NBP zamówił 1-2-5 groszówki w brytyjskiej mennicy The Royal MInt


Fot. sxc.hu
Fot. sxc.hu

 

Grosz groszowi nie równy …

Narodowy Bank Polski będzie bił monety 1, 2 i 5 groszowe w Wielkiej Brytanii. I to nie w byle jakiej mennicy. Nadwiślańska kolonia zamówiła swój najdrobniejszy bilon w brytyjskiej The Royal Mint. Czy wpłynie to na podniesienie wartości grosza produkowanego pod jednym dachem z brytyjskim funtem szterlingiem, który na dzień dzisiejszy pięciokrotnie nas przeskakuje? Pożyjemy, zobaczymy.

A powód takiej decyzji podany do publicznej wiadomości został jak zwykle spreparowany przekonywująco: Mennica Polska S.A. okazała się znacznie droższa w produkcji grosików. I to zadecydowało, że sprawę produkcji przekazano na Wyspę. Dla ścisłości należy podać, że również konkurencji nie wytrzymały mennice Royal Canadian Mint i Mint of Finlandia.

I znowu okazało się, że nad Wisłą nie opłaci się nawet produkować własnych pieniędzy. Swoją drogą to zwolna stajemy się najdroższym barakiem w Jewropie i co gorsza nawet mniej wesołym niż przed laty. Nie tak dawno doliczono się, że kilometr autostrady w kraju nad Wisłą należy do najdroższych w Europie, a może i świecie. Nawet zatrudnienie pracusiów z drugiego końca świata nie wpłynęło na obniżenie kosztów budowy. Aczkolwiek jako państwo wyszliśmy na tych drogowych operacjach jak Zabłocki na mydle to jednak komuś się musiało to wszystko opłacać tak jak i bandyckie przejęcie własności państwowej przez agenturalną oligarchię nazwane prywatyzacją.

Po braku zleceń można się domyślać, że w najbliższym czasie jak piorun z jasnego nieba spadnie na nas wiadomość, że państwowa mennica znalazła się na skraju bankructwa i jedynie szybka prywatyzacja będzie jedyną szansą na utrzymanie miejsc pracy, oczywiście tymczasowe.

I wtedy ten grosik z brytyjskiej mennicy może okazać się zbawienny Pamiętamy jak ze zrozumieniem rządzący przyjmowali i akceptowali tranzakcje typu huta za złotówkę, fabryka za 2 zł i nawet nie pytano kto da więcej bo kupiec oczywiście był pewny i brał całość na pniu.

W szukaniu oszczędności NBP sięgnął do sposobu starego jak Mieszko był Stary. Zaczęto bić monety  ze zmniejszoną ilością cennego kruszcu co przyniosło księciu niezły ekstara dochód. Czy faktycznie wpłynęło to na konto Mieszka Starego to już trudniej ocenić. Nie mniej numizmatycy zauważyli, że wśród bitych wtedy monet były też takie przez pomyłkę pewnie bite z napisami w języku hebrajskim.

Dlatego też NBP szukający najwidoczniej ekstra zysków na wysokie premie dla swoich oficerów zadecydował o zmianie stopu bilonu 1,2 i 5 groszowego z mosiądzu nanganowego na stal powlekaną mosiądzem. Pieniądz jak pieniądz i tak w koło się kręci a co dopiero groszówki. Od takich monet już blisko do brakteatów z napisami w alfabecie hebrajskim. A brakteaty to nic innego jak monety bite na cienkiej blaszce, nie koniecznie powlekanej czymkolwiek.

Na pocieszenie troskliwych o nadwiślański budżet, Narodowy (jakiego narodu? – pytanie za dr. Jaśkowskim) Bank Polski, znaczy się jego aktualne władze poinfomowały:

Jak podkreślają władze banku centralnego należny podatek VAT zostanie odprowadzony przez NBP do właściwego organu podatkowego w Polsce.

Zainteresowanych dalszymi opowieściami wyższości monet bitych w Anglii nad tymi które tłucze się w polskiej mennicy odsyłam na strony wGospodarce.pl.

Od razu ostrzegam, że jak ktoś oczekuje w jakiej formie i ile każda z mennic oferowała prowizji odpowiedzialnemu pracownikowi NBP (lub zespołom roboczym do spraw przetargów) to ze względu na procedury prywatności w artykule proszę się nie doszukiwać. Nic tam na ten temat nic ma, gentelmeni nie rozmawiają o pieniądzach, tym bardziej o tych co przy okazji załapali.

Waldemar Glodek 
www.polishclub.org
Modesto, CA

 

POLISH CLUB ONLINE, 2013.10.31

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek