Tygodnik Solidarność: Stan zagrożenia


okladka-tygodnik-solidarnoscDane opublikowane przez GUS są znacznie gorsze niż przewidywali specjaliści i nie pozostawiają złudzeń. Mamy do czynienia z najwyższą inflacją od 10 lat. Opieszałość rządu czy NBP powoduje, że sytuacja staje się niebezpieczna.

To, o czym dotychczas Polacy przekonywali się podczas zakupów, właśnie zaczęły pokazywać statystyki. W maju, według danych GUS, ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 5 proc. w porównaniu do maja ub.r.

Henryk Nakonieczny z prezydium Komisji Krajowej Solidarności nie ma wątpliwości: tak wielka inflacja jest bardzo niebezpieczna przede wszystkim dla rodzin pracowniczych. Pracodawcy, osoby majętne, wysocy urzędnicy państwowi odczują to mniej. Galopująca inflacja uderzy szczególnie w rodziny o niskich dochodach i w rodziny wielodzietne. Dla nich to, jego zdaniem, już stan zagrożenia.

– To w nie uderzają podwyżki tego, co jest najbardziej potrzebne do życia, czyli energii, żywności – mówi Nakonieczny. – Wydatki na to stanowią przecież bardzo istotną część ich budżetów domowych.

Galopada cen

Jak podkreśla Henryk Nakonieczny, można było przewidzieć, że tak się stanie, że inflacja wzrośnie do niebezpiecznego poziomu. Dziś związek ostrzega, że to może być trwała tendencja.

– Że wysoka inflacja, odnotowana przez GUS w maju, ale obserwowana gołym okiem przez każdego, może utrzymać się w kolejnych miesiącach, że jest to zjawisko trwałe, a nie tylko incydentalne – mówi.

Na zmniejszenie kłopotów wcale się nie zanosi, bo nie ma widoków na zatrzymanie wzrostu czy nagły spadek cen. Polityka cenowa koncernów paliwowych sprawi, że np. przy dystrybutorze kierowcy latem zapłacą więcej. Prawdopodobnie będą również rosły koszty eksploatacji mieszkań. Wszystko to złoży się na prawdopodobną dalszą galopadę cen.

To prawda, dowodzi Henryk Nakonieczny, że polityka podatkowa rządu dała wpływy do budżetu, rząd może być zadowolony, ale co najgorsze, spowodowała też uderzającą w polską rodzinę inflację, drożyznę. – To nie jest tak, że najtrudniejsze chwile są za nami. Jeśli rząd nie podejmie działań, możemy być pewni problemów w kolejnych miesiącach. Dalszej drożyzny i wzrostu biedy – podkreśla.

Demolka budżetu

Ekonomista prof. Ryszard Bugaj przyznaje, że mamy nieco lepszy stan budżetu państwa. To skutek szybko rosnących cen i wynikających z tego wyższych dochodów podatkowych. Skoro rosną ceny, to rośnie też związany z nimi VAT. Wyższe ceny to wyższe przychody firm, a więc wyższy podatek od ich dochodu. Jednak mamy też uboższe społeczeństwo. Bo inflacja jest dodatkowym podatkiem, który poprawia finanse państwa, ale niszczy przy tym budżety rodzin.

Zbyt szybki wzrost cen ma przy tym inne negatywne skutki demolujące gospodarkę. W krótkim czasie na wysokiej inflacji może korzystać rząd, który może rozgłaszać, że skutecznie łata dziurę budżetową, ale w dłuższym okresie na wysokiej inflacji dobrze nie wychodzi nikt.

Elżbieta Mączyńska z Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, zastrzega jednak, że zawsze ten okres jest cenowo niekorzystny.

– To jakby przednówek. Wzrost cen żywności jest oczywiście bolesny, szczególnie dla uboższych rodzin, bo im mniej zarabiasz, tym więcej wydajesz na żywność. Nie musimy mieć jednak do czynienia, jak chcą media, z epoką wysokich cen. Trzeba poczekać na kolejne dane – zaleca.

Inflacja jest bolesna, ale musimy pamiętać, że ruchy cen są normalne. Niebezpieczny jest dopiero stały wzrost cen.
– Należy poczekać na kolejne dane. Nie jest to wszystko przyjemne, ale nerwowe ruchy mogłyby przynieść efekty inne od oczekiwanych – zaznacza prof. Elżbieta Mączyńska. Tyle że trudno to mówić rodzinom pracowniczym, które odczuwają wzrost cen w sposób najbardziej dojmujący.

Odporni na argumenty

Henryk Nakonieczny podkreśla, że drastyczny wzrost inflacji wymaga konkretnych działań rządu, bo nie ma na co czekać.

– Po pierwsze, trzeba wesprzeć rodziny w najtrudniejszej sytuacji, po drugie ograniczyć koszty, przede wszystkim te wynikające z podatku VAT i akcyzy – zaznacza. Niestety, jak przyznaje, rząd Donalda Tuska jest odporny na argumenty, niewrażliwy na ludzką biedę, na ubożenie polskich rodzin.

Nakonieczny przypomina, że od 2006 r., mimo obietnic i zapisów ustawowych nie jest podnoszony próg uprawniający do uzyskania pomocy socjalnej. Wciąż, mimo inflacji, jest to 351 zł – taki miesięczny dochód na jedną osobę trzeba mieć, żeby móc uzyskać pomoc. To poniżej progu egzystencji.

Także dlatego, że rząd jest odporny na argumenty, 30 czerwca będziemy demonstrować w Warszawie – zaznacza. – W komisji trójstronnej podnosimy te sprawy, ale rządzący nie chcą kompromisu. W jednym, trzeba przyznać, rząd jest konsekwentny: w chęci dotrwania do następnych wyborów. Jeśli nadal będzie się trzymać obecnej linii ignorowania postulatów związków, sytuacja będzie się radykalizować. Związek przedstawia konkretne postulaty, prowadzimy akcje protestacyjne. Żądamy konkretnych działań rządu.

Wojciech Dudkiewicz

Zaskoczeni specjaliści

Dużym zaskoczeniem dla specjalistów jest spory wzrost nie tylko cen żywności – rozpoczął się przecież sezon na warzywa, a ich ceny spadają – ale także odzieży i obuwia. Wszak w tym czasie w poprzednich latach widoczne były sezonowe obniżki cen.

Ernest Pytlarczyk analityk z BRE Banku mówił, że zaskoczenie jest ogromne, Wojciech Matysiak, analityk Banku Pekso twierdził: „nawet najbardziej pesymistyczne prognozy nie wskazywały na tak wysoki wskaźnik”, a Cezary Chrapek z Banku Handlowego przyznał, że dane zaskoczyły wszystkich analityków i cały rynek.

– Podejrzewałem, że ten czynnik ograniczy wzrost inflacji. Najwyraźniej inne czynniki, związane z rynkiem paliw, innych surowców, a także żywności, zadecydowały o tym wzroście. Inflacja na tym poziomie jest szokująco wysoka – mówił w rozmowie z PAP prof. Stanisław Gomułka, b. wiceminister finansów, główny ekonomista BCC.

Zrodlo: Solidarni I Niezalezni – internetowa strona Tygodnika Solidarnosc – 23.06.2011

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek