Dr Jerzy Jaśkowski: Gazeta Wyborcza czy Wybiórcza? Rzetelność Dziennikarzy?


Cytat:
„Nowy Port i Letnica. Wielki potencjał i tyle miejsc wstydu Ewa Karendys 25.09.2013 12:20
Problem w tym, że formalnie teren jest nadal użytkowany. – Jest bowiem umowa użyczenia z końca 2010 roku zawarta ze Stowarzyszeniem Franciszkański Ruch Ekologiczny, Charytatywny i Historyczny na budynki przy ul.Starowiślnej 2 – wyjaśnia Magdalena Kuczyńska. – Umowa użyczenia obowiązuje od 15.11.2010 r. do 31.10.2018 r. Dopiero kiedy teren będzie wolny fizycznie i prawnie można go wystawić na sprzedaż”

Coraz częściej w internecie pojawiają sie artykuły uzasadniajace nazwanie Gazety Wyborczej – gazetą wybiórczą, że względu na istotne ograniczenia tematów jakimi się zajmuje. Do tej pory podchodziłem do tego problemu w miarę obojętnie, generalnie nie zajmując się analizą  publikacji tej Gazety.

Ale 25 września 2013 roku,  koledzy zalali mnie informacjami o obsmarowywaniu naszego Stowarzyszenia przez p. redaktor Ewę Karendys właśnie z Gazety Wyborczej alias Wybiórczej.  P.Redaktor  zamieściła bowiem notkę, cytowaną powyżej, która wskazywała, że głównym powodem zaniedbań i zniszczeń zabytków  w dzielnicy Gdańska -Nowy Port, jest nasze stowarzyszenie. Pani Redaktor Ewa Karendys nie wykazała nawet minimum rzetelności dziennikarskiej ponieważ opublikowała tekst nie tylko  nie zasięgając opinii drugiej strony, ale nawet nas nie powiadamiając o tym, że pisze coś na nasz temat.

Przesłaliśmy na adres Redakcji, krótką notkę ze sprostowaniem i zaproszeniem p. Redaktor do Muzeum „Sybir pro Memento” aby na własne oczy przekonała się co jest co.

Niestety pomimo minięcia dwu tygodni i wielokrotnego dzwonienia pod numer Redakcji  – 510 022 050, pani Redaktor uniakała spotkania. Dopiero po wysłaniu skargi na adres Naczelnego, poskutkowało.  Nagle okazało się, że pani Redaktor Ewa Karendys nie tylko zna nasze telefony, [ogólnie dostępne w internecie] ale sama zadzwoniła umawiając sie na spotkanie. I tak trwa do dnia dzisiejszego czyli ponad miesiąc. Pani Redaktor  upierała sie, że żadnego sprostowania nie będzie, możemy skarżyć do sądu.  Co najwyżej może napisać inny artykuł. Wygląda po prostu na takie ciągnięcie sprawy aby ludzie zapomnieli i nie będą pamiętali o co chodzi. A dezinformacja pozostała w świadomości.

Wybraliśmy opcję prostszą poddając się pod osąd PT Czytelników.

W tej sytuacji zmuszeni jesteśmy przedstawić całą sprawę w oparciu o posiadane dokumenty.

Zdewastowany dworek Fischera z 1804 roku będący pod opieką dyr. Łapińskiego GZNK. Fot. jj
Zdewastowany dworek Fischera z 1804 roku będący pod opieką dyr. Łapińskiego GZNK. Chcieliśmy go wyremontować jednak pani dyr. Majewska odmówiła  Fot. jj

W roku 2000 warsztaty Szkoły Morskiej  przy ulicy Strowiślnej 2,  zostały zamknięte  i pozostawione na pastwę losu. Teoretycznie opiekę nad nimi przejął GZNK z panem dyr. Łapińskim na czele. Dopiero po ponad 4 latach i kompletnej dewastacji budynków, co widać na przedstawionych zdjęciach, urzędnicy stwierdzając, że nie mają pojęcia co dalej zrobić z tym fantem i przekazali część terenu  Stowarzyszeniu w takim stanie jak na zdjęciach, bez wody, bez prądu, całkowicie zdewastowane, bez futryn, drzwi i okien, bez instalacji elektrycznej za to zaśmieconym terenem. [dzikie wysypisko, posiadamy pełna dokumentację fotograficzną].

Dzięki pomocy okolicznych zakładów pracy  i całej masie wolontariuszy, udało się teren uporządkować i kosztem ponad miliona złotych, zabytkowe budynki odrestaurować.

Przed warsztatami Szkoły Morskiej zachowały się natomiast dwa budynki tzw. dworek Fischera z 1804 roku i niewiele młodsza chata rybacka. W obu budynkach mieszkali ludzie.

Stowarzyszenie wystąpiło do Urzędu  w 2004 roku, o przekazanie całości terenu ponieważ stanowił zwarty teren łatwiejszy do ochrony i zabezpieczenia.

Od 2004 roku do 2012 roku Urząd pomimo licznych pism przypominających, Wydział  nie podejmował decyzji. Po cichu słyszeliśmy, że te budynki mają być sprzedane. Liczono na wielomilionowe kwoty.

W ten sam sposób, poprzez niepodejmowanie decyzji doprowadzono do wymazanie z mapy zabytków tzw. Chatę Szypra, która uległą dewastacji i potem dodatkowym kosztem 28 000 „rekultywacji”  terenu wymazana z terenu. Odbyło się to przy braku jakiejkolwiek reakcji Konserwatora Zabytków, który z urzędu, podobno, powinien zajmować się zabytkami?

Ze względu na istniejące w pobliżu przemysłowe zakłady pracy, nie znaleziono żadnych chętnych na zakupienie zabytkowych budowli.

W omawianym okresie 8 lat, po wykwaterowaniu lokatorów , dworek Fischera i chata,  przeżywały burzliwy okres jako cicha siedziba bezdomnych. Było morderstwo, próby zabójstw, podpalenia itd.

W tej sytuacji po 9 latach urzędnicy doszli do wniosku, że teren „można” przekazać Stowarzyszeniu. Umowę skonstruowano jednak w tak dziwny sposób, że miała obowiązywać kilka lat wstecz i nie umieszczono na niej tych zabytkowych budynków kwalifikujących  sie wg ekspertów NOT do rozbiórki. Na budynkach znajduje się tabliczka  grozi zawaleniem.

Czyli przez okres ok. 9 lat, doprowadzono zarówno  dworek Fischera jak i chatę  do ruiny i chciano odpowiedzialność za to przerzucić na Stowarzyszenie. Stowarzyszenie nie wyraziło  na taki przekręt zgody i nie podpisało aneksu. Dziwna sprawa ale Konserwator Zabytków , tak , tak, jest taki dział utrzymywany przez społeczeństwo,, okazał zupełny brak zainteresowania tematem pomimo, że zabytki są wpisane do rejestru.

Prezydent Adamowicz, otwarcie łaźni dla bezdomnych w Gdańsku.  Fot. MOPSU
Prezydent Adamowicz, otwarcie łaźni dla bezdomnych w Gdańsku.
Fot. MOPSU

Innymi słowy, chodziło o zrzucenie odpowiedzialności za zniszczone mienie społeczne, spowodowane niedbalstwem urzędniczym na stowarzyszenie. Odbyło się to już po odcięciu wody od głównego łącza, z powodu rzekomej awarii sieci. Doprowadzenie wody do posesji zostało wykonane na zlecenie Stowarzyszenia przez firmę wodociągową Saturn w 2005 roku i działało sprawnie. W okresie tych kilku lat żadnej awarii nie notowano. Odcięcie wody, spowodowało unieruchomienie jedynej w Trójmieście łaźni dla bezdomnych. Na zdjęciu prezydent Adamowicz dokonujący otwarcia „łaźni”. Ok. 5000 ludzi zostało pozbawionych możliwości wymycia się. I o dziwo, żaden San-epid nie interesuj się problemem brudu i możliwością epidemii, ale zwraca głównie uwagę na sprzedaż szczepionek?

Od 3 lat sieć jest nienaprawiona i główne zawory są odcięte.

W ostatnim roku były 3 próby podpalenia terenu, oczywiście przez nieznanych sprawców. Straż  pożarna musiała wodę dowozić beczkowozami, ponieważ odcinając zawór główny odcięto, oczywiście zupełnie przypadkowo, hydranty p.pożarowe.

Bezpłatne oncerty dla mieszkańców dzielnicy organizowane przez Stowarzyszenie. Fot. jj
Bezpłatne koncerty dla mieszkańców dzielnicy organizowane przez Stowarzyszenie.  Fot. jj

Tak więc obwinianie Stowarzyszenia za zaniedbanie terenu, na który nie ma prawa wejść jest pomówieniem. Teren jest pod „opieką” GZNK  od 13 lat, i wg przepisów,  GZNK powinien go tak zabezpieczać, aby nie spowodować pogorszenia jego stanu.

Jak widać na zdjęciach jest to nierealizowane. Wydano podobno ok. 300 000 zł na rzekomą podporę murów, zostawiając dziurawy dach. Budynek jest z tzw. pruskiego muru i każdy nawet zupełny laik wie co się staje z taką drewnianą konstrukcja, kiedy na nią spada ok. pół metra sześciennego wody deszczowej, na każdy metr powierzchni dachu.

11listopada0526
W czasie koncertu. Wszystkie imprezy dla mieszkańców odbywają sie bez dofinansowania Miasta. Fot. jj

Stąd ekspertyza rzeczoznawców NOT o konieczności rozbiórki budynków.

W ten prosty sposób, poprzez zaniechanie  podejmowania decyzji przez ok. 10 lat urzędnicy narazili Miasto na stratę kilkunastu milionów złotych i straciliśmy bezpowrotnie, jako społeczeństwo, ostatnie budowle zabytkowe w tej części Gdańska.

No może nie ostatnie, ponieważ robotnicy, na zlecenie kierownictwa wycinali i wynosili niektóre co cenniejsze zabytkowe przedmioty. Ani  prokuratura, ani policja, ani straż miejska nie podejmowały żadnych działań pomimo wielokrotnych monitów z naszej strony. Otrzymywaliśmy od wymiaru sprawiedliwości zawsze pisma, że nie jesteśmy stroną w sprawie, więc w ogóle nie powinniśmy sie tą sprawą interesować. Generalnie nie  podejmowano problemu. Stroną może być wg wymiaru sprawiedliwości tylko właściciel, czyli Gmina.  A właśnie urzędniczy odpowiedzialni za ochronę dewastowali budynki.

I tego to skromnego faktu Gazeta Wyborcza alias wybiórcza nie chciała wydrukować. Możecie więc sobie sami Szanowni Czytelnicy wyobrazić co się za tym kryje.

PS.Na terenie przez nas użytkowanym działa, jedyna w rejonie biblioteka, Klub Kombatanta, Klub Emeryta, Muzeum Sybir pro memento, Siłownia, bezpłatna wypożyczalnia sprzętu rehabilitacyjnego. Istnieje sala kinowo – widowiskowa w której odbywają sie cotygodniowe projekcje filmów, wykłady z zakresu historii i ochrony zdrowia, koncerty.  Jest,  jak o tym pisaliśmy jedyna w tym regionie kaplica przy muzeum.

Acha zapomniałbym podać, jesteśmy  już na tyle znani, że turyści z Izraela, przyjeżdżający do Gdańska korzystają także z naszej wypożyczalni.  Chyba będziemy musieli podać informację do prasy w Izraelu uprzedzając o ograniczeniu działania.

Dr. Jerzy Jaśkowski
kontakt: [email protected]

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego >   >   >   >  TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.10.25

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek