Ile Rosji w Polsce


Trzy rosyjskie nieruchomosci znajdowaly sie w warszawskiej alei Szucha fot R SobkowiczTo gmina Karczew, a nie państwo polskie przez siedem lat toczyła batalię z państwem rosyjskim o nieruchomość w Otwocku Małym k. Karczewa. Grunt odzyskano, ale o należności z tytułu użytkowania samorząd nie zamierza się nawet starać, m.in. z powodu braku należytego wsparcia ze strony władz państwowych

Ile Rosji w Polsce

W 1996 r. wyszły na jaw informacje o tym, że nad Wisłą są całe osiedla, a nawet ulica, które nie figurują na mapach czy w księgach wieczystych. To odkrycie kazało cofnąć się do PRL. Wskutek zawartych wtedy umów kilkanaście obiektów nad Wisłą znalazło się we władaniu państwa rosyjskiego. Związek Sowiecki nie uwzględnił przy tym zasady wzajemności. Na korzyść Polski narosły w ten sposób duże należności z tytułu użytkowania lokali, ale III RP nie próbowała dochodzić swoich praw. Także w tym obszarze relacji z Moskwą polskie państwo latami godziło się i wciąż się godzi na oddanie walkowerem własnych interesów, a batalię z Rosjanami toczą samorządy. Gdzie leżą granice "nierozdrażniania" rosyjskiego partnera?

Ministerstwo Spraw Zagranicznych w odpowiedzi na nasze pytania informuje, że "w odniesieniu do nieruchomości rosyjskich są prowadzone konsultacje dwustronne, których celem jest uregulowanie statusu prawnego nieruchomości rosyjskich w Polsce i polskich w Federacji Rosyjskiej". Chodzi o obiekty przekazane Związkowi Sowieckiemu w czasach PRL, w tym budynki przeznaczone na działalność dyplomatyczną. Znajdują się one w intratnych punktach stolicy. Nie wszystkie były przez Rosjan wykorzystywane tylko do celów dyplomatycznych, jak przewidywały to obustronne umowy międzypaństwowe. Rosjanie dzierżawili je różnym firmom oraz przez lata zalegali z płaceniem podatków. Nieruchomości te stanowiły też doskonałą bazę dla rosyjskich służb w działaniach prowadzonych na terenie stolicy Polski.

Niekończące się negocjacje

Jak dowiedzieliśmy się w MSZ, Federacja Rosyjska posiada w Polsce 15 nieruchomości. "Wydaje się konieczne podkreślenie, iż działania strony polskiej polegają nie tyle na ‚odbieraniu’ przez stronę polską nieruchomości użytkowanych przez Federację Rosyjską w Polsce, lecz na uregulowaniu, na zasadzie wzajemności, sytuacji prawnej nieruchomości rosyjskich w Polsce, koniecznych dla prowadzenia działalności dyplomatyczno-konsularnej" – tłumaczy nam Paweł Jopkiewicz z Biura Rzecznika Prasowego MSZ. Informacja, którą przekazało nam MSZ, wymaga uzupełnienia. Przedmiotem niejasności i ustaleń dwustronnych są porozumienia zawarte jeszcze w okresie PRL (w roku 1972, 1974, 1978, 1985).

Porozumienie z 1972 roku zostało zrealizowane obustronnie i dotyczyło budowy ambasad obu państw na przekazanych na zasadzie wzajemności nieodpłatnie działkach gruntu w Warszawie i w Moskwie. Trzeba jasno podkreślić, że pozostałe porozumienia zostały zrealizowane jednostronnie przez Polskę. Strona rosyjska nie chciała przekazać Polsce działek o adekwatnej powierzchni na swoim terenie, nie chciała też słyszeć o rekompensacie finansowej z tego tytułu. Dodatkowo problem skomplikowała sytuacja prawna po rozpadzie Związku Sowieckiego.

Po 1989 roku sprawa nieruchomości utknęła najpierw w Ministerstwie Współpracy Gospodarczej z Zagranicą, które przejęło je po dawnym Ministerstwie Handlu Zagranicznego. Podsekretarz stanu w MSZ Jacek Najder wyjaśniał w ubiegłym roku, że "od szeregu lat" strona polska w kontaktach ze stroną rosyjską "konsekwentnie podnosi kwestię zapłaty przez stronę rosyjską podatków i opłat z tytułu działalności komercyjnej, wymagalnych na podstawie polskiego prawa".

Potwierdza to w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" Anna Fotyga, która w rządzie Prawa i Sprawiedliwości pełniła funkcję ministra spraw zagranicznych. – Sprawa rosyjskich nieruchomości w Polsce zawsze była poruszana w trakcie rozmów na najwyższym szczeblu. Sama byłam tego świadkiem, praktycznie od czasu rządów Jerzego Buzka – mówi nam Fotyga. Skoro sprawa jest i była często podejmowana, to dlaczego tak ciągnie się jej sfinalizowanie? – Trzeba pamiętać, że w takich rozmowach najważniejsze były sprawy energetyczne, i to im zawsze poświęca się najwięcej czasu przy tego typu spotkaniach. A jak wiadomo, jest on ściśle ograniczony – tłumaczy Anna Fotyga.

Jak wskazuje burmistrz gminy Karczew, który osobiście uczestniczył w trudnym i żmudnym odzyskiwaniu takiej nieruchomości, proces ten obwarowany jest po stronie polskiej wieloma utrudnieniami. – Bardzo wyraźnie widać było, że po stronie rosyjskiej w trakcie procesu o nieruchomość w Otwocku Małym k. Karczewa jest jedno centrum decyzyjne w tym temacie i wszystko tam przebiegało bardzo sprawnie. U nas ten czynnik decyzyjny jest rozmyty. W sprawę były zaangażowane ministerstwa: Spraw Zagranicznych, Spraw Wewnętrznych i Administracji, Skarbu Państwa, i my odbijaliśmy się od tych urzędów. Czas leciał i niewiele z tego wynikało – mówi "Naszemu Dziennikowi" burmistrz Dariusz Łokietek.

Grunt odzyskany, a rekompensaty nie ma

Efektem ciągnących się dwustronnych ustaleń było wypowiedzenie przez Polskę w 2008 r. umów z lat 1974 i 1978. Dotyczyły one nieistniejących od 1990 r. tzw. ośrodków technicznych byłego ZSRS. "Od 28 czerwca 2009 r. strona rosyjska utraciła prawa do czterech nieruchomości po byłych ośrodkach technicznych, tzn. do nieruchomości położonych w Warszawie przy. ul. Ostrobramskiej 101, ul. Połczyńskiej 10 i ul. Bobrowieckiej 2b (dom mieszkalny pracowników b. ośrodków technicznych, który obecnie jest częściowo zamieszkały przez pracowników Ambasady Federacji Rosyjskiej) oraz w Otwocku Małym k. Karczewa przy ul. Częstochowskiej 81" – poinformowało nas MSZ. Jak się dowiedzieliśmy, nieruchomości przy ul. Ostrobramskiej 101 i Połczyńskiej 10 "zostały wynajęte przez Skarb Państwa polskim spółkom komercyjnym, a nieruchomością w Otwocku Małym włada gmina Karczew". Trwają prace nad przejęciem nieruchomości przy ul. Bobrowieckiej 2b przez prezydenta miasta stołecznego Warszawy. – W związku z tym, że obiekt ten jest częściowo zamieszkały przez dyplomatów Ambasady FR, podjęto działania dyplomatyczne w celu zwolnienia tego obiektu przez stronę rosyjską – wyjaśnia nam Paweł Jopkiewicz z MSZ.

Ze wszystkimi tymi adresami wiążą się ciekawe historie. Pokazują one mechanizm zawłaszczania polskich intratnych nieruchomości. Sprawdziliśmy, co oznacza stwierdzenie ministerstwa, że "nieruchomością w Otwocku Małym włada gmina Karczew". Dziś rzeczywiście budynkiem włada gmina Karczew, jednak zanim do tego doszło, obiekt użytkowany był przez rosyjską spółkę Traktoreksport, a później spółkę Agrol-Trade, która powstała po połączeniu rosyjskiej firmy z polską spółką Rollex. Rosjanie przez kilkanaście lat nie płacili żadnych podatków z tytułu użytkowania tych obiektów.

Strona rosyjska tłumaczyła, że w 1978 roku została zwolniona ze wszelkich opłat. – Pierwsze prawne kroki w celu odzyskania obiektu podjęliśmy w 2003 roku – mówi nam Dariusz Łokietek, burmistrz gminy Karczew. Trzy lata później gmina po wyroku sądu weszła na teren nieruchomości. Wtedy do działania przystąpiło przedstawicielstwo handlowe Federacji Rosyjskiej. Sprawa była przedmiotem zainteresowania zarówno Ministerstwa Spraw Zagranicznych, jak i Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Strona rosyjska odwoływała się od decyzji korzystnej dla gminy w Wojewódzkim Sądzie Administracyjnym w Warszawie. – Tak naprawdę obiekt ostatecznie stał się nasz dopiero w 2010 roku – zaznacza burmistrz. Siedmioletniej batalii w sądach i urzędach wspominać specjalnie nie chce. – Cieszę się, że sprawa w końcu została uregulowana. O szczegółach wolę nie mówić.

Gdy kiedyś w lokalnej prasie ukazał się artykuł w tej sprawie, to szybko pojawiła się też krytyczna nota z rosyjskiej ambasady, protestowała również rosyjska spółka. Najważniejsze, że uregulowany został stan prawny – mówi enigmatycznie "Naszemu Dziennikowi" Dariusz Łokietek.

Czysty biznes ze służbami w tle

W 2006 roku media informowały, że po tym, jak sąd prawomocnie nakazał moskiewskiej spółce eksmisję z nieruchomości zajmowanej w Otwocku Małym, władze gminy Karczew przystąpiły do egzekucji podatków z tytułu użytkowania gruntu, których Rosjanie nie płacili od kilkunastu lat. A odzyskaniem kwoty kilku milionów złotych rzekomo zajmuje się teraz komornik. Ile w tym prawdy? – Zrezygnowaliśmy z dochodzenia tej należności, cieszę się, że prawnie sprawa została uregulowana i możemy podejmować jakieś decyzje odnośnie do tej nieruchomości – powtarza Dariusz Łokietek.

Finalizowana jest sprawa nieruchomości przy ul. Bobrowieckiej 2b w okolicy Stegien. W tym przypadku również przebyta została długa droga. Jeszcze w 1996 roku w dokumentach warszawskiej geodezji nie było tego adresu. Oznacza to, że formalnie ten kompleks budynków zwyczajnie nie istniał. Historia na pozór niewiarygodna, podobnie jak ta związana z początkami nagłośnienia sprawy postsowieckich nieruchomości w Warszawie. Swoją bogatą historię ma również obiekt znajdujący się pod adresem Połczyńska 10. Biurowiec, który tam się znajdował, należał do rosyjskiej firmy Avtoimport. Jednak urzędnicy, którzy sięgali do dokumentów związanych z tą nieruchomością, nie potrafili stwierdzić, kto tak naprawdę ma prawo do jej użytkowania. Rosyjska firma uczyniła z nieruchomości prężne źródło dochodów, wynajmując pomieszczenia zachodnim koncernom, takim jak Opel czy Renault.

Działająca od 1956 roku firma Avtoimport jeszcze głębiej wpisuje się w historię III RP. Jest znacznym udziałowcem polskiej firmy Abexim, której współwłaścicielem na początku lat 90. stał się Edward Mazur, w mediach przedstawiany jako polonijny biznesmen, w rzeczywistości powiązany ze służbami specjalnymi (najpierw współpracował z SB, w latach 1992-1996 był konsultantem kontrwywiadu Urzędu Ochrony Państwa), podejrzewany o współudział w zabójstwie szefa policji gen. Marka Papały.

Powstała na terenie rosyjskiej eksterytorialnej nieruchomości w Warszawie firma pojawia się też w Raporcie z Weryfikacji Wojskowych Służb Informacyjnych. – Do 2006 roku w WSI istniał rozkaz, że wszystkie maszyny tej służby mają być serwisowane przy ul. Połczyńskiej 10 w firmie pana Mazura – mówi nam przewodniczący Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI Antoni Macierewicz. Dyplomatyczne ustalenia są w toku i ewidentnie się przedłużają. Tymczasem nadużycia w porozumieniach leżą wyłącznie po stronie rosyjskiej.

Moskwa uważała swoje polskie nieruchomości za część terytorium państwa rosyjskiego i od lat konsekwentnie nie płaciła podatków. Łamała przy tym prawo, z czego doskonale zdawało sobie sprawę polskie MSZ. Według resortu spraw zagranicznych, rosyjskie nieruchomości w Warszawie i okolicach miały status dyplomatycznych. – Wynajem komercyjny przez stronę rosyjską pomieszczeń przeznaczonych dla prowadzenia działalności dyplomatycznej i konsularnej, a także obiektów niedyplomatycznych po byłych ośrodkach technicznych bez zgody rządu polskiego stanowi naruszenie prawa polskiego, a także konwencji wiedeńskiej o stosunkach dyplomatycznych z dnia 18 kwietnia 1961 r. (DzU z 1965 r. nr 37, poz. 232) – tłumaczy podsekretarz stanu w MSZ Jacek Najder.

Straty Polski

O tym, do czego jeszcze Rosja wykorzystywała opisywane nieruchomości, mówił Konstanty Miodowicz, były szef UOP. – Wiele obiektów, które pozostawały w dyspozycji rosyjskiego rządu lub jego przedstawicielstw, stanowiło przyczółek do pracy wywiadowczej na naszym obszarze. Pracy wymierzonej w nasz kraj lub państwa trzecie – ocenia Miodowicz, dzisiejszy polityk PO. Ujawnienie sprawy postsowieckich nieruchomości w Polsce przypada na okres, który Raport z Weryfikacji WSI opisuje krótko: "W latach 1994-1996 (rządy SLD) GRU i KGB [zarówno służby wojskowe, jak i cywilne] podjęły działania zmierzające do ponownego ‚podjęcia na kontrakt’ osób wcześniej zwerbowanych bądź do zwerbowania spośród polskich obywateli nowej agentury".

Przewodniczący komisji weryfikacyjnej Antoni Macierewicz jako szef MSW w 1992 roku zażądał sprawdzenia, czy jego gabinet może się znajdować w zasięgu urządzeń podsłuchowych zainstalowanych w rosyjskiej nieruchomości na al. Szucha. Media informowały nawet, że polskie służby wykryły próby podsłuchiwania rozmów w budynku MSZ, w tym także w gabinecie ówczesnego ministra Bronisława Geremka.

Urzędnicy z MSZ, Kancelarii Prezydenta i urzędu miasta kategorycznie odmawiali podania chociażby orientacyjnej kwoty rosyjskich płatności należnych Polsce z tytułu użytkowania nieruchomości, które mogły uzbierać się przez wiele lat. Strzępy takich informacji pojawiały się w ostatnich latach w mediach.

I tak, według szacunków Urzędu Wojewódzkiego w Warszawie, zaległe opłaty (jedynie za lata 1990-1998) wynosiły 7,26 mln USD. Do tego dochodzą zaległości od roku 1978, kiedy to władze PRL przekazały nieruchomości Związkowi Sowieckiemu. Dodać należy też kwotę, którą Federacja Rosyjska uzyskała z tytułu wynajmu tych obiektów.

Problem zauważa nawet "Gazeta Wyborcza", której co najmniej trudno przypiąć etykietę "rusofobicznego medium". Przy okazji październikowej wizyty w Warszawie szefa rosyjskiego MSZ Siergieja Ławrowa ten skrajnie lewicowy dziennik pisał: "Rosjanie wciąż zwlekają z przekazaniem niektórych obiektów i nie spieszą się z przyznawaniem własności polskich nieruchomości w Rosji".

Temat tzw. zwrotu nieruchomości postsowieckich w Polsce był też wpisany w agendę spotkania prezydentów Dmitrija Miedwiediewa i Bronisława Komorowskiego podczas niedawnego pobytu rosyjskiego przywódcy w Polsce. Czy został podjęty? Co zostało ustalone? Wysłaliśmy zapytania do Kancelarii Prezydenta RP, ale nie uzyskaliśmy na nie odpowiedzi.

Mariusz Majewski
30 grudnia 2010

Źródło:

NASZ DZIENNIK, 30 grudnia 2010, Nr 304 (3930)

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek