Dr Jerzy Jaśkowski: List otwarty do prof. dr. hab. Andrzeja Tretyna, Rektora Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu


Gdańsk 30.01.2013.r.

Wielce Szanowny Pan

Prof. dr hab. Andrzej Tretyn
Rektor
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
Toruń

List Otwarty

Jego Magnificencjo Panie Rektorze

Bardzo przepraszam za formę zwracania się do PT Pana, ale sprawa, którą poruszam, także została publicznie nagłośniona. Wskazane jest więc publiczne wyjaśnienie.
Uprzejmie proszę o udzielenie odpowiedzi na poniższe pytania:
1. Czy pracownik naukowy Uczelni biorący udział w spocie reklamowym może podawać nieprawdziwe dane podpisując się powagą Uczelni?
2. Czy p. dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, prof. UMK otrzymała zgodę Komisji Bioetycznej na prowadzenie eksperymentów medycznych na dzieciach? Jeżeli tak, to na jakich warunkach?
3. Czy nie należałoby dla niektórych pracowników zorganizować kursy matematyki w zakresie szkoły podstawowej, aby nie psuć bardzo dobrego imienia toruńskiej szkoły matematycznej?

Uzasadnienie

AD.1
Pani dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, profesor UMK udzieliła wywiadu Medycynie Praktycznej, w dniu 19.11.2012 r. [do dnia dzisiejszego nie było sprostowania] czasopismu, noszącemu wszelkie cechy biuletynu reklamowego przemysłu farmaceutycznego. Głównymi sponsorami tego biuletynu są największe firmy produkujące szczepionki takie jak: GlaxoSmithKline – GSK, Novaris, Sanofil – Pasteur. Koszt bycia złotym sponsorem biuletynu to 25 000 euro, tylko nie podaje się miesięcznie czy kwartalnie. GSK jest platynowym sponsorem. Kwota sponsoringu jest nieznana.

Pani Profesor podała, że wprowadzenie szczepionki przeciwko WZW B w 1997 roku spowodowało 10 krotny spadek zapadalności na tą chorobę. Wielkość “10 krotność” oznacza 1000% spadek. Jak można się zorientować na podstawie poniższego wykresu, opracowanego na ogólnie dostępnych danych GUS wprowadzenie szczepionki przeciwko WZW B w 1997 roku, nie tylko nie spowodowało ŻADNEGO spadku zachorowalności, ale wręcz zahamowało spadek obserwowany od co najmniej 20 lat [w 1998 roku zaobserwowano nieznaczny wzrost zachorowań].

JJ Zachorowania na zoltaczke

Najwyższa zachorowalność na wirusowe zapalenie wątroby miała miejsce w latach 60-tych, chorowało ponad 120 tysięcy ludzi. Nikt w tamtym okresie nie nagłaśniał problemu. Z własnego doświadczenia z lat 70-tych wiem, że nawet publikować nie było można danych dotyczących np. nosicielstwa wirusa u dzieci szkolnych. W kolejnych latach obserwowaliśmy spadek zachorowalności, który uległ zastopowaniu w okresie stanu wojennego. Naszym zdaniem spowodowany był reglamentacją środków czystości [a swoją drogą ciekawe, dlaczego żaden z historyków, także UMK, nie próbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego hunta wprowadziła reglamentację mydła, prostego przecież produktu?].

Po odblokowaniu sprzedaży środków czystości zanotowano dalszy spadek zachorowalności na WZW typu B do ok. 7000 przypadków rocznie. Spadek ten obserwowano do czasu wprowadzenia szczepień i praktycznie nie obserwujemy od kilku lat żadnych istotnych zmian, a na pewno nie 10 krotnych.

W tej sytuacji wprowadzenie kursów podstaw matematyki, wzorem Politechniki Gdańskiej dla studentów, wydaje się być celowe. Działania w zakresie 10 x 10 są zawarte w materiałach szkoły podstawowej od czasów okupacji i trudno przyjmować aby profesor Wielce Szanownej Uczelni miała aż takie braki.

Oczywiście zakładam, że wywiad był udzielny osobiście, a nie były to żadne wystąpienia typu Ghost.

Ad 2.
Kolejnym nieporozumieniem jest twierdzenie, że w Polsce dochodzi do wielu zakażeń w szpitalach. Pani dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, profesor UMK, przytacza niczym niepoparte dane gazetowe. W okresie ostatnich 70 lat nie zamknięto żadnego zakładu służby zdrowia z powodu zakażeń WZW typu B. Nie ma także żadnej pracy naukowej o wyhodowaniu wirusów po sterylizacji z autoklawów.

Gwoli ścisłości, od ponad 20 lat WZW typu B w krajach zachodnich zalicza się do chorób wenerycznych, o czym przecież pani dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, profesor UMK, z pewnością wie. Tym bardziej dziwi szerzenie takiej dezinformacji.

Takie i podobne, wypowiedzi z ust pracownika naukowego powodują zamieszanie i niepodejmowanie właściwych zasad profilaktyki. Jak wiadomo, zakażenie szerzy się drogą kontaktów seksualnych [częste zmiany partnerów, poprzez ślinę.] Zwracanie uwagi na szczepienia jako źródła eliminacji wirusa, zamazuje drogę szerzenia się choroby. Proszę zauważyć, że w większości szpitali wymaga się od pacjenta przyniesienia zaświadczenia o szczepieniu przeciwko WZW, pomimo zarządzenia Ministra Zdrowia opublikowanego w Monitorze Polskim 1999 roku o niedopuszczalności takich praktyk. Natomiast generalnie w szpitalach brak wyparzarek do ubikacji i toalet, i jedną ścierką salowa rozmazuje brud po salach. Takich prostych urządzeń dezynfekcyjnych brakuje, nie tylko w szpitalach ale i w restauracjach oraz innych miejscach publicznych. I nikomu z higienistów oraz specjalistów tzw. Zdrowia Publicznego to nie przeszkadza.

Czyli wydajemy dziesiątki milionów na wątpliwej jakości szczepienia, a brakuje nam na mydło. Takie są skutki nieodpowiedzialnych wystąpień.
Kolejną dezinformacją podawaną przez dr hab. med. Małgorzatę Pawłowską, profesora UMK, jest twierdzenie, że działania niepożądane, czyli po prostu powikłania występują niezwykle rzadko.

Jak podaje VAERS [program rządu USA] tylko w okresie od 07.1990 roku do 10.1998 roku zanotowano po szczepieniu przeciwko WZW B – 439 ofiar śmiertelnych i 9673 ciężkie reakcje poszczepienne wymagające hospitalizacji.

W 1996 roku w USA zanotowano tylko 54 przypadki zachorowań na WZW B w grupie wiekowej od 0 – 1 roku życia [tj. na ok. 4 milionów dzieci], ale po szczepieniach zanotowano w tej grupie wiekowej 47 zgonów. Specjaliści oceniają, że w systemie VAERS notuje się tylko ok. 10 % powikłań. Tak więc słuszne jest postawienie pytania, czy koszty materialne szczepień i niepotrzebna, wręcz bezmyślna, śmierć zdrowych dzieci są adekwatne do kilkudziesięciu przypadków zachorowań, rzadko prowadzących do zgonu.

W szczepionkach przeciwko WZW B np. Energi X firmy GSK – platynowego sponsora biuletyny, w którym pani dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, profesor UMK udzieliła wywiadu stwierdzano obecność rtęci. Szczepionki te okazały się najgorsze z grona badanych i powodowała aż w 74% demielinizację centralnego układu nerwowego.

Inne szczepionki także nie były “bez winy”, ponieważ powodowały demielinizację centralnego układu nerwowego “tylko” w 50% przypadków.

Pragnę także przypomnieć, że w szczepionkach tych jest aluminium, które posiada wysokie powinowactwo do centralnego układu nerwowego. Dawka jaka jest w szczepionce, jest dopuszczalna dla osobnika o masie ok. 1500 kg, lub jak kto woli 1.5 tony. Zakładam, że pani dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, profesor UMK często spotyka się z takimi pacjentami, ponieważ normalnie w szpitalach się ich nie widuje. Przeliczanie dawki preparatu na masę ciała jest normalnym ćwiczeniem IV roku farmakologii.

Synergizm toksyczności aluminium i rtęci powodujący demielinizację jest odpowiedzialny np. za autyzm. NSCH ujawnił, że wprowadzenie szczepień w tak młodym wieku [pierwszej dobie życia] spowodowało 100% wzrost autyzmu. Badania brytyjskie wykazują 1 przypadek autyzmu na 83 porody, gdy u Aniszów nie szczepiących swoich dzieci 1 przypadek zdarza się na 10 000 porodów.
Nawet weterynarze zaczynają szczepienia dopiero od 6 miesiąca, to jest odpowiednik ok 5-7 roku życia u ludzi.
Bez wątpienia wpływ na pogarszanie się stanu zdrowia dzieci ma wczesne szczepienie przeciwko WZW. W 1992 roku kiedy to zaszczepiono tylko ok. 8% dzieci, autyzm stwierdzano w stosunku 67 na 10 000 porodów. W cztery lata później, kiedy to chwalono się 82 % zaszczepialnością autyzm występował już w 100 przypadkach na 10 000.

Na podstawie badań przeprowadzonych w latach 1997 do 2002 roku stwierdzono, że u szczepionych chłopców autyzm wzrósł o 300 %.

Trudno więc wywnioskować na jakiej podstawie p. dr hab. med. Małgorzata Pawłowska, profesor UMK, twierdzi o wyjątkowym bezpieczeństwie szczepień. Trzeba mieć także w pamięci wycofanie w Polsce ze sprzedaży, szczepionek przeciwko WZW B, przed kilku laty bez słowa wyjaśnienia.

W uzupełnieniu podaję, że po ok. 5 latach u 65 % szczepionych dzieci zanika “odporność”. Innymi słowy, w momencie wchodzenia w życie i wzrostu możliwości zakażenia, dziecko jest pozbawione nawet tej teoretycznej odporności. Zostawiam to bez komentarza!

Takich eksperymentów tj. wstrzykiwania metalu bezpośrednio do mózgu nowonarodzonego dziecka w pierwszej dobie życia, nie przeprowadzano, o ile mi wiadomo, nawet w obozach w czasie wojny!

Działania te noszą wszelkie cechy eksperymentów. Wiadomo z drugiego roku fizjologii, że bariera krew mózg dopiero się tworzy i podawanie szczepionki zawierające metale oraz inne toksyczne adjuwanty bezpośrednio do mózgu wymaga, moim zdaniem, zezwolenia Komisji Bioetycznej. Do chwili obecnej brak bowiem jakichkolwiek badań bezpieczeństwa tych szczepionek u dzieci.

Trudno się dziwić w tej sytuacji informacją, o zainteresowaniu FBI stosunkami pomiędzy lekarzami w Polsce a koncernami farmaceutycznymi, o czym donosiła m.in. Gazeta Wyborcza.

Nie można także w żadnym przypadku przyjmować wyjaśnień typu, że takie jest zarządzenie GIS, ponieważ te sprawy zostały całkowicie i jednoznacznie wyjaśnione w Procesach Norymberskich.

Pytanie cui bono służy taka działalność, nasuwa się samo. Z poważaniem

Dr Jerzy Jaśkowski
Komandor
SFMRM

(Kontakt z autorem: [email protected])

*   *   *

Przeczytaj rowniez:

POLISH CLUB ONLINE, 2013.02.04

Autorzy

Related posts

Top