Mirosław Kokoszkiewicz: Vademecum konfidenta


Merkel i PutinNie trze­ba wiel­kiej in­te­li­gen­cji by dojść do wnio­sku, że pol­ską ra­cją sta­nu by­ło­by do­ko­na­nie uczci­wej lu­stra­cji i zde­ma­sko­wa­nie ob­cej agen­tu­ry, co wy­trą­ci­ło­by ob­cym służ­bom spe­cjal­nym moż­li­wość gry tą wie­dzą ta­jem­ną…

Nie­ste­ty to, co wo­kół lu­stra­cji dzie­je się w Pol­sce, zda­je się być ni­czym in­nym jak, dzia­ła­niem na rzecz Mo­skwy i Ber­li­na, pro­wa­dzo­nym w ce­lu za­pew­nie­nia tam­tej­szym służ­bom spe­cjal­nym sku­tecz­ne­go roz­gry­wa­nia pol­skiej sce­ny po­li­tycz­nej i go­spo­dar­czej, z wy­ko­rzy­sta­niem ak­ty­wów, w któ­re wy­po­sa­ży­li je, do dziś bez­kar­ni, re­ne­ga­ci po­prze­bie­ra­ni w pol­skie mun­du­ry.

Mi­nę­ło już po­nad dwa­dzie­ścia lat od pa­mięt­nej trans­for­ma­cji ustro­jo­wej. Co praw­da w 2009 ro­ku, w okrą­głą, dwu­dzie­stą rocz­ni­cę ob­rad okrą­głe­go sto­łu, czy­nio­no ja­kieś pró­by pod­su­mo­wań owych dwóch de­kad i to w wie­lu ob­sza­rach na­sze­go ży­cia, ale po­mi­nię­to wów­czas nie­ste­ty jed­ną bar­dzo waż­ną dzie­dzi­nę.

Mo­im zda­niem nad­szedł już naj­wyż­szy czas, aby wła­śnie z Pol­ski po­szedł w świat praw­dzi­wy be­st­sel­ler, opra­co­wa­ny przez na­szych ro­dzi­mych spe­cja­li­stów,  za­ty­tu­ło­wa­ny „Va­de­me­cum kon­fi­den­ta”.

W III RP wy­pra­co­wa­no bo­wiem wie­le bar­dziej lub mniej sku­tecz­nych spo­so­bów na wy­bie­la­nie, uspra­wie­dli­wia­nie i roz­grze­sza­nie ka­pu­siów ko­mu­ni­stycz­nej bez­pie­ki. Oczy­wi­ście prym w tej, jak­że de­li­kat­nej, ma­te­rii wio­dła za­ło­ga z Czer­skiej i to wła­śnie „Ga­ze­ta Wy­bor­cza” oraz mia­no­wa­ne przez nią au­to­ry­te­ty po­sia­da­ją więk­szość pa­ten­tów w tej dzie­dzi­nie. Dość wspo­mnieć, że to „Wy­bor­cza” udzie­li­ła go­ścin­nych ła­mów spe­co­wi od li­dów an­ty­pa­pie­skich – Ma­lesz­ce vel Kat­ma­no­wi. Z te­go wła­śnie wzglę­du tyl­ko ktoś ze staj­ni Mich­ni­ka po­wi­nien do­stą­pić za­szczy­tu pierw­szeń­stwa w opra­co­wa­niu i opu­bli­ko­wa­niu owe­go po­rad­ni­ka. Ja mu tyl­ko skrom­nie pod­po­wia­dam.

Ktoś mo­że po­wie­dzieć, że te an­ty­lu­stra­cyj­ne hi­ste­rie sa­lo­now­ców III RP, któ­re trwa­ją już od po­nad dwu­dzie­stu lat to tyl­ko ta­ka uro­da de­mo­kra­cji w wy­da­niu pol­skim. Ja jed­nak twier­dzę, że świad­czy to o czymś zu­peł­nie in­nym. Otóż Pol­ska su­we­ren­nym kra­jem nie jest z tej pro­stej przy­czy­ny, że każ­dy nie­wy­god­ny dla Ber­li­na i Mo­skwy rząd w War­sza­wie mu­si upaść, po­mi­mo iż zo­sta­je po­wo­ła­ny zgod­nie de­mo­kra­tycz­ny­mi pro­ce­du­ra­mi.

Ca­ła ta­jem­ni­ca za­wie­ra się w pew­nej wsty­dli­wie skry­wa­nej in­for­ma­cji, ja­ką po­zy­skał An­to­ni Ma­cie­re­wicz w 1992 ro­ku i któ­rą po­dał do pu­blicz­nej wia­do­mo­ści. A brzmi ona na­stę­pu­ją­co – ar­chi­wal­ne za­so­by ko­mu­ni­stycz­nych służb jesz­cze przed trans­for­ma­cją ustro­jo­wą zo­sta­ły zmi­kro­fil­mo­wa­ne przy­naj­mniej w trzech eg­zem­pla­rzach, z cze­go dwie ko­pie znaj­du­ją się po­za gra­ni­ca­mi na­sze­go kra­ju.

Nie trze­ba wiel­kiej in­te­li­gen­cji, by dojść do wnio­sku, że pol­ską ra­cją sta­nu by­ło­by do­ko­na­nie uczci­wej lu­stra­cji i zde­ma­sko­wa­nie ob­cej agen­tu­ry, co wy­trą­ci­ło­by ob­cym służ­bom spe­cjal­nym moż­li­wość gry tą wie­dzą ta­jem­ną. Nie­ste­ty to, co wo­kół lu­stra­cji dzie­je się w Pol­sce, zda­je się być ni­czym in­nym, jak dzia­ła­niem na rzecz Mo­skwy i Ber­li­na, pro­wa­dzo­nym w ce­lu za­pew­nie­nia tam­tej­szym służ­bom spe­cjal­nym sku­tecz­ne­go roz­gry­wa­nia pol­skiej sce­ny po­li­tycz­nej i go­spo­dar­czej, z wy­ko­rzy­sta­niem ak­ty­wów, w któ­re wy­po­sa­ży­li je, do dziś bez­kar­ni re­ne­ga­ci, po­prze­bie­ra­ni w pol­skie mun­du­ry.

Gdy­by nie po­wa­ga sy­tu­acji, to hi­sto­ria ochro­ny ob­cej agen­tu­ry w Pol­sce mo­gła­by po­słu­żyć do na­krę­ce­nia świet­nej ko­me­dii opar­tej na oczy­wi­stych ab­sur­dach.

Ja po­sta­ram się w skró­cie przed­sta­wić naj­czę­ściej sto­so­wa­ne spo­so­by i ja­koś je na­zwać.

1. Spo­sób „Na Wal­te­ra i Wej­cher­ta”
Jest to dość pro­sty i nie­skom­pli­ko­wa­ny spo­sób, któ­re­go pod­sta­wo­wą wa­dą jest to,
iż do­ty­czy sto­sun­ko­wo nie­wiel­kiej gru­py osób. Cho­dzi, bo­wiem tyl­ko o człon­ków rad nad­zor­czych me­diów i nie­któ­rych wła­ści­cie­li. Wy­star­czy zre­zy­gno­wać z człon­ko­stwa w ta­kiej ra­dzie i pod­sta­wić tam za­ufa­ne­go czło­wie­ka i już nie trze­ba skła­dać oświad­cze­nia lu­stra­cyj­ne­go. Ko­lej­ną wa­dą ta­kie­go roz­wią­za­nia jest to, że na­sza kon­fi­denc­ka prze­szłość i tak mo­że kie­dyś wy­pły­nąć, lecz je­śli nie ma­my wie­dzy, czy coś się w ar­chi­wach za­cho­wa­ło, to mo­że­my po pro­stu spo­koj­nie prze­cze­kać, ufa­jąc w Kisz­cza­ka i je­go ak­cję nisz­cze­nia akt, któ­rą prze­pro­wa­dzał już za cza­sów cha­ry­zma­tycz­ne­go pre­mie­ra Ma­zo­wiec­kie­go.

2. Dru­ga me­to­da ma za­sto­so­wa­nie u wszyst­kich tych, któ­rzy wie­dzą, że tecz­ka się za­cho­wa­ła, ale nie są do koń­ca pew­ni, czy jest kom­plet­na. W ta­kim przy­pad­ku wy­stę­pu­je­my pu­blicz­nie i oświad­cza­my, że co praw­da coś tam pod­pi­sa­li­śmy, ale uczy­ni­li­śmy to dla jaj – spo­sób zwa­ny po­pu­lar­nie „Na Pi­wow­skie­go” lub z cie­ka­wo­ści i chę­ci przy­gód – „Na Wo­ło­szań­skie­go”, al­bo pod­pi­sa­li­śmy, ale nic nie ro­bi­li­śmy – „Na Ze­ga­rek” czy jak nie­któ­rzy mó­wią – „Na So­lo­rza”.
Tu rów­nież trze­ba wy­ka­zać się moc­ny­mi ner­wa­mi i za­ufa­niem do Kisz­cza­ka.

3. Me­to­da trze­cia ma swo­je źró­dła w sta­ro­żyt­no­ści i no­si na­zwę „Na Pla­to­na” lub bar­dziej swoj­sko „Na Ewę Mi­le­wicz” – to po jej słyn­nym tek­ście „Mo­ja prze­szłość jest mo­ja”, mó­wią­cym o du­mie, mo­ral­no­ści i głu­pim, nie­ludz­kim pra­wie two­rzo­nym przez ka­czy­stów, któ­re­go to pra­wa w imię owej du­my i mo­ral­no­ści nie na­le­ży wy­ko­ny­wać. Me­to­da ta do­ty­czy wszyst­kich tych kon­fi­den­tów, na któ­rych te­mat za­cho­wa­ły się ma­te­ria­ły, lecz oni da­lej chcą za­cho­wać do­tych­cza­so­we po­zy­cje i ty­tu­ły „au­to­ry­te­tów mo­ral­nych”. Skąd tu Pla­ton? Ta­kie to bo­wiem sta­no­wi­sko  na­le­ży uznać za nic in­ne­go, jak wzy­wa­nie do oby­wa­tel­skie­go nie­po­słu­szeń­stwa i ła­ma­nia pra­wa, czy­li jak mó­wił Pla­ton: „Zo­hy­dza­ją spra­wie­dli­wość w oba­wie, że zo­sta­nie im wy­mie­rzo­na”
4. Czwar­ty spo­sób moż­na śmia­ło okre­ślić mia­nem „Na pro­fe­so­ra Wolsz­cza­na”.
Je­że­li ist­nie­je opa­trzo­ne wła­sno­ręcz­nym pod­pi­sem zo­bo­wią­za­nie do współ­pra­cy oraz po­kwi­to­wa­nia od­bio­ru pie­nię­dzy i pre­zen­tów, wte­dy na me­lo­dię sta­re­go szla­gie­ru „Wi­ła wian­ki i wrzu­ca­ła je do fa­lu­ją­cej wo­dy”, opo­wia­da­my przed ka­me­ra­mi o tym, jak to za­raz po wyj­ściu ze spo­tka­nia z es­be­kiem wrzu­ca­li­śmy otrzy­ma­ne do­bra i pie­nią­dze z mo­stu do wo­dy.
Gdy­by żył nie­od­ża­ło­wa­ny Sta­ni­sław Ba­re­ja, to dra­ma­tycz­ny gest pro­fe­so­ra Wolsz­cza­na mógł­by wy­glą­dać tak:
Na to­ruń­skim mo­ście na Wi­śle stoi na­uko­wiec zna­ny z ogrom­nych wprost am­bi­cji oraz skłon­no­ści do ży­cia w luk­su­sie i w świe­tle ju­pi­te­rów. Rzecz dzie­je się w la­tach 70-tych, kie­dy to bra­ku­je nie­mal wszyst­kie­go. Nasz bo­ha­ter jed­nak, ja­ko czło­wiek nie­zwy­kle uczci­wy i wraż­li­wy, wy­do­by­wa zza pa­zu­chy szyn­kę kon­ser­wo­wą mar­ki „Kra­kus” i wrzu­ca ją do fa­lu­ją­cej wo­dy. Na­stęp­nie się­ga po ko­niak „Na­po­le­on” i ka­wę „Moc­ca” z Pe­we­xu, czy­niąc z ni­mi to sa­mo. Na­pię­cie na­ra­sta w mo­men­cie, kie­dy ka­me­ra na­jeż­dża na wy­cią­gnię­ty przez bo­ha­te­ra z kie­sze­ni skó­rza­ny port­fel. Na­uko­wiec od­li­cza to, co za­ro­bił uczci­wie na uczel­ni od te­go, co otrzy­mał od bez­pie­ki za nic nie war­te do­no­sy i ci­ska w wo­dę plik bank­no­tów z wy­raź­nym obrzy­dze­niem. Sce­nę koń­czy po­wo­li zni­ka­ją­cy w ka­drze, od­cho­dzą­cy po­wol­nym kro­kiem do­no­si­ciel taj­nych służb ko­mu­ni­stycz­nych, któ­ry od­gry­wa to wzru­sza­ją­ce ka­thar­sis kil­ka­dzie­siąt ra­zy w cią­gu pra­wie dzie­się­ciu lat.

5. Pią­ty spo­sób po­ra­dze­nia so­bie z do­no­si­ciel­ską prze­szło­ścią za­sy­gna­li­zu­ję tyl­ko dla po­rząd­ku i po­in­for­mo­wa­nia czy­tel­ni­ków, że ta­ka me­to­da w ogó­le ist­nie­je. Zwie się ona „Na fra­je­ra” i po­le­ga ona ni mniej ni wię­cej, jak na wy­zna­niu ca­łej praw­dy i przy­zna­niu się do wi­ny oraz prze­pro­sze­niu za krzyw­dy, oka­za­niu skru­chy i szcze­rej proś­bie o wy­ba­cze­nie.
Tej me­to­dy sta­now­czo nie za­le­cam, ja­ko nie­wy­pró­bo­wa­nej, gdyż co za tym idzie – nie­zna­ne są jej za­le­ty ani wa­dy. Wła­ści­wie już sa­ma jej na­zwa sku­tecz­nie od­strę­cza od sto­so­wa­nia.
http://​ewamilewicz.​blox.​pl/​html

Mi­ro­sław Ko­kosz­kie­wicz
2 marca 2011

Zrodlo: WarszawskaGazeta.pl – Vademecum konfidenta – 02 marca 2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek