Fa­chow­cy od hi­sto­rii


Lech-Walesa-president-photo01-interZ któ­rej stro­ny na pro­blem nie spoj­rzeć, to i tak wi­nien IPN. Ko­mu­nizm nie­win­ny, ale je­go ba­da­cze jak naj­bar­dziej. Nie Wa­łę­sa wi­nien  i je­go po­krę­co­ny ży­cio­rys, z któ­rym so­bie nie da­je ra­dy, ale IPN ujaw­nia­ją­cy do­ku­men­ty i ba­da­ją­cy prze­szłość. I Gross z Mich­ni­kiem i Hen­ry­ką Krzy­wo­nos za­tro­ska­ni sta­nem pań­stwa do­no­szą do pre­zy­den­ta na IPN.

Czy­ta­jąc ty­tuł in­for­ma­cji PAP-owskiej „Wa­łę­sa: na­le­ży to to­wa­rzy­stwo jak naj­szyb­ciej roz­go­nić” nie mia­łem wąt­pli­wo­ści, że cho­dzi Wa­łę­sie o roz­go­nie­nie hi­sto­ry­ków In­sty­tu­tu Pa­mię­ci Na­ro­do­wej. Roz­go­nić i po­wo­łać. Ko­go po­wo­łać? Fa­chow­ców – do­da­je czło­nek eu­ro­pej­skiej Ra­dy Mę­dr­ców. Na­zwi­ska fa­chow­ców, któ­rzy ma­ją za­stą­pić hi­sto­ry­ków nie pa­da­ją.

Wa­łę­sa mó­wi, że nie za­sta­no­wił się jesz­cze, jak sko­rzy­sta z akt, do któ­rych uzy­skał do­stęp, ale PAP nie­ofi­cjal­nie się do­wia­du­je – po­wo­łu­je się na źró­dła z oto­cze­nia b. pre­zy­den­ta, że cho­dzi o sie­dem do­ku­men­tów z lat 1970-76, gdy Wa­łę­sa był za­re­je­stro­wa­ny, ja­ko taj­ny współ­pra­cow­nik SB o kryp­to­ni­mie „Bo­lek”.

Czy Wa­łę­sa nie do­strzegł ich obec­no­ści w pra­cy Sła­wo­mi­ra Cenc­kie­wi­cza i Pio­tra Gon­tar­czy­ka o so­bie? Po­trze­ba aż ty­le za­cho­du? Czy przez te trzy la­ta, ja­kie upły­nę­ły od wy­da­nia książ­ki ja­kiś fa­cho­wiec od hi­sto­rii, cho­ciaż­by i tak sro­gi re­cen­zent pra­cy „SB a Lech Wa­łę­sa” jak An­drzej Frisz­ke, pod­wa­żył ich au­ten­tycz­ność? Za­kwe­stio­no­wał fak­ty po­da­ne w pra­cy na­uko­wej? Ja­ki­kol­wiek fakt, cho­ciaż je­den?

Lech Wa­łę­sa, po­sia­dacz tu­zi­na z okła­dem dok­to­ra­tów ho­no­ris cau­sa przy­zna­je, że nie miał cza­su się za­sta­no­wić jak do­ku­men­ty IPN-u wy­ko­rzy­sta. A prze­cież zda­je się ma do­świad­cze­nie w ko­rzy­sta­niu z ta­kich do­ku­men­tów? Gdy był pre­zy­den­tem wie­le ra­zy miał róż­ne do­ku­men­ty do swo­jej dys­po­zy­cji.

A w „Ga­ze­cie Wy­bor­czej” za­miesz­czo­no list otwar­ty, w któ­rym czy­tam, że In­sty­tut Pa­mię­ci Na­ro­do­wej stoi po­nad pra­wem i wy­ma­ga ta sy­tu­acja na­tych­mia­sto­wej ko­rek­ty. Sy­gna­ta­riu­sze li­stu pi­szą, że do­szło do skan­da­lu, któ­ry ujaw­nił ra­żą­ce nie­spój­no­ści pol­skie­go sys­te­mu praw­ne­go.

W koń­cu ktoś po­my­ślał o sta­nie pań­stwa i alar­mu­je gło­wę pań­stwa, mógł­by ktoś po­my­śleć.
Jed­nak nie, cho­dzi o eme­ry­tu­rę hi­sto­ry­ka Ka­ro­la Mo­dze­lew­skie­go. Pro­szą ma­gi­stra hi­sto­rii pre­zy­den­ta o in­ter­wen­cję w kon­kret­nej spra­wie. Cóż ta­kie­go za­nie­po­ko­iło pod­pi­sa­nych pod li­stem? Zgod­nie z kon­sty­tu­cją Rzecz­po­spo­li­ta Pol­ska ma być de­mo­kra­tycz­nym pań­stwem pra­wa, a nie jest. Po­wsta­ły en­kla­wy, „ob­sza­ry wy­łą­czo­ne” i to wy­ma­ga ko­rek­ty. Jed­nym z ta­kich ob­sza­rów jest wła­śnie IPN.

Pre­zy­dent wi­nien prze­jąć ini­cja­ty­wę i przy­wró­cić spój­ność pań­stwu – oczy­wi­ście „pań­stwu pra­wa”. Kto po­wo­łu­jąc się na kon­sty­tu­cję po­sta­no­wił po­trosz­czyć się o stan pań­stwa?

Pod li­stem wid­nie­ją mię­dzy in­ny­mi pod­pi­sy Se­we­ry­na Blumsz­tajn, An­drze­ja Ce­liń­skie­go, Krzysz­to­fa Kró­la, Ada­ma Mich­ni­ka, Lesz­ka Mo­czul­skie­go, Ja­na To­ma­sza Gros­sa oraz cał­kiem nie­daw­no od­kry­tej Hen­ry­ki Krzy­wo­nos.

Blumsz­tajn za­sły­nął na sa­lo­nach zwró­ce­niem Le­cho­wi Ka­czyń­skie­mu w 2008 ro­ku Krzy­ża Ko­man­dor­skie­go z Gwiaz­dą Or­de­ru Od­ro­dze­nia Pol­ski. Blumsz­tajn tłu­ma­czył się tym, że pre­zy­dent „znie­wa­ża do­ro­bek, hi­sto­rię i sym­bo­le opo­zy­cji de­mo­kra­tycz­nej i „So­li­dar­no­ści””.

So­cjo­log Gross, co ja­kiś czas zwra­ca na sie­bie uwa­gę. Dać mu pió­ro do rę­ki to nie tyl­ko pod­pi­sze list w spra­wie IPN, ale za jed­nym za­ma­chem mach­nie „Zło­te żni­wa II” i „Zło­te żni­wa III” i wy­daw­nic­two „Znak” try­lo­gię gros­so­wą wy­dru­ku­je.

Z ko­lei Hen­ry­ka Krzy­wo­nos zdo­by­ła sa­lo­ny bro­niąc Le­cha Ka­czyń­skie­go przed je­go bra­tem Ja­ro­sła­wem. Pod­pi­sa­ny Adam Mich­nik to hi­sto­ryk sam w so­bie. Co za per­so­ny się ze­bra­ły „pod jed­nym li­stem” – na koń­cu zda­nia miej­sce na emo­ti­kon po­dzi­wu.
Pod­pi­sa­ni do­nie­śli do pa­ła­cu pre­zy­denc­kie­go, że war­szaw­ski sąd jest nie­win­ny gdyż jest bez­sil­ny, i nie ma in­stru­men­tów, by co­kol­wiek od IPN wy­eg­ze­kwo­wać. In­sty­tut jest nie­ty­kal­ny i wy­łą­czo­ny spod ry­go­rów pra­wa – czy­ta­my.

Wy­star­czy­ło po­słu­chać Mich­ni­ka, któ­ry prze­cież po­wie­dział – że „ten in­sty­tut jest jak­by z grze­chu po­czę­ty” i czym­kol­wiek on by się zaj­mo­wał, to ta­ka in­sty­tu­cja nie po­win­na po­wstać.
„Nie­pro­szą­cy o in­ter­wen­cję” skar­żą się: „nie ma jed­nak in­stru­men­tów, by co­kol­wiek od IPN wy­eg­ze­kwo­wać”, a zbie­giem oko­licz­no­ści te­go sa­me­go dnia 1 lu­te­go Wa­łę­sa nie tyl­ko, że wy­eg­ze­kwo­wał, to za­pew­ne chciał­by eg­ze­ku­cji – roz­go­nie­nia te­go to­wa­rzy­stwa.

A w so­bo­tę prze­czy­ta­łem w „Rzecz­po­spo­li­tej” u Agniesz­ki Ry­bak, że po 20 la­tach wal­ki Woj­ciech Ja­ru­zel­ski wy­gry­wa woj­nę o kształt pa­mię­ci o so­bie i swo­jej for­ma­cji.

Przy­ja­ciel ge­ne­ra­ła, so­cjo­log i dzia­łacz ko­mu­ni­stycz­ny w okre­sie PRL Je­rzy Wiatr, dziś rek­tor Eu­ro­pej­skiej Wyż­szej Szko­ły Pra­wa i Ad­mi­ni­stra­cji pod­kre­śla, że więk­sza część Po­la­ków od­rzu­ca ob­raz, któ­ry pró­bo­wał na­rzu­cić IPN: po­dzia­łu na praw­dzi­wych pa­trio­tów i zdraj­ców.

Jak wi­dać, z któ­rej stro­ny na pro­blem nie spoj­rzeć, to i tak wi­nien IPN. Ko­mu­nizm nie­win­ny, ale je­go ba­da­cze jak naj­bar­dziej. Nie Wa­łę­sa wi­nien i je­go po­krę­co­ny ży­cio­rys, z któ­rym so­bie nie da­je ra­dy, ale IPN ujaw­nia­ją­cy do­ku­men­ty i ba­da­ją­cy prze­szłość.

I Gross z Mich­ni­kiem i Hen­ry­ką Krzy­wo­nos za­tro­ska­ni sta­nem pań­stwa do­no­szą do pre­zy­den­ta na IPN.

A cy­to­wa­ny w Rzecz­po­spo­li­tej Je­rzy Wiatr mó­wi, że Ja­ru­zel­ski „woj­nę o pa­mięć” roz­po­czął w 1991 ro­ku, gdy z ini­cja­ty­wy KPN chcia­no roz­li­czyć au­to­rów sta­nu wo­jen­ne­go. Bio­graf Ja­ru­zel­skie­go Lech Ko­wal­ski przy­po­mi­na, jak emi­sja w TVP fil­mu „To­wa­rzysz ge­ne­rał” po­sta­wi­ła scho­ro­wa­ne­go i nie­do­łęż­ne­go Ja­ru­zel­skie­go na rów­ne no­gi. Roz­po­czął ga­lo­pa­dę od sta­cji te­le­wi­zyj­nej do sta­cji. „Był nie do za­trzy­ma­nia. Na­gle ozdro­wiał, wszę­dzie go by­ło peł­no”.

Dzi­siaj o wi­dze­niu hi­sto­rii PRL, o „hań­bie do­mo­wej”, i o tym, czy hi­sto­ria po­win­na być na­uczy­ciel­ką ży­cia, nie de­cy­du­je IPN i to jak by­ło na­praw­dę. In­sty­tut Pa­mię­ci Na­ro­do­wej mo­że wy­dać i ty­siąc prac na­uko­wych: o oku­pa­cji so­wiec­kiej i o sta­li­ni­zmie, o Mi­ni­ster­stwie Bez­pie­czeń­stwa Pu­blicz­ne­go oraz o zbrod­niach In­for­ma­cji Woj­sko­wej i o ży­cio­ry­sach póź­niej­szych re­wi­zjo­ni­stów, a z dru­giej stro­ny o NSZ i AK, o żoł­nier­zach wy­klę­tych o bo­ha­te­rach, ale to nie wy­star­czy.

O tym jak by­ło na­praw­dę za­de­cy­du­je się w jed­nym czy dru­gim pro­gra­mie te­le­wi­zyj­nym. A dzi­siaj me­dia fra­pu­ją py­ta­nia: „Z czym ko­ja­rzy się PRL?” – i ze­staw od­po­wie­dzi od pasz­te­to­wej po pa­pier to­a­le­to­wy wi­szą­cy na szyi. Ostat­nio na­tra­fi­łem na py­ta­nie – „Czym pach­nia­ły świę­ta w PRL-u?”. I nie cho­dzi­ło o za­pach 1 ma­ja czy 22 lip­ca, a o Bo­że Na­ro­dze­nie. Po­dob­no w pod­sta­wów­kach do­sta­wa­ło się pacz­ki ze Związ­ku Ra­dziec­kie­go i pach­nia­ły z nich ku­bań­skie po­ma­rań­cze. Ko­lej­ne me­dial­ne py­ta­nie – „Czy stan wo­jen­ny był po­trzeb­ny” – kto z pod­pi­sa­nych pod li­stem do pre­zy­den­ta dwa­dzie­ścia lat te­mu by od­wa­żył się je za­dać?

A dzi­siaj jak naj­po­waż­niej py­ta­ją i ana­li­zu­ją od­po­wie­dzi. Kto od­po­wia­da na an­kie­ty? Ci, któ­rych hi­sto­rii naj­now­szej pra­wie się nie uczy.

A mło­dych hi­sto­ry­ków z IPN roz­go­nić i pod nos pod­su­nąć mi­kro­fon świad­ko­wi hi­sto­rii Wa­łę­sie, któ­ry co mie­siąc coś so­bie przy­po­mi­na, a po­tem po­now­nie za­po­mi­na.

Prze­wod­ni­czą­ca ko­le­gium IPN Bar­ba­ra Fe­dy­szak-Ra­dzie­jow­ska za­sta­na­wia się, dla­cze­go In­sty­tu­to­wi od sa­me­go po­cząt­ku to­wa­rzy­szy­ła wro­gość opi­nio­twór­czych śro­do­wisk. In­sty­tu­cja, któ­ra sym­bo­li­zu­je od­cho­dze­nie od PRL, a nie trans­for­mo­wa­nie jej w III RP, bu­dzi­ła i na­dal bu­dzi tak wiel­ki opór wie­lu śro­do­wisk. Da się to wy­tłu­ma­czyć?

Pre­zy­dent Bro­ni­sław Ko­mo­row­ski jest z wy­kształ­ce­nia hi­sto­ry­kiem szko­ły war­szaw­skiej, pre­mier Do­nald Tusk, jest hi­sto­ry­kiem z gdań­skiej szko­ły, mar­sza­łek sej­mu hi­sto­ryk Grze­gorz Sche­ty­na re­pre­zen­tu­je uczel­nię wro­cław­ską, a mar­sza­łek se­na­tu Bog­dan Bo­ru­se­wicz ukoń­czył hi­sto­rię na lu­bel­skim KUL-u. Wszy­scy by­li opo­zy­cjo­ni­sta­mi. Czte­ry naj­waż­niej­sze funk­cje w pań­stwie peł­nią wy­kształ­ce­ni hi­sto­ry­cy.

I w ta­kim pań­stwie, pu­bli­cy­sta Piotr Za­rem­ba, bi­je na alarm, że Mu­zeum Hi­sto­rii Pol­ski jest na kro­plów­ce. W ubie­głym ro­ku po­win­na być za­koń­czo­na Bu­do­wa Eu­ro­pej­skie­go Cen­trum So­li­dar­no­ści, a tym­cza­sem jej fun­da­men­ty po­kry­te są śnie­giem? Na­uka hi­sto­rii naj­now­szej jest ogra­ni­cza­na w szko­le, a tak na­praw­dę li­kwi­do­wa­na.

Dla­cze­go? Czy mo­że cho­dzi o hi­sto­rię ”tu i te­raz” i po­trzeb­ni są od niej fa­chow­cy, a nie hi­sto­ry­cy? Fa­chow­cy od hi­sto­rii? Ta­cy jak so­cjo­log Gross?

Re­kon­tra

Źródło: Warszawskagazeta.pl – 8 lutego 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek