Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Kolorowe łatki neoliberalizmu w Polsce


sliwinski_prof_foto_interNeoliberalizm, który w świecie upadł pod ciosami globalnego kryzysu gospodarczego, nadal w polskiej polityce święci triumfy. Wszystkie partie występujące na scenie politycznej, niezależnie od kolorowych dodatków, są do neoliberalizmu przywiązane i z różnych powodów nie potrafią z nim zerwać. To się dla nich musi źle skończyć.

Spektrum krytyki neoliberalizmu w świecie jest zbyt szerokie, aby je tutaj przedstawić. Krytyka neoliberalizmu, czyli dominującej do niedawna doktryny ekonomicznej, płynie z różnych, często antagonistycznych stron. Polsce najbliższa jest krytyka ukazująca neoliberalizm jako doktrynę ekonomiczną, dzięki której wielkie korporacje międzynarodowe (zwłaszcza finansowe, handlowe i militarno-przemysłowe etc.) wraz ze wspierającymi je rządami dokonywały ekspansji na gospodarki krajów „peryferii” (Ameryki Łacińskiej, później Europy Środkowej i Wschodniej). W wielu wypowiedziach przewijają się ostrzejsze zarzuty neokolonializmu i imperializmu. Jest to bliski nam punkt widzenia z dwóch powodów. Po pierwsze, neoliberalna doktryna ekonomiczna, a bardziej dobitnie – jej tezy propagandowe w postaci tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego są w polskiej tradycji myśli ekonomicznej obcym ciałem. Nie tylko blokują odrodzenie tej tradycji, lecz ponadto wprowadzają do świadomości społecznej destrukcyjne „pewniki” ekonomiczne. Neoliberalizm z ostatnich dwudziestu lat był rażąco sprzeczny z polską tradycją i kulturą narodową (w szerokim znaczeniu). Polska kultura narodowa ma charakter wspólnotowy. Niemożliwe jest współistnienie tej kultury i apologetyki wolnej konkurencji oraz skrajnego indywidualizmu. Po drugie, doświadczenie minionych dwudziestu dwóch lat jest poważnym doświadczeniem historycznym, które będzie coraz silniej określało świadomość społeczną. W tym kontekście krytyka doktryny neoliberalnej jest sprzężona z dwoma dochodzącymi do głosu czynnikami. Jednym z nich jest doświadczenie społecznych i ekonomicznych skutków „transformacji ustrojowej”, w tym szczególnie prywatyzacji (przejęcia polskiego kapitału przez interesy zewnętrzne i mafijne). Dotychczasowa ostrożność lub nawet bojaźliwość pojawiająca się przy formułowaniu takich opinii – jako radykalnych lub niepoprawnych politycznie – stopniowo zaczyna znikać (od momentu szokującej likwidacji polskiego przemysłu stoczniowego). Drugim czynnikiem jest wypalanie się propagandy sukcesu, które także od pewnego czasu jest widoczne, a które niebawem jeszcze się spotęguje wskutek przyspieszonego pogarszania się sytuacji materialnej Polaków.

Na tym z konieczności luźno zaznaczonym tle może zdumiewać fenomen paraliżu intelektualnego głównych partii politycznych w Polsce, co przecież musi wywoływać podejrzenie, że są one intelektualnie jałowe albo są całkowicie bezwolnym narzędziem neoliberalnych interesów zagranicznych i mafijnych. Przyjmują pozę nocnego stróża, który nie ma już czego pilnować. Przenikliwość polityczna w Polsce może nie jest duża, ale w sytuacji pogłębiającego się rozdźwięku między odwrotem od neoliberalizmu w świecie i trzymaniem się neoliberalizmu w Polsce wiele nie trzeba, aby dała znać o sobie.

Czy mamy w Polsce do czynienia z neoliberalnym konsensusem głównych partii politycznych (łącznie z Prawem i Sprawiedliwością)? Wszystko wskazuje na odpowiedź twierdzącą. Z jednej strony wskazuje na to faktyczny brak poważnej dyskusji o sytuacji makroekonomicznej kraju i ostrych przejawach kryzysu społecznego, moralnego i ekonomicznego. Takie dyskusje toczą się wyłącznie poza obrębem partii politycznych, które zadowalają się zbieraniem szyszek po wyrąbanych drzewach. Z drugiej strony, wśród polityków cały czas brylują „ekonomiści z importu” – wychowankowie neoliberalnych uczelni i fundacji zagranicznych. Żaden z tych ekonomistów dotychczas nie potrafił się przełamać, aby zakwestionować sens dotychczasowej polityki neoliberalnej (nie licząc na samokrytykę). O problemach gospodarczych Polski milczą. Powtarzają zużyte stare zalecenia oraz polemizują między sobą o to, który z nich jest mądrzejszy. W czasach stalinizmu funkcjonował zarzut formułowany pod adresem funkcjonariuszy partyjnych: „oderwania się od mas”. Obecnym partiom czegoś takiego wyraźnie brakuje.

Nie zamierzam tutaj wyróżniać w jakikolwiek sposób Prawa i Sprawiedliwości. Podzielam opinię, że „część ekonomiczna” programu tej partii jest słaba. Słabość polega być może na ostrożności w formułowaniu kwestii ekonomicznych. W każdym razie poza zasięgiem tego programu znajdują się nowe tendencje polityczne. Taką ogólną tendencją jest większe zaangażowanie w sprawach społeczno-gospodarczych, co zasadniczo może zmienić model działalności politycznej. Dzisiejsze partie są partiami narracji ekonomicznej, a nie partiami działalności ekonomicznej. Nie chodzi już o to, kto jakie wyznaje poglądy ekonomiczne, ale coraz bardziej o to, czy efektywnie działa na rzecz rozwoju gospodarczego i wykorzenienia patologii w biznesie.

Takie rafy, na których w wielu krajach rozbiła się polityka neoliberalna, jak na przykład ochrona własności publicznej, bezpieczeństwo socjalne, jakość regulacji gospodarczych, zwalczanie międzynarodowej przestępczości gospodarczej, wzmocniony nadzór nad instytucjami finansowymi czy nawet protekcjonizm, są nie do ominięcia. A zarazem są to niejako elementy konstrukcyjne aktywnego działania na rzecz rozwoju gospodarczego, toteż niewątpliwie posłużą do budowy alternatywnego programu politycznego. Partie, które nie zdążą tego zrozumieć, znajdą się na ławce karnej.

Ale nawet jeśli któraś z nich zdąży oswoić się z upadkiem neoliberalizmu i koniecznością prowadzenia aktywnego działania na rzecz rozwoju gospodarczego – bez bezmyślnego oczekiwania na cudowne siły rynkowe – może przegrać. Bo oto pojawiła się druga tendencja, którą niewielu polityków dostrzega lub traktuje poważnie. To tendencja rewindykacyjna. Nie jest ona czymś niespotykanym czy nieracjonalnym. Przeciwnie, jest ona naturalnym i rozumnym kierunkiem odzyskania siły ekonomicznej: kapitału, praw, godności. Dominacja neoliberalnej doktryny ekonomicznej stanowiła kaganiec nałożony na przeważającą część opinii społecznej w sprawach ekonomicznych. Zdaje się, że postawienie drugiej grubej kreski nie będzie możliwe. Niewykluczone, że to właśnie będzie główny nurt polityczny, który zyska popularność. Kolorowe łatki będą wówczas zbyteczne.

Prof. dr hab. Artur Śliwiński

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny, 2011-04-13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek