Zygmunt Haduch: SATYRA W SADZIE. „SALOMONOWE” ZAKOŃCZENIE PROCESU JANA KOBYLAŃSKIEGO


Zygmunt-Haduch-XVI-Zjazd-USOPALZakończył się trwający 6 lat proces w którym działacz polonijny z Ameryki Południowej Jan Kobylański domagał się zadośćuczynienia za zniesławienie swego imienia w publikacjach 18 dziennikarzy i różnych działaczy politycznych.

Cała sprawa jest jednym wielkim kuriozum. Przede wszystkim kuriozalny jest sam atak polskich mediów na osobę ogólnie szanowaną. Pan Jan Kobylański jest znanym działaczem polonijnym. On to pobudził do działalności polonijnej i wspomagał wiele organizacji polonijnych w Ameryce Łacińskiej a następnie doprowadził do wspólnego ich działania w Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, USOPAŁ. Organizacja ta wspomaga i koordynuje działania organizacji polonijnych na pożytek polskich emigrantów i ku chwale Polski w tym regionie świata. Organizacja posiadała własne czasopismo „Głos Polski” bardzo poczytne wśród Polonusów i spełniające rolę integracyjną. Artykuły były drukowane zarówno w języku polskim jak i hiszpańskim dla nowych generacji Polaków już urodzonych na tamtym kontynencie i mających trudności z językiem polskim. Bzdurą jest twierdzenie jednego z obrońców, że w Głosie Polskim nie można było publikować nic czego nie zatwierdził Jan Kobylański. Publikowałem wiele artykułów w tej gazecie i zawsze w bezpośrednim kontakcie z redaktorkami pisma pomijając Prezesa Kobylańskiego.

Pierwsze więc kuriozum polega na tym, ze ten ogólnie szanowany działacz nagrodzony za swoje czyny wieloma odznaczeniami państwowymi przez dwóch prezydentów Polski nagle jest wyklęty przez media, opluty i sponiewierany metodami czysto komunistycznymi: kłamstwem, niedomówieniem, gadaniem bez przedstawienia dowodów. A już zupełną kpiną z sądu i wymiaru sprawiedliwości jest mówienie, że dziennikarz nie ma obowiązku sprawdzania czy jest prawdą to o czym pisze. Dokładniej, jeden napisał kłamstwo a inni je powtarzali dalej jako prawdę.

Kuriozalny, w polskim pojęciu wymiaru sprawiedliwości, jest sam fakt posadzenia na ławie oskarżonych członków GTW, (Grupa Trzymająca Władzę), tak kuriozalna, że gołym okiem widać było na rozprawach czołobitność, Wysokiego Sądu przed niektórymi z tej grupy. Trzeba zrozumieć sędziego, wszak jego kariera zależy bardziej od „poprawności politycznej” niż od profesjonalności prawniczej.

Dowody? W tym procesie nie liczyły się dowody, strona oskarżająca przedłożyła ich wystarczająco wiele na wydanie orzeczenia skazującego. O tym wiedział zarówno sąd jak i obrońcy. Obrali więc inną taktykę; obrońcy taktykę ataku mnożąc nowe kłamstwa na temat oskarżyciela, wszak „najlepszą obroną jest atak”, natomiast sąd odwlekał i rozwlekał w nieskończoność proces licząc, że oskarżyciel zejdzie z tego padołu albo sprawa ulegnie przedawnieniu.

Tak więc zapadł wyrok „kuriozalnie salomonowy”. Sprawa ulega przedawnieniu. KROPKA. Kosztami obrony obciążeni są oskarżeni a kosztami procesu wnoszący sprawę. Teraz rozumiemy dlaczego sędzia z byle powodu przekładał i rozwlekał sprawę, toż to czysty zysk dla sądu, sędzia zyskał uznanie od przełożonych za pomnożenie dochodu sądu.

Tu posłużę się cytatem z wypowiedzi Arcb. Dziwisza z okazji 30-tej rocznicy wprowadzenia stanu wojennego: …„zło przedawnione samo nie umiera, dopiero złamane skruchą, nawróceniem, przestaje zakażać”…
„Skrucha, nawrócenie, zadośćuczynienie wyrządzonych krzywd” – są pojęciami nieznanymi ani oskarżonym ani ich obrońcom. Obrońcy na ostatniej rozprawie byli bezczelni, nie waham się użyć tego określenia. Obrażali publiczność zgromadzoną na sali sądowej, w co najmniej dwu kwestiach. Pani Mecenas Beata Czechowicz mówiąc o rzekomych antysemickich poglądach Pana Kobylańskiego wyraziła się, że wszyscy zgromadzeni na sali to antysemici. Jakim prawem? Na podstawie jakich dowodów? Ktoś z publiczności powiedział: „to nieprawda”, za co został przez sędziego natychmiast usunięty z sali sądowej. Adwokatom wolno wszystko a publiczność ma znosić zniewagi i obrazy? Sędzia zamiast zwrócić uwagę obrońcom aby skupili się na temacie sprawy, reaguje bez oglądania się nawet na immunitety poselskie czy senatorskie. Po czym adwokat Gugały grzmiał, że my (adwokaci) znamy Kobylańskiego natomiast publiczność nie, dlatego nie ma prawa komentować. Po rozprawie, oczekując na wyrok podszedłem na korytarzu do jegomościa i zapytałem czy zdaje sobie sprawę, że obraża nas publiczność nie wiedząc kto jest kim na sali. Usłyszałem szyderczą odpowiedź: ”tak, obrażam z przyjemnością”. Oto jest wykładnik poziomu ludzi pracujących w polskiej Temidzie, czy dla polskiej ?

Tu zwracam się do Pana Ministra Sprawiedliwości Jarosława Gowina. W wywiadzie dla POLITYKI powiedział Pan, że …”autorytet wymiaru sprawiedliwości, zwłaszcza sądownictwa rośnie” i dalej… „sądy są niezawisłe w swoich orzeczeniach” i że..…”należy chronić wymiar sprawiedliwości przed jakimikolwiek naciskami politycznymi”- po zapoznaniu się z przebiegiem procesu Jana Kobylańskiego nasuwa się nieodparte wrażenie że sądy nie są ani niezawisłe ani niezależne a przez to nie mają autorytetu. Czeka Pana więc wiele pracy przede wszystkim w …”podnoszeniu standardów profesjonalnych i etycznych”. Życzę szczęścia. Z sędziami i adwokatami jak ci wyżej opisani jest to „orka na ugorze”. Dla Pana wiadomości, pracuje w jednym z uniwersytetów prywatnych w Ameryce Łacińskiej założonym przez Opus Dei, w którym profesjonalizm i etyka stawiane są na pierwszym miejscu, a jegomość, mecenas z ostatniego procesu zostałby natychmiast zwolniony z pracy i otrzymałby karę wykonywania zawodu przez kilka lat. No ale ja pracuję w kraju „trzeciego świata”.

SATYRA W SADZIE

W teatrze bywam w miare czesto ale w sadzie bylem po raz pierwszy w zyciu. Na szczescie. Sad zawsze kojarzyl mi sie ze „swiatynia prawa”, porzadku, powaga, miejscem gdzie wszystko jest utalone i uregulowane prawem, gdzie nie ma miejsca na improwizacje, gdzie prawda jest swieta a klamstwo i kretactwo wykluczone. Widac mialem bledne pojecie bo to co zobaczylem i uslyszalem zakrawalo na satyre. Nie w wykonaniu Wysokiego Sadu, aktorzy ktorzy ta satyre usiluja uprawiac to dziennikarze pozwani przez Jana Kobylanskiego, niekwestionowanego przywodce Polonii w Ameryce Lacinskiej, tworcy i prezesa jednej z najwiekszych i preznie pracujacych organizacji polonijnych Unii Stowarzyszen i Organizacji Polskiech Ameryki Lacinskiej (USOPAL). Dodac nalezy niekwestionowany przez polskich emigrantow, to polscy dziennikarze usiluja wmowic polskiemu spoleczenstwu czarny obraz czlowieka, ktory jest uhonorowany wieloma odznaczeniami polskimi i zagranicznymi, byl szanowany przez rzady polskie za czasow Walesy i Kwasniewkiego a teraz nagle zostal wyklety. Odebrano mu konsulat honorowy a media odsadzily od czci i wiary.

Zastanowic sie nalezy czy napewno dziennikarze sa polscy. Jezeli bowiem Jan Kobylanski buduje pomniki polskiemu papiezowi i we wszystkich swoich dzialaniach wspiera kazda inicjatywe dla obrony i promocji Polski w swiecie a dziennikarze za to go poniewieraja to czy naprawde mozna mowic o nich „polscy”?. Czy naprawde mozna mowic o nich dziennikarze?. Bowiem dziennikarz to zawod obligujacy do rzetelnego i zgodnego z prawda przekazywania informacji, tymczasem teksty napisane przez pozwanych do sadu sa stekiem klamstw. Takie pisanie nie ma nic wspolnego z etyka dziennikarska. Powinni byc pozbawieni wykonywania zawodu, tymczasem zachowuja sie przed sadem tak jak pisza w gazetach, butnie i bez szacunku dla prawa, sadu i publicznosci sluchajacej ich klamliwych wywodow. Wychodzac z sadu ktos z publicznosci powiedzial: „czulo sie ducha lat 50-tych w Polsce”.

Dlaczego tak uwazam? Dlaczego mam prawo tak uwazac? Otorz jestem na emigracji w Ameryce Lacinskiej od 24 lat, znam dokladnie dzialalnosc organizacji polonijnych, znam dzialalnosc USOPAL i jej Prezesa Jana Kobylanskiego. On to osobiscie zapalil nas w Meksyku do stworzenia organizacji polonijnej. Przez kilkanscie lat dzialalnosci mozemy poszczycic sie wieloma akcjami. Wspomne wspolorganizacje trzech wizyt Lecha Walesy, wiele wizyt polskich ambasadorow. Duza akcja zwiazana z wizyta w Monterrey Premiera Belki z kilkoma ministrami owczesnego rzadu. Zaden zespol muzyczny, folklorystyczny, zaden artysta czy sportowiec, ba zaden student przyjezdzajacy na semestralna wymiane nie pozostawali bez pomocy naszego zwiazku. Co roku przywoze do Polski 15 do 30 studentow z mego uniwersytetu na kursy letnie. Oni potem sa najlepszymi ambasadorami Polski w swiecie. Jeden z moich bylych studentow otworzyl przewod doktorski w Polsce a dwu wykonuje badania do swoich doktoratow. Kilka doktoratow juz zostalo w Polsce zakonczonych. Nagroda? Nikt z nas nie pracuje dla nagrod ale tez nie pochwalamy stwierdzen typu … „ale ja tu nie przyjechalem do Polakow” – taka byla odpowiedz Lecha Walesy na moje slowa powitania Pana Prezydenta w imieniu miejscowej Polonii. Nie oczekujemy pochwal ze strony obecnego rzadu jako ze jestesmy na „czarnej liscie” MSZ jako ci ktorzy sa po stronie Jana Kobylanskiego. Dzialamy dla dobra Polski, jednej ojczyzny wszystkich Polakow tych w kraju i tych poza jej granicami.

Ale wrocmy do procesu. Wszyscy pozwani spiewaja jak w zgodnym chorze: „Czy zgadza sie Pan (i) z zarzutami?” -„Nie”. „ Czy bedzie Pan (i) odpowiadal na pytania sadu” -„Nie” ??? „Co ma Pan (I) na swoje wyjasnienie”? No i tutaj zaczyna sie satyra. Wszyscy pozwani odpowiadaja, ze to co napisali lub powiedzieli oparte bylo na wiarygodnych zrodlach. Jakie sa to wiec te „wiarygodne zrodla”? Po pierwsze publikacja Mikolaja Lizuta z 2004 roku bedaca perfidnym paszkwilem i stekiem klamstw. Przyklad, opisujac ranczo Jana Kobylanskiego Lizut pisze, cytuje: …”na rowno przystrzyzonych trawnikach stoja pomniki Prezesa”… Niby niewinne klamstwo, ale kto za zycia stawia sobie pomniki. Bylem wielokrotnie na „Estancji” Don Juana i jakos jego pomnika nie moge sie tam dopatrzec. Tak, ale jak to klamstwo moze zweryfikowac polski czytelnik? Inni powoluja sie na „material zrodlowy” jakim jest audycja telewizyjna z udzialem Ryszarda Schepfa i Jaroslawa Gugaly w ktorej zmieszali z blotem Jana Kobylanskiego. A byla to zamsta za czasy w ktorych obydwaj panowie pelnili funkcje dyplomatyczne w Ameryce Lacinskiej. Zapomina sie jednak ze Shnepf zostal przez MSZ odwolany z funkcji za przekrety finansowe i machlojki nie licujace godnoscia ambasadora czego nie pochwalal Jan Kobylanski a tamtejsza Polonia uznala takich przedstawicieli Polski za „personas non grata”.

Pani Agnieszka Kubik stwierdza przed sadem, ze teksty „Sowiecki szpieg” i „Kobylanski zawsze szkodzil Polsce” nie sa napisane przez nia ale jest to … „wybor dokonany przezemnie z wywiadu Jaroslawa Gugaly i Ryszarda Shnepfa z Monika Olejnik… „Rozmowcy to osoby godne zaufania, majace doswiadczenie i wiedze o Janie Kobylanskim”… W ten sposob mozna w Polsce zniszczyc kazdego. Ktos napisze lub powie klamstwo, ktos inny opiera sie na tym klamstwie jako na „materiale zrodlowym” nie uznajac za stosowne sprawdzania wiarygodnosci informacji. SATYRA.

Na koniec rozprawy sedzia proponuje termin nastepnej rozprawy na sierpien. Na to nie zgadza sie jedna z pan obroncow, „niemozliwe, w sierpniu ja jestem z dzieckiem na wakacjach” !? Czy naprawde strona pozwana moze dyktowac sadowi terminy rozpraw?.

Czy prawo rowne dla wszystkich

Porownajmy dwie sprawy sadowe, dwa przypadki bardzo podobne. Oto w „Gazecie Wyborczej” z dnia 1-go lipca 2009 ukazal sie tekst „Dziennikarz skazany za artykul” . Czytamy: …Robert Rewinski byl scigany za pomowienie (art. 212 kodeksu karnego) z oskarzenia prywatnego”.. zupelnie jak w procesie Kobylanskiego. Dalej; …”Rewinski przeprowadzil sie w tym czasie do Warszawy. Sad wyslal za nim list gonczy z decyzja o tymczasowym aresztowaniu na dwa miesiace”. Dalej informacja ze siedzial w areszcie i wyszedl po wplaceniu 15 tys. zl kaucji. Oskarzeni w procesie Kobylanskiego nie stawiaja sie w sadzie:… „z uwagi na wazne obowiazki sluzbowe”, … „swieto Gazety,” „zawiadczenie lekarskie” lub poprostu bez zadnego wyjasnienia. Glowni pozwani Mikolaj Lizut i Adam Michnik nie pokazali twarzy ani na pierwszej ani na drugiej rozprawie a sa na miejscu w Warszawie i nikt za nimi listow gonczych nie wysyla. Rewinski tak przez sad pierwszej jak i drugiej instancji …”zostal skazany za to, ze w tekscie podal nieprawde”.. „a wobec dziennikarza oczekuje sie wyzszych zasad i srodkow ostroznosci.”…Jak to? Od jednych dziennikarzy oczekuje sie przestrzegania „wyzszych zasad” etyki dziennikarskiej a inni piszac wierutne klamstwa, wprost ponizajac czlowieka, nie poczuwaja sie do winy. A wiec panstwo prawa rownego dla wszystkich czy atrapa prawa z ktorego wybrancy moga sobie robic satyre.

Dzis widac wyraznie, ze proce toczacy sie przed sadem w WARSZAWIE ——– Mokotow obliczony jest na zmeczenie materii. Porownajmy. Przewinienie dotyczace Rewinskiego dokonane bylo w 2004 roku, dzis w 2009 jest juz wyrok sadow dwu instancji. W przypadku Kobylanskiego pierwszy ochydny paszkwil ukazal sie latem 2004 roku a sprawa weszla na wokande sadu dopiero wiosna 2009 roku. Ktos liczy na to, ze styrany obozami koncentracyjnymi i zyciem Jan Kobylanski odejdzie z tego swiata i bedzie po problemie. Komus zalezy na poroznieniu Polakow tych mieszkajacych w Polsce i na emigracji, komus zalezy na rozbiciu jednosci Polonii. Od tego zreszta sie zaczelo. Gazeta Wyborcza wyslala swojego szpicla Lizuta do Urugwaju ktory pod zmienionym nazwiskiem dostal sie do USOPAL jako student aby „zbierac materialy do swojej pracy dyplomowej”. A wszystko bylo po zorganizowaniu przez Jana Kobylanskiego „kongresu jednosci” Kongresu Obu Ameryk na ktorym porozumialy sie najwieksze organizacje kontynentu amerykanskiego, Kongresu Polonii Amerykanskiej, Kongresu Polonii Kanadyjskiej KPK i USOPAL. Kogos kluje w oczy jednosc Polonii i Polakow. Kogo i dlaczego?

Zygmunt Haduch
Prof. Tytularny Uniwersytetu
Prezes Zwiazku Polakow i Przyjaciol Polski w Meksyku

Za: Wirtualna Polonia, 2012.01.13

Zdjecie: Prof. Zygmunt  Haduch w czasie XVI Zjazdu Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polskich Ameryki Łacińskiej, USOPAŁ. (fot. RM – intern)

POLISH CLUB ONLINE, 2012.01.13

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek