Paweł Siergiejczyk: Układ Miller-Tusk


Postkomuniści uratowali Hannę Gronkiewicz-Waltz. Czy uratują całą Platformę?

– Zwyciężył rozum, a przegrały emocje, naiwność, egzaltacja. Warszawiacy uznali, że władze zmienia się w wyborach. W referendum się głosuje, ale się nie wybiera. Bardzo się cieszę, że tylko 7 proc. wyborców Sojuszu z poprzednich wyborów wzięło udział w referendum. To pokazuje, że jest ścisła łączność między SLD a wyborcami i sympatykami Sojuszu – powiedział Leszek Miller nazajutrz po referendum warszawskim.

Fot. KAPIF
Fot. KAPIF

Szef SLD rzeczywiście ma powód do satysfakcji. Tydzień przed głosowaniem oświadczył, że nie widzi “dostatecznego uzasadnienia” dla udziału w referendum, co w języku realnej polityki oznaczało wsparcie dla Platformy Obywatelskiej, która wzywała do bojkotu. Ponieważ do odwołania Hanny Gronkiewicz-Waltz zabrakło przy urnach niespełna 50 tys. warszawiaków, Miller może mieć pewność, że to jego stanowisko uratowało panią prezydent. Elektorat SLD, zwłaszcza ten w Warszawie, jest bowiem dosyć zdyscyplinowany. Dla tysięcy starych PZPR-owców, ubeków, milicjantów czy wojskowych Leszek Miller nadal jest politycznym idolem i gdyby wezwał ich do głosowania razem z całą opozycją, pani Gronkiewicz-Waltz z pewnością by przepadła.

Na zdrowy rozum powinien tak zrobić. Bo odwołanie zastępczyni Tuska to niesłychana okazja dla wszystkich przeciwników PO. Ten cios mógłby być dla premiera i jego partii niezwykle bolesny. Ale Miller nie chciał takiego ciosu zadawać. Bo tak naprawdę nie jest opozycją. To znaczy oficjalnie jest: popiera prostujących związkowców, wygłasza antyrządowe przemówienia, rzuca dosadne żarty na temat obecnej władzy. Jednak w najważniejszych momentach robi wszystko, by Tuskowi nie szkodzić.

Sojusz brukselsko-smoleński

Jednym z pierwszych sejmowych wystąpień Millera po jego powrocie do parlamentu była pochwała proeuropejskiej polityki rządu PO. 15 grudnia 2011 r. lider SLD mówił: “Panie premierze, cieszę się, że w tej sprawie jest pan po właściwej stronie. I cieszę się, że polityka rządu w tej sprawie jest zgodna z programem Sojuszu Lewicy Demokratycznej”. Miller poparł też zasadniczą tezę ministra Radosława Sikorskiego, który w sławetnym wystąpieniu w Berlinie zachęcał Niemcy do wzięcia “większej odpowiedzialności” za Europę. A następnego dnia cały klub SLD zagłosował wspólnie z koalicją PO-PSL przeciw PiS-owskiemu wnioskowi o wotum nieufności dla szefa MSZ.

Podobnych głosowań było w tej kadencji więcej. 30 marca 2012 r. posłowie Sojuszu poparli coroczną informację Sikorskiego o założeniach polskiej polityki zagranicznej, a sam Miller ponownie wygłosił przemówienie popierające tę politykę. 27 września 2012 r. w debacie dotyczącej skandalu wokół zamiany ciał ofiar katastrofy smoleńskiej lider SLD dołączył do antypisowskiej retoryki premiera, mówiąc, że “nie wolno dalej czynić z katastrofy smoleńskiej jakiejś swoistej politycznej religii, upatrując w niej mit założycielski IV czy V Rzeczypospolitej”. 9 listopada 2012 r. postkomuniści poparli informację premiera Tuska na temat polityki europejskiej, a ich przywódca kolejny raz podkreślił zgodność poglądów w tej sprawie z obecnym rządem. Natomiast 19 lutego br., w debacie nad paktem fiskalnym i budżetem europejskim, Miller podkreślił, że wejście do strefy euro będzie wymagało zmian w konstytucji, dla których obecnie nie ma większości w Sejmie, ale będzie po następnych wyborach. “Te wybory to będzie prawdziwy test, wybór między siłami proeuropejskimi i antyeuropejskimi, a głos na SLD w tych wyborach będzie oznaczał poparcie dla głębszej integracji europejskiej i przyjęcia euro” – podkreślił były premier.

Razem rządzą mediami

Ale wspólnota w sprawie Unii Europejskiej, Niemiec i Smoleńska to nie jedyne pola łączące dziś lewicę z Platformą. Od ponad trzech lat funkcjonuje przecież trójkoalicja PO-PSL-SLD w Krajowej Radzie Radiofonii i Telewizji, gdzie obok dwóch ludzi prezydenta (Jana Dworaka i Krzysztofa Lufta) i jednego ludowca (Stefana Pastuszki) zasiada dwóch ludzi SLD: wiceprzewodniczący Rady Witold Graboś, były senator, a później prezes Urzędu Regulacji Telekomunikacji i Poczty z nominacji premiera Millera, oraz Sławomir Rogowski, dawny działacz studencki związany ze Stowarzyszeniem “Ordynacka”. Stowarzyszenie to, którym kieruje obecny lider SLD na Mazowszu Włodzimierz Czarzasty, stanowi główny rezerwuar kadr lewicy w mediach publicznych. Bowiem dzięki posiadaniu dwóch piątych “udziałów” w KRRiT postkomuniści uczestniczą w telewizyjno-radiowym “podziale łupów”. W zarządzie TVP reprezentuje ichBogusław Piwowar (któremu podlegają m.in. TVP Polonia i TVP Sport), a w radzie nadzorczej TVP – Barbara Misterska-Dragan (była wiceminister skarbu w rządzie Millera) i Leszek Rowicki. Natomiast prezesem Polskiego Radia jest Andrzej Siezieniewski, pełniący już tę funkcję za rządów SLD, radą nadzorczą PR kieruje Stanisław Jędrzejewski (który wówczas był dyrektorem radiowej “Jedynki”, a potem członkiem KKRiT z nominacji prezydenta Kwaśniewskiego), a członkami rady – Janusz Adamowski i Janusz Andrzejowski, obaj z “Ordynackiej”. Wielu innych ludzi Millera i Czarzastego zasiada we władzach regionalnych rozgłośni radiowych. Ten układ będzie rządził mediami najpewniej do końca kadencji Krajowej Rady, czyli do 2016 r.

Poligon warszawski

Będzie to już po wyborach parlamentarnych, na które tak bardzo liczy Leszek Miller. W 2015 r. skończy 69 lat, dla niego to więc ostatnia szansa, by jeszcze raz znaleźć się u władzy. Oczywiście nie samodzielnie – na to lewica jest za słaba. Ale jako koalicjant Platformy – jak najbardziej. Stąd pomoc SLD w sprawie referendum warszawskiego. Oczywiście nie była to pomoc bezinteresowna. Lewica pomagała Hannie Gronkiewicz-Waltz rządzić stolicą w poprzedniej kadencji jako formalny koalicjant, a w obecnej – jako nieformalny. Bo choć Platforma posiada samodzielną większość w radzie miasta, to w kilku dzielnicach utrzymuje wiceburmistrzów z SLD: na Bielanach (Grzegorz Pietruczuk), na Pradze-Południe (Konstanty Bartoń) oraz na tak licznie zamieszkałym przez dawnych komunistów Mokotowie (Piotr Boresowicz). A wiele wskazuje na to, że już niebawem jednym z wiceprezydentów Warszawy zostanie Sebastian Wierzbicki, szef stołecznego SLD.

Warszawa ma więc stać się “poligonem doświadczalnym” przyszłej koalicji rządowej, którą po wyborach w 2015 r. chcieliby stworzyć Miller z Tuskiem. To zapewne jedyna szansa dla PO, by nie stracić władzy na rzecz PiS-u, ochronić swoje interesy i nie ponieść odpowiedzialności za dotychczasowe rządy.

Paweł Siergiejczyk

Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 43 (938) z 22 października 2013 r.

Fot. za KAPIF

Źródło: http://www.naszapolska.pl/index.php/categories/polska/18178-uklad-miller-tusk , 22 października 2013

Więcej artykułów pana Pawłą Siergiejczyka >    >    >    >  TUTAJ 

POLISH CLUB ONLINE, 2013.10.23

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek