Andrzej Solak: Osły i ludzie

Ludzie czasem zaskakują. Mnie na przykład zaskoczył pod koniec ubiegłego roku pewien proboszcz z Pomorza (przez litość pominę jego nazwisko i nazwę parafii).

Otóż ów duszpasterz udostępnił pomieszczenie świetlicy parafialnej na występ znanego polityka. Jego parafię zaszczycił bowiem swą wizytą… poseł Robert Biedroń, aktywista Ruchu Palikota.

Żywa szopka

Pan Biedroń, oprócz obcowania z palikotowcami, od wielu lat trudni się promocją homoseksualizmu. Z kolei Ruch Palikota znany jest głównie z ataków na Kościół katolicki oraz z propagowania „prawa” do aborcji; również z poparcia postulatu legalizacji narkotyków i z promocji osób takich, jak Biedroń, szczycących się swymi – mówiąc oględnie – nietypowymi preferencjami seksualnymi.

Dalibóg, nie wiem, która z tych idei tak spodobała się pomorskiemu księdzu proboszczowi, że postanowił umożliwić swym owieczkom kontakt z takim osobnikiem. Czyżby liczył na to, że z racji zbliżających się Świąt Bożego Narodzenia nawet palikotowcy przemówią ludzkim głosem?

Już nie chcę dociekać, do czego przekonywał ludzi parlamentarzysta Biedroń w salce parafialnej, gdzieś w cieniu katolickiej świątyni. Przypuszczam, że nie wysławiał wartości chrześcijańskich.

Tłumaczono mi tę sprawę różnie, dajmy na to prawdopodobną chęcią proboszcza ewangelizowania palikotowców (że niby jak im Kościół zacznie ustępować i nadskakiwać, to oni tym się wzruszą i nawrócą, niczym trzoda synów marnotrawnych). Ktoś inny usiłował mi wmówić, że proboszcz wykazał się „duchem dialogu” i udowodnił, że „Kościół dorósł do demokracji”.

Taaak… Kiedy ktoś pragnie dialogować z partią zwolenników mordowania dzieci nienarodzonych, to trochę przypomina mi to pomysł na wyważony dyskurs o zbrodni Holocaustu („5 minut dla Żydów, 5 minut dla Hitlera”). No cóż, nasz Kościół jest obszerny niczym betlejemska szopka, w której zmieściły się również osły i barany.

Nie przepraszam za Jedwabne

Mniej więcej w tym samym czasie, gdy pomorski ksiądz proboszcz epatował swą chęcią do dialogu z Biedroniem, w Białymstoku rozpoczął się proces pięciu młodych ludzi, którzy podczas demonstracji ulicznej mieli podobno wykrzykiwać hasło: „Nie przepraszam za Jedwabne!”

Jak doniosła z satysfakcją „Gazeta Wyborcza”, powołani przez prokuraturę biegli orzekli, że okrzyk ten „wyczerpuje znamiona przestępstwa nienawiści”. To zaś może zaprowadzić oskarżonych do celi na całe dwa lata.

Przeczytałem tę informację ze zdumieniem. Okazało się, że w naszym kraju istnieje przymus – pod grozą kary więzienia! – przepraszania za zbrodnie, których się nie popełniło (mordu w Jedwabnem dokonano 72 lata temu, a najstarszy z oskarżonych ma 25 lat).

Jedna sprawa nie daje mi spokoju – czy teraz będą wysyłać za kraty każdego, kto nie wyrazi skruchy za JAKĄKOLWIEK cudzą zbrodnię – czy tylko za zbrodnię w Jedwabnem? Czy jeśli, dajmy na to, jakiś młody Żyd powie: „Nie przepraszam za Trockiego (za Marksa, za Bermana, za Wolińską, za Koniuchy, za Naliboki, za Dejr Jassin), bo przecież nie miałem z tym nic wspólnego” – czy teraz rzuci się na niego sfora prokuratorów, gotowa zapuszkować go za nikczemne „przestępstwo nienawiści”? Eee, chyba jednak nie…

Nie śpij spokojnie, ABW czuwa

GG031Tymczasem nieoceniona „Gazeta Wyborcza” poinformowała o kolejnym sukcesie organów ścigania. Policja i ABW przeszukały mieszkanie młodego prawicowca, działacza ONR. Jak obwieszczono z triumfem, w trakcie rewizji znaleziono: kordzik ze swastyką, mundur SS oraz order Żelaznego Krzyża.

Blady strach musiał paść na niemałą część kolekcjonerów militariów, uczestników grup rekonstrukcyjnych, a także filatelistów (sam w dzieciństwie zbierałem znaczki pocztowe i posiadałem dwa okazy ozdobione hitlerowską „gapą”; szczęśliwie pozbyłem się tych zbiorów zanim zainteresowały się mną służby Donalda Tuska). Co to będzie, gdy nasi śledczy odkryją, że istnieje coś takiego jak serwis Allegro? Toż z marszu zgarną tysiące podobnych „ekstremistów”, poprawiając sobie statystyki wykrywalności na dobrych kilkadziesiąt lat do przodu.

Kiedyś czytałem książkę „Przemoczone pod plecakiem osiemnaście lat” – świetnie napisane wspomnienia z czasów okupacji niemieckiej pana Ryszarda Góreckiego, żołnierza Szarych Szeregów. Utkwił mi w pamięci obraz trofeów autora, które pieczołowicie gromadził w swym mieszkaniu: flag ze swastyką zerwanych z gmachów publicznych, kordzika podwędzonego jakiemuś oficerowi SS, sztyletów Hitlerjugend i tym podobnych. Zapewne w niejednym polskim domu znajdują się takie zbiory, zdobyte w zbliżonych okolicznościach. Zdaje się, że dla ich właścicieli nastał czas ponownej konspiracji. Wszak ABW czuwa.

Zupełnie jak Gross

Tymczasem wszystko wskazuje na to, że będziemy przepraszali nie tylko za Jedwabne. O zbrodniczości Polaków rozpisywało się w ostatnich latach wielu autorów. Również filmowcy zwęszyli, że na potępianiu tradycyjnej nietolerancji Sarmatów można zrobić niezłą karierę i zgarnąć niewąski szmal. Obecnie reklamowana jest książka niejakiego Stefana Zgliczyńskiego, kolejnego zawodowego łowcy tzw. antysemitów, pod iście barokowym tytułem: „Jak Polacy Niemcom Żydów mordować pomagali”.

Dzieło to wychwala pan redaktor Artur Domosławski (obecnie pisujący w postkomunistycznej „Polityce”, wcześniej zaś – tak, zgadliście! – w „Gazecie Wyborczej”). Domosławski pieje z zachwytu, że to książka „nie obciążona balastem prac naukowych, zaadresowana szczęśliwie – podobnie jak dzieła Grossa – do szerokiej publiki”.

Ano, porównanie do wypocin Jana Tomasza Grossa całkowicie mi wystarcza. Nie mam już złudzeń co do obiektywizmu autora, ani do zastosowanej metodologii.

Odpowiedzialność zbiorowa

Kiedy piszę te słowa, zbliża się kolejna rocznica rabacji galicyjskiej 1846 roku. W zaborze austriackim miało wtedy wybuchnąć polskie powstanie narodowe. Niewiele z tego wyszło, między innymi dlatego, że podburzone przez austriackich urzędników chłopstwo rzuciło się rżnąć patriotyczną szlachtę. Krew lała się strumieniami, ludzi mordowano w makabrycznych okolicznościach. „Ręce za lud walczące sam lud poobcina” – napisał proroczo poeta.

Jednak rola austriackich podżegaczy to tylko połowa prawdy. Na rozmiary dramatu miała wpływ postawa niektórych galicyjskich Żydów.

Pisałem o tym przed laty. O podłościach Żyda Izaaka Luxenberga, dzierżawcy propinacji w Tarnowie, ściśle współpracującego ze starostą tarnowskim Breinlem, w którego okręgu padło najwięcej krwawych ofiar (wedle ówczesnej relacji: „Żyd Luksenberg, który dzień i noc z Breinlem konferował, szachrował, Żydków swoich po wsiach rozsyłał, szpiegował, chłopów do zabójstwa i rabunków namawiał i pieniądze w nagrodę za najokropniejsze zbrodnie rozdawał i przyrzekał.”). O udziale niektórych Żydów w napadach i pogromach. O korzyściach czerpanych przez pewnych synów Izraela z rabunków polskich dworów.

Przytaczałem ostre słowa ówczesnych świadków wydarzeń: „[...] Żydzi dla zysku podniecali chłopów, aby rabowali, zabijali, aby mogli od nich fanty najdroższe za parę grajcarów nabywać”.

A jednak… Nie przyszło mi do głowy zatytułować tego tekstu: „Jak Żydzi Austriakom Polaków mordować pomagali”, ani podobnie, w stylu grossowo-zgliczyńskim. Bo uważam, że byłoby to nikczemnością, przez wzgląd na pamięć o tych Żydach, którzy zachowali się wtedy przyzwoicie. Przez pamięć o żydowskim arendarzu z Kamienicy, który próbował (bezskutecznie) ocalić pochwyconego przez chłopów szlachcica. Pamięć o żydowskim szynkarzu, co uratował życie polskiemu leśnikowi (jak mówił świadek: „wódką, prośbami chłopów zmiękczył i uprosił, aby go oszczędzili”). Pamięć o rabinie z Tarnowa, który rzucił klątwę na swych ziomków zbijających fortuny na wykupywaniu za bezcen od chłopów zagrabionych dóbr.

Niech Gross i jego naśladowcy stosują, wiadomym wzorem, odpowiedzialność zbiorową. Musimy różnić się od takich typów.

„Wzrastanie” luty 2013

Andrzej Solak
www.krzyzowiec.prv.pl

Zrodlo: http://krzyzowiec.prv.pl/

Wybor zdjecia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2013.02.16

Autorzy

Related posts

Top