silne firmy zachodnie. Państwo nie bierze ich w obronę, dlatego muszą się łączyć w wielkie korporacje, co dla gospodarstw rodzinnych jest bardzo trudne (por. L. Staszyński, Wieś na wstecznym biegu, Warszawa 2010).

Społeczeństwo ubożeje, tylko na szczytach władzy odbywają się przetasowania – z jednego bardzo lukratywnego stanowiska na jeszcze lepsze.

Tymczasem od lat nie można usypać wałów przeciwpowodziowych lub ich naprawić. Nie można znaleźć odpowiedniej liczby rzeczoznawców oceniających szkody powodziowe.

Od lat nie możemy zdywersyfikować źródeł gazu. Niemożność ta ujawni się w związku z budową gazociągu Nord Stream łączącym po dnie Bałtyku Niemcy i Rosję. Stosunek tych dwóch państw do nas dobrze obrazuje fakt, że choć gazociąg stanowi zagrożenie ekologiczne dla Bałtyku i dla naszych portów, zwłaszcza dla budowy gazoportu w Świnoujściu, to ostatnio niemieckie firmy budujące ten gazociąg oskarżyły nas, że gazoport będzie nieekologiczny… Takie i podobne niemożności gospodarcze paraliżujące ogólną gospodarkę państwową są bardzo liczne.

Jeszcze o niemożności smoleńskiej

Na obecną ogólną atmosferę w Polsce rzutuje bardzo mocno straszliwa katastrofa smoleńska, choć PO stara się pamięć o niej wygaszać. Tymczasem niemożność czynników rządowych okazuje się w tej sprawie chyba największa. Bronisław Komorowski w czasie kampanii wyborczej chwalił się, że rząd panuje nad sytuacją. Ale to była tylko drażniąca propaganda. Śledztwo w sprawie katastrofy oddano stronie rosyjskiej. Nasze władze wyrażały pełne zaufanie do prac komisji rosyjskiej. Otóż Rosjanie przekazali nam 19 września ok. 10 tys. stron dokumentacji i oświadczyli, że to już wszystko i niczego więcej nie otrzymamy. Tymczasem nie przekazali nam rzeczy podstawowych – m.in. protokołów z przesłuchań pracowników wieży kontrolnej i innych świadków. Nade wszystko strona polska nadal nie ma oryginałów trzech czarnych skrzynek. Ponadto Rosja nie chce nam zwrócić (ani przykryć) wraku samolotu, którego bezstronne przebadanie jest konieczne. Co z tego ostatecznie wynika? Niewątpliwie to, że Rosjanie chcą ukryć błędy pracowników lotniska, ewentualny defekt samolotu i dowieść swojej pierwszej opinii sformułowanej w pół godziny po wypadku, że przyczyną tragedii był tylko błąd pilota. Co teraz czynić? Przede wszystkim premier Donald Tusk musi albo zażądać dostarczenia Polsce dosłownie wszystkich dokumentów, albo doprowadzić do powołania prawdziwie międzynarodowej komisji do wyjaśnienia przyczyn katastrofy. Jeśli to się nie uda, powinien podać się dymisji. Zastanawiające, że katastrofa smoleńska i żałoba narodowa tak bardzo zbliżyły PO i SLD. Przypomina to jakby nawiązanie przyjaźni między królem Herodem Antypasem a namiestnikiem Piłatem przy okazji sądu nad Jezusem. Otóż Herod i Piłat byli zawziętymi wrogami m.in. dlatego, że Piłat dokonał wielkiej rzezi poddanych Heroda. Ponieważ pojmany Jezus nie uczynił cudu na żądanie Heroda, król odesłał Go z pogardą do Piłata. "Tego dnia Herod i Piłat stali się przyjaciółmi, wcześniej bowiem byli dla siebie wrogami" (Łk 23, 11-12). Dlaczego doszło do tego sojuszu? Obaj obawiali się, że Chrystus zagrozi ich władzy.

Liberalny dogmat laicyzmu

Trwa konflikt między zwolennikami z jednej strony PO i SLD a "Solidarnością" i PiS z drugiej. To przy niepohamowanej żądzy władzy PO i SLD może doprowadzić do ożywienia katolików i do przetasowań na polskiej scenie politycznej. Do zaostrzenia tego konfliktu przyczyniły się bardzo wystąpienia prezydenta i niektórych członków PO domagające się usunięcia Krzyża Pamięci sprzed Pałacu Prezydenckiego. Dlaczego? Bo Pałac jest państwowy i świecki, a więc ateistyczny. W całej tej akcji nie chodzi tylko o przesunięcie krzyża czy tylko o nienawiść do Lecha Kaczyńskiego i PiS, lecz o liberalny dogmat, że Pałac Prezydencki, jak i cała Polska muszą się pozbyć krzyża z przestrzeni publicznej i w życiu publicznym w ogóle. Ciekawe, że nie zrozumiało tego wielu duchownych, a w mig pojęli to członkowie SLD i niewierzący. A jeśli duchowni się na to godzą, to akceptują "prywatyzację" Kościoła, a ostatecznie jego śmierć publiczną.

Czy są granice chamstwa i zdziczenia? Co się stało z Polakami? Czy Naród Polski jeszcze istnieje? Takie pytania można ostatnio usłyszeć zarówno w wystąpieniach publicznych, jak i w rozmowach prywatnych. Nie dziwmy się im. Rozmawiają o tym nie tylko ludzie starsi, choć wielu młodych traktuje owe wielkie wydarzenia – zgodnie z zaleceniami Donalda Tuska – z dystansem i poczuciem humoru (jak na festiwalu w Opolu) albo tak jakby się nic nie stało. Ta obojętność sporej części społeczeństwa wobec totalnej katastrofy politycznej, moralnej i obyczajowej w naszym kraju jest przerażająca. Bardziej niż sama katastrofa z 10 kwietnia.

Ks. prof. Czesław S. Bartnik
fot. R. Sobkowicz

Źródło: NASZ DZIENNIK, 25-26 września 2010, Nr 225 (3851)
www.naszdziennik.pl

http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20100925&typ=my&id=my13.txt

Również: W Radio Maryja:
http://www.radiomaryja.pl,
http://www.radiomaryja.pl/artykuly.php?id=107595

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek