Stanisław Bulza: Marksowski humanizm w praktyce. (Część III.)


Przeczytaj     Część I.       Część II.

 

Rządy za pomocą demoralizacji

Adam Schaff o rozchwianiu wartości pisze: „Antropologia filozoficzna Marksa była konsekwencją wizji konfliktów jednostki w świecie rozchwianego systemu wartości w świecie wstrząsanym trudnościami przejścia od jednej formacji do drugiej”.

Po 1989 r. w Polsce nastał kryzys moralności. Stan ten spowodował zachwianie wartości i porządku moralnego, niezbędnego do równowagi psychicznej i samorealizacji osoby. Zatarcie bądź zniesienie granic między dobrem a złem w pewnych kręgach społecznych spowodowało dezorientację moralną i problemy na większości płaszczyzn życiowych. Przyjęto zasadę, że jednostka nakazom etyczno-moralnym nie musi się podporządkowywać.

Dla Schaffa stan ten posiada kapitalne znaczenie, ponieważ wolność człowieka realizuje się w konkretnych wyborach, a w rozchwianym systemie wartości, człowiek nie wie jak wybierać. Autor pisze: „Każdy świadomy wybór dokonuje się na gruncie określonego systemu wartości, który ustala skalę tego, co godne, dobre, szlachetne, słuszne, społecznie użyteczne itp., oraz skalę przeciwieństw tych określeń. Taki system wartości kształtuje się społecznie i jest wpajany jednostce przez różnokształtne wychowanie społeczne. W takiej analizie należy umiejętnie rozróżniać dwie różne sytuacje. Jedna polega na wyborze między różnymi systemami wartości” .Dalej: „Sytuacja taka zachodzi wówczas, gdy jednostka ma się decydować w swych działaniach społecznych np. na wybór programu konserwatywnego lub rewolucyjnego z wszystkimi stąd płynącymi konsekwencjami. Każda jednostka jest społecznie uwarunkowana, ale wybory jednostek w tym względzie są różne”.

(…) Sytuacja drugiego typu charakteryzuje się tym, że jednostka dokonująca wyboru na gruncie określonego systemu wartości popada w konflikt z tym systemem niezależnie od tego, jakiego dokona wyboru. Taka sytuacja występuje wówczas, gdy wybór oznacza w każdym wypadku konflikt z jakąś akceptowaną wartością”.

Dalej A. Schaff pyta: „Na czym polega problem sytuacji konfliktowych? Odpowiada: „Przede wszystkim na tym, że człowiek posiadając wolność wyboru, musi dokonać wyboru, ale nie może się zdecydować, co wybrać. W sytuacji konfliktowej bowiem trudność polega na tym, że przy dokładnej znajomości systemu wartości i związanych z nim nakazów i zakazów, każdy wybór prowadzi do przekroczenia jakiegoś zakazu, każda prób czynienia dobra wiąże się nieuchronnie z czynieniem zła. Jak wybierać? Które dobro jest wyższe, które zło jest gorsze”. (…) To są sytuacje, w których się powiada: „ja bym postąpił tak a tak, ale ty musisz decydować sam”.

Idąc za tym wskazaniem, przy kolejnych kampaniach wyborczych, w stacjach telewizyjnych pojawiają się „autorytety”, które w prowadzonych dyskusjach wyborczych, podpowiadają wyborcy, na kogo powinien głosować. W ogłupianiu ludzi prym wiodą jednak różne instytucje badania opinii publicznej, jak OBOP, CEBOS i inne, podające preferencje wyborcze Polaków. Zaraz po kolejnych wyborach ośrodki te z góry zakładają poparcie dla danych partii. Następnie przez cztery lata wmawiają te poparcie Polakom. Wynik wyborczy jest z góry przesądzony. W takiej sytuacji człowiek jest skazany na zły wybór.

Rys. Artur Żukow
Rys. Artur Żukow

W Polsce po 1989 r. w ramach tzw. pluralizmu politycznego stworzono dwa kierunki polityczne: lewicę i prawicę. W zasadzie między tymi dwoma kierunkami nie ma żadnej różnicy programowej a wywoływane konflikty są pozorne, ale w odbiorze społecznym ma to robić wrażenie, że te dwa kierunki są różne. Lewica i prawica, czyli dwa skrzydła jednego ptaka, lub dwa skrzydła drużyny piłkarskiej. Nikt nie może dokonać właściwego wyboru, ponieważ wszystkie kierunki są zablokowane. Dla przeciętnego wyborcy, każdy wybór oznacza błąd. Niech przykładem będzie to, że po 1989 r. w Polsce na przemian rządzi prawica i lewica, ale program jest taki sam. Żadna z partii nie przerwała procesu rozpoczętego przez Balcerowicza w 1990 r. Przepędza się ludzi z deszczu pod rynnę i z powrotem z rynny pod deszcz. Wprowadzony po 1989 r. system, niezależnie czy rządzi prawica czy lewica, wyrzuca na margines życia wielką liczbę Polaków.

Utrzymywanie ludzi w stałym poczuciu zagrożenia

Wytwarzanie atmosfery strachu jest stałym czynnikiem występującym w polityce, i pozwala architektom nowego porządku świata na realizację ich celów. Bowiem zastraszony człowiek siedzi cicho jak mysz pod miotłą i jest bierny. W latach 50. i 60. XX w. napięcia i brak stabilności w stosunkach międzynarodowych, a mianowicie zimna wojna, wojna w Korei i Wietnamie, zagrożenie nuklearne, niebezpieczeństwo zagłady i kryzysy społeczne, komunizm, powodowały u ludzi odpowiednie odczucia i postawy strachu. Kiedy znikły te zagrożenia, pojawił się terroryzm. W latach 70. i 80. XX w. oraz na początku XXI w. terroryzm stał się problemem ogólnoświatowym. Strach przed wojną atomową, przeludnieniem, Azją, biedą i terroryzmem powoduje, że narody europejskie nie widząc już innych rozwiązań pozostają bierne. Do tego należy jeszcze dodać utratę wiary w Boga, upadek chrześcijańskich wartości, oraz niepokój wywołany kruchością życia ludzkiego, wszystko to powoduje u ludzi odpowiednie odczucia i postawy strachu. Wszystkie te czynniki silnie wpływają na psychikę ludzką. Łatwo jest wpaść w panikę, zwłaszcza, że środki masowego przekazu, rządy i nieprzebrane rzesze „znawców” od terroryzmu, przeludnienia, wojny, wciąż rozpowszechniają pesymistyczną, a wręcz katastroficzną wizję ludzkości. Obecnie obok terroryzmu do skutecznego zastraszania ludzi przyczynił się też światowy kryzys ekonomiczny, który wyrzuca na margines życia każdego roku olbrzymią ilość ludzi. Ekonomia stała się narzędziem zastraszania.

W PRL komuniści rządzili za pomocą terroru. Szerzenie strachu było na porządku dziennym, szczególnie w okresie stalinowskim. Po 1989 r. doszły nowe niepokoje, niebezpieczeństwa i zagrożenia. Społeczne skutki wprowadzonej transformacji ustrojowej okazały się dla bytu państwa i narodu tragiczne. Ich efektem jest wysokie bezrobocie, głębokie rozwarstwienie społeczeństwa, zwiększanie się podziałów i niesprawiedliwości, zubożenie i degradacja licznych grup ludności, permanentne obniżanie się ogólnej jakości życia, brak perspektyw dla młodych ludzi, często dobrze wykształconych, brak mieszkań.

W wydanym w 1984 r. przez Niezależny Ośrodek Myśli Politycznej w ramach Zeszytów Edukacji Narodowej opracowaniu pt. „Polska lat osiemdziesiątych. Analiza stanu obecnego i perspektywy rozwoju sytuacji politycznej w Polsce”, autorzy piszą:

„System komunistyczny wyróżnia się spośród innych systemów totalitarnych tym, że podstawą deprywacji obywatela czyni deprywację na płaszczyźnie ekonomicznej”. Autorzy definiują deprywację ekonomiczną w sposób następujący: „Komuniści dążą do maksymalnej deprywacji, tj. do zdegradowania obywatela – zarówno jako członka społeczeństwa, jak też osoby prywatnej – do roli quasi-niewolnika, utrzymywanego co prawda przy życiu, ale pozostającego w stałym poczuciu zagrożenia, na pograniczu możliwości przetrwania”. Tak było w okresie stalinowskim i tek jest obecnie. Upadła dyktatura (państwo totalitarne), ale na jej miejsce weszła tyrania, jeszcze bardziej groźniejsza, a mianowicie tyrania ekonomiczna, która ubrana w szaty demokracji daje pozory legalności. Zabija nie setki, nie tysiące, ale miliony ludzi, nie fizycznie, lecz psychicznie. Wprowadzony system ekonomiczny wyrzuca na margines życia miliony ludzi.

Utrzymywanie ludzi w stałym poczuciu zagrożenia powoduje u ludzi odpowiednie uczucia strachu przed utratą pracy, przed wyrzuceniem z mieszkania na bruk, a więc niepewność przyszłości, niepokój i niebezpieczeństwo. Ludzie nie wytrzymują psychicznie, dlatego gwałtownie wzrasta ilość samobójstw. Na wskutek utraty źródeł utrzymania około 5 tys. osób, albo i więcej rocznie popełnia samobójstwa. W marcu 2012 r. stopa bezrobocia wynosiła 13,3 proc. a na początku 2013 r. już ponad 14 proc. i rośnie. Brak perspektyw dla młodych ludzi, choćby uzyskanie jakiejś pracy, niekoniecznie zgodnej z posiadanym wykształceniem, czy kwalifikacjami. Ponad 2 mln młodych Polaków pracuje w Anglii, Irlandii i Szkocji, Norwegii i Finlandii. Ostatnio Niemcy otworzyli rynek pracy dla Polaków. Czy taka ma być przyszłość Polaków? Jest to skandal!

Eugenika

Adam Schaff do zespołu postulatów marksowskich dodaje jeszcze szereg innych, zwłaszcza z dziedziny zdrowia i eugeniki. Eugenika była stosowana przez nazistów i wiązała się z eutanazją. W latach 30. i 40. XX w. reżim nazistowski w przymusowych programach eutanazji zabijał dziesiątki tysięcy osób uznanych instytucjonalnie za upośledzonych i przeprowadzał sterylizację setek tysięcy umysłowo upośledzonych ludzi. W Chinach w latach 40. i 50. XX w. komuniści wprowadzili ustawę o kontroli urodzeń, a więc aborcję, antykoncepcję ale również sterylizację mężczyzn i kobiet. Chińska rodzina może mieć tylko jedno dziecko, więc rodzina przede wszystkim stara się o syna, który w przyszłości utrzyma rodziców. O ile urodzi się córka, to rodzice się jej brutalnie pozbywają. W Polsce w kwietniu 1956 r. komuniści wprowadzili ustawę o dopuszczalności przerywania ciąży, która obowiązywała do 1993 r. Wprowadzona w 1993 r. ustawa antyaborcyjna dopuszcza jednak aborcję pod trzema warunkami.

Adam Schaff nie omawia postulatu z dziedziny zdrowia, ale można przypuszczać, że był wrogiem powszechnej dostępności do lecznictwa. Jego komunizm to „świat ludzi zdolnych do zaspokojenia wszystkich swoich potrzeb materialnych, ludzi doskonałych pod względem fizycznym i umysłowym…”. W tym nowym wspaniałym świecie nie będzie więc ludzi chorych, ułomnych fizyczne i umysłowo, inwalidów, gdyż człowiek będzie doskonały pod „względem fizycznym i umysłowym”.

Z pewnością dlatego po 1989 r. utrudniono Polakom dostęp do lecznictwa specjalistycznego. W przychodniach tworzą się długie kolejki oczekujących na świadczenie, a czas oczekiwania do specjalisty sięga nawet kilku lat. Niezadowalająca jest również jakość udzielnych świadczeń. Do tego dochodzi potężne zadłużenie szpitali i ośrodków zdrowia, ciągły wzrost cen leków, co w procesie leczenia ma olbrzymie znaczenie, ponieważ wielu pacjentów po wizycie u lekarza, z braku pieniędzy rezygnuje z zakupu przepisanych leków. Wszystko to sprawia, że umiera coraz więcej Polaków w wieku średnim, nie mówiąc już o osobach starszych.

W dziedzinie eugeniki i redukcji przyrostu naturalnego ludności, poglądy Adama Schaffa były zgodne z poglądami głoszonymi przez neomaltuzjan, którzy postulują w państwach ograniczanie przyrostu naturalnego. Według neomaltuzjan, aby ograniczyć przyrost naturalny ludności należy wprowadzić aborcję, występki przeciw naturze, prostytucję, należy promować wstrzemięźliwość płciową, antykoncepcję, ostrożność w zwieraniu małżeństw, późne małżeństwa; odwetowo natomiast działają, zmniejszając już istniejącą liczbę ludności: emigracja, wojny, nędza, choroby, dzieciobójstwa. Szczególnie zwiększa się śmiertelność dzieci u ludzi biednych wskutek braków w odżywianiu i niedostatecznej opieki zdrowotnej.

W 1986 r. ludność Polski liczyła 37 milionów 571 tys. Według GUS, na koniec 2010 roku, liczba ludności naszego kraju wynosiła 38 milionów 200 tysięcy. Upłynęły 24 lata i przyrost wyniósł zaledwie 629 tys. osób. Od dłuższego czasu jest ujemny przyrost demograficzny.

Biuro demograficzne ONZ opublikowało prognozy dla wszystkich krajów świata do roku 2050. Dane oparte są o statystyki z roku 2008 (opublikowane w 2009 r.) Oto dane o ludności wybranych krajów, w milionach ludzi, za okres od 1950 do dzisiaj i prognoza do 2050 r. Liczba mieszkańców Polski w 2050 r. będzie wynosić 32 mln.

Adam Schaff od 1969 r. był członkiem powstałego w 1968 r. Klubu Rzymskiego, a 1987 r. pierwszym prezesem Polskiego Towarzystwa Współpracy z Klubem Rzymskim. Klub Rzymski jest komisją Klubu 300 (rząd światowy) i jego główną rolą jest prowadzenie badań demograficznych i propagowanie w państwach ograniczanie przyrostu naturalnego ludności. Według jednego z członków tego klubu prof. Meadowsa, Polska ma liczyć 15 mln mieszkańców.

Prof. Dennis L. Meadows w 1974 r., po kongresie demograficznym, który odbył się w Bukareszcie, udał się w objazd stolic ówczesnych krajów socjalistycznych, między innymi do Warszawy. Z tej okazji ukazujący się w PRL tygodnik „Kultura” (nr 2/604 z 12 stycznia 1975 roku) przeprowadził wywiad z prof. Meadowsem zatytułowany „Granice prognozy”, w którym uczony stwierdził, że około 15 milionów ludności dla Polski „gwarantowałoby równowagę”, (Wywiad z profesorem Dennisem na stronie:

—————————-
Thomas Robert Malthus (1766–1834), angielski ekonomista, profesor w college w Haileybury. W 1798 wydał on anonimowo dzieło „Principles of Poulation”, w którym przedstawił teorię ludnościową, nazwaną od niego maltuzjańską. Według Malthusa zwiększenie liczby ludności uzależnione jest ściśle od ilości środków utrzymania, gdyż nieograniczony przyrost mieszkańców w danym państwie musi doprowadzić do zwichnięcia równowagi między liczbą mieszkańców a ilością środków utrzymania.

Malthus zwalcza politykę państw, które sprzyjają wzrostowi ludności. Uznaje ją jako szkodliwą i niepotrzebną i proponuje ograniczanie przyrostu naturalnego ludności. Wyznawał teorię tzw. związku przyczyniowo-skutkowego, którego konsekwencją będzie prawo odwetu. Postuluje, by państwa przeciwdziałały naturalnemu przyrostowi ludności przez popieranie prostytucji, występków przeciw naturze, spędzanie płodu itp. Zdawał sobie sprawę, że w ten sposób sprowokuje sprawiedliwość Bożą, gdyż zakładał, że za popełnione grzechy musi spaść na ludzi kara Boża, która zmniejszy już istniejącą liczbę ludności, bo sprowadzi nędzę, wojny, choroby, jako karę za dzieciobójstwo. Zwolennicy teorii Malthusa, neomaltuzjanie, zawiązali Ligę, która ma swoich przedstawicieli w każdym niemal państwie. Proponują oni ograniczanie płodności małżeńskiej przez stosowanie środków antykoncepcyjnych, głównie feministki. Jednocześnie walczą oni o poprawę rasy, eugenika i głoszą hasło „quality not quality”.

Przedłużenie czasu nauki

Swoje rozważania o oświacie Adam Schaff rozpoczyna cytatem z Bertranda Russella: „Wiemy coraz więcej o coraz węższym zakresie zagadnień, zmierzając ku granicy, gdy będziemy wiedzieli wszystko o niczym”. Filozof występuje przeciwko systemowi wychowania, który obowiązywał w PRL. Postuluje jego zmianę, gdyż według niego, „jest on fantastycznie konserwatywny, a zmiany wprowadzone w tym względzie w systemie socjalistycznym w porównaniu z kapitalistycznym są minimalne”. Twierdzi, że szkoła dzisiejsza (1964 r.) – pod względem czasowym – trwa tak samo długo i jest tak samo skonstruowana, jak szkoła z początków XIX w.

Schaff postuluje więc przedłużenie czasu nauki i studiów, i to o wiele lat, by na gruncie wiedzy ogólnej przeprowadzić specjalizację, która powinna przejść bezboleśnie. Pisze: „Bez kaleczenia osobowości człowieka w sensie przekształcenia go w jednostronnie wykształconego rzemieślnika naukowego, który jest żenującym nieraz ignorantem w innych dziedzinach wiedzy i życia”. Ten cytat wszystko wyjaśnia. Obecnie mamy w Polsce olbrzymią ilość ludzi wykształconych, którzy są dobrymi i cenionymi fachowcami, ale są kompletnymi ignorantami w wielu dziedzinach w tym politycznych i narodowych.

W 1999r. wydłużono naukę o jeden rok. Wprowadzona we wrześniu 1999 r. reforma oświaty, oparta na 6-letniej szkole podstawowej, 3-klasowym gimnazjum i 3-klasowym liceum, rozbijając proces dydaktyczny na trzy zbyt krótkie etapy, spowodowała obniżenie się poziomu nauczania. Nauczanie w szkołach zostało tak ustawione, aby nie podciągać wzwyż poziomu wychowania uczniów, ale zaniża się go.

Portal praca.gazeta prawna.pl/ 15 grudnia 2011 r. alarmował: „Kuratorzy przeprowadzający kontrole w ramach ewaluacji dostrzegli w gimnazjach nowy problem: niskiej efektywności edukacyjnej. To najsłabsze ogniwo w łańcuchu polskiej edukacji. Problemem jest nie tylko rosnąca agresja uczniów, ale też to, że zamiast się uczyć nowych rzeczy, zapominają to, co już dawno powinni wiedzieć. Uczniowie uzyskują niższe wyniki na egzaminie gimnazjalnym w porównaniu z tymi, które osiągnęli na teście szóstoklasisty. Głównym jednak problemem jest agresja. Nauczycielom trudno opanować charakter dojrzewających młodych ludzi (http://praca.gazetaprawna.pl/artykuly/575963,w_gimnazjach_wszystko_idzie_zle_jest_agresja_i_niski_poziom_nauczania.html).

W Polsce planuje się dalsze wydłużenie okresu nauczania, jak np. pomysł na 4-letnie gimnazjum. Rząd planuje też, że od piątego roku życia dzieci będą podlegały wychowaniu przedszkolnemu. Natomiast obowiązek szkolny dla sześciolatków będzie od 2014 r. Tak jak u Spartan, również rząd polski dąży do przejęcia od rodziców roli wychowania dzieci.

O poziomie nauczania w szkołach niech najlepiej świadczy język, jakim uczniowie posługują się na przerwach lekcyjnych, na boiskach sportowych, ulicy, dyskotekach.

Upadek języka ojczystego

Jest już regułą, że kiedy upada państwo i naród, upada również jego język i kultura. Najniżej upadł język polski już za Sasów w XVIII w., przystosowując się do ogólnego obniżania poziomu kultury. Upadała kultura i upadał język polski. Język pustoszał, druki coraz gorsze zrywały z tradycją i poprawnością, dziczały ogólnie przyjęte normy. Zmniejszała się liczba autorów i czytelników. Warstwy wykształcone mówiły, pisały a nawet myślały po francusku. Język polski stawał się językiem kuchennym. Okres ten skończył się rozbiorami.

Język ojczysty może być tylko jeden, ten sam od początku i bez przerwy uprawiany oraz ciągle udoskonalany. Dzisiaj nasz język ojczysty, nie dość, że jest zaśmiecany obcymi wyrazami, to jeszcze na dodatek jest zanieczyszczony ordynarnymi, prostackimi, nieprzyzwoitymi słowami, a powinien być pielęgnowany, by rozmawiając czy pisząc dobierać piękne słowa. W szczególności uczniowie szkół nie potrafią inaczej mówić jak w rozmowie nie użyją wulgarnych słów. W jednym zdaniu, i to na ulicy, można usłyszeć kilka wulgarnych słów. Również u małych dzieci bawiących się na piaskownicy, na podwórku można usłyszeć brzydkie słowa. Stało się tak po 1989 r. Wulgarne wyrażenia, nieprzyzwoite dowcipy, piosenki a nawet tania wulgarna literatura są już dzisiaj zjawiskiem powszechnym. Wulgaryzm z łac. Vulgaris oznacza coś prostackiego, pospolitego. Czy to ze względu na brak umiejętności dobierania słów lub ubogie słownictwo? Czy też może są to brzydkie nawyki wyniesione z domu? Bo jak łatwo można zauważyć, to przecież już rodzice przy dzieciach używają brzydkich słów. Przeciętnie wykształcony Polak posługuje się w mowie od 100 do 300 wyrazami i jest to ubogie słownictwo. Więc ze względu na brak słów używa się nieprzyzwoitych wyrazów.

Nasz język ojczysty jest taki piękny i nie byłby tym, czym jest, gdyby nie został przekształcony przez Pismo Św. Starego i Nowego Testamentu. Najlepszym przykładem niech będzie doskonały przekład Biblii dokonany przez ks. Jakuba Wujka w latach 1593 – 1599 z Wulgaty. Jest to przekład napisany pięknym, do dziś żywym językiem polskim. Pismo Święte było tym, na którym pokolenia Polaków uczyły się czytać, a wielcy poeci tworzyli swoje dzieła będąc pod jego wpływem. Już w średniowieczu Kościół Katolicki inspirował twórców. Wniósł też umiejętność pisania i czytania. Wprowadził do narodu Pismo Święte i stworzył podwaliny literatury religijnej, która służyła kształtowaniu narodu, wprowadziła wartości chrześcijańskie oraz ustaliła hierarchię spraw i powinności człowieka. Dekalog należał do tekstów najczęściej tłumaczonych ze względu na swoją funkcję kształtowania podstawowych zasad moralności chrześcijańskiej. Ówczesna literatura udzielała wskazań higieniczno-zdrowotnych, uczyła ogłady towarzyskiej, obyczajności, moralności ale też udoskonalała język polski. Gdyby nie Pismo Święte nie byłoby całej naszej literatury. Co zostałoby z Jana Kochanowskiego, Adama Mickiewicza, Juliusza Słowackiego, Bohdana Zaleskiego, Zygmunta Krasińskiego, Cypriana Norwida i innych poetów i pisarzy? Tworzyli oni swoje wielkie dzieła pod wpływem Pisma Świętego, bez którego dzieła ich byłyby niezrozumiałe. To pod jego wpływem były pisane pięknym językiem polskim.

Język ojczysty nie poddał się rusyfikacji i germanizacji. Przymus szkoły niemieckiej, służby wojskowej, a w niektórych polskich miastach język niemiecki był urzędowy, spowodowały, że język polski został naszpikowany germanizmami, które zwalczono dopiero w okresie międzywojennym. Dzieci polskie były bite przez nauczycieli niemieckich, bo nie chciały mówić po niemiecku. Dzisiaj nie grozi nam już rusyfikacja czy też germanizacja, ale język ojczysty staje się wulgarny. Język ojczysty, tak jak i Ojczyzna są Darem danym od P. Boga.

Niepokojącym zjawiskiem jest też duża przestępczość wśród nieletnich. Roman Giertych w „Liście otwartym do prokuratora Seremety w sprawie przestępczości w szkołach w kontekście instrukcji o traktowaniu karpi” napisał: „Statystyki policyjne informują, że w roku 2010 ogólna liczba podejrzanych nieletnich wyniosła ponad 51 tysięcy. Policja przypisała podejrzanym nieletnim 100 425 (ponad sto tysięcy!) przypadków naruszenia prawa, czyli aż o 15 405 więcej niż w roku poprzednim. Oznacza to wzrost na poziomie 18,1 %. To największa liczba czynów karalnych popełnionych przez nieletnich przez ostatnich 20 lat. Niemniej bulwersujące są dane na temat przestępczości na terenie szkół. W roku, w którym obejmowałem urząd ministra edukacji (maj 2006 r.) liczba przestępstw przekroczyła 19 tysięcy. W rok później, gdy opuszczałem urząd (lipiec 2007 r.) spadła do ok. 17 tysięcy, ale już w kolejnym roku – 2008, w wyniku zaniechania działań prewencyjnych (m.in. porzucenia programu „Zero tolerancji dla przemocy w szkole”), powróciła do poziomu ponad 19 tysięcy, aby w 2009 przekroczyć 21 tysięcy przypadków, a w roku ubiegłym osiągnąć poziom 26 197. Łatwo wyliczyć, że w ciągu czterech lat poziom przestępstw na terenie szkół wzrósł o ponad 53%. Nie przypominam sobie, by Pan Prokurator wydawał specjalne instrukcje podległym sobie instytucjom, jak skuteczniej walczyć z tym problemem” (Roman Giertych, „List otwarty do p. Seremeta w sprawie przestępczości w szkołach w kontekście instrukcji o traktowaniu karpi”, 10 grudnia 2011 r.).

Antykomuniści otrzymają rekompensatę?

„Rzeczpospolita” informuje: „Jest szansa, że ustawa o pomocy dawnym opozycjonistom będzie obowiązywać już od nowego roku”. Jan Wyrowiński, wicemarszałek Senatu w wywiadzie dla gazety stwierdza: „Wśród osób, które walczyły z komuną o wolną i demokratyczną Polskę, znajdują się dziś takie, które żyją na skraju nędzy”. Dalej: „To nie jest w porządku, by wśród osób, które walczyły z komuną (…) znajdują się dziś takie, które żyją na skraju nędzy. Ci ludzie byli represjonowani, siedzieli w więzieniach, ryzykowali życie i zdrowie czy utratę pracy i bezpieczeństwa po to, by nam dziś było lepiej. Nie chodzi więc o żadne przywileje, ale o rekompensatę, o jakąś formę zadośćuczynienia” (http://wiadomosci.wp.pl/kat,59154,title,Senat-pracuje-nad-ustawa-dot-pomocy-polskim-opozycjonistom,wid,15807569,wiadomosc.html?ticaid=110ee4 ). Jeżeli PRL nie była rządzona system komunistycznym, bo komunizm nie jest system, lecz ruchem, to najpierw należałoby wyjaśnić znaczenie pojęcia antykomunista na gruncie polskim.

Stanisław Bulza
[email protected]

Przeczytaj więcej artykułów tego autora >   >   > TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.09.24

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek