Prof. Andrzej Targowski: Dlaczego informatyka


clip_image001

Jedno jest pewne, że dzięki informatyce „dystans zginął.” A Polska skorzystała na tym, bowiem kilka zaawansowanych krajów podrzuca produkcję Polakom, jako że ich siła robocza jest tańsza a Internet powoduje, że zdalne kierowanie zagranicznymi projektami w Polsce jest bardzo ułatwione. Czy tak będzie „zawsze”? Raczej nie, bowiem gdy Polacy będą chcieli więcej zarabiać, produkcja zostanie przeniesiona bardziej na Wschód.

Otóż historia terminu „Informatyka” ma swoją bogatą i pełną konfliktów historię w Polsce, o której chcę dziś napisać.

W latach 1940-50-tych nie zdawano sobie sprawy z przyszłej potęgi komputerów, myślano o nich, jako szybszych kalkulatorach, więc nazwano je maszynami matematycznymi. W 1965 r. wraz z kolegami założyliśmy nawet pismo Maszyny Matematyczne. Jednakże zaczęły dochodzić z zagranicy słuchy, że maszyny matematyczne stają się coraz bardziej uniwersalne, i ich zastosowanie wychodzi poza obszar obliczeń równań różniczkowych.

Był to okres Zimnej Wojny, wtedy krąg polskich konstruktorów tych maszyn w Polsce (w postaci modeli laboratoryjnych) miał niezłe kontakty z kolegami po fachu z ZSRR. Na przykład jeden z pierwszych, a najbardziej rozreklamowany komputer XYZ był zbudowany na obwodach elektronicznych stosowanych w rosyjskiej maszynie matematycznej BASM. Zatem spolszczono rosyjski termin i zaczęto mówić w środowisku ludzi zajmujących się tym sprzętem i w prasie o Elektronicznej Technice Obliczeniowej (ETO). Na uczelniach zaczęto wprowadzać zajęcia z ETO, głownie w zakresie tzw. obliczeń numerycznych, które na owych laboratoryjnych maszynkach można było prowadzić. W 1964 r. powstał nawet urząd Pełnomocnika Rządu ds. Elektronicznej Techniki Obliczeniowej (tzw. PRETO). W tym okresie prym wodzili konstruktorzy-elektronicy, budowniczowie „mózgów elektronicznych” jak nazywano w prasie owe maszyny matematyczne.

Jednakże w szerszym praktycznym zastosowaniu tych maszyn matematycznych jak nie było tak nie było. Zaczęliśmy wówczas mówić o < Technice>Zresztą w PRL panowała gospodarka planowa i nikt z polskich naukowców-elektroników nie wiedział jak się jej dotknąć, a co ważniejsze nikt z władz tego nie chciał. Władze pozwalały na bawienie się „maszynami matematycznymi,” bowiem wiedziano, że matematyka nie jest groźna dla reżymu. To przypominało politykę władz w dziedzinie muzyki rozrywkowej, pozwalano polskiej młodzieży na tańczenie rock-and-rolla w klubach studenckich, dając się młodzieży wyżyć w tańcu, byle ona nie wychodziła z protestami na ulice. Jednakże specjalistom nie matematykom (takim jak ja) ten stan rzeczy nie odpowiadał. Chcieliśmy usprawnić gospodarkę centralnie planowaną, bowiem chodziło nam o to, by żyło się w Polsce lepiej. Nie było wówczas hasła „im gorzej tym lepiej,” jakie po 1989 r. niektórzy chcieli stosować wstecz.

Dobrym przykładem była Francja, w której powstał pierwszy w Europie super komputer Gamma 60 i wówczas zastanawiano się, ile takich maszyn potrzeba Europie, jeden a może trzy? W rezultacie wyprodukowano ich w sumie 20 sztuk, ale były za drogie by je stosować w biznesie, który we Francji opiera się na małych firmach. Zaczęto mówić we Francji o l’informatique, czyli o zautomatyzowanej informacji (Informatyka + automatyka), czyli po przetłumaczeniu na polski, otrzymaliśmy termin informatyka. Praktykowałem we Francji w informatycznej firmie BULL w latach 1962-64 r i tam niejako z pierwszej ręki poznałem ten termin.. Co więcej, Francuzi także byli nie zadowoleni z rozwoju swojej informatyki i prezydent Charles De Gaulle uruchomił sławny Plan Calcul w 1966 r. który doprowadził do utworzenia urzędu Pełnomocnika Rządu ds. Informatyki (Delegue a l’Informatique) oraz zorganizowano przedsiębiorstwo budowy komputerów naukowych CII (Compagne International pour I’Informatique). Do Polski przyjeżdżali francuscy Delegaci ds. Informatyki, bowiem i w Polsce mięliśmy podobny urząd (PRETO). Jednakże polski Pełnomocnik ds. ETO (prof. St.K.) był uwikłany w plan produkcji 3 linii komputerów głównych ZAM 41, Riad 30 i Odra 1300 i w żaden sposób nie interesował się ich zastosowaniami. Plan konstruowania aż 3 linii dużych maszyn był fatalny dla Polski, były to za drogie maszyny, 30 mln. zł za egzemplarz, kiedy średnia pensja wynosiła ok. 3,000 zł. i maszyny tej wielkości nie mogły się w żaden sposób zamortyzować.

Polsce potrzebne były małe komputery do przetwarzania danych, z uwagi na złe przygotowanie organizacyjne przedsiębiorstw, które nie były w stanie wykorzystać potencjału dużych maszyn oraz nie mogły być efektywne w zastępowaniu pracy ludzkiej, która była ( i jest) tania w Polsce. Tak się składa, że obroniłem pracę doktorską na Politechnice Warszawskiej w 1969 r., w której m.in. wykazałem lepszą efektywność mini komputerów od maszyn głównych dla hierarchicznych systemów gospodarczych. (Stąd potem popierałem projekty minikomputera K 202, Jacka Karpińskiego). Ponadto byłem wówczas Dyrektorem Generalnym największego polskiego ośrodka usługowego w Polsce, ZETO-Zowar, który musiał utrzymać się sam bez żadnych dotacji. Zatem byłem dobrze zorientowany w warunkach realizowania opłacalnych systemów przetwarzania danych w polskich warunkach. Na domiar złego Pełnomocnik Rządu ds. ETO polecił mi zainstalowanie w naszym zakładzie jedynego komputera ZAM 41 wyprodukowanego w ELWRO (we Wrocławiu), który nie miał żadnego oprogramowania i przynosił nam duże straty.

Dalsze kontynuowanie takiej sytuacji w ramach paradygmatu ETO w Polsce było nie do wytrzymania dla fachowców – „ETO-wców” zaznajomionych z gospodarką. Wraz ze Stefanem Bratkowskim (i paru innymi kolegami) opracowaliśmy w ramach działań woluntarystycznych w NOT, Program Rozwoju Informatyki na lata 1971-75. Minister Komitetu Nauki i Techniki, prof. Jan Kaczmarek zaprosił mnie na posiedzenie Rady Techniki w dniu 23 kwietnia 1970 r. bym przedstawił nasz program. Również Pełnomocnik Rządu ds. ETO prof. St. K. referował program swego urzędu. Pełnomocnik St. K. mocno polemizował z naszą koncepcją zastosowania minikomputerów. Stał jednak na straconej pozycji, ponieważ dla każdego członka tej Rady było jasne, że przemysł produkuje za duże i za drogie komputery, jak na ówczesne możliwości finansowe polskich przedsiębiorstw.

Nasz program został zatwierdzony. Występowałem wówczas bardzo zdenerwowany, bowiem byłem o 1 może i 2 pokolenia młodszy od zebranych, a ponadto występowałem przeciw swemu zwierzchnikowi. Odtąd przyszło mi coraz łatwiej występować „przeciw, “ co robię do dzisiaj, gdy widzę nonsens. Trzeba wyrazić uznanie dla min. Jana Kaczmarka, który zatrzymał zły program i przeciwstawił się Pełnomocnikowi, które miał mocne oparcie w aparacie partyjnym, i był członkiem przedwojennej komunistycznej organizacji studenckiej „Życie” na Politechnice Warszawskiej. Rok 1970 (kwiecień) był rokiem, w którym funkcjonował jeszcze skostniały reżym Gomułki i robienie rewolucji w nauce i technice nie było mile widziane przez ówczesne władze.

Omawiany Program Rozwoju Informatyki został zatwierdzony przez Prezydium Rządu w dniu 9 czerwca 1970 r. (Uchwala nr. 33). Jednakże było wielu przeciwników tego programu, zwłaszcza wśród specjalistów konstruktorów-elektroników oraz naukowców, którzy ukończyli studia w ZSRR. Dlaczego? Bowiem ów program kładł nacisk na uruchomienie przykładowych zastosowań w oparciu o dobry sprzęt z Zachodu. Po obaleniu Gomułki, i dojściu do władzy E. Gierka, min. J. Kaczmarek w porozumieniu ze mną spowodował powstanie Krajowego Biura Informatyki w marcu 1971 r. (którego zostałem z-cą Dyrektora Generalnego) a potem przekształcenie sieci ZETO w Zjednoczenie Informatyki i powołanie Państwowej Rady Informatyki w 1972 r. Moja książka Informatyka klucz do dobrobytu stała się bestsellerem w 1971 r (PIW). W tym czasie spowodowałem przemianowanie tytułu periodyku Maszyny Matematyczne na Informatykę. W ślad za tym zaczęły powstawać na uczelniach programy informatyki i ich absolwenci stawali się informatykami.

I tak termin informatyka wszedł do powszechnego obiegu w Polsce. Jednakże opór przeciwko temu terminowi trwał nadal w środowisku elektroników i absolwentów uczelni ZSRR. Byli tacy profesorowie (znów z rodowodem z uczelni w ZSSR), których reprezentował prof. Juliusz K. oraz Wydawnictwo Naukowo-Techniczne (WNT), który twierdzili, że informatyka to jest nauka i nie można wtrącać się do nauki, która rządzi się swoimi prawami. Ja natomiast twierdziłem („Informatyka modele rozwoju i systemów,” 1980), że Informatyka to nie nauka. Jest ona po prostu dziedziną taką jak budownictwo. Oczywiście obie wymienione dziedziny mają swoje nauki, ale potem one znajdują zastosowanie w życiu społeczeństwa, które przecież nie składa się tylko z naukowców.

Ludzie, którzy skończyli studia w ZSRR po cichu bojkotowali zakupywanie komputerów zachodnich, czego może być przykładem decyzja prof. Wł T. zakupienia wielkiego sowieckiego komputera RIAD 50 dla Uniwersytetu Warszawskiego. Komputer ten „nigdy nie obliczył” jak sławny dzwoń Mikołaja, który „nigdy nie zadzwonił.” Ów Profesor wydał nawet w 9 lat po mojej książce „Informatyka, klucz do dobrobytu” książkę pod znamiennym tytułem „Nie samą informatyką” (PIW, 1980), w której pisze „Jeśli nawet niewielką tylko uwagę przywiązujemy (tj. maniera cytowanego autora mówienia o sobie w liczbie mnogiej, przyp. AT) do prognoz mówiących o nadchodzeniu epoki powszechnych zastosowań informatyki ,…….jeśli nawet uważamy że mało prawdopodobne jest stworzenie globalnej sieci informatycznej…..” (cytat z ostatniej strony okładki książki). Jakże się bardzo mylił ów autor, który w podtekście krytykował moje „infostrady,” które obecnie są po prostu Internetem, a czego się nie dotkniemy to jest zinformatyzowane!

Żeby powiększyć paradoks braku wyobraźni i robienia na przekór, gdy wówczas rozwijaliśmy informatykę pro-zachodnią, ów Profesor z Uniwersytetu Warszawskiego wreszcie spasował pod wpływem realiów, i wraz z innymi utworzył Polskie Towarzystwo Informatyczne i został jego prezesem w latach 1981-87? <>w ciemnych latach umierającej, ale ciągle „gryzącej” dyktatury PRL, w której dawał sobie świetnie radę. Był bowiem synem rektora UW z czasów stalinowskich (1952-69), który został nazwany „satrapą” przez prof. Cz. Bobrowskiego, podczas rozruchów marcowych studentów UW w 1968 r. Takich profesorów jak ów ojciec i syn, słuchano w PRL, innych eliminowano….

Po upadku dyktatury PRL w 1989 r., nastąpiła inwazja zachodniej techniki informatycznej w Polsce, zwłaszcza amerykańskiej a wraz z nią zaczyna panować termin „IT” skrót od information technology. Jest to skrót bardzo łatwy w mówieniu, po prostu mówi się „IT” („ajti”) dwuliterowa wygodna zbitka. Ale o zawodzie nie mówi się „ITowiec” tylko informatyk, i to mnie cieszy!

Andrzej Targowski, USA, 18 października 2010 r.

Na zdj. archiwalnym: komputer Odra 1300.

Źródło:

Polonia dla Poloni: http://polonia.pap.net.pl/

Przeczytaj także:

Prof. Dr Andrzej Targowski – Inżynierowie nie gęsi i swój rozum mają : http://www.polishclub.org/2010/09/19/prof-dr-andrzej-targowski-inzynierowie-nie-gesi-i-swj-rozum-maja/

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek