Lech Niekrasz: Relacja z rozprawy 27.9.2011 przeciwko Radosławi Sikorskiemu


temidaNa rozprawę przybył wezwany w charakterze świadka Jarosław Gugała, który miał potwierdzić prawdziwość stwierdzeń zawartych przez oskarżonego Radosława Sikorskiego w jego książce pt. „Strefa zdekomunizowana”, a odnoszących się do powoda Jana Kobylańskiego.

Na wstępie rozprawy sąd na wniosek oskarżyciela, mec. Zbigniewa Cichonia. odebrał od świadka przyrzeczenie. Następnie odpowiadając na stawiane przez obrońcę pytania Gugała powiedział, że po przybyciu w charakterze ambasadora RP do Montevideo nawiązał kontakt z Janem Kobylańskim, który pełnił wtedy jeszcze funkcję konsula honorowego, ale pół roku po objęciu przezeń placówki Kobylański został z tej funkcji odwołany, a to wskutek działania na szkodę polskiej racji stanu poprzez szkalowanie na łamach kontrolowanego przez tegoż Kobylańskiego polonijnego pisma „Głos Polski” władz Rzeczypospolitej, co zdaniem Gugały było tym bardziej naganne, że nie kto inny jak polski senat dofinansowywał to pismo. Obiektem ataków Kobylańskiego mieli być według Gugały minister Bartoszewski i prezydent Kwaśniewski. Kobylański miał też szerzyć antysemityzm i upowszechniać opinię, jakoby Polską władał kontrolowany przez mniejszości układ mafijny, który dąży do zniszczenia Polski; źle wypowiadał się na temat polskie dyplomacji i nadużywał funkcji konsula honorowego do swoich własnych celów.

Gugała przyznał, że przed udaniem się do Urugwaju już wiele wiedział o Janie Kobylańskim, ale z polecenia ministra Geremka miał za zadanie łagodzić napięte stosunki między szefem USOPAŁ-u i stroną polską, ale ze strony Kobylańskiego spotkał się z agresją, zastraszaniem i dążeniem do prowadzenia polityki zagranicznej Polski, chociaż jako konsul honorowy nie był do tego upoważniony.

Dzielność ta nie była zgodna z polską racja stanu, albowiem Kobylański szerzył też złe opinie o całej polskiej klasie politycznej, rzucając fatalne światło na to, co dzieje się w Polsce. Za pośrednictwem „Glosu Polskiego” agitował przeciw wejściu Polski do Unii Europejskiej, nadto opublikował artykuł o Bartoszewskim, w którym to artykule napisał, że Polska nie ma ministra spraw zagranicznych, a Izrael ma dwóch takich ministrów.

Podległym Kobylańskiego był ksiądz Węgrzyn, który podpisywał oszczercze artykuły wymierzone we Gugałę i innych polskich dyplomatów..

Pytany o przeszłość Jana Kobylańskiego, Gugała powiedział, że z relacji przedstawicieli Polonii dowiedział się o jego współpracy z dyktatorem Paragwaju Stroessnerem i określił tę przeszłość jako niejasną zwłaszcza w czasie okupacji; zakwestionował też podstawę do posiadania Krzyża Oświęcimskiego, które to odznaczenie według Gugały uzyskał drogą przekupienia władz. Wyjasnieniem przeszłości obozowej Jana Kobylańskiego zajmowała się Hanna Woysław stwierdzając, że w zadnym z obozów nie ma śladu o jego pobycie.

Gugała powiedział też, że jakkolwiek żadna z informacji, jakie uzyskał od Polonii na temat Kobylańskiego, nie jest możliwa do zweryfikowania, to jednak istnieje podejrzenie, że w czasie okupacji wydał on w ręce gestapo rodzinę żydowska, co jest też trudne do potwierdzenia, a to z powodu niemożliwości ustalenia imienia Kobylańskiego: Jan czy Janusz. Gugała powiedział, że wszystkie te wątpliwości i niejasności budziły jego zainteresowanie.

Pewien członek parlamentu urugwajskiego miał powiedzieć Gugale, że dla swojego dobra i dobra swojego kraju nie powinien afiszować się z Kobylańskim, gdyż jest on postacią podejrzaną. Podobne o nim acz niesprawdzone były opinie pochodzące z innych źródeł.

Jak zeznał również Gugała, do ambasady w Montevideo zgłosił się nieznany osobnik, który jakoby reprezentował rodzinę żydowską z obozu w Dachau, gdzie Kobylański pod koniec wojny jako nadzorca więzienny podszył się pod tożsamość więźnia, którego zgładził. O wszystkim tym Gugała meldował Ministerstwu Spraw Zagranicznych, ale okazało się, że donos ten był fałszywy. Powiedział jednak, że nazwanie Kobylańskiego „typem spod ciemnej gwiazdy” słyszał od Polonii urugwajskiej.

Gugała powiedział, że ustalił, iż w 1956 roku ambasada USA w Asunción wydała Kobylańskiemu zakaz zjazdu na teren Stanów jako osobie podejrzanej o nieuczciwość. Miała ona polegać na tym, że mając licencje na druk znaczków Kobylański drukował ich część z wadami, by potem wprowadzać je na rynek filatelistyczny i sprzedawać za duże pieniądze, którymi dzielił się ze Stroessnerem. Po upadku tego dyktatora Kobylański, o którym prasa paragwajska pisała źle jako o „człowieku spalonym”, był zmuszony udać się do Urugwaju. W latach 50., według zeznań Gugały, Kobylańskim miały się interesować władze Austrii, podejrzewając go o szmugiel. Miał on być również podejrzany o działalność komunistyczna, ale i tego zarzutu podobnie jak wszystkich innych Gugała nie zdołał udowodnić. Po prostu o tym słyszał o tym i teraz zeznaje.

Odpowiadając z kolei na pytania oskarżenia, Gugała przyznał, że nie wie dokładnie, kto finansował „Głos Polski”, ale musiały w grę wchodzić pieniądze z kraju. Nie potrafił też odpowiedzieć na pytanie, jako możliwe,że tak zły i podejrzany człowiek jak Jan Kobylański jest kawalerem bardzo wielu wysokich odznaczeń, jakie nadały mu władze polskie; Gugała odparł, że przytoczone opinie o Kobylańskim nie są jego opiniami, ale zasłyszanymi, jednakże zgniewało go to, że władze polskie tolerowały i nawet finansowały jego antypolskie publikacje prasowe. Jan Kobylański jako osoba Gugały nie interesowała, ale kierując się polską racja stanu czuł się zobowiązany reagować, donosząc o wszystkim do Warszawy.

Gugała poinformował też sąd o swoim wykształceniu, to znaczy o studiach hadlowych i ukończeniu iberystyki oraz dziennikarstwa na Uniwersytecie Warszawskim. Odciął się natomiast od zarzutu, iż w czasie stanu wojennego był spikerem telewizji podkreślając, że działał w opozycji, a do telewizji przyszedł dopiero w roku 1990. Wyraził też przekonanie, że zarzut o jego pracy dla telewizji w stanie wojennym uknuły Radio Maryja i Telewizja.

Na pytanie o przyczyny konfliktu z Janem Kobylańskim Gugała odpowiedział, że jego początkiem był incydent, do jakiego doszło w czasie jednej z uroczystości polonijnych; Kobylański przerwał emisję filmu dokumentalnego w momencie, kiedy na ekranie pojawiła się scena podpisywania układu Sikorski-Majski ze Stalinem widocznym w głębi, na co Kobylański powiedział, że nie pozwoli na pokazywanie jego osoby i nie będzie tolerował propagandy komunistycznej. Od tego momentu, jak zeznał Gugała, jego relacje z Kobylańskim uległy zamrożeniu.

Na pytanie mec. Cichonia, czy Gugała byłby gotów przeprosić Jana Kobylańskiego, skoro żaden z zarzutów nie został potwierdzony, Gugała stwierdził , że dziś napisałby o Kobylańskim to samo, co napisał przed kilku laty, albowiem Kobylański siał antysemityzm i szkalował władze polskie, a to jest haniebne. Gugała nie potrafił jednak odpowiedzieć na pytanie, w którym roku Jan Kobylański przybył do Paragwaju i w jakim czasie panował tam Stroessner. Powiedział tylko, że źle o Kobylańskim mówili Tustanowski, Kreska (nie dosłyszałem dobrze nazwiska) oraz Biłozor.

Na wniosek powoda sąd wyznaczył okres jednego miesiąca na dostarczenie wniosków dowodowych w oparciu o zeznanie Gugały.

Na tym sąd zakończył rozprawę, odraczając ją do 2 lutego 2012 roku, godzina 11.30 w sali 232 w gmachu przy Alei Solidarności.

Lech Z. Niekrasz

Zobacz: Unia Stowarzyszen I Organizacji Polskich w Ameryce Lacinskiej

Za: Informacja USOPAL 01.10.2011

Przeczytaj rowniez:

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek