Prof. dr hab. Artur Śliwiński: Kto Ci kradnie życie? cz. II


sliwinski-artur-prof_foto_interWspółczesna ideologia oferuje młodym ludziom życie wypełnione wieloma atrakcjami. Odkrywa możliwość zaspokajania najskrytszych pragnień, pełnej aktywności dzięki uwolnieniu się od nakazów, korzystania z przygód i kontaktów, jakie stwarza nieskrępowana możliwość poruszania się po świecie. Rzecz jednak rozbija się o podstawowe problemy egzystencjalne.

Brak pracy oraz niemożność uzyskania mieszkania przez ludzi zakładających rodziny, a tym bardziej znalezienie się w „niewoli zadłużenia” z powodu konieczności spłaty wysokiego kredytu mieszkaniowego, to najważniejsze problemy egzystencjalne. Czas wreszcie podstawić zasadnicze pytanie: czy są to problemy powstałe mimochodem, czy są to problemy sztucznie i celowo wykreowane? Na to pytanie powinni dać jasną odpowiedź przede wszystkim ekonomiści i politycy. Ale się z tym nie spieszą. Wiele wskazuje, że to druga z przedstawionych wersji odpowiedzi jest prawdziwa. A to zmienia całe nasze dotychczasowe rozumowanie, które teraz zaczyna wydawać się naiwne i bezpłodne.

Co z polskim budownictwem mieszkaniowym?

W roku 2007 problemy budownictwa mieszkaniowego w Polsce zniknęły z pola widzenia rządu oraz środków masowego przekazu, gdyż (podobnie jak bezrobocie, ubóstwo oraz rażące nierówności społeczne) podważały pastelowy obraz „rozwijającej się polskiej gospodarki”. Warto zauważyć, że taki obraz nie był malowany wyłącznie przez ekonomistów i polityków krajowych, lecz także przez zachwyconych rozwojem sytuacji w Polsce ekonomistów zachodnich. Jeszcze w styczniu 2010 roku Peter Schiff – przez liberałów uważany za guru ekonomii- rozpływał się z zachwytu nad polską gospodarką: „Pośród tego bagna ekonomicznego szarlataństwa, jest bardzo odświeżające widzieć promyk zdrowego rozsądku płynący z jednego kraju: Polski". Dlaczego przywiązujemy tak dużą wagę do takich opinii? Dlatego, że są one gęstą zasłoną dymną, która utrudnia zrozumienie problemów egzystencjalnych, które niejako „znikają” jako nieistotne albo wstydliwe.

Problemy polityki mieszkaniowej zaczęły się wkrótce po 1998 roku, co ma istotne znaczenie. Chodzi o to, że ciągu dwudziestu dwóch lat problemy te ulegały skumulowaniu. Niedostatek mieszkań systematycznie rósł. Istniejące zasoby mieszkaniowe podlegały zużyciu i degradacji. Stara lokalizacja tych zasobów szybko oddalała się od pożądanych lokalizacji wskutek silnych ruchów migracyjnych wywołanych przez rosnące dysproporcje gospodarcze między regionami Polski i „biegiem do wielkich aglomeracji”.

W normalnie rozwijającej się gospodarce narodowej – rosnący popyt na obiekty mieszkalne – jest silnym czynnikiem dynamizującym sektor budowlany, a pośrednio ważnym komponentem wzrostu gospodarczego. Nie ma żadnych ekonomicznych argumentów, które podważałyby to stwierdzenie. Doświadczenia wielu krajów europejskich (a ostatnio również Chin, Indii, Brazylii ) dowodzą, że niski poziom zamożności obywateli nie stanowi obiektywnego ograniczenia budownictwa mieszkaniowego. Także szczególnie cenne dla nas doświadczenia okresu II Rzeczypospolitej wskazują, że przy rozumnej i odpowiednio egzekwowanej regulacji prawnej budownictwo mieszkaniowe może stanowić istotny czynnik poprawy warunków życia ludności (nie tylko warstw zamożnych), wzrostu poziomu kultury społeczeństwa, ograniczania migracji wewnętrznej i zewnętrznej, a w ostatecznym rachunku – wzrostu dynamiki gospodarczej kraju.

Pytanie, dlaczego od ponad dwudziestu lat tak się w Polsce nie dzieje, jest pytaniem fundamentalnym. Postaramy się na to pytanie odpowiedzieć w kilku punktach. Zanim je przedstawimy, musimy zadać pozornie banalne (lub pozornie łatwe) pytanie:

Czym jest mieszkanie?

Schizofrenia, która opanowała w latach 1989-2011 politykę mieszkaniową w Polsce ma swoje źródło przede wszystkim w fałszywym pojmowaniu znaczenia warunków mieszkaniowych. Mieszkanie jest pojmowane w sposób idiotyczny, bo wyłącznie jako towar, a rozwój budownictwa mieszkaniowego wyłącznie jako zjawisko rynkowe. Idiotyzm takiego uproszczenia polega na tym, że 94 % zasobów mieszkaniowych nie jest towarem, ponieważ ich właściciele nie myślą o wystawieniu ich na sprzedaż, lecz je użytkują. W takiej sytuacji „siła rynku” jest prawie żadna: nie można się łudzić, że to rynek rozwiąże problemy budownictwa mieszkaniowego. Nawet to obecne, nędzne pod względem skali, budownictwo mieszkaniowe jest w połowie realizowane poza rynkiem (jako działalność na własne potrzeby).

Takie rozumienie mieszkania jest wyrazem polityki będącej jaskrawym świadectwem lekceważenia młodego pokolenia. Premier Donald Tusk , w swoim pierwszym expose sejmowym trudne i ważne problemy mieszkaniowe kwitował lakonicznym stwierdzeniem: „Nie obiecywałem i nie mogę obiecywać, że rząd będzie budował mieszkania. Rząd nie jest od tego. Nasz rząd stworzy takie warunki i ramy prawne, dotyczące zagospodarowania przestrzennego, aby Polacy mogli budować…” Ten człowiek wychowany na podwórku oraz jego współpracownicy jasno deklarują, że „Rząd nie jest od tego”. A to oznacza, że nie myśli o koniecznych nakładach inwestycyjnych w infrastrukturę mieszkaniową, o konieczności udostępnienia gruntów pod zabudowę mieszkaniową, o wparciu finansowym spółdzielczości mieszkaniowej itp. Rząd nie wie, że prawo do mieszkania jest jednym z podstawowych praw obywatelskich, a jego obowiązkiem jest stworzenie warunków dostępności do mieszkań, a nie enigmatycznie określonych warunków „aby Polacy mogli budować”.

Dostępność mieszkania oraz umiarkowane obciążenia związane z inwestycjami mieszkaniowymi są podstawą rozwoju młodych małżeństw. Mieszkanie jest bowiem (z definicji) zespołem udogodnień umożliwiających rozwój rodziny, zaś od jakości tych udogodnień zależy wypełnianie podstawowych funkcji rodzinnych. Mieszkanie nie jest więc „dachem nad głową” czy „własnym kątem”. Mieszkanie nie jest wyłącznie miejscem pobytu (jak hotel czy schronisko). Jest urządzeniem, bez którego rodziny nie mogą powstawać i rozwijać się.

Mieszkanie jest niezbędnym czynnikiem umacniania i zacieśniania więzi społecznych oraz wzrostu kultury i poziomu świadomości estetycznej społeczeństwa.

Polityka obojętna wobec problemów mieszkaniowych jest więc polityką antyrodzinną, a w konsekwencji antyspołeczną. Warto więc zastanowić się nad uzasadnieniem takiej – antyspołecznej – polityki mieszkaniowej. O tym, czyje interesy ona tuszuje powiemy później, w następnych częściach publikacji. Jest bowiem bezsporne, że dotychczasowe koncepcje „poprawy sytuacji mieszkaniowej” oraz idące w ślad za nimi posunięcia legislacyjne są silnie obciążone partykularnymi interesami wpływowych uczestników rynku mieszkaniowego, niekompetencją organów propagujących te koncepcje i regulacje, a także ignorowaniem opinii kompetentnych środowisk i osób.

Podkreślimy raz jeszcze główny motyw ekonomiczny, który przewija się we wszystkich wystąpieniach rządowych dotyczących zagadnień mieszkaniowych. Jest to motyw wiary w sprawczą moc rynku mieszkaniowego i liberalizacji warunków budownictwa mieszkaniowego. Przywołuje to na myśl anegdotę o ekonomistach liberalnych: „ilu potrzeba liberalnych ekonomistów do wkręcenia jednej żarówki? Nie potrzeba żadnego; rynek to zrobi.”

(ciąg dalszy w nastepnym EME))

Prof. dr hab. Artur Śliwiński
2011.12.31

Zrodlo: Europejski Monitor Ekonomiczny – Европейский Экономический Moнитop – European Economic Monitor

Przeczytaj wiecej tego autora:

 

POLISH CLUB ONLINE, 2012.01.01

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek