Nasz Dziennik: Afryka jak poligon – rozmowa z prof. Witoldem Kieżunem


prof-Witold-Korzun-historyk-polityk-fot-M-Borawski-NDz-naszdzinnik.plZ prof. Witoldem Kieżunem, wybitnym ekspertem w dziedzinie organizacji i zarządzania, byłym przedstawicielem misji ONZ w Rwandzie, rozmawia Mariusz Bober

Do wybuchu wojny w Rwandzie pełnił Pan funkcję kierownika projektu ONZ w tym kraju w ramach misji modernizacji krajów Afryki Centralnej… Dlaczego doszło tam do ludobójstwa?

– Pierwszy raz przyjechałem na sześć tygodni do Afryki pod koniec 1979 r., a potem prawie 10 lat pracowałem w Burundi i sąsiedniej Rwandzie, w krajach zamieszkałych głównie przez dwa odrębne plemiona: Hutu, ludzi o niskim wzroście i negroidalnych rysach twarzy, stanowiących ponad 80 proc. ludności, oraz kilkanaście procent Tutsi – wysokich, mających ok. 190 cm wzrostu, o ciemnobrązowym zabarwieniu skóry i bardziej zbliżonych do europejskich rysach twarzy. W Rwandzie po uzyskaniu niepodległości w 1962 roku w ramach wewnętrznych walk o władzę duży procent Tutsi emigrował do sąsiedniej Ugandy, a władzę objęli wyłącznie Hutu. Ludność Ugandy stanowi plemię zbliżone zarówno posturą, jak i językiem do Tutsi z Rwandy, którzy reprezentując wyższy poziom intelektualny, łatwo doszli do kierowniczych stanowisk głównie w wojsku. Marzyli jednak o powrocie do Rwandy i o objęciu tam władzy. Nawiązali więc kontakt z przedstawicielami wielkiego anglosaskiego amerykańsko-brytyjskiego kapitału, uzgadniając koncepcję ataku na Rwandę i dalszej ekspansji zbrojnej poprzez Burundi rządzone przez Tutsi do Zairu [dziś Demokratyczna Republika Konga – red.], najbogatszego we wszelkiego rodzaju minerały kraju Afryki. Anglosaski kapitał liczył na zawłaszczenie wielkich źródeł bogactwa centralnej Afryki, głównie Zairu, takich jak: złoto, diamenty, uran itp. Tutsi jako oficerowie Ugandy przeszli w Stanach Zjednoczonych w zorganizowanych przez koncerny anglosaskie ośrodkach szkoleniowych kursy posługiwania się bronią ich produkcji. Wyposażona w nią armia Ugandy zaatakowała Rwandę. Gdy prezydent tego kraju zginął w zestrzelonym samolocie, rządzący w Rwandzie Hutu dokonali w ramach odwetu akcji wymordowania (głównie za pomocą maczet) przez zorganizowane grupy ok. 800 tys. mieszkających w Rwandzie Tutsi i Hutu z mieszanych małżeństw i zaprzyjaźnionych z Tutsi. W tym okresie prawie wszyscy moi współpracownicy (pochodzący z tego kraju) zostali wymordowani.

Czyli za konfliktem plemiennym kryły się wpływy wielkiego kapitału zachodniego?

– Niestety tak. Anglosaski kapitał wykorzystał konflikt plemienny do zrobienia interesu na sprzedaży broni, a następnie przejęcia kontroli nad eksploatacją surowców mineralnych w Rwandzie, a także w całej centralnej Afryce, zwłaszcza w Zairze, sąsiadującym z Burundi. Zresztą wiele dzisiejszych konfliktów zbrojnych na świecie jest wywoływanych przez wielki kapitał zbrojeniowy. Jego strategia polega na kształtowaniu atmosfery zagrożenia uzasadniającego wzrost wydatków zbrojeniowych i na pobudzaniu konfliktów, a nawet współdziałaniu w kształtowaniu konfliktów zbrojnych. Okazuje się, że nawet niewielkie rozmiarami, ale liczne konflikty zbrojne, stale notowane w skali świata, są bardzo opłacalne dla tego sektora, bo np. koszty produkcji karabinu maszynowego Kałasznikowa, którego licencję już dawno zakupił przemysł amerykański, wynoszą jedynie około 15 proc. jego ceny.

Dlaczego właśnie Afryka stała się celem tak ogromnej ekspansji światowych koncernów?

– W Afryce wielkie firmy zaczęły szukać z jednej strony taniej siły roboczej, a z drugiej – różnych surowców, które na tym kontynencie występują w ogromnej obfitości. Eksploatuje się tam właściwie prawie wszystkie surowce – od złota, uranu, ropy naftowej, miedzi po diamenty itp. Rekolonizacja polegała tam na zaakceptowaniu zasady niepodległości politycznej krajów afrykańskich przy wykupie państwowych przedsiębiorstw zajmujących się wydobyciem różnego typu minerałów i produkcją np. kawy, herbaty czy innych tropikalnych roślin.

Mimo tak wielkich bogactw występujących na tym kontynencie – właśnie tam najwięcej ludzi głoduje…

– Afryka nie jest jednolitym kontynentem. Klęska głodu występuje w krajach niezdolnych do efektywnej produkcji rolnej ze względu na nieurodzajną ziemię nieraz pokrytą piaskiem, z jednoczesnym brakiem źródeł wody. Społeczne przyczyny tej klęski to daleko idąca stratyfikacja społeczna i nieudolne kierownictwo nastawione na własny zysk bez racjonalnej polityki rozwoju kraju. Jest to też pokłosie kilkusetletniej kolonizacji, polityki stałego rabunku dokonywanego przez kraje kolonialne, braku koncepcji rozwoju tych krajów, a w szczególności inwestycji wodnych.

Czy strategia rekolonizacji wpisana jest w szerszy projekt geopolityczny?

– Proces rekolonizacji zaczął się właściwie w latach 80. minionego wieku i jest ściśle związany z globalizacją ukształtowaną dzięki niezwykłemu rozwojowi techniki informacyjnej. Jego zasady zostały sformułowane przez ekonomistę Johna Williamsona w formie tzw. Konsensusu Waszyngtońskiego, który stworzył ramy organizacyjne do takiej ekspansji. Zakładał on m.in. pełną swobodę handlową, otwarcie granic dla obrotu handlowego i prywatyzację przedsiębiorstw znacjonalizowanych w procesie dekolonizacji. Rekolonizacja była więc poniekąd efektem globalizacji. Szybki, wręcz rewolucyjny rozwój informatyki, a także środków transportu lotniczego, morskiego i drogowego umożliwił równoległe prowadzenie działalności gospodarczej przez poszczególne firmy w skali całego świata. W ten sposób ukształtowały się wielkie światowe koncerny o potencjale finansowym przekraczającym nieraz wielokrotnie potencjał finansowy wielu państw. Powstała nowa struktura polityczna świata, w której wielkie koncerny mogą efektywnie kształtować politykę wielu państw. Obok koncernów przemysłowych i handlowych ukształtowała się grupa wielkich banków współdziałająca z ekspansją koncernów i rozwijająca giełdową działalność spekulacyjną ich akcjami. Kierownicza rola wielkich koncernów w USA niedawno niezwykle wzrosła dzięki uchwale Sądu Najwyższego akceptującego zasadę możliwości finansowania przez koncerny działalności politycznej bez obowiązującego do niedawna limitu pieniężnego.

Dlaczego tak łatwo wielki kapitał dokonał ponownego podboju Afryki?

– Kadry kierownicze w Afryce są już nieźle wykształcone, ale jednocześnie bardzo silnie motywowane chęcią osobistego dorobienia się, czemu służy ekspansja zachodniej kultury konsumpcyjnej, prezentowanej w popularnych filmach głównie produkcji amerykańskiej. Jednocześnie bardzo rozpowszechnione są różne formy korupcji. Interesy kapitalistycznych biznesmenów są obwarowane różną, z reguły wysoką "prowizją". Często okazuje się w wyniku gwałtownej zmiany reżimu, że najważniejsi urzędnicy w państwie mają za granicą konta, na których deponują pieniądze z łapówek idące w miliony dolarów. W ten sposób przebiega proces rekolonizacji ekonomicznej.

Skorumpowane elity nie służą własnemu społeczeństwu.

– Zachodni kapitał realizuje model: wy macie władzę polityczną, zachowujecie niepodległy kraj, ale my mamy swobodę w prowadzeniu interesów, co oznacza dominację kapitału zagranicznego w gospodarce. W Afryce towarzyszy temu olbrzymi wzrost importu zachodniej broni. Gdy przyjechałem do Burundi, służyło tam ok. 4-5 tys. żołnierzy. Kiedy zaś po 7 latach wyjeżdżałem z tego kraju, było tam już ponad 40 tys. żołnierzy świetnie uzbrojonych i umundurowanych… Obserwowałem te procesy jako przedstawiciel ONZ i starałem się uświadomić władzom tych krajów, że uleganie presji zachodniego kapitału jest dla nich niekorzystne. Kierując projektem ONZ w Burundi, radziłem tamtejszym politykom, by nie sprzedawali najbardziej dochodowych branż, ale zdobywali fundusze na ich rozwój, dzięki czemu kraj mógłby dobrze zarabiać na posiadanych bogactwach. Zainspirowałem też wdrożenie programu monitorowania sprzedaży państwowych firm i praw do eksploatacji bogactw naturalnych. Nowy, wybrany po zamachu stanu prezydent Burundi zaczął realizować proponowaną przeze mnie politykę, ale doprowadziło to do konfliktu z Bankiem Światowym. Po interwencji prezesa tego banku w kierownictwie ONZ zostałem odwołany i przeniesiony do Rwandy.

W swojej ostatniej książce "Patologia transformacji" zwrócił Pan uwagę, że podobne "chwyty" zachodni kapitał zastosował, dokonując rekolonizacji Polski. Co jest dziś kluczem do zapewnienia prawdziwej suwerenności, także ekonomicznej?

– Można dokonać wyraźnego podziału na dwa typy państw: * suwerenne ekonomicznie, posiadające większość produkcji przemysłowej, usług, handlu i bankowości w rękach kapitału krajowego i w dodatku partycypującego w międzynarodowych wielkich koncernach rozwijających własną produkcję eksportową, stanowiącą nadwyżkę nad importem;

* ekonomicznie skolonizowane, posiadające formalną niezależność polityczną, ale których większość produkcji przemysłowej, handlu i bankowości znajduje się w rękach kapitału zagranicznego, wykazujących deficyt w handlu zagranicznym i poważną różnicę uposażeń w stosunku do krajów w pełni ekonomicznie suwerennych.

Perspektywa dojścia Polski do stopy życiowej krajów ekonomicznie suwerennych jest nawet w skali wielopokoleniowej realna jedynie w przypadku silnego rozwoju inwestycyjnego w kierunku odbudowy bazy gospodarczej, co oczywiście jest zadaniem niezwykle trudnym, wymagającym sprawnego państwowego kierownictwa, sprawnej administracji, daleko idącej wewnętrznej dyscypliny finansowej i społecznej akceptacji dla tego typu długofalowego wysiłku. W naszej aktualnej sytuacji szansą jest zdobycie samodzielności energetycznej w wyniku procesu eksploatacji łupków, odkrycia dalszych własnych źródeł gazu i wreszcie rozwoju chemii węgla, co umożliwiłoby radykalną zmianę struktury ekonomicznej Polski.

Dziękuję za rozmowę.

Za: NASZ DZIENNIK, 28-29 kwietnia 2012, Nr 100 (4335)

Prof. Witold Kieżun jest wybitnym teoretykiem zarządzania oraz byłym ekspertem ONZ pracującym z ramienia tej organizacji w krajach afrykańskich. Wykładał na wielu zagranicznych uniwersytetach: w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie, Francji, Holandii, Czechosłowacji, Burundi i Rwandzie. Opublikował ponad 70 książek i skryptów naukowych oraz około 300 artykułów, referatów i rozdziałów w zbiorowych monografiach.

POLISH CLUB ONLINE, 2012.04.29

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek