Leszek Żebrowski: Bohater ze Służewa


Przypominając niezwykłą postać bohatera Narodowych Sił Zbrojnych kpt. Jana Morawca, zawsze zastanawiam się, jak można było zabijać i wyklinać takich ludzi.

Kpt. Jan Morawiec, Narodowe Siły Zbrojne. Fot. Arch. L. Żebrowskiego / NDz
Kpt. Jan Morawiec, Narodowe Siły Zbrojne.
Fot. Arch. L. Żebrowskiego / NDz

Harcerz, żołnierz, polityk. Żył w strasznych czasach i spotkał go straszny los. Za niezwykłe zasługi powinien cieszyć się odpowiednim szacunkiem i uzyskać możliwość dalszej pracy dla kraju. Ale jego pokoleniu nie było to dane – tacy bohaterowie jak on stali się żołnierzami wyklętymi, czyli nie tylko pozbawiano ich życia, ale mieli być wyklęci na zawsze.

Major Wiktor Herer, naczelnik wydziału śledczego w MBP, w śledztwie przeciw Wiesławowi Chrzanowskiemu w 1948 r. powiedział mu szczerze: „Zadaniem naszym jest nie tylko zniszczyć was fizycznie, ale my musimy zniszczyć was moralnie w oczach społeczeństwa”. I przez prawie pół wieku byli niszczeni, nie mając grobów, odzierani z godności, zohydzani na wszelkie sposoby. Dziś do nas wracają, odzyskujemy ich nie tylko w naszej historii.

U „Hubala”

Na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku cierpliwie zbierałem informacje i pamiątki, krążąc po całym kraju, szukając rodziny, później świadków, podwładnych i przełożonych Jana Morawca. Fascynowały mnie bowiem opowieści o nim, zasłyszane od byłych współwięźniów lub nawet od osób, które się z nim w więziennych celach nie zetknęły, ale legenda o nim wciąż była żywa, nawet wiele lat po jego śmierci. Dziś z satysfakcją mogę powiedzieć, że to się udało.

Jan Morawiec urodził się 25 marca 1915 r. w Remiszewicach w powiecie Brzeziny. Szkołę powszechną ukończył w Będkowie, naukę kontynuował w gimnazjum w Koluszkach, ale w ostatniej klasie musiał ją przerwać na skutek tragicznej sytuacji materialnej rodziny. Maturę uzyskał z opóźnieniem, już jako ekstern. Był pasjonatem sportu i polskiej literatury, bardzo aktywnie działał w harcerstwie, skąd wkrótce trafił do polityki, wstępując do Stronnictwa Narodowego. Od tej pory pozostał wierny polityce aż do tragicznej, przedwczesnej śmierci.

W latach 1936-1939 odbywał obowiązkową służbę wojskową w Marynarce Wojennej jako artylerzysta na Helu. Był redaktorem gazetki dla żołnierzy, próbował swych sił, pisząc powieść z życia polskiej wsi (już jej nie ukończył).

W sierpniu 1939 r. zmobilizowany do służby w Wojsku Polskim, walczył jako obrońca Helu. Po kapitulacji natychmiast uciekł z niewoli i wrócił w rodzinne strony. Tu zetknął się z działalnością mjr. Henryka Dobrzańskiego „Hubala”. Po wstąpieniu do konspiracji organizował siatkę terenową w powiatach Tomaszów Mazowiecki i Brzeziny. Następnie po rozbiciu organizacji i śmierci mjr. „Hubala” trafił do Narodowej Organizacji Wojskowej. Pełnił funkcję komendanta powiatu Tomaszów Mazowiecki. Ukończył konspiracyjną podchorążówkę i został oficerem łącznikowym Komendy Okręgu Łódź z Komendą Główną.

Skok z pociągu

Gdy latem 1942 r. doszło do rozłamu w szeregach NOW, przeszedł wraz ze swymi podwładnymi do Narodowych Sił Zbrojnych. Jego dynamizm, odwaga, łatwość nawiązywania kontaktów, zdolności dowódcze, bogate doświadczenia konspiracyjne i oratorskie szybko zostały docenione. Trafił bowiem do Dowództwa NSZ, pełniąc w I wydziale sztabu (ogólnoorganizacyjnym) funkcję oficera do spraw zadań specjalnych. W tym charakterze odbywał inspekcje na terenie całego kraju.

Prawdopodobnie w 1943 r. został ranny podczas zatrzymania przez żandarmów w pociągu pod Koluszkami. Skuty kajdankami, dzięki nieprzeciętnej odwadze i sprawności fizycznej zdołał wyskoczyć z pędzącego pociągu. Z takich opresji wydostawał się z rąk niemieckich jeszcze kilkakrotnie, zostając żywą legendą.

7 marca 1944 r. podpisano umowę scaleniową NSZ z AK. Morawiec został wysłany na Podlasie i Lubelszczyznę w celu porządkowania spraw organizacyjnych i zapobiegania rozłamów na tym tle, co mu się udało. W zreorganizowanym sztabie Okręgu III (Lublin) NSZ-AK został szefem I oddziału. Przejściowo pełnił nawet funkcję szefa Kedywu AK tego okręgu.

Historyk komunistyczny przyznał, że „okręg lubelski NSZ przetrwał bez większych wstrząsów okres przełamywania się frontu. Mógł więc już wkrótce podjąć szereg organizacyjnych posunięć, które adaptowałyby jego szeregi do nowych warunków. Wykazał w tym względzie aktywność wprost niezwykłą”. Była to niewątpliwie zasługa Jana Morawca, zresztą wziął bezpośredni udział w walkach o Lublin w lipcu 1944 r. jako dowódca małego oddziału NSZ-AK.

W matni

Później nadeszły ciężkie czasy – masowe aresztowania i obławy były na porządku dziennym. 29 grudnia 1944 r. Morawiec został zatrzymany przez NKWD, osadzono go w areszcie przy ul. F. Chopina. Ale już 4 stycznia 1945 r. podczas nocnego przesłuchania zdołał wyskoczyć oknem z pierwszego piętra. Mimo natychmiastowego pościgu i zwichniętej nogi udało mu się zbiec. Z obław NKWD i UB wychodził zwycięsko jeszcze kilkakrotnie.

Po rozwiązaniu AK współtworzył Tymczasową Narodową Radę Polityczną Ziem Wschodnich, która miała być nadrzędnym ciałem politycznym dla okręgów wschodnich NSZ-AK. Został jej pierwszym wiceprezesem (pod ps. „Błażej”), a faktycznie p.o. prezesem.

Po nawiązaniu kontaktów z Komendą Główną Narodowego Zjednoczenia Wojskowego Rada lojalnie rozwiązała się, podporządkowując się całkowicie nowej organizacji. Morawiec został szefem III oddziału (Pogotowia Akcji Specjalnej) Komendy Głównej, czyli pionu bojowego. Ze względów bezpieczeństwa PAS na wszystkich szczeblach miało wydzieloną strukturę organizacyjną.

W jego skład wchodziły wydziały: adiutantura, wydział organizacyjny, wywiad, kontrwywiad, łączność zewnętrzna i centralny wydział wykonawczy. W terenie w ramach PAS organizowano oddziały partyzanckie przeznaczone do akcji bojowych, rozbijania więzień i aresztów, ochrony ludności przed pacyfikacjami.

W okresie luty – kwiecień 1946 r. KG NZW została prawie całkowicie zdekonspirowana i rozbita aresztowaniami. Kapitan Morawiec podczas próby aresztowania w Łodzi 13 marca ranił dwóch funkcjonariuszy UB i zbiegł do Warszawy. Tu, stale tropiony, kilkakrotnie szczęśliwie wymykał się z zasadzek. Urząd Bezpieczeństwa zorganizował kolejny „kocioł” 22 marca na punkcie kontaktowym przy ul. Dynasy, z którego Morawiec zdołał się jeszcze wyrwać. Jednak kilka godzin później przy ul. Wołoskiej został ranny w nogę podczas próby ucieczki, gdy zaciął mu się pistolet.

„Sam spróbowałbym”

Został osadzony w więzieniu karno-śledczym na Mokotowie, przeszedł ciężkie i bardzo intensywne śledztwo. Wielokrotnie za swą postawę trafiał do więziennego karceru. Mimo to z więzienia organizował akcję odbicia więźniów. W przesłanym grypsie informował dowództwo: „Jestem aresztowany. Mam postrzeloną nogę powyżej uda. Czuję się kiepsko. Mało o nas wiedzą. (…) Jest możliwość odbicia. Trzeba ludzi zdeterminowanych. Oddawca kartki może wyjaśnić dowódcy takiej grupy. Wiem, co mnie czeka. Gdyby nie noga, sam próbowałbym…”. Taka akcja nie była już jednak możliwa do przeprowadzenia.

W śledztwie brał na siebie odpowiedzialność za wszystko, co mogło odciążyć jego podwładnych. Proces odbył się w więzieniu, przy drzwiach zamkniętych. Wyrok ogłoszono 3 listopada 1947 roku. Kapitan Jan Morawiec, por. Lechosław Roszkowski ps. „Tomasz” (szef I oddziału KG), kpt. Tadeusz Zawadziński ps. „Wojciech” (szef wywiadu), mjr Mieczysław Grygorcewicz ps. „Ostromir” (szef I Obszaru – pod konspiracyjnym nazwiskiem Ostrowski; prawdziwe dane personalne ujawnił dopiero po wyjściu z więzienia w 1956 r.), i ppłk Tadeusz Zieliński ps. „Wujek” (szef II Obszaru NZW) zostali skazani na karę śmierci, z tym że dwóm ostatnim zamieniono ją na 15 lat więzienia. Porucznik Jan Golka ps. „Klemens” (szef propagandy KG) został skazany na 12 lat, a ppor. Ruta Czaplińska ps. „Ewa” (kierownik łączności organizacyjnej) na 10 lat. Pozostałe osoby skazane w tym samym procesie (lub toczonych równolegle) również otrzymały karę śmierci lub długoletniego więzienia.

W innych procesach skazano braci Morawca – Stefana ps. „Czarny” (kierownika Biura Dokumentów KG NZW) i Wacława na karę 7 lat więzienia.

Wyroki śmierci na Morawcu, Lechosławie Roszkowskim i Tadeuszu Zawadzińskim zostały wykonane 15 stycznia 1948 r. w więzieniu mokotowskim przez dowódcę plutonu egzekucyjnego st. sierż. Piotra Śmietańskiego (b. członka GL-AL.) w obecności m.in. lekarza więziennego dr Stefanii Jabłońskiej (Szeli Ginzburg) i naczelnika więzienia kpt. Alojzego Grabickiego. Ciała zamordowanych wywieziono potajemnie prawdopodobnie na Służew i tam są bezimiennie pogrzebane. Być może prace ekshumacyjne podejmowane przez IPN pomogą w odnalezieniu ich grobów.

Sąd Wojewódzki w Warszawie 28 stycznia 1992 r. stwierdził nieważność wyroku skazującego Jana Morawca (i jego towarzyszy broni), orzekając, że czyny przypisane skazanym były związane z działalnością na rzecz niepodległego bytu państwa polskiego.

My jednak nigdy nie potrzebowaliśmy, aby ocenić ich prawdziwą postawę. Mimo wysiłku takich ubeków, jak wspomniany mjr Herer z MBP, nie mieliśmy wątpliwości, jak ocenić politycznie i moralnie naszych bohaterów. I jak ocenić ich prześladowców, katów oraz politycznych i moralnych spadkobierców, którzy mają dziś usta pełne frazesów o praworządności, tolerancji i prawach człowieka.

Leszek Żebrowski, historyk, publicysta

Źrófło: http://www.naszdziennik.pl/mysl/54724,bohater-ze-sluzewa.html , 28 września 2013

POLISH CLUB ONLINE, 2013.10.01

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek