Dr Jerzy Jaśkowski: Grypa. Lekarze ostrzegają – Tzw. świńska grypa, co to jest? Cz.IV


Przeczytaj rowniez:       Czesc I      Czesc II      Czesc III

* * *

“Poznacie prawdę, a uczyni was wolnymi”    św.Jan8,32

Pediatrom i geriatrom do sztambucha:
                                                                        “Przede wszystkim nie szkodzić”

 

Jak wiadomo czas leczy rany i już w latach 90-tych wymyślono ptasią grypę. Niestety z wyjątkiem odpowiednich, znanych sekcie szczepionkarskiej  kurników, dzikie ptactwo nie chciało chorować w żadnym kraju. Także narodowy ptak USA – indyk nie chorował. W sumie przygotowane z wielką pompą lekarstwo na ptasią grypę Tamiflu i Relenza  kosztujące w Polsce ok. 200 złotych nie dały spodziewanego zysku. Zwykła aspiryna, za 2 złote była skuteczniejsza. Wiem to z własnej praktyki.

    Cały “cyrk” ze szczepionkami i grypą rozpoczął się od chwili mianowania  Donalda Rumsfelda na Sekretarza Obrony w USA. Pan Sekretarz wydał od razu 1.8 miliarda dolarów  na leki zabezpieczające wojsko przed grypą.   Pomimo, że dowody na skuteczność leczenia  tymi preparatami były słabiutkie to akcje firmy, po zakupie rządowym skoczyły o 50 %.  Nie trzeba dodawać, że p. Rumsfeld był akcjonariuszem tej firmy. 
    W związku ze słabą sprzedażą leków  firma produkująca to lekarstwo zmieniła zakres stosowania leku. Obecnie, jak podaje to  nowa ulotka, jest ono  dobre  nie tylko na  ptasią grypę ale także  i na zwykłą. Niestety z wyjątkiem określonych kół medycznych lek nie był specjalnie stosowany. W związku z tym zysk był nadal mały.

    Wymyślono więc świńską grypę, ale zastosowano ten sam chwyt propagandowy co z grypą hiszpańską. 
    Tutaj podobnie, najpierw  nazwano ją meksykańską, ale po protestach Meksyku zmieniono nazwę na świńską.  Rzekomo pierwsze zachorowanie stwierdzono na farmie  La Gloria u 5 letniego meksykańskiego chłopca  9 marca 2009 roku. Ciekawe jest  to, że  nikt z rodziny ani otoczenia tej rzekomo pierwszej ofiary  wirusa AH1N1 , znanego przecież od 1976 roku, nie zachorował!. Dziwnym trafem przeoczono także wykonanie badań laboratoryjnych u tego chłopca, potwierdzających obecność tego  rzekomego wirusa. Ciekawostką nigdy niewyjaśnioną zostanie fakt, ze WHO mając jedynie 20 potwierdzonych laboratoryjnie przypadków zachorowań na AH1N1 ogłosiła 6 stopień pandemii .

     Rozpoznano to zakażenie jako  wirusowe A H1N1, czyli takie samo jak przed 30 laty. Do dnia dzisiejszego nie wiadomo na jakiej podstawie!

    W 12 przypadkach potwierdzono zgodność genetyczną z wirusem AH1N1 , tj. takim samym jaki występował  w Kaliforni.  Jednak dokładne badania wykazały, że sekwencja homollogii BLAT z świńskiej-meksykańskiej grypy  zarówno Hemaglutinin HA białka powierzchniowego, jak i niestrukturalne [NSI  hamowanie białka] są nowatorskie w rekombinacji i nie zidentyfikowane wcześniej w przyrodzie na całym świecie. Co jednoznacznie wskazuje na sztuczną modyfikację.

    Ciekawa jest również sprawa potwierdzania laboratoryjnego wirusa. Wirusologom z CDC udało się rozpoznać wirusa w  97 przypadkach ale podobno w Meksyku chorowało kilkadziesiąt tysięcy ludzi,  a w USA aż  47 milionów.  Jeżeli w Polsce jedno badanie u p.prof.mgr Lidii Brydak kosztowało ponad 300 złotych [ podrożało o 50% po ogłoszeniu przez WHO pandemii] to jakie olbrzymie pieniądze trzeba by przeznaczyć na wykonanie tych milionów badań. Analiza wydatków nie potwierdza takich sum. W jaki sposób więc wirusolodzy wiedzieli od kogo pobierać materiał do badania? Zostaje to słodką tajemnicą handlarzy szczepionek.

    Badania genetyczne tego rzekomego wirusa wskazują, że  ptak z Ameryki Północnej powinien przylecieć do Europy. W Europie ten jeden ptak powinien zarazić świnie. Następnie  inny ptak powinien zarazić się od tych świń i polecieć do Azji aby tam w Hongkongu zarazić inne świnie.  Następnie azjatyckie świnie powinny stworzyć warunki do mutacji tego wirusa aby stał się przenoszalny na ludzi. No potem już prosta droga. Wirus musiałby trafić do człowieka lecącego do USA który oczywiście wcześniej musiałby pracować z tymi zakażonymi świniami,  co jak wiadomo często się turystom trafia. A następnie przesiąść się  na człowieka lecącego lub jadącego do Meksyku. Potem jeszcze ten nosiciel musiałby spotkać się tylko z tym małym 5 letnim chłopcem i tak kombinować aby zarazić tylko jego ale nikogo więcej z miasteczka.
    Jak więc widzimy “kombinacja “intelektualna urzędników medycznych jest wręcz nieprawdopodobna a z punktu widzenia wiedzy naukowej jej realność jest zerowa.  Nie przeszkadza to sekcie wakcynologiczno-epidemiologicznje nadal ją rozsiewać w prasie.

    Badania wykazały także z całkowitą pewnością, że wirusa tego nie stwierdzono w otoczeniu hodowli trzody chlewnej w pobliżu obszaru określonego jako “pacjent zero” przez CDC. Tak więc w promieniu co najmniej 80 km od farmy  w Perote [Meksyk] nie było takiego wirusa,  więc nie można go przypisać do meksykańskich lub północnoamerykańskich świń!!!

    Jak  opisałem sprawa jest niezmiernie prosta i nie stanowi żadnego problemu dla naszych mniej lub bardziej rządowych ekspertów z dziedziny Zdrowia Publicznego, Epidemiologii i Wakcynologii oraz tych setek pożytecznych idiotów .[ Goldman alias Lenin]. Przez ostatnie 3 lata to właśnie oni występując w mass mediach  te” duby smolone” wciskają społeczeństwu.

    Widzimy więc na tym przykładzie co warte są “wiadomości” prasowe oraz, że moje twierdzenie  iż polska medycyna jest 100 lat za murzynami [ z całym szacunkiem dla czarnoskórych] jest jak najbardziej uzasadnione. Przecież  w okresie tych kilku lat żaden profesor medycyny w Polsce,  nie zaprotestował przeciwko wciskaniu tej ciemnoty medykom ani społeczeństwu!

    Konieczne jest zwrócenie uwagi na to, że tylko 50 mil od punktu wybuchu epidemii AH1N1 w Meksyku znajduje się zakład produkcyjny firmy Baxter w Cuernavaca. Fabryka  jest znana  z produkcji szczepionek przeciwko meningokokom oraz kleszczowemu zapaleniu opon mózgowych. Fabryka ta przesłała zwykłą pocztą  72 kg materiału szczepionkowego – czyli skażonego do powielania Gdyby nie dociekliwość czeskiego wirusologa , który wykrył i unieszkodliwił wirusy epidemia mogłaby wybuchnąć w Europie. Jak wiadomo polska placówka wirusologiczna prof.  B.Bucholc nic nie była w stanie wykryć.  Dlaczego?

    Będąc w tym czasie [2009 r] w Meksyku stwierdzam, że nie widziałem w ogóle  żadnych objawów epidemii ani w stolicy ani na prowincji. Był to obraz zaskakujący odbiegający od tego jaki obserwowałem poprzez internet w  Polsce.  Polskie media w wiadomościach podawały apokaliptyczny obraz sytuacji w Meksyku spowodowanej przez rzekomą epidemię grypy.  Jak pamiętamy w Polsce straszono epidemią wirusa i robiono “spektakle cyrkowe” na lotniskach.  Tak wiec, zastosowano taką samą technikę dezinformacji, jaką stosowano już przed pierwszą wojną światową i którą doskonale opisał dr Majakowski w swoich pamiętnikach.

Musisz więc sam się  Drogi Czytelniku domyśleć dlaczego rządy stosują takie oszustwa bez względu na epokę i kraj?

    Wirus AH1N1 jest znany od ponad 40 lat, czyli więcej aniżeli od jednego pokolenia i lekarze umieją leczyć jego skutki stosunkowo tanio. Nie dawało to  jednak określonych zysków firmom farmaceutycznym. Trzeba było aż zmiany definicji epidemii i pandemii przez WHO oraz zmasowanego ataku propagandy, by w atmosferze strachu osiągnąć odpowiednie zyski.

    Wojsko cały czas jest używane do testowania na większą skalę nowo powstałych szczepionek. Kupowane  przez wojsko szczepionki, najczęściej mają mały związek z sytuacją medyczną. Przykładem tego była sprawa stosowania aż 16 szczepionek w ciągu 3 miesięcy, u żołnierzy przygotowywanych do ataku na Irak.  Stosowana w medycynie klinicznej  zasada dopuszcza  podawanie kolejnej szczepionki po okresie co najmniej 4-6 tygodni od otrzymania poprzedniej. Stąd kolejna epidemia  która wystąpiła w armii.

    Jak to pisano już przed 50 laty, skuteczność szczepionki przeciwko grypie jest zerowa.  Wykazały to jednoznacznie badania przeprowadzone np. w 2004 roku. Pomimo tego, że nastąpił spadek zaszczepialności o 40 %,  śmiertelność wcale nie wzrosła.

    Podobnie jak w 1968 roku i 1997 roku przygotowano szczepionkę nie z tym wirusem, który powodował epidemię sezonową, więc tak wyprodukowana szczepionka nie trafiła do handlu. Innymi słowy w tych dwu latach nie szczepiono ludzi. I co ? I nic !. Nikt nie był szczepiony, a śmiertelność zmalała, a nie wzrosła!

    Ciekawe dlaczego polscy epidemiolodzy, prof. Zieliński, prof. J. Wysocki, dr Mrukowicz,  dr ………     nigdy nawet o tym nie wspomnieli. O  PT  pracownikach Narodowego [jakiego narodu,  Polska była zawsze wielonarodowa] Instytut Zdrowia nie będę wspominał,  wiadomo interes to interes.

    Celowość podawania szczepionek, oprócz ich nieskuteczności, wikłają dodatki znajdujące się w szczepionkach.

PS.1. Drzewiej lekarze wymieniali uwagi na tematy medyczne na stronach branżowych wydawnictw. Od ok. 20 lat brak polskich czasopism medycznych uniemożliwia taką wymianę. Jedynym sposobem poinformowania społeczeństwa jest jeszcze  internet.

PS. 2. Od  maja 2012 roku ginie w Internecie cała masa publikacji – pojawia się tekst : strona error albo pojawiają się napisy “W twoim kraju zabronione”. No ale oczywiście żadnej
cenzury nie ma!? Otrzymałem informację, że za Atlantykiem polskie filmy z YOUTUBE nie otwierają się. Pojawia się napis “dozwolone tylko w POLSCE”. A poza tym bez zmian.

Dr-Jerzy-Jaskowski-fot-inter1PS. 3.  Jest jeszcze jeden problem z zakresu Zdrowia Publicznego. Dlaczego specjaliści z tego zakresu nie informują kolegów lekarzy oraz społeczeństwa o nowej chorobie, jaka pojawiła się ok. 20 lat temu w związku z eksperymentami związanymi  z walką z rzekomymi  zmianami klimatu. Od  20 lat w piśmiennictwie medycznym USA,  a także Rosji istnieje pojęcie choroby  MORGELLONS. Choroba ta związana jest z rozsypywaniem tzw. trwałych smug na niebie.  W Polsce rozpoczęto rozsypywanie tlenków baru, aluminium i strontu na niebie w 2003 roku. Dlaczego w Ministerstwie Zdrowia, NFZ,   GIS  i  wśród wszelkiej maści specjalistach od Zdrowia Publicznego panuje cisza? .

PS. 4. Uwaga dotycząca tranu. W sprzedaży znajdują się różne formy tranu. m.in tzw norweski, nie wiem czy nie jest on otrzymywany z dorszy hodowlanych w sztucznych basenach w fiordach i karmionych nie wiadomo czym. Podejrzenie moje wzbudził  fakt, że pomimo przyjmowania tranu przez chorych  zanotowano spadek poziomu witaminy D.

Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]  
SFMRM

Rozpowszechnianie wszelkimi sposobami jest zalecane, szczególnie pozostawianie w przychodniach lekarskich.

Przeczytaj inne opracowania:

POLISH CLUB ONLINE, 2013.01.20

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek