Smudzie nie można zarzucić lenistwa – Z Andrzejem Stejlauem rozmawia Paweł Korzeniowski


Od redakcji: Kiedy w internecie trafiłem na wywiad z Andrzejem Strejlauem, człowiekiem, który bez wątpienia jest aktulnie jednym z największych autorytetów piłki nożnej, rozegrano już mecze w trzech grupach. Aczkolwiek Paweł Korzeniowski przeprowadził wywiad tóż przed rozpoczęciem mistrzostw, to trzeba przyznać że fachowa ocena tego co powinniśmy się spodziewać podana przez długoletniego trenera i szkoleniowca PZPN potwierdza się w tym co zobaczyliśmy do dzisiaj na boiskach Polski i Ukrainy.

Polacy zremisowali z Grecja 1:1. Jedni twierdzą, że szcześliwie inni byli niepocieszeni mając przed oczami poczatek meczu kiedy po kwadransie mogliśmy już zdecydowanie prowadzić. Przypomnę co takiej sytuacji dziennikarzom odpowiadał trener Kazimierz Górski: “Ten mecz można było wygrać, przegrać albo zremisować. Myśmy zremisowali.” I z takim wynikiem przechodzimy do dalszych rozgrywek. Pamiętajmy, że jest to jak do tej pory najlepszy wynik naszej reprezentacji w pierwszym meczu zarówno mistrzoste świata jak i Europy, do tej pory po pierwszym meczu z boiska schodziliśmy pokonani. We wtorek czeka nas trudna przeprawa z Rosją i później jeszcze mecz z Czechami. Wtedy bedziemy mogli powiedzieć czy udało nam się odnieść sukces za jaki uważam wyjście z grupy Reprezentacji Polski.

Wg/PCO/2012.06.10

Smudzie nie można zarzucić lenistwa

Na Euro naszym wielkim sukcesem będzie wyjście z grupy.
Nie popadajmy w przesadny hurraoptymizm

– Nie zazdroszczę Smudzie sytuacji, presja jest ogromna. Często jesteśmy dziwnym i niesprawiedliwym narodem, obawiam się, że nasłucha się o sobie, kiedy skończy pracę – mówi Andrzej Strejlau. Czego powinniśmy oczekiwać po mistrzostwach? – Wielkim sukcesem będzie wyjście z grupy. Rosjanie mają bardzo mocny zespół i wielkie aspiracje, Czesi nie są wcale gorsi, więc nie jesteśmy w najlepszej sytuacji. Trudno mówić o drużynie, która przez ostatnie dwa i pół roku nie grała spotkania o stawkę. Ale jak to w piłce, wszystko może się zdarzyć. A wśród czołowych drużyn poziom jest wyrównany. Stawiałbym na Hiszpanię, Holandię i Niemców. ( . . .)

Andrzej Strejlau. Fot. Tomasz Wawer AG - za sport.pl

Andrzej Strejlau – trener piłkarski, absolwent warszawskiej AWF. W czasie Igrzysk Olimpijskich w Monachium w 1972 r., a także od maja 1974 r. do końca 1975 oraz na Igrzyskach Olimpijskich w Montrealu w 1976 r. był asystentem selekcjonera reprezentacji Polski Kazimierza Górskiego, a potem Jacka Gmocha. Przez wiele lat był szefem szkolenia w PZPN. W latach 1989-1993 prowadził reprezentację Polski. Był też trenerem klubowym, m.in. Legii Warszawa, greckiej Larisy i chińskiej Shenhua Szanghaj.

Z Andrzejem Strejlauem rozmawia Paweł Korzeniowski

Czy Jan Tomaszewski przesadził, nazywając obcokrajowców farbowanymi lisami?
– Każdy ma prawo do własnego zdania. Odczucia co do tej reprezentacji mogą być różne i każdy ma prawo je mieć. Powinniśmy pamiętać o jednej rzeczy – świat to globalna wioska, granice się zacierają. Każdy zawodnik, aby zagrać w naszej kadrze, czy to komuś się podoba czy nie, musi mieć polski paszport, a otrzymanie go musi zostać poprzedzone decyzją najwyższych władz w tym kraju. To zamyka problem.

Jednak słowa, których używał były bramkarz Orłów Górskiego do wyrażenia tej opinii, były – łagodnie mówiąc – nieparlamentarne.
– Uważam, że osoby z takim dorobkiem są autorytetami dla społeczeństwa i dlatego powinny bardzo szanować słowo, uważać na to, co i w jaki sposób mówią. Czasami wystarczy powiedzieć coś innym tonem, użyć kilku innych słów i wydźwięk jest automatycznie inny.

Władysław Żmuda postuluje, by wykluczyć Tomaszewskiego z Klubu Wybitnego Reprezentanta.
– W tym miejscu muszę stanąć po stronie byłego bramkarza. Nie można mieszać poglądów człowieka z jego osiągnięciami. Można oczywiście nie zgadzać się z jego poglądami, ale nie wyobrażam sobie, by odebrać mu coś, na co zasłużył. Klub Wybitnego Reprezentanta jest dla ludzi, którzy osiągnęli wielkie rezultaty, a pan Tomaszewski takie ma. Byłem jego trenerem przez wiele lat i zawsze twierdziłem, że był on wspaniałym zawodnikiem. Sąd Żmudy odbieram więc jako pospieszny. Nie znaczy to jednak, że klub nie powinien wydać konkretnego oświadczenia na temat wypowiedzi Tomaszewskiego.

Szanować wybór

Okazuje się jednak, że człowiek, który zatrzymał Anglię, nie jest w swojej opinii odosobniony. Niedawno inny autorytet, Zbigniew Boniek, powiedział dla portalu Weszło!: „Chciałbym w reprezentacji Polaków z krwi i kości, a jeśli już mają grać w niej zawodnicy z zewnątrz, to wolałbym, aby byli to tacy, którzy stanowią wartość dodatkową”.
– W moim odczuciu jest to błędny sposób rozumowania – jak jesteś bardzo dobry, to darujemy ci wszystko i możesz grać, a jak nie, to do widzenia. Tak nie może być. Niestety, to jest dzisiejsze myślenie, bardzo wybiórcze. Dziennikarze lubią takie opinie i o to czasami mam do nich pretensje. Później takie działania, pominięcie jednej sprawy i wyolbrzymienie drugiej, prowadzą do szowinizmu i nacjonalizmu.

Nie zmienia to jednak faktu, że czasami trudno statystycznemu Polakowi identyfikować się np. z Rogerem Guerreirem, który w 2008 r. dostał paszport z dnia na dzień.
– I tak, i nie. Kowalski może chcieć samych zawodników urodzonych w Polsce, Nowakowi zaś to nie przeszkadza, bo jest kosmopolitą. I co? Wszystko jest względne. W żadnej z tych postaw nie widzę niczego złego. Warto jednak pamiętać też o samych piłkarzach – niektórzy mają tutaj korzenie, inni bardzo wiele Polsce zawdzięczają. Trudno mieć więc pretensje np. do Damiena Perquisa, który tu gra; trudno też mieć pretensje do trenera, który chce wybrać najlepszych piłkarzy z polskim paszportem. Musimy uszanować wybór selekcjonera i zaufać mu – przypomnijmy sobie, w jakich okolicznościach Smuda został nominowany. Miał ogromne poparcie zarówno wśród kibiców, jak i dziennikarzy. Ludzie powierzyli mu tę funkcję, ludzie też powinni poczekać na jej finał. Oby jak najlepszy.

No właśnie. Jak ocenia pan dotychczasowe poczynania Smudy?
– Nie będę oryginalny, mówiąc, że z ocenami trzeba poczekać do Euro 2012. Dopiero po mistrzostwach dojdzie do rzetelnej i kompleksowej oceny. Na teraz myślę, że trener zrobił wszystko w jego odczuciu najlepiej. Sprawdził aż 79 zawodników. Nie można mu zarzucać lenistwa. Miał trochę pecha, bo nieszczęściem były kontuzje obrońców – Arkadiusza Głowackiego czy wspomnianego wcześniej Perquisa. Poza tym musiał budować wszystko od początku, bo po Leo Beenhakkerze nie zostało nic.

Nic?
– Jedna kartka A4. Jeszcze przed zwolnieniem Holendra zorganizowałem spotkanie, podczas którego razem z sześcioma innymi trenerami – członkami zarządu wyraziliśmy naszą opinię o jego pracy. Właściwie to dopiero po tym spotkaniu on w ogóle zaczął chodzić do pracy. Same kontakty z dziennikarzami, kawka i cygaro w hotelu Sheraton to jednak trochę za mało. Nie odbieram mu osiągnięć – odnosił sukcesy w Realu Madryt. Z drugiej strony, nie popadajmy w wielki zachwyt, na mundialu w 1990 r. trenowana przez niego Holandia nie wygrała ani jednego meczu, mając w ekipie Rijkaarda, Gullita czy Koemana.

Ale przyzna pan, że kwestia zwolnienia Beenhakkera budzi wielki niesmak.
– Zdecydowanie. Jeszcze tego samego dnia powiedziałem Grzegorzowi Lacie, co myślę o takim sposobie zakończenia współpracy. To skandaliczne, że trener drużyny narodowej dowiaduje się o zwolnieniu od dziennikarza.

Koncepcje trenera

Czy ofensywa krytycznych wobec Smudy mediów nie wpłynie na końcowy efekt jego pracy?
– Nie zazdroszczę mu sytuacji, presja jest ogromna. Często jesteśmy dziwnym i niesprawiedliwym narodem – przypomnijmy sobie tę pamiętną jedenastkę w meczu z Austrią w 2008 r. Przez kraj przetoczyła się fala nienawiści do Howarda Webba, który w moim odczuciu podjął słuszną decyzję, dyktując rzut karny w ostatniej minucie. A przypomnijmy sobie, że w tym samym spotkaniu strzeliliśmy bramkę z wyraźnej pozycji spalonej. Gdzie tutaj konsekwencja? Obawiam się, że Smuda dopiero nasłucha się o sobie, kiedy skończy pracę… Odwaga dziś strasznie staniała, ludzie produkują książki, ja też dowiaduję się o sobie wielu nowych rzeczy.

Do kogo pan pije?
– Do nikogo, po prostu uważam, że odwaga staniała. I tyle.

Wracając do obecnej drużyny i środkowych obrońców – na kogo powinien postawić selekcjoner i czemu nie jest to Michał Żewłakow?
– To nie jest pytanie do mnie. Nie chcę ingerować w decyzje personalne, nie mam do tego narzędzi. Smuda realizuje własną koncepcję i byłoby niegrzecznie podważać jego decyzje. Powtarzam: po turnieju zostanie ze wszystkiego rozliczony i sam z pewnością zrobi rachunek sumienia.

Pełne zaufanie do selekcjonera. Czego więc powinniśmy oczekiwać po tych mistrzostwach?
– Wielkim sukcesem będzie wyjście z grupy. Nie popadajmy w przesadny hurraoptymizm w ocenie naszych rywali – Rosjanie mają bardzo mocny zespół i wielkie aspiracje. Wystarczy spojrzeć na te wszystkie nazwiska i kluby, w których grają ci piłkarze. Czesi nie są wcale gorsi, mają wielu klasowych graczy, m.in. Czecha czy Rosickiego. To wszystko sprawia, że nie jesteśmy w najlepszej sytuacji. Trudno tu wyrokować i mówić o drużynie, która przez ostatnie dwa i pół roku nie grała spotkania o stawkę. Ale jak to w piłce, wszystko może się zdarzyć, a przekonały się o tym ostatnio Barcelona czy Bayern Monachium.

Może i nie graliśmy o punkty, ale trafiło się w międzyczasie kilka spotkań z bardzo utytułowanymi zespołami.
– Tak, jednak oprócz spotkania z Wybrzeżem Kości Słoniowej te wyniki nie były zachwycające. Przegraliśmy z drugim garniturem reprezentacji Francji, Włosi również pokonali nas bez większego wysiłku. Ciekawe spotkanie rozegraliśmy z Niemcami, w tym meczu mógł paść każdy wynik, ostatecznie jednak zabrakło nam umiejętności, by utrzymać piłkę przez ostatnie 120 sekund i odnieść historyczne zwycięstwo. To są niuanse, ale dużo mówią o zespole.

Kto więc odniesie ostateczny triumf?
– Poziom czołowych drużyn jest bardzo wyrównany. Stawiałbym na Hiszpanię, Holandię i Niemców, czyli tych, którzy walczą o najwyższe cele podczas ostatnich wielkich imprez. Zarówno nasi zachodni sąsiedzi, jak i ekipa Oranje mają wspaniałe armie młodych piłkarzy, Hiszpanie zaś, opierając drużynę na piłkarzach Barcelony oraz Realu, automatycznie stawiają się w ścisłym gronie faworytów.

Młodzi na celowniku

Niemieckie kluby wydają się zachwycone naszymi młodymi piłkarzami – w Borussii furorę robi polskie trio: Lewandowski, Błaszczykowski i Piszczek, niedawno do Bundesligi przeszli Ariel Borysiuk, Artur Sobiech czy Mateusz Klich, a na celowniku są Rafał Wolski oraz Michał Żyro.
– Chyba każdy się cieszy, że tacy piłkarze jak Wolski czy Żyro wyrastają pod okiem naszych trenerów młodego pokolenia. Jednak uważam, że ta dwójka powinna zostać w Legii jeszcze przez rok, a nawet półtora. Muszą nabrać siły, która pozwoli im na grę w mocniejszych ligach, grę na wyższych obrotach. Wspomniał pan o Klichu – trafił on do Wolfsburga, którego trenerem jest Felix Magath, w środowisku piłkarskim nazywany katem. Zawodnik Cracovii nie był przygotowany do takich obciążeń i nie odnalazł się w Niemczech, choć trzeba podkreślić, że jest dobrym piłkarzem. Nie można też generalizować w przypadku transferów młodych graczy – niektórzy mogą odejść w bardzo młodym wieku, jak Robert Lewandowski. Pamiętajmy jednak, że były napastnik Lecha zdobył w ekstraklasie wszystko. I to był sygnał, że jest już gotowy na nowe wyzwania.

Wróćmy do światowego futbolu. Czy coś się zmieni w piłce nożnej w najbliższych latach?
– Uważam, że pojawi się wielkie zapotrzebowanie na akademie piłkarskie, które będą szkoliły przyszłych mistrzów futbolu. Ten staje się coraz bardziej widowiskowy, co ekstremalnie eksploatuje zawodników. Prorokuję, że za jakiś czas zmieni się wiele zasad – pięć zmian zawodników zamiast trzech, plus zmiana bramkarza. Prędzej czy później piłka nożna będzie naszpikowana elektroniką, co z pewnością pomoże sędziom. Nie wyobrażam sobie, żeby organizacje piłkarskie broniły się przed tym. Będzie ciekawie.

Rozmawial Paweł Korzeniowski

Za: Przeglad-Tygodnik.pl

POLISH CLUB ONLINE, 2012.06.10

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek