Julia M. Jaskólska: Rola pionka


Julia Maria Jaskólska. Fot. jmj
Julia Maria Jaskólska. Fot. jmj

„Polska została zostawiona przez Amerykanów na lodzie jako pierwsza” – napisała 25 października br. niemiecka „Sueddeutsche Zeitung”, krytykując amerykańskiego prezydenta Baracka Obamę za postawę wobec sojuszników z byłego bloku wschodniego.

„Lista zaprzyjaźnionych rządów, które Obama zostawił na lodzie, jest długa. Zaczęło się od Polski i Czech, które pozwoliły Stanom Zjednoczonym, pomimo wściekłego wrzasku Moskwy, ustawić na swoim terytorium obronne tarcze rakietowe. Obama, ledwo został prezydentem, wycofał się z zamiaru budowy tarcz i wystawił Warszawę i Pragę do wiatru” – podkreśla dziennik.

Niby analiza trafna, zastanawia tylko nagły przypływ sympatii niemieckiej prasy wobec nas i innych byłych demoludów. Tak szczerze nas żałują? I bezinteresownie? Bynajmniej, gdyż w polityce czegoś takiego nie ma. Po prostu, okazało się, że amerykańskie służby za zgodą Obamy podsłuchiwały kanclerz Angelę Merkel. Trzeba więc Ameryce utrzeć nosa i zapłakać nad losem opuszczonej Polski skazanej na Rosję.

W rzeczywistości Polska w orbicie rosyjskiej jest zgodna z realpolitik Niemiec, w tym z budową współczesnej osi Moskwa-Berlin. Niemcy, decydująca siła Unii Europejskiej, popierają więc np. koncepcję Związku Europy, nowego układu geopolitycznego skonstruowanego na Kremlu przez Siergieja Karaganowa, najpoważniejszego analityka rosyjskiej polityki zagranicznej ostatnich dwudziestu lat i doradcy prezydenta Władimira Putina. Sojusz ten charakteryzowałam obszernie trzy lata temu w tekście „Zabójcza doktryna Karaganowa”. Teraz więc przypomnę jedynie, że miałby to być strategiczny i gospodarczy pakt Rosji z Europą, a więc z Niemcami, stworzony mocą jednego dużego traktatu oraz czterech umów regulujących główne sfery współpracy: energetyki, wspólnego obszaru strategicznego w polityce zagranicznej, wspólnej przestrzeni gospodarczej i technologicznej oraz m.in. wspólnego rynku pracy. Zresztą po stronie zachodniej grunt pod niego został już przygotowany nie tylko poprzez konsolidację władzy w Unii Europejskiej na zasadach megapaństwa z własnym rządem, polityką zagraniczną, armią i prawem nadrzędnym, a więc traktatem lizbońskim, ale również poprzez „partnerstwo dla modernizacji” z Roją, sięgające genezą do 2008 roku. No, a potem był jeszcze m.in. szczyt w Rostowie nad Donem z 1 czerwca 2010 roku, na którym ustalono że Unia przestanie krytykować Rosję, np. za łamanie praw człowieka, oraz odrzuci aspiracje takich państw jak Ukraina do wejścia w zachodnią strefę wpływów.

W latach 80. świat miał szczęście, bo prezydentem USA był antykomunista i republikanin Ronald Reagan. Dziś w Waszyngtonie zasiada demokrata Barack Obama ze swoim tzw. resetem wobec Rosji, który można przyrównać do samobójczej dla USA polityki odprężenia i układów rozbrojeniowych SALT, realizowanych ku uciesze Rosjan w latach 1969-1979. Przez ten cały okres karty w polityce zagranicznej USA rozdawał Henry Kissinger, twórca polityki détente, doradca ds. bezpieczeństwa w gabinecie Nixona i sekretarz stanu u Geralda Forda. Rozdaje je zresztą do dziś jako architekt polityki wschodniej administracji Obamy. No i efekty są – całkowita zmiana kierunku w polityce wschodnioeuropejskiej, w tym zarzucenie projektu tarczy rakietowej w Polsce oraz oddanie 8 kwietnia 2010 roku podczas szczytu w Pradze państw byłego bloku wschodniego w strefę wpływów Kremla. Łatwe jest to do wytłumaczenia, gdyż już przed laty współpracujący z CIA i brytyjskim MI5 zastępca szefa wywiadu PRL pułkownik Michał Goleniewski, który na stronę Amerykanów przeszedł w 1958 r., ujawnił że Kissinger był długoletnim agentem sowieckim o pseudonimie „Bor”.

„Sueddeutsche Zeitung” wylewa krokodyle łzy nad naszym krajem, choć w zasadzie nie ma nad czym, gdyż tak jak Obamie nie po drodze jest z Polską niezależną od Rosji, tak prezydentowi Bronisławowi Komorowskiemu i premierowi Donaldowi Tuskowi nie po drodze jest z Ameryką i NATO. Po wyborach parlamentarnych w 2007 roku, po 10 kwietnia 2010 roku, a potem po wygranych przez kandydata Platformy Obywatelskiej wyborach prezydenckich, polska polityka zagraniczna i wewnętrzna uległa przeorientowaniu, zamieniając się w to, co Jarosław Kaczyński określił niegdyś jako kondominium rosyjsko-niemieckie. Wybijanie się na niepodległość z postpeerelu, polityka Lecha Kaczyńskiego uczynienia z Polski głównego rozgrywającego w Europie Środkowowschodniej z równoległym tworzeniem kordonu sanitarnego wobec Rosji, zostały zastąpione uzależnieniem od dostaw rosyjskiego gazu, czy zacieśnieniem więzów politycznych i wojskowych z Kremlem i jego służbami specjalnymi. Podobnie wyglądają stosunki z Niemcami. Minister spraw zagranicznych Radosław Sikorski nie bez kozery prosił w 2011 roku w Berlinie Niemców o przewodzenie nowej Unii Europejskiej, zapewniając o udziale Polski w tym projekcie nawet na warunkach autonomii podobnej do tej, jaką posiadają stany wchodzące w skład USA.

Julia M. Jaskólska
jakuccy.pl

Autorka: Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Za:   http://www.stefczyk.info/blogi/jaskolczym-piorkiem/rola-pionka,8914241425 , 28.10.2013

Przeczytaj więcej artykułów Julii M. Jaskólskiej   >   >   >   >  TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.10.30

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek