Jan Pawel II: “Demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm” / O. Tadeusz Rydzyk miał pełne konstytucyjne prawo określić całą sytuację słowami: "to jest totalitaryzm" – Prof. Krystyna Pawłowicz, prawnik Trybunału Stanu


totalitaryzm-kulPrzypomina mi to ciemne czasy, gdy rolników pogardliwie określano kułakami, patriotów wyzywano od zaplutych karłów reakcji. Później słuchaczy Radia Maryja nazwali moherami, a teraz kibiców kibolami

Ktoś nas rozgrywa

Z o. dr. Tadeuszem Rydzykiem CSsR, dyrektorem Radia Maryja, rozmawia Małgorzata Rutkowska

Kolejna bezprecedensowa nagonka na Ojca w wykonaniu najwyższych urzędników państwa pokazuje, że rząd Donalda Tuska boi się rozliczenia za cztery lata zmarnowane dla Polski.

– Ojciec Święty Jan Paweł II powiedział: "Demokracja bez wartości zamienia się w jawny lub ukryty totalitaryzm". Jakie to wartości? Na pewno miłość Boga i miłość człowieka, a jeżeli miłość człowieka, to i miłość Ojczyzny, rodaków zarówno mieszkających w kraju, jak i rozproszonych po całym świecie. Myślę tu np. o Polakach, którzy zostali opuszczeni na Wschodzie, nie mają praktycznie prawa powrotu do Macierzy. Zostali opuszczeni przez własny rząd. Tymczasem dobry rząd powinien być jak dobra matka i dobry ojciec w rodzinie. Rządzenie to roztropna troska o dobro wspólne, a nie urządzanie siebie. Niestety, raz po raz widać, że rządy uprawiają makiawelizm – dobre są wszystkie drogi i środki, które prowadzą do celu, jaki sobie postawili mający władzę. Pamiętam hasło wyborcze pewnej partii: "Aby żyło się lepiej". Ludzie dali się na to nabrać. A potem jest wykluczanie, dyskryminowanie, bo lepiej ma się żyć tylko wybranym grupom, nie wszystkim obywatelom. Tak było w totalitaryzmie, ale teraz bywa sprytniej. Gdy zabraknie miłości Boga i człowieka, można wprowadzić totalitaryzm nawet bez wojska, bez karabinów.

Stosując pozornie łagodne metody?

– Ale równie bolesne. Wykorzystuje się w tym celu administrację, sądy, media. Urzędnicy się boją. Wiem o paru przypadkach zwolnienia z pracy ludzi między innymi za to, że zgodnie z prawem przyznano nam zgodę na wydzierżawienie w Toruniu, w Porcie Drzewnym, terenu o powierzchni 1 ha 200 m kw., i to o 14 razy drożej, niż płacił poprzedni dzierżawca. Za to został zwolniony z pracy człowiek mający siedmioro dzieci. Jak nazwać takie działanie? Z Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska zostali wyrzuceni na bruk prezes Mariusz Gajda, Kazimierz Kujda. Czy to jest demokracja? Mamy obowiązek upominać się o tych ludzi skrzywdzonych.

Przykłady szkodliwych decyzji tego rządu można mnożyć w nieskończoność.

– A sprzedawanie szpitali, nieliczenie się z dobrem pacjentów? Obywatel musi czekać pół roku, rok na badania, nie mówiąc już o kolejce na zabiegi. Gdy kogoś nie stać na prywatne załatwienie sprawy, musi umrzeć. Tak jak tatuś ojca Grzegorza Moja, który – czekając na założenie stentów – zmarł w wieku 61 lat. Ile jest takich przypadków? A sprawa rozkradania Polski? Kto się na tym bogaci? Znam nazwiska ludzi znajdujących się bardzo wysoko w hierarchii społecznej, o których słyszałem, że w bardzo krótkim czasie wzbogacili się – najpierw dostawali setki, tysiące marek, później euro. Tak samo cisza jest wokół tego, jak przejmowali zakłady pracy, dorobek pokoleń rodaków. Co to ma wspólnego z demokracją?

Socjologowie mówią o demokracji fasadowej w Polsce, znanej z państw postkolonialnych.

– Czy to jest demokracja, że ABW wkracza nad ranem do prywatnego mieszkania, robi rewizję, zatrzymuje człowieka za prowadzenie strony w internecie? Czy to jest demokracja, gdy kibiców nazywa się kibolami? Przypomina mi to ciemne czasy, gdy rolników pogardliwie określano kułakami, patriotów wyzywano od zaplutych karłów reakcji. Później nazwali słuchaczy Radia Maryja moherami, a teraz kibiców kibolami. Czy to nie przypomina metod stalinowskich? Narzędziem tej przemocy są też media – można zabić nie tylko fizycznie, ale też medialnie, jak chociażby pewnych księży, których niewinnie wprost zaszczuto. Dziennikarze zachowują się jak najemnicy, a nie jak słudzy prawdy, zapraszają do programów ludzi związanych z obecną ekipą, którzy pozwalają sobie na niewybredne wyzwiska, ataki. A z drugiej strony rządzący pokazują piękne twarze, uśmiechy, zatroskane gesty wyćwiczone przez PR-owskie firmy, by ludzie to przyjęli za dobrą monetę.

Skierowanie premiera Jarosława Kaczyńskiego przez sąd na badania psychiatryczne wprost nawiązuje do szczególnych tradycji "demokracji", ale w wydaniu sowieckim.

– Przypominam, że już w zeszłym roku ludzie spod krzyża na Krakowskim Przedmieściu, spod Pałacu Namiestnikowskiego, byli bezprawnie zabierani przez policję siłą do zakładu psychiatrycznego i tam przetrzymywani. Na czyj rozkaz? Nie wiadomo, nie ma winnego, jakieś ukryte centra tym kierowały. Czy to nie przemoc dotyka teraz pana Jarosława Kaczyńskiego. 6 lipca, gdy szef rządu będzie inaugurował w Brukseli w Parlamencie Europejskim polską prezydencję, były premier ma iść na badania psychiatryczne. Władza przedstawia prezydencję jako swój sukces, urządza show medialny, będzie błyszczeć na salonach, a jednocześnie wysyła człowieka do psychiatry. To jest cyniczna zemsta, i to na ludziach prześladowanych, którym się należy współczucie i szacunek. Oni stracili najbliższych w niewyjaśnionej katastrofie. Tymczasem prawda jest niejasna, czy rodzinom nie udziela się właściwej pomocy. W sumie dostrzegamy brutalne zachowania.

Do czego zmierzają te działania władz?

– Trzeba odpowiedzieć najpierw na pytania, czy w Polsce liczy się każdy człowiek, czy godność każdego obywatela jest respektowana. Widzę, że sprawy idą w dramatycznie złym kierunku. Życzyłbym wszystkim, żeby nie dali się odmóżdżyć, zaczęli prowadzić ze sobą dialog na argumenty – dobra wspólnego, prawdy, wzajemnej miłości, poszanowania, a nie niszczyli jeden drugiego, wyzwalali najniższe instynkty, dzielili Naród. Oby szatan nas nie rozgrywał.

Tak działa Nowa Lewica, która przeprowadza rewolucję kulturową, niszcząc fundamenty cywilizacji zachodniej.
– Nowa Lewica to też totalitaryzm. W PRL było wszystko jasne. Ten system, który idzie, jest jeszcze bardziej przebiegły, bo kieruje ludzi przeciwko ludziom. W tym celu wykorzystuje media, specjalistyczne firmy, które uczą manipulować i zmieniać świadomość. To dzieje się z całymi narodami, co widać chociażby po referendach, w których głosują np. za legalizacją związków homoseksualnych. Tak w ciągu paru lat media mogą spreparować ludzi, zmanipulować ich mentalność, że wprowadzają dla siebie zniewolenie na własne życzenie.

Tym bardziej więc widać, że na przeszkodzie ich planom duchowego podboju Polaków stoją Kościół i Radio Maryja. Stąd te nieustające kampanie nienawiści wobec niezależnych mediów.

– Co oni na nas nie mówią! Biznesmen, maybachy, opływa w luksusy. Można zobaczyć pokój, w którym mieszkam w klasztorze – proste łóżko, biurko, krzesło i szafa. A Radio to jest owoc wspólnego działania ludzi, którzy pragną prawdy, dobra, piękna, i należy do Narodu. Naród jest bogaty swoimi obywatelami, widzę to bogactwo, raz po raz spotykam fantastycznych, mądrych ludzi, zatroskanych o Polskę. Tak samo było na sympozjum w Brukseli.

Dziękuję za rozmowę.

Zrodlo: Nasz Dziennik, 30 czerwca 2011, Nr 150 (4081)

Prof. Krystyna Pawłowicz: Konstytucja chroni także ojca Tadeusza Rydzyka

Minister Radosław Sikorski nadużył instytucji noty dyplomatycznej do prywatnej, wewnętrznej walki z opozycją. Nota miała wywołać ze strony innego państwa działania "uciszające" o. Tadeusza Rydzyka. Miała sprowokować Benedykta XVI do "załatwienia problemu o. Rydzyka". Posunięcie polskiego resortu spraw zagranicznych świadczy także o braku szacunku i lekceważeniu Ojca Świętego, którego potraktowano jak chłopca do bicia czy chłopca na posyłki obecnych polskich władz w ich rozprawie z polską opozycją i aktywną grupą polskich katolików.

Artykuł 54 Konstytucji RP zapewnia każdemu, nie wyłączając osób duchownych, w tym o. Tadeusza Rydzyka, "wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji". Z kolei art. 32 głosi, iż "wszyscy są wobec prawa równi", "mają prawo do równego traktowania przez władze publiczne" oraz że "nikt nie może być dyskryminowany w życiu politycznym, społecznym lub gospodarczym z jakiejkolwiek przyczyny".
Obywatel Rzeczypospolitej o. Tadeusz Rydzyk, zaproszony do Brukseli na konferencję na temat odnawialnych źródeł energii jako osoba, która z własnego doświadczenia zna problemy związane z rozwojem i utrudnieniami dotyczącymi geotermii w Polsce, nie wygłosił kazania w sprawach wiary, Kościoła i jego dogmatów, lecz referat o trudnościach w konkretnej sprawie, z jaką się boryka inicjatywa gospodarcza toruńskiej geotermii. Mówił o przeszkodach, jakie władze państwowe stawiają temu przedsięwzięciu. Przedstawiał konkretne dowody, pisma i tym podobne dokumenty, jak to się zwykle czyni na merytorycznych zebraniach.

Te metody są totalitarne

Obywatel RP, także we "wspólnej Europie", która tego typu działania popiera, ma prawo do wolnego przedstawienia faktów, informacji i związanych z nimi poglądów własnych. Obywatel RP, korzystający z konstytucyjnej wolności słowa i równości, miał prawo wyrażenia swych odczuć i choćby ostrej w słowach (ale przecież nie wulgarnej typu "dureń", "idiota", "dyplomatołek", "faszysta", "nekrofil" i wiele innych określeń będących w arsenale środowisk rządzących) oceny traktowania jego geotermalnych inicjatyw przez polską administrację, która jest częścią szeroko rozumianej administracji unijnej. Miał prawo na podstawie przedstawianych faktów ocenić sytuację z jego perspektywy jako "skandal". Miał prawo stwierdzić, iż grupa organizatorów geotermii (działających zresztą głównie na użytek uczelni toruńskiej mającej obniżyć koszty jej utrzymania) "czuje się wykluczona". Miał prawo subiektywnie twierdzić, iż "jesteśmy dyskryminowani", za czym przemawiają przecież powszechnie znane działania władz wobec działań o. Tadeusza Rydzyka. Miał w końcu pełne konstytucyjne prawo określić całą sytuację słowami: "to jest totalitaryzm". Totalitaryzm, według słownika, to taki system organizacji państwa, który głęboko ingeruje we wszelkie obszary życia społecznego, gospodarczego, politycznego czy kulturalnego w celu zachowania nad nimi kontroli. To system wykluczeń i przeszkód, dyskryminacji i barier administracyjnych i politycznych. Czy więc obywatel Rzeczypospolitej na merytorycznej konferencji gospodarczej we "wspólnej Europie" nie może na określenie konkretnych szykan administracyjno-gospodarczych dotykających go w Polsce użyć sformułowania "to jest totalitaryzm"? Czy wypowiedzi o naruszeniach prawa w Polsce poza jej granicami "psują wizerunek" Polski czy raczej tych, którzy to prawo naruszają? To dlaczego rząd polski nie składa not, nie protestuje na liczne skargi przeciwko Polsce kierowane przez obywateli polskich np. do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu? Dlaczego "państwo polskie nie reaguje" notami, gdy niektóre środowiska skarżą Polskę o naruszenia prawa unijnego do Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu? Wyroki przez te Trybunały wydawane przecież też "psują" wizerunek Polski, a władze nie ścigają adresatów skarg i nie insynuują im "narastającego poczucia bezkarności", nie szykanują za "szkodzenie interesom Polski".

Zła wola i manipulacje

Przy okazji należy przypomnieć, że rzecznik MSZ w swych wystąpieniach publicznych nie powinien dezinformować opinii publicznej w Polsce co do treści wystąpienia o. Tadeusza Rydzyka w Brukseli, który nie mówił, że "Polska jest krajem niecywilizowanym i totalitarnym". Mówił jedynie, że konkretna, opisywana przez niego sytuacja administracyjnych utrudnień ze strony władz "jest totalitaryzmem", jest – skoro znamy sens tego słowa – sytuacją eliminowania środkami administracyjno-policyjnymi z życia społecznego, gospodarczego czy kulturalnego. Nota MSZ do Państwa Watykańskiego jest tylko kolejnym dowodem tego zastraszającego totalitaryzmu. Nota zresztą wyrywała z kontekstu i przeinaczała sens wypowiedzi o. Tadeusza Rydzyka, zmieniając jej istotę w treści szczujące na ich autora i mające go ośmieszyć oraz poniżyć w oczach adresata noty – Ojca Świętego. Ojciec Tadeusz Rydzyk mówi też, iż "Polską nie rządzą Polacy, bo nie mają polskich serc, i nie o krew tu chodzi, tylko o to, że nie mają polskich serc". Jest to oczywista, zrozumiała przenośnia i tylko przy dużym natężeniu złej woli i po wyjęciu słów z kontekstu można wmawiać innym, iż jest to wypowiedź ksenofobiczna.

Nota w prawie międzynarodowym jest efektem oficjalnego powiadomienia innego państwa o jakimś wydarzeniu czy fakcie, z którym prawo międzynarodowe wiąże określone skutki prawne. Na przykład nota o wystąpieniu z organizacji międzynarodowej, nota o utworzeniu jakiegoś państwa itp. W omawianym przypadku instytucja noty została nadużyta do prywatnej, wewnątrzpolskiej walki z opozycją. Szybka odpowiedź rzecznika Stolicy Apostolskiej przywróciła miarę rzeczy i ostudziła rozkręcane nastroje histerii. Rzecznik odpowiedział, iż wypowiedź o. Tadeusza Rydzyka w Brukseli na temat jego problemów z polskimi władzami w sprawach toruńskiej geotermii nie dotyczyła spraw Stolicy Apostolskiej ani polskiego Kościoła.

Rzecz oczywista, ale czy trzeba było notami dyplomatycznymi w tej sprawie "psuć wizerunek Polski"?

Premier powinien przeprosić

Nie bez znaczenia dla określenia, w jakim systemie żyjemy, jest też postępowanie premiera. Otóż w jakim państwie premier rządu, nie mając żadnych podstaw prawnych, publicznie insynuuje prywatnej osobie lub instytucji, iż mają one "poczucie wszechmocy w Polsce" (skąd premier zna wewnętrzny stan jakiegoś obywatela), że mają one "poczucie narastającej bezkarności"? W jakim kraju premier publicznie określa – bez żadnych podstaw – iż czyjeś postępowanie to "typ działań i zachowania budzące zasadnicze wątpliwości"? W jakim kraju premier może publicznie, gołosłownie, nie mając podstaw, zarzucać obywatelowi swego państwa i przedsięwzięciom utworzonym z jego inicjatytwy "postępowanie nie zawsze zgodne z regułami, zgodne z prawem"?

Są to pomówienia mające poniżyć i odebrać wiarygodność pomawianemu. W zderzeniu z premierem nadużywającym swej władzy, przy braku realnych mechanizmów rozliczających władzę, obywatel Rzeczypospolitej, jakim jest np. o. Tadeusz Rydzyk, jest bezbronny. Może czuć się dodatkowo zagrożony słowami premiera, iż urzędnicy polscy "nie będą już więcej pobłażać naruszeniom prawa czy dobrych obyczajów", zwłaszcza że, jak w "Procesie" Franza Kafki, oskarżający nie precyzują, jakie prawa naruszono oraz które i czyje "dobre obyczaje".

Jeśli premier posiada wiedzę o przestępstwach środowisk związanych z o. Tadeuszem Rydzykiem, powinien powiadomić prokuraturę, jeśli takiej wiedzy nie ma, to za bezpodstawne pomówienia na poniedziałkowej konferencji prasowej w Gdańsku powinien przeprosić, czego oczywiście nie zrobi. Więc w jakim kraju żyjemy i czy polska Konstytucja chroni też o. Tadeusza Rydzyka?

Prof. Krystyna Pawłowicz Autorka jest prawnikiem, członkiem Trybunału Stanu, profesorem Uniwersytetu Warszawskiego.

Zrodlo: NASZ DZIENNIK, 30 czerwca 2011, Nr 150 (4081)

Przeczytaj rowniez:

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek