Mirosław Kokoszkiewicz: Odzyskać Polskę znaczy strącić „aureole”


Od-lewej--Adam-Michnik--Agnieszka-Kublik--Monika-Olejnik-arch-marek-witek-salon24III RP to twór chory i ułomny, a jej twórcy i beneficjenci wbrew pozorom nie mają tak spokojnego i beztroskiego życia jakby się nam wszystkim na pozór wydawało.

Oto ich byt i dalsze trwanie od samego zarania wisi na włosku pewnej skrywanej z coraz większym trudem tajemnicy, której ujawnienie może rozwalić dosłownie wszystko.

To prawdziwy cud, że ta jedna jedyna kostka domina, czyli prawda o rzeczywistej genezie powstania tego czegoś, co dowcipnisie nazwali demokratycznym państwem prawa, decyduje o być albo nie być tej skomplikowanej konstrukcji trwającej już przeszło dwadzieścia lat. Przewracając się owa kostka spowoduje upadek całej układanki, którą umownie nazywamy okrągłostołowym geszeftem lub porozumieniem z Magdalenki.

O tym, że rycerze okrągłego stołu muszą często miotać się nocami w mokrej pościeli świadczy niespotykana wprost histeria, kiedy władzę, choć na moment przejmuje ktoś spoza układu.

Tak było w 1992 roku podczas słynnej nocnej zmiany, a także w latach 2005-2007, kiedy to władza wymknęła się na dwa lata spod kontroli i trafiła w ręce „kaczorów”.

Tak zwane „porozumienie elit” z 1989 roku było od samego początku kryminogenne i można nawet posunąć się do stwierdzenia, że to już wtedy powstały podwaliny pod największą polityczną zbrodnię stulecia, czyli zamach smoleński. Stał się on kolejną już tajemnicą, której wyjaśnienie może wywrócić cały ten karciany stół, przy którym zasiedli rodzimi i kremlowscy szulerzy.

Czy tajemnica tej „transformacji ustrojowej” jest dzisiaj dla nas zupełnie nieodgadniona i nie potrafimy postawić jakiejś wiarygodnej hipotezy?

Oczywiście pielęgnowany i rozpowszechniany wizerunek „historycznego porozumienia” wygląda mniej więcej tak. Komuniści poszli po rozum do głowy i przyjęli do wiadomości, że to już kres eksperymentu o nazwie realny socjalizm i oczywiście z pobudek patriotycznych postanowili podzielić się władzą z najodważniejszymi i najmądrzejszymi przedstawicielami opozycji.

Brzmi to trzeba przyznać bajkowo. Komunistyczni zdrajcy polskiego narodu dobrowolnie dzielą się władzą z prawdziwą opozycją, a już po kontraktowych wyborach mordują księży; Suchowolca, Niedzielaka i Zycha? Gdzie tu logika?

A może ci dzielni opozycjoniści zza okrągłego stołu to ludzie w coś uwikłani i przygwożdżeni przez Kiszczaka hakami, a ci naprawdę groźni i niebezpieczni dla systemu musieli ginąć tak jak wcześniej ksiądz Jerzy Popiełuszko?

Wiele za tym przemawia, a zwłaszcza pewna dość nieprzemyślana i nieodpowiedzialna wypowiedź zdrajcy i zaprzańca Jaruzelskiego, który po wytoczeniu mu procesu powiedział: „Niech uważają, bo pospadają aureole”.

Jak dzisiaj widzimy groźba poskutkowała, a obaj zdrajcy Kiszczak i Jaruzelski są nadal po tych wszystkich latach bezkarni.

Jakaż to tajemnica może kryć się z słowami Jaruzelskiego i w jak wątły sposób zamocowano te aureole, skoro istnieje coś, co w jednym momencie może je strącić z głów naszych dyżurnych styropianowych kombatantów? Jaką to wiedzą o „naszych bohaterach” Solidarności dysponuje ich komunistyczny pan i nadzorca?

Najprostszym nasuwającym się wytłumaczeniem jest krążąca w tak zwanym drugim obiegu wersja, że do okrągłego stołu zasiedli komuniści i ich tajni współpracownicy wykreowani sprytnie na bohaterskich opozycjonistów.

Zastanówmy się tylko czy bycie TW po latach antylustracyjnej propagandy robi jaszcze na kimkolwiek wrażenie? Chyba nie, skoro Michał Boni (TW „Znak”) pełni funkcję ministerialną i cieszy się wielkim zaufaniem Tuska i jest pupilem mediów.

Ja twierdzę, że tym przysłowiowym włosem, na którym wisi byt i los „styropianowych elit” jest pewien w III RP temat tabu, czyli los milionów dolarów i zachodnioniemieckich marek, jakie szły z zachodu na ruch „Solidarność” i tak na prawdę do dziś nikt się z tych pieniędzy nie rozliczył.

A teraz poszlaki.

W latach 1982-1991 Biurem Koordynacyjnym NSZZ "Solidarność" w Brukseli kierował Jerzy Milewski, tajny współpracownik SB o pseudonimie „Franciszek”. To przez jego ręce wędrowały pieniądze przeznaczone dla polskiej opozycji. Czy nie zastanawia fakt, że to właśnie ten człowiek był później szefem BBN i ministrem stanu w kancelarii prezydenta Lecha Wałęsy? Co spowodowało, że po wyborach prezydenckich w 2005 roku Aleksander Kwaśniewski ponownie zatrudnił Milewskiego w swojej kancelarii i uczynił go ponownie szefem BBN?

Czyżby wiedza Milewskiego o tym gdzie podziały się miliony była tym zwornikiem łączącym na śmierć i życie, sierp i młot ze styropianem?

Przypomnijmy sobie słowa sprzed wielu lat pani Ireny Lasoty z Komitetu Poparcia Solidarności w Nowym Jorku:

„Uważam, że nikt nie zrobiłby gorszej roboty w Brukseli. Gdyby okazało się, że wynikało to nie tylko z niekompetencji Jerzego Milewskiego, sprawa byłaby bardzo poważna. Dotyczyłaby świadomej dekonspiracji struktur podziemnych. Trzeba pamiętać, że Biuro Brukselskie posiadało więcej informacji na temat konspiracyjnej Solidarności niż ktokolwiek, nawet w Polsce.”

O tym, jaka wielka tajemnica kryje się za geszeftem 1989 roku świadczy również news, jaki ukazał się w styczniu 2009 roku we włoskim dzienniku „La Repubblica”, o którym już kiedyś pisałem na łamach Warszawskiej Gazety.

Oto w udzielonej „La Repubblice” wypowiedzi, Francesco Pazienza, były szef włoskiego wywiadu wojskowego stwierdził, że w kwietniu 1981 roku wysłano z Włoch dla polskiej "Solidarności" cztery miliony dolarów w złocie. Gdzie się ono podziało?

Dlaczego taka sensacyjna wiadomość został przemilczana przez polskie media, a jedynym „merytorycznym” wyjaśnieniem była taka oto wypowiedź „styropianowca”, Bogdana Lisa udzielona Polskiemu Radiu:

-„Co takiego? Cztery miliony dolarów w złocie? Chyba pomylili datę tej publikacji: takie "rewelacje" powinni podawać 1 kwietnia w prima aprilis – To przekracza granice absurdu”

Myślę, że trup w III RP będzie jeszcze jakiś czas ścielił się gęsto. Jednak jest tylko kwestią czasu, kiedy z wielu głów pospadają aureole, a trzęsienie ziemi po zdemaskowaniu zdrajców i złodziei spowoduje to, że już nic nie będzie tak jak było dawniej.

Kiedy runie z hukiem fałszywy mit założycielski III RP i prawda o smoleńskim mordzie ujrzy światło dzienne, Polacy staną przed niepowtarzalną szansą na odzyskanie w pełni po 73 latach swojej ojczyzny.

Gra idzie o wielką stawkę gdyż na tych aureolach wiszą dzisiaj losy „elit” III RP, mediów i zatrudnionych tam funkcjonariuszy, szemranych wielkich biznesmenów, „autorytetów”, a nawet celebrytów.

To paradoks historii, ale postkomuna i dawna „konstruktywna opozycja” jadą dziś na tym samym wózku, połączeni na śmierć i życie wielką tajemnicą o kłamstwie i zdradzie, jakiej dokonali.

Prawda okaże się też bardzo bolesna dla polskiego Kościoła, a przynajmniej części hierarchów i wpływowych kapłanów. Nie da się, bowiem uciec od faktu, że Kościół żyrował to oszustwo i nie da się obronić tezy, że czynił to zupełnie nieświadomie, kierowany wyłącznie szlachetnymi intencjami.

Artykuł opublikowany w Warszawskiej Gazecie

Polecam moja książkę:

Jak zabijano Polske

Sprzedaż: www.polskaksiegarnianarodowa.pl,
United Express, Warszawa, ul. Marii Konopnickiej 6 lok 227,
Tel. 502 202 900

Mirosław Kokoszkiewicz

Za: NIEPOPRWANI.PL, kokos26-blog, 10 lipca, 2012

Przeczytaj rowniez:

POLISH CLUB ONLINE, 2012.07.10

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek