Dr Jerzy Jaśkowski: Kolejna “świńska sprawa” Inspektora Sanitarnego


Nadchodzą znowu epoki, w których przeżyje tylko to, co umie pełzać.
 Nicolás Gómez Dávila

Poniżej przedstawiono 3 informacje prasowe. Informację pochodzą z oficjalnych danych i nie ma pomiędzy nimi żadnego związku. Zupełnie przypadkowym zbiegiem okoliczności ukazały sie w roku 2013. Jeżeli ktoś jakiś związek pomiędzy tymi informacjami obserwuje to jest on tylko i wyłącznie wytworem przypadku lub jego chorej wyobraźni. Nie było nigdy intencją autora sugerowanie jakiegoś związku.

Informacja pierwsza.

Jak się doskonale orientujecie Szanowni Czytelnicy, mamy kolejną epidemii. Tym razem nie ptaków, ale świń i nie w Honkongu czy też innym zadupiu, ale tuż obok – u sąsiadów. Jest to tym razem afrykański pomór świń. Co prawda przez ostatnie pół wieku nikt o tym w Europie nie słyszał, ale skoro Główny Inspektor Sanitarny w dobie kryzysu finansowego i załamywania się budżetu grożącego nawet wyrugowaniem z tak uważanego stołka ministra Rostowskiego to coś na rzeczy musi być. Przecież taka epidemia to są koszty.

Przypomnę, że nieistniejąca w 2007 roku epidemia ptasiej grypy uszczupliła budżet państwa o co najmniej 50 milionów. A to były tylko dwa martwe łabędzie pod Toruniem. Potem, już po zatwierdzeniu epidemii ptasiej zabito kilka milionów kur. Było to akurat przed Świętami Bożego Narodzenia, no i oczywiście mniej wartościowego narodu nie można było zostawić bez posiłku na święta. Więc w trybie nadzwyczajnym sprowadzono drób. Proszę sobie wyobrazić co mogłoby być gdy padłych sztuk będzie więcej?

Ogłoszenie natomiast epidemii afrykańskiego pomoru świń, to nie tylko wybicie stad, ale i zerwanie kontraktów sprzedaży mięsa i ewentualnie kwarantanna, nie mówiąc o czasie potrzebnym (o ile będzie wola polityczna) na odbudowę stad. Toż to dalsze uzależnienie nas od importowanej żywności na całe dziesięciolecia.

I tak portal Farmer.pl 06.08-2013, 10.49 prezentuje wypowiedź p. prof. Zygmunta Pejsaka z Państwowego Instytutu Weterynarii z Puław.
Cyt.:” Afrykański pomór świń to dzisiaj bardzo realne zagrożenie dla Polski” i dalej: ” w walce z wirusem musimy pamiętać o tym, że przemieszcza się on bardzo szybko w kierunku naszego kraju. Co roku pokonuje odległość 300 km” – tłumaczy profesor. „ Oficjalnie potwierdzono dwa przypadki, ale nieoficjalnie od strony rosyjskiej wiemy, że jest ich już ok. 50.”

I dalej już tylko strach, co będzie. Wymagana jest bowiem natychmiastowa likwidacja stada. Co prawda rolnik dostanie 100 % odszkodowania, ale kraj traci możliwość eksportu. Zakaz dotyczy oczywiście nie tylko świń, ale także mięsa i nawet puszek mięsnych na okres kwarantanny tj. ponad 6 miesięcy.

Mapa występowania chorób świń w Rosji, 2007-2013. Graf. Inter

Mapa występowania zchorowań u świń w Rosji, 2007-2013. Graf. Inter

Najważniejsza jest teraz ochrona naszego kraju. Oczywiście chodzi o dezynfekcję kół samochodowych przejeżdżających przez granicę [???? -jj] i całkowity zakaz przywożenia mięsa i produktów mięsnych przez wjeżdżających na teren Polski. No i dalej cała lista zakazów.

Co prawda na stronach internetowych naszych wschodnich sąsiadów mamy troszeczkę inne wiadomości. Np. podają, że w Rosji to coś występuje już od 2007 roku czyli od 5 lat, a nie od wczoraj. Dlaczego więc nagle teraz się o tym donosi?

Białorusini natomiast podają, że pomór wystąpił u gospodarza, który kupił pasze z niewiadomego źródła, a w innym przypadku wystąpił po szczepieniu świń. Dodatkowo wszyscy weterynarze zapewniają, że przenosi się to coś tylko przez bezpośredni kontakt ze świni na świnię, Na człowieka się nie przenosi. Stąd pytania dlaczego mięso trzeba niszczyć, a np. po smażeniu czy gotowaniu nie może być konsumowane?

To rodzi pytanie dlaczego tak ważne jest dezynfekowanie akurat kół samochodowych? No, ale to już wyższa nauka niedostępna nam maluczkim.

Po drugie: zupełnie nie jest jasne dlaczego akurat u tych wybranych padłych świń zaczyna robić się dosyć kosztowne badania wirusologiczne. Dawniej jak świnia padała to się ją utylizowało. A nawet taki p. Stokłosa z Piły, zresztą senator, to po prostu zakopywał padłe świnie na polu. Żaden Inspektor Sanitarny nie wspominając o GIS badań nie zlecał? Oczywiście pytanie – „ dlaczego?” jest zupełnie nie na miejscu.

No, ale mamy nowe czasy i nowe spojrzenie na problem. Wiadomo finanse się kurczą i trzeba się starać o nowe zlecenia.

Informacja druga.

W Polsce od ładnych siedmiu lat następuje spadek produkcji wieprzowiny. W roku 2012 pogłowie spadło do poziomu z roku 1964 i wynosiło nieco powyżej 11 milionów, a pogłowie loch obniżyło się do 1.1 miliona. Oczywiście to wszystko wystąpiło przy wzroście liczby mieszkańców Kraju nad Wisłą do 38 milionów.

W roku 2006 mieliśmy na stanie 18,8 miliona tuczników i 1.8 miliona loch. Po sześciu latach mamy tylko 11 milionów tuczników i 1.1 miliona loch: to spadek o więcej aniżeli 30%.

W ostatnich latach likwidowano rocznie ok. 120 000 loch. W ostatnich 2 latach pogłowie zmalało o ponad 3.3 miliony sztuk, czyli ponad 22%. W tym samym okresie produkcja na świecie wzrosła o ponad 15 %,  a w Chinach o 17%.

A w Polsce produkcja wieprzowiny tylko w 2012 roku spadła o 200 000 ton. tj. zmniejszyła się o prawie 5 kg na głowę.

Czyli w okresie po 1991 roku z kraju samowystarczalnego staliśmy się krajem zmuszonym do importu żywności, w dodatku z krajów o wątpliwej jakości produkcji, stosujących pasze oparte na genetycznie modyfikowanych produktach, z rozmaitego rodzaju dodatkami rzekomo zabezpieczającymi przed psuciem (Dania, Holandia, Niemcy).

Informacja trzecia.

Jak podaje prasa od ładnych kilku lat tuż za Odrą, w byłym NRD rozwija się wspaniale produkcja świń dzięki zatrudnianiu polskich robotników. Tylko w 2012 roku sprowadziliśmy oficjalnie 560 000 ton wieprzowiny. W tym samym roku zaimportowaliśmy także ok. 3.5 miliona warchlaków.

Jak podają odpowiednie władze rząd nie wie ile sprowadzamy tuczników do kraju. Liczba zaimportowanych tuczników wg różnych szacunków waha się od 500 000 do 1.5 miliona.
Wszystko wskazuje, że będzie się zwiększała: jak podaje farmer.pl “nasi zachodni sojusznicy inwestują w hodowlę, bo zdają sobie sprawę z tego, że Polska jest i będzie dla nich ogromnym rynkiem zbytu.”

Przypomnę tylko, że ci zachodni sojusznicy w podobny sposób przejęli nasze ogrodnictwo, sadownictwo i parę innych gałęzi gospodarki.

Ale powtarzam to jest zupełnie przypadkowe i niezamierzone podanie różnych faktów, które to fakty są pokrywane litościwym milczeniem zarówno przez polityków z prawa, jak i z lewa. Trudno się temu zresztą dziwić, ponieważ większość spośród nich to posiadacze licencjatów z takich przedmiotów jak politologia czy socjologia. Dawniej to się nazywało kursy pomaturalne…

Rozpowszechnianie wszelkimi sposobami zalecane i wskazane.

Autorzy

Related posts

Top