Jan Łopuszański – Globalizacja i globalizm


globalizacja-fot-stosyj-interPostęp technologiczny – w szczególności w zakresie transportu, komunikacji oraz gromadzenia i przetwarzania informacji – spowodował, że przestrzeń i czas nie są już taką barierą ludzkiej współpracy jak niegdyś. Jest to nowa okoliczność życia narodów, sama w sobie ani dobra, ani zła. Niesie nowe możliwości współpracy, ale i nowe zagrożenia, na które narody i państwa powinny reagować, także we wzajemnym współdziałaniu. Natomiast bardzo wyraźnie należy odróżniać globalizację od globalizmu, który jest projektem budowy jednego, światowego państwa w miejsce licznych współczesnych państw. Uzasadnieniem tego projektu jest twierdzenie, że skoro pojawiło się zjawisko globalizacji i globalne problemy, niezbędne stało się światowe państwo.

Teza, że pojawienie się globalizacji czyni koniecznym powstanie państwa światowego, przypomina swą konstrukcją drugie prawo tzw. materializmu dziejowego (o koniecznej zgodności społeczno-prawnej nadbudowy ze zmieniającą się bazą stosunków produkcji). Odniesienie do marksistowskiej doktryny "konieczności dziejowej" to znamienna konotacja ideowa globalizmu.

Globalizm zakłada zanik narodów i państw (tak samo jak marksizm) oraz celowość tworzenia nowych, wielkich grup społecznych o zakresie globalnym i nadawania tym grupom nowych tożsamości. Na przykład społeczności ludzi zorganizowanych w wielkie międzynarodowe sieci handlowe przyrównywane bywają przez ich liderów do współczesnych plemion złączonych wspólnym materialnym celem. Na przykład Romano Prodi w exposé z 15 kwietnia 1999 roku, wygłoszonym w chwili obejmowania urzędu przewodniczącego Komisji Europejskiej, wypowiedział marzenie, by dzieci urodzone w tym czasie, gdy dojdą do pełnoletności, miały wpisaną w paszportach narodowość europejską. Przypomina to wysiłki ustanowienia narodowości radzieckiej przez władców byłego ZSRS.

Europejski kontynentalizm jest ważnym narzędziem projektu globalistycznego ze względu na europejskie dziedzictwo wielości narodów i narodowych kultur. Trudno byłoby realizować projekt globalistyczny, gdyby narody Europy, broniące swych praw, solidarnie występowały przeciwko temu projektowi. Stąd europejski kontynentalizm ma na celu przede wszystkim ubezwłasnowolnienie europejskich narodów. Kontekstem europejskiego kontynentalizmu jest też konkurowanie elit europejskich z amerykańskimi o stosowny współudział w światowym zarządzaniu, jednak zarówno amerykańskie, jak i europejskie elity władzy wspólnie postulują przekazywanie kompetencji narodowych na szczebel globalny lub lokalny, a w konsekwencji zanik narodów i państw.

Promocja globalizmu

Projekt globalistyczny wdrażany jest etapowo – poprzez wprowadzanie gospodarek i państw w stan kolejnych kryzysów i konfliktów, a następnie wyprowadzanie z kryzysów poprzez wdrażanie rozwiązań przybliżających powstanie światowego państwa. W stosunku do gospodarki metoda ta polega głównie na okresowym, naprzemiennym ułatwianiu lub utrudnianiu dostępu/ilości pieniędzy w obiegu (por. Song Hongbing, Wojna o pieniądz, Wektory 2011). Jest to możliwe w sytuacji, w której większość środków płatniczych w obiegu jest kreowana jako dług przez prywatne instytucje finansowe. Lwią część obrotów gospodarczych stanowią tzw. instrumenty pochodne, będące narzędziami spekulacyjnego obiegu finansowego oderwanego od realnej gospodarki. Także niektóre waluty (np. dolar czy funt szterling), wbrew powszechnym mniemaniom, kreowane są nie przez państwa, lecz przez prywatne korporacje finansowe, mające państwowe upoważnienia do kreacji pieniędzy.

Głównymi realizatorami projektu globalistycznego są wielkie grupy kapitałowe działające w skali globalnej. Korzystając z warunków anonimowości, koncentrują zdolność decydowania o kapitałach większych niż środki dostępne nawet wielkim państwom. Przestrzenią ich konsultacji politycznych bywają: a to Klub Bilderbergski, a to amerykańska CFR (Rada Stosunków Międzynarodowych) i bliźniaczy brytyjski RIIA (Królewski Instytut Stosunków Międzynarodowych), a to Komisja Trójstronna, a to spotkania G7, G8, a ostatnio G20, a to Światowe Forum Ekonomiczne w Davos.

Rzekomym przeciwieństwem globalizmu, a w istocie partnerami w budowie globalnego państwa, są nurty tzw. alterglobalistyczne, których celem jest zbudowanie "światowego społeczeństwa". Dawny antagonizm "kapitalistów" i "proletariuszy" usiłują oni zastąpić antagonizmem "globalnych" i "lokalnych". W imieniu tych drugich chcą przemawiać. Ich fora to Klub Rzymski czy Światowe Forum Społeczne zapoczątkowane w Porto Alegre w Brazylii, czy burzliwe demonstracje antyglobalistyczne, czy ostatnio równoległe wystąpienia "Oburzonych" w licznych krajach. Przy okazji warto nie zapominać, że sponsorami ruchów socjalistycznych, i to tych najbardziej radykalnych (jak bolszewizm czy nazizm), bywały wielkie korporacje finansowe. Spór między globalizmem a alterglobalizmem ma odwrócić uwagę społeczeństw od oczywistego faktu – że istotną opozycją wobec globalizmu nie jest postulat alterglobalizmu, ale postulat oparcia ładu międzynarodowego na poszanowaniu praw narodów i postulat obrony zagrożonych praw narodów. Błogosławiony Jan Paweł II przypominał w siedzibie Narodów Zjednoczonych (1995 r.), że prawa narodu nie są niczym innym jak prawami człowieka ujętymi na tej szczególnej płaszczyźnie życia wspólnotowego.

Zalążki państwa globalnego

Elementami przyszłego światowego państwa miałyby być: światowa władza regulująca warunki wymiany gospodarczej, do czego już dziś aspiruje WTO (Światowa Organizacja Handlu); także światowa władza stojąca na straży środowiska naturalnego, do czego aspiruje wiele instytucji na czele z Międzynarodową Unią Ochrony Przyrody (IUCN) czy WWF (Funduszem Dzikiego Świata); także światowa władza w zakresie ochrony zdrowia, do czego aspiruje WHO (Światowa Organizacja Zdrowia). Światowe sądy już są, zwłaszcza MTK (Międzynarodowy Trybunał Karny). Światowa policja (Interpol) też już jest. ONZ i jego agendy, choćby takie jak UNESCO, od początku swego istnienia są tyglem nowych projektów kulturowych, politycznych, prawnych, prowadzących do radykalnego zerwania z prawdą o człowieku i z prawem naturalnym (por. Michel Schooyans, Ukryte oblicze ONZ, WSKSiM, Toruń 2002). Postulowany bywa światowy parlament będący wyrazicielem światowego społeczeństwa.

Jednym z kluczowych elementów tego projektu jest ustanowienie światowej władzy monetarnej i jednego globalnego pieniądza. Jednym z możliwych pomysłów jest budowanie tego centralnego, światowego banku wokół IMF (Międzynarodowego Funduszu Walutowego). W ten sposób faktycznie już istniejące kompetencje władcze gremiów zarządzających wielkimi grupami kapitałowymi zyskałyby samodzielne umocowanie prawne rangi międzynarodowej.

Kontrola i manipulacja

Projekt globalistyczny zakłada wieloraką kontrolę ludzkiego życia przez różne centrale zarządzane przez wtajemniczonych "mędrców", którzy wiedzą lepiej. Chodzi tu nie tylko o wykorzystanie nowoczesnych technologii do coraz bardziej wnikliwej kontroli poczynań poszczególnych osób i grup ludzkich. O wiele bardziej idzie o rozbicie naturalnych instytucji stanowiących bariery dla swobodnej manipulacji zachowaniami populacji ludzkiej – instytucji takich jak rodzina, naród, własność. Także o ograniczenie wzajemnej i niezależnej od central politycznych komunikacji międzyludzkiej – to tu mają swoje rzeczywiste uzasadnienie zjawiska takie jak światowe próby ograniczenia wolności internetu czy lokalna dyskryminacja Telewizji Trwam. Idzie wreszcie o globalną koncentrację decyzji dotyczących produkcji i dystrybucji dóbr niezbędnych do podtrzymania życia, takich jak energia, żywność, lekarstwa, według stosowanej przez wielu rewolucjonistów zasady: "kto ma żywność, ten ma władzę".

W warunkach realizacji programów globalistycznych nie jest możliwe istnienie należytych gwarancji ludzkiej wolności, będącej przymiotem i naturalnym prawem wszystkich osób ludzkich. Globalna centralizacja władzy łamiącej te gwarancje ludzkiej wolności prowadzi w sposób nieunikniony do ustanowienia ustroju totalitarnego, godzącego w przyrodzoną wolność ludzką, zatem sprzecznego z prawem naturalnym. Kto zaś podważa znaczenie prawa naturalnego dla godziwego życia człowieka i ludzkich wspólnot, ten przede wszystkim niszczy własne sumienie powstrzymujące go przed czynieniem niegodziwości.

Polityka depopulacyjna

Projekt globalistyczny zakłada konieczność depopulacji globu w imię ochrony czystości przyrody zagrożonej nadmierną liczbą ludzi. Metodą osiągania tego celu, dominującą dziś w świecie Zachodu i szeroko eksportowaną do innych części świata, jest tzw. edukacja seksualna, polegająca na instruktażu o sposobach rozerwania związku pomiędzy współżyciem płciowym mężczyzny i kobiety a płodnością (antykoncepcja, sterylizacja, aborcja i środki wczesnoporonne). Nie zapominajmy jednak, że repertuar potencjalnych środków depopulacyjnych jest znacznie szerszy. Są w nim wywoływanie niedostatków i głodów, epidemii, rewolucji i wojen.

Na światowym kongresie demograficznym w Kairze w 1994 roku promowano projekt ustanowienia limitów ludnościowych dla poszczególnych krajów i ustanowienia światowej policji populacyjnej, pilnującej, by poszczególne państwa przestrzegały tych limitów. Projekt upadł przy ogromnym wysiłku Stolicy Apostolskiej i osobiście bł. Jana Pawła II. Bardzo nagłośnionym dokumentem tego kierunku myślenia o demografii jest pierwszy raport dla Klubu Rzymskiego "Granice wzrostu" (1972) autorstwa Denisa i Donelli Meadowsów oraz ich współpracowników. Sama myśl jest jednak o wiele starsza – sięga "Eseju o populacji" Tomasza Malthusa (1798), która to książka stanowiła swoisty instruktaż dla brytyjskich administratorów kolonii.

Ekologizm

Projekt globalistyczny zakłada rozwój ekologizmu – głównie dlatego, iż jest on bardzo wygodnym instrumentem uzasadniającym globalne administrowanie procesami rozwoju gospodarczego. Stąd, przykładowo, upowszechnianie fałszywej teorii źródeł globalnego ocieplenia, spowodowanego rzekomo gospodarczą aktywnością ludzi.

Rozważane bywają na przykład projekty uczynienia z prawa do emisji dwutlenku węgla podstawy przyszłego pieniądza (zamiast standardu złota – standard wartości jednostki emisji dwutlenku węgla, liczonej jako koszt emitenta dwutlenku węgla). Godne odnotowania jest wreszcie i to, że upowszechnianie ekologizmu ma być instrumentem ograniczania rozwoju gospodarczego wybranych obszarów, natomiast jego prezentacja czasami przypomina oddawanie przyrodzie czci religijnej. Nawet w Polsce mamy do czynienia z wyraźnym przykładem uznawania nietykalności obszaru przyrodniczego za wartość istotniejszą od ludzkiego życia (problem obwodnicy Augustowa).

Synkretyzm religijny

Projekt globalistyczny zakłada tworzenie światowej religii, oczywiście na zasadach łączenia różnych religii w jedną. Najdobitniej wyrażone zostało to w "Pierwszej rewolucji globalnej" (1991) autorstwa A. Kinga i B. Schneidera, stanowiącej Raport Rady Klubu Rzymskiego. Społeczeństwo światowe nie powstanie bez wartości moralnych, duchowych, religijnych. Nic nie zdoła wymazać z ludzkich serc poszukiwania "czegoś więcej", "nieuchwytnego i zwykle bezimiennego", wydobywającego się z "nieświadomości zbiorowej", która stała się przedmiotem analiz C. Junga. Tradycyjne wartości były stopniowo odrzucane przez kolejne pokolenia. Czy konieczny jest nowy system wartości? To niełatwe pytanie, ale zależy od niego przyszłość. Wartości moralne można tak definiować i uzgadniać, by lepiej przystosować je do nowych okoliczności. Według Raportu to nie miłość społeczna ma być źródłem solidarności, lecz "nasza biologia i egoizm". Niezbędny będzie ogromny wysiłek i wiele ofiar, "jeżeli mamy zaszczepić ludziom poczucie światowej solidarności jako najwyższej etyki przetrwania".

Wydaje się, że to "odrzucanie tradycyjnych wartości" i tworzenie w to miejsce wartości nowych jest istotą projektu globalistycznego, a aspekty polityczne, ekonomiczne, prawne i kulturowe tego projektu są podporządkowane jego celowi antyreligijnemu. Podkreślać należy to na użytek każdego, kto mógłby mieć złudzenia, że możliwa jest realizacja projektu globalistycznego bez promocji synkretyzmu, a w szczególności, że możliwa jest realizacja tego projektu w warunkach szacunku dla Ewangelii i z zachowaniem praw Kościoła. W toku realizacji tego projektu prawa Kościoła mogłyby zostać zachowane chyba tylko o tyle, o ile udałoby się komuś uczynić instytucje kościelne uczestnikami procesów synkretyzacji – to zaś nie jest możliwe bez zdrady Jezusa Chrystusa.

Jan Łopuszański

Za: NASZ DZIENNIK, 30 IV – 1 V 2012, Nr 101 (4336)

Wybor zdjecia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2012.04.30

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek