Piotr Falkowski: Jak Ameryka odzyskuje duszę


washfotoborowskiKonserwatywne think tanki w USA są poważną kontrpropozycją dla lewicowej propagandy: kreują nowe idee lub rozwijają istniejące, przedstawiają propozycje rozwiązań politycznych oraz dostarczają kadr dla instytucji rządowych

Jak Ameryka odzyskuje duszę

Dominujący model myślenia i działania w USA tworzą nie tylko politycy i urzędnicy z monumentalnych gmachów Waszyngtonu; istnieje także nie mniej wpływowy drugi rząd, sektor ośrodków myśli (think tanków), fundacji, instytutów i uniwersytetów, które kształtują poglądy i decyzje stojących na czele Ameryki polityków, sędziów i wojskowych. W samym Waszyngtonie jest kilkanaście szkół wyższych (uniwersytetów) i kilkadziesiąt instytucji mających za cel propagowanie określonych idei, wizji i przekonań o znaczeniu politycznym, społecznym i ekonomicznym. "Przemysł idei rozwija się nawet, gdy gospodarka jest w kryzysie" – pisał dwa lata temu "National Review".

Waszyngton skupia na niewielkim obszarze szereg ośrodków reprezentujących ogromną władzę i wpływy. Podejmuje się tu decyzje dotyczące setek milionów ludzi i miliardów dolarów. Nic dziwnego, to stolica światowego imperium – nowy Rzym. Skojarzenie z Wiecznym Miastem nasila się, gdy widzimy majestatyczną architekturę rządowych budynków, pomniki w kształcie starożytnych obelisków, przypominające starożytne świątynie lub łuki triumfalne – miejsca upamiętnienia wielkich amerykańskich przywódców i wygranych przez USA wojen. Można tu na szczęście znaleźć także ośrodki sprzeciwiające się popularnej, liberalnej i bezideowej wizji społecznego postępu i odrzucenia tradycyjnych wartości.

Wszystko, co wystawione jest na widok publiczny pomiędzy największą na świecie Biblioteką Kongresu (150 milionów książek) a największym na świecie budynkiem (Pentagonem), mówi o wielkości, sile i sukcesach Stanów Zjednoczonych. Wolność, wiara, sprawiedliwość, uczciwość, odwaga i pracowitość – to wartości, dzięki którym Ameryka osiągnęła to, czym jest dzisiaj.

Jednak współczesne oblicze pierwszego światowego mocarstwa jest zupełnie inne, niż wyobrażenia ojców założycieli zawarte w Konstytucji, Deklaracji Niepodległości czy Karcie Praw. To tu zrodziła się także zagrażająca wolności słowa koncepcja politycznej poprawności, za prawo człowieka uważa się swobodę przeprowadzania aborcji, a idea równości interpretowana jest tak, że wymuszane są parytety na przykład dla homoseksualistów. Kontrpropozycje dla lewicowej propagandy wysuwa silny sektor konserwatywnych think tanków. Ich twórcy podzielają przekonania amerykańskiego konserwatywnego myśliciela Richarda M. Weavera, który napisał książkę pod tytułem "Idee mają konsekwencje" (1948).

Idee na sprzedaż

– Grupy tego typu mają w Stanach Zjednoczonych bardzo duże znaczenie. W USA niezwykle ceni się opinie ekspertów. Trzeba pamiętać, że każdy bierze odpowiedzialność za to, co napisał. Każdy błąd może oznaczać utratę renomy, więc specjaliści są ostrożni, bardzo dbają, żeby się nie skompromitować, gdyż wówczas stracą zarobek – mówi Krzysztof Zawitkowski z polsko-amerykańskiej fundacji PAFERE. Dlatego think tanki dbają o niezależność i bezstronność, a wypowiedzi ich ekspertów są zazwyczaj bardzo wyważone. – Zupełnie inaczej niż się to dzieje z wypowiedziami i obietnicami polityków – tłumaczy nasz rozmówca.

O ile większość polityków reprezentuje poglądy bliskie dominującym we współczesnych środkach masowego przekazu i dyskursie akademickim, o tyle wśród instytucji o charakterze doradczym i eksperckim ilościowo dominują ośrodki konserwatywne, którym przy zachowaniu wysokiego poziomu i prestiżu udaje się wyłamywać z owego głównego nurtu (mainstream) przekazu myśli, wiedzy i idei.

Jak zauważa badacz tego obszaru Kristian Alexander z Uniwersytetu Utah, "mają one szczególne znaczenie w wyznaczaniu tematów (agenda setting)". Wyróżnił on trzy sposoby oddziaływania think tanków na świat polityki. Kreują one nowe idee lub rozwijają istniejące, są źródłem propozycji rozwiązań politycznych oraz dostarczają kadr dla instytucji rządowych.

Pierwsze tego rodzaju instytucje powstały na początku XX wieku i miały raczej lewicowy i liberalny charakter, tak jak założona w 1916 roku Brookings Institution. Pierwszy think tank reprezentujący prawicę to Enterprise Institute (Instytut Przedsiębiorczości) założony dopiero w 1943 roku. – One wpisane są w specyfikę amerykańskiej kultury politycznej. Uzupełniają to, czego brakuje partiom politycznym, to znaczy analizy merytorycznej. Amerykańskie partie są zasadniczo platformami wyborczymi do zbierania pieniędzy.

Obok nich funkcjonują tzw. PAC (Political Action Committees – komitety akcji politycznej), które przeprowadzają analizy, monitorują głosowania w Kongresie i budują poparcie dla swoich interesów – mówi Jan Filip Staniłko z Instytutu Sobieskiego, jednego z polskich think tanków, który dostrzega szansę dla tego rodzaju inicjatyw również poza Ameryką. – W Europie, w kontynentalnym modelu demokracji wielopartyjnej, tę rolę pełnią aparaty partii politycznych i administracji rządowej. Amerykańskie wzorce implementują się wtedy, gdy nie działają one wystarczająco, tak jak to ma miejsce w Polsce – dodaje.

Sukcesy konserwatywnych ośrodków kształtujących myślenie o polityce niepokoją lewicę. George Soros założył, głównie w celu skutecznego przeciwstawiania się tym tendencjom, nową organizację – Amerykański Postęp. Jej szef, John Podesta, wysoki urzędnik administracji w czasach Clintona, wylicza kilkudziesięciomilionowe dochody głównych prawicowych i centrowych think tanków oraz wskazuje na popularność ich działaczy i współpracowników. W istocie zajmujący się tą tematyką magazyn "Fair" publikuje coroczne statystyki obecności przedstawicieli poszczególnych think tanków w głównych mediach. Konserwatyści w połączeniu z centroprawicą osiągają połowę wszystkich cytowań. Około 33 proc. przypada na centrum, a 17 proc. zostaje dla lewicy, określanej tu mianem sił "postępowych". Znaczny rozwój think tanków nastąpił po II wojnie światowej, gdy większe znaczenie zyskała polityka zagraniczna, która musiała stać się polityką imperialną, zajmującą się całym światem. – Potrzebni byli specjaliści z różnych dziedzin, dostępni na miejscu, w Waszyngtonie, a nie rozsiani po uniwersytetach całego kraju. Wtedy także sama stolica się rozrosła, pojawiło się więcej stałych mieszkańców, wbrew pierwotnemu planowi, aby było to miasto instytucji, a nie zasiedziałych urzędników – wyjaśnia Staniłko. To się wówczas zmieniło.

Kartagina i państwo ograniczone

Instytut Katona łączy działalność badawczą i analityczną z edukacją i aktywnością publiczną. Gdy Edward Crane zakładał go w 1977 roku, za patrona przyjął starożytnego rzymskiego polityka i pisarza Katona, obrońcę tradycyjnych republikańskich zasad i wartości. Jak sławny z powtarzania w każdym przemówieniu słów: "Kartagina musi być zburzona" patron, Crane pragnął z podobną konsekwencją bronić, wspierać i propagować idee, którym Stany Zjednoczone zawdzięczają swoje bogactwo i silną pozycję w świecie. Chodziło przede wszystkim o wolność gospodarczą i powstrzymanie rozrostu biurokratycznych struktur państwowych, rozbudowanego systemu socjalnego i nadmiernej ingerencji rządu (tzw. państwo ograniczone).

Wśród idei, które przyświecają działalności Instytutu, jest także obrona wolności, praw człowieka i swobód obywatelskich na świecie. Związani z Instytutem eksperci krytykowali wielokrotnie politykę amerykańskiej administracji, zarówno demokratycznej, jak i republikańskiej, w tym interwencje wojskowe w Kosowie, na Haiti, w Iraku i Afganistanie; ze szczególnym zapałem sprzeciwiają się zaangażowaniu środków publicznych w kosztowne i kontrowersyjne programy na rzecz walki z globalnym ociepleniem, zmianami klimatu itp. Instytut utrzymuje się wyłącznie z wpłat osób i instytucji prywatnych. Wydaje kilka czasopism, książki, funduje stypendia, wspiera kampanie społeczne i polityczne, przyznaje co dwa lata Nagrodę im. Miltona Friedmana (laureata ekonomicznego Nobla, który wyznawał wolnorynkowe poglądy) o wartości pół miliona dolarów. Na stałe z Cato Institute związanych jest ponad stu specjalistów z różnych dziedzin i pochodzących z wielu krajów. Jednym z nich jest znany czytelnikom "Naszego Dziennika" Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina, który zrezygnował ze stanowiska, gdy uświadomił sobie autorytarny i totalitarny kierunek polityki ówczesnego prezydenta Rosji. To tu występowali wielokrotnie dysydenci z państw postkomunistycznych, na przykład rosyjska niezależna publicystka Julia Łatynina. Z rezerwą spogląda się w Instytucie Katona na proces tzw. integracji europejskiej, a wśród stałych autorów publikacji tej instytucji jest prezydent Czech Vaclav Klaus.

Święty Tomasz w tajnych służbach

Z publicznej aktywności rezygnuje Institute of World Politics (IWP, Instytut Polityki Światowej). To instytucja w pierwszym rzędzie naukowa i edukacyjna. Instytut założył w 1990 roku Amerykanin polskiego pochodzenia John Lenczowski, wcześniej wysoki urzędnik Departamentu Stanu, wybitny ekspert w dziedzinie stosunków międzynarodowych. Położony w pobliżu Białego Domu, ale nieco na uboczu, w willowej, dyplomatycznej dzielnicy Waszyngtonu Instytut ma do dyspozycji kilkudziesięciu ekspertów, wśród których jest wielu byłych czołowych dyplomatów, wojskowych i pracowników amerykańskich służb specjalnych.

Studentami są nie tylko młodzi Amerykanie, z kursów oferowanych przez IWP korzystają również dyplomaci i analitycy w zakresie spraw międzynarodowych z wielu krajów. Specyfiką programu Instytutu jest łączenie najwyższego profesjonalizmu w dziedzinie stosunków międzynarodowych, bezpieczeństwa i funkcjonowania służb specjalnych z zagadnieniami etycznymi w oparciu o klasyczną filozofię realistyczną i naukę św. Tomasza z Akwinu. Wśród wykładowców są m.in.: Thomas Melady, w latach 1989-1993 ambasador USA w Watykanie; generał Walter Jajko, były szef planowania strategicznego i operacji specjalnych Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych, a także Eugene Poteat, przez 20 lat wysoki oficer CIA, następnie szef niezależnego centrum analitycznego stosunków międzynarodowych, a od 10 lat przewodniczący Stowarzyszenia Oficerów Wywiadu.

Ludzie, którzy tworzą Institute of World Politics, w większości osiągali swoje największe sukcesy w latach 80. XX wieku, w okresie prezydentury Ronalda Reagana, który potrafił jasno i otwarcie wskazywać cele i konsekwentnie walczyć o ich realizację. Gdy rozmawia się z tymi osobami, widać, że zachowały w sobie tę prostotę i dynamizm, dzięki którym skutecznie pokonały nazwany "Imperium Zła" Związek Sowiecki. Kiedy Polak pyta tu o katastrofę smoleńską, czuje się zupełnie inaczej niż w większości salonów amerykańskiej stolicy. Nie ma w IWP ani politycznej poprawności, ani łatwowierności wobec rosyjskiej propagandy. Jest natomiast miejsce na odważne pytania i hipotezy dotyczące możliwych przyczyn tej tragedii, szczególnie z uwagi na jej konsekwencje w relacjach międzynarodowych.

Konserwatyzm na świeczniku

Niektóre zespoły ekspertów wprost angażują się w spory polityczne po jednej ze stron. Wchodzą wówczas w rolę lobbystów równie znaczących w amerykańskim krajobrazie politycznym. – Należy odróżnić think tanki od grup nacisku, czyli lobbystów. Jedno i drugie odbywa się za pieniądze. Jednak lobbing jest ukierunkowany na załatwienie konkretnej sprawy, żeby czyjś wizerunek poprawić albo pogorszyć – wyjaśnia Krzysztof Zawitkowski. Może to dotyczyć jednego wydarzenia, takiego jak uchwalenie jakiejś ustawy, ale może również chodzić o dłuższą kampanię. – Natomiast think tanki to zespoły specjalistów, które na czyjeś zamówienie – na przykład rządu albo przedsiębiorców jakiejś branży – opracowują konkretne zagadnienie. Wtedy ludzie różnych specjalności pracują nad tym i powstaje ekspertyza – uzupełnia.

Organizacją łączącą obie funkcje, która jednak stawia głównie na bezpośrednie polityczne oddziaływanie, jest Heritage Foundation (Fundacja Dziedzictwa). To jedno z najbardziej wpływowych centrów myśli i politycznego nacisku na świecie. Istnieje od 1973 roku i ma siedzibę tuż przy Kapitolu. W pobliżu swoje biura mają członkowie Kongresu. To oni są głównymi adresatami prac Fundacji, która za cel stawia sobie obronę dziedzictwa tradycyjnych amerykańskich wartości, przywiązania do wolności, sprawiedliwości i własności prywatnej oraz walkę o silną pozycję Ameryki i jej obecność w światowym systemie bezpieczeństwa i współpracy. Honorową przewodniczącą i patronką Fundacji jest była brytyjska premier Margaret Thatcher.

Kilkuset pracowników fundacji to najlepsi w całej Ameryce specjaliści w swoich dziedzinach reprezentujący poglądy konserwatywne. Są aktywni w prasie i mediach elektronicznych. Fundacja wydaje książki i czasopisma, prowadzi badania, przygotowuje raporty i projekty ustaw. Najważniejszą kampanią Fundacji w ostatnim czasie był nacisk na republikańskich senatorów w związku z debatą ratyfikacyjną traktatu START. Pod hasłem "To nie czas, by osłabiać Amerykę" współpracownicy Fundacji robili przez kilka miesięcy wszystko, aby wyjaśniać kongresmanom i amerykańskiej opinii publicznej, jakie konsekwencje będzie miało przyjęcie traktatu. Taka działalność na rzecz propagowania i forsowania wyznawanych przez siebie poglądów (policy lobbing) w warunkach amerykańskich wymaga stworzenia kosztownego, rozbudowanego systemu mechanizmów społecznego nacisku na ogromną skalę. Wśród konserwatywnej części wyborców w Stanach Zjednoczonych jest jednak grupa dobrze zorganizowana i zdeterminowana, aby wspierać, przede wszystkim finansowo, działalność instytucji takich, jak tu opisane. Szacuje się, że rocznie dysponują one środkami w wysokości około miliarda dolarów.

Ludzie tacy jak Bill Gates czy George Soros inwestują miliony dolarów we wspieranie wyznawanych przez siebie poglądów równie chętnie jak w swój biznes. Jednak te rekiny wybierają zdecydowanie kurs "postępowy". Ośrodki konserwatywne istnieją dzięki mniejszym, ale liczniejszym dotacjom zwykłych Amerykanów, najczęściej z tzw. klasy średniej, drobnych przedsiębiorców i specjalistów. To dzięki nim wahadło ideowe i polityczne Ameryki nie odchyla się pod wpływem politycznie poprawnej propagandy całkowicie w stronę lewicowo-liberalnych utopii forsowanych przez media i szkolnictwo.

Piotr Falkowski
31 grudnia 2010

Źródło:

NASZ DZIENNIK, 31 XII 2010 – 2 I 2011, Nr 305 (3931)

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek