Dr Jerzy Jaśkowski: Finansowanie nauki – Fałszywa Flaga. (Część 2.)


Przeczytaj      Część 1.

Nadchodzą znowu epoki, w których przeżyje tylko to, co umie pełzać
Nicolás Gómez Dávila

Rolą nauki, przynajmniej tak uczyli mnie profesorowie (prof. Dębicki, J. Dybicki, Jankau, J. Terlecki), jest:

  1. rozwiązywanie bieżących problemów,
  2. odkrywanie rzeczy nieznanych.

Nie ma tutaj miejsca na licytację. Nauka to nie handel ani marketing. Przynajmniej tak było do tej pory i nie ma powodu do zmiany tych zasad etycznych.

Foto: e-porady-finansowe.pl

Nie warto też podtrzymywać komunistycznej tezy o wyższości tajnych recenzji nad jawnymi. Przecież cały cywilizowany świat dąży do jawności wszelkich spraw, a my jesteśmy już w Unii. Nawet Polski Sejm podejmuje uchwały o jawności dokumentacji, na przykład z dziedziny ochrony środowiska i zdrowia. Uchwały te są co prawda nagminnie łamane przez administrację. I nikt nie protestuje, a podobno mamy niezależne sądy.

Nie upierajmy się więc, że tajne jest lepsze, jeżeli nie jesteśmy zwolennikami układów zakulisowych?!
Podtrzymuję twierdzenie, że jeżeli ktoś nie ma odwagi jawnie zabrać głosu w jakiejś kwestii, to lepiej, aby go w ogóle nie zabierał. Jeszcze dalej posunął się Piotr I, który swoim bojarom zabronił nawet czytania wypowiedzi z kartki, twierdząc, że jak ktoś jest tak głupi, że nie potrafi powiedzieć z „głowy” to nie warto go słuchać. Przydałoby się wprowadzić taką zasadę w instytucji na Wiejskiej. Z osobistego doświadczenia wiem, że na przykład w Akademii Medycznej w Gdańsku zdarzały się tajne, negatywne – recenzje prac nigdy nienapisanych, jak chciano komuś dokopać.

Warto przypomnieć w tym miejscu słowa Karola C. Comptona cytowane w podręczniku Roberta K. Mertona: Niestety, tajemnica i postęp są nie do pogodzenia w badaniach naukowych — czy to do celów wojskowych, czy innych. Nauka rozkwita i uczeni robią postępy w atmosferze swobody badań i wymiany idei, przy trwałym wzajemnym pobudzaniu aktywnych umysłów, które pracują na tym samym lub pokrewnym polu. Jakakolwiek próba narzucenia tajemnicy jest jakby nałożeniem hamulca na postęp.(podkreślenie JJ) – (Teoria socjologiczna i struktura społeczna. PWN 1982, s. 564). Tajne recenzje to nic innego jak cenzura.

Wracając do głównego tematu w/w artykułu to jest tzw. impact factor jako wybitnie pozytywnego czynnika w ocenie rozwoju nauki. Niestety, zupełnie nie mogę się pogodzić z tokiem rozumowania Pana Profesora, z którego wynika, że im częściej cytuje się jakiegoś autora i jego pracę, tym jest ona wartościowsza naukowo. Według takiego rozumowania można stwierdzić jednoznacznie, że największymi naukowcami XX wieku byli plagiator Karol Marks i fabrykant Fryderyk Engels, a w drugiej kolejności Lenin i Stalin. Jak można sprawdzić, nawet w podręcznikach medycyny w XX wieku cytowano tych „wybitnych” naukowców. Nie sięgając daleko, można z własnego podwórka przytoczyć słynną sprawę preparatu prof. Tołpy, bowiem Akademia Medyczna w Gdańsku także popierała to wybitne osiągnięcie. Sam byłem świadkiem programu telewizyjnego, w którym sędziwy staruszek prof. Tołpa, trzymając w ręce myszkę, stwierdzał, że dawał 138 myszkom swój preparat i wszystkie się dobrze czuły. Nie podał tylko, czy mu to powiedziały, czy też napisały. Jak wiadomo, na dalsze badania przeznaczono olbrzymie kwoty za sprawą ministra Szałajdy i spółki. Podobnie wyglądała sprawa zimnej fuzji jądrowej, reklamowana na początku lat 90. Jakie to było wielkie wydarzenie w nauce polskiej i nie tylko, jacy to genialni naukowcy, jakie to pieniądze na to przeznaczono? I co? I nic! Ostatnio Ministerstwo Zdrowia wydało około 20 milionów złotych na pracę stwierdzającą, że na wsi jest więcej przypadków próchnicy aniżeli w mieście. Byłoby bardzo interesujące poznać nazwiska nie tylko tych wybitnych badaczy, ale przede wszystkim recenzentów i komitetu naukowego przyznającego wymienioną sumę, szczególnie w sytuacji permanentnego zadłużenia służby zdrowia.

Ludzie się bardzo szybko zaadaptowali do tego bezmyślnego systemu. Powstały całe spółdzielnie wzajemnie się cytujących ignorantów.

Niezupełnie można więc zaakceptować tezę pana prof. S.T, jakoby ilość cytowań świadczyła o czymkolwiek, a tym bardziej o rozwoju nauki. Otóż nauka, szczególnie chemia, zna pojęcie analizy jakościowej i ilościowej. Oba te pojęcia oznaczają coś innego. Można zmierzyć coś z dokładnością do trzeciego, czy też nawet czwartego miejsca po przecinku i nic z tego nie wynika (…). Kopernika już nikt nie cytuje.

Można, sięgając do przykładów podanych przez pana Profesora tj. sprawy agenta NKWD -Baumana, wyobrazić sobie bzdurną publikację, często cytowaną właśnie ze względów negatywnych. I jaki to ma związek z oceną nauki? Dalibóg nie wiem. Jest taka piosenkarka Madonna, która dbając o reklamę wywołuje ciągle skandale i jest stale cytowana. Znam profesora, który na zjazdy przyjeżdża ze wspaniałymi dziewczynami tylko po to, by go zapamiętano. Mówił mi: Jureczku, mojego referatu nikt i tak nie zrozumie, ale dziewczynę każdy zapamięta. Tak więc nie rozumiem, według jakiego wzoru naukowego ilość cytowań ma przejść w jakość pracy naukowej.

Pan Profesor S.T uskarża się, że jego czasopismo spadło z listy filadelfijskiej. Ależ to jest jasne jak słońce dlaczego spadło. Pan profesor nie rozumie, że czy to w kapitalizmie, czy w socjalizmie, komunizmie czy faszyzmie istotą działania jest monopol.

Nie rozumiał tego biedny pan inż. Jacek Karpiński – twórca pierwszego  na świecie -1971r. –  minikomputera opracowanego na kilka lat przed „zachodem”. Wydawało mu się, że jak odkrył „minikomputer” i pojechał na zjazd organizowany przez Hewlett – Packarda to go przyjmą z otwartymi „ręcami”. Naiwniak, jak mógł przypuszczać, że taki koncern pozwoli na wypuszczenie z rąk monopolu. Zapłacił za to okrutnie. Przecież taki koncern jak H&P nie mógł sobie pozwolić na powstanie konkurencji. Usłużnych idiotów – wykonawców niszczenia J.Karpińskiego znalazł nad Wisłą. Karpiński musiał paść świnie.

Podobnie nie rozumiał tego pan Kluska.  Chwali się w swoim wywiadzie,  ten w pozytywnym słowa znaczeniu geniusz, na temat etyki w przemyśle, że opanował już 98% rynku komputerowego. I nagle taki cios, podobnie jak Karpiński nomen omen pasie owce.

Powstawało w Polsce czasopismo, które mogło opublikować coś co ktoś mógłby wykorzystać i zagrozić prężnemu przemysłowi finansującemu listę filadelfijską. Po co,  lepiej w zarodku zniszczyć konkurencję. Koszta mniejsze, szum mniejszy.

Zdziwienie moje jest tym większe, że p. Profesor sam podaje, że inne kraje korzystają z innych list i jednym tchem wymienia, że np. inna baza SCOPUS jest powiązana z firmą wydawniczą Elsever [czyli posiadającą monopol 2460 tytułów naukowych z tego 18 medycznych w Polsce], a ta z kolei to amerykański Reed. Czyli kółko się zmyka. I tego nie wie profesor uczelni w Kraju nad Wisłą.?

Pisze p. Profesor cyt:” Nie wiem, dlaczego Polska administracja naukowa dała sie tak zauroczyć Filadeffii”

Drogi panie profesorze S. Tumański, czy naprawdę Pan nic nie rozumie? Sokrates mówił podobno, jeżeli ktoś czegoś nie rozumie to należy mu to powtórzyć, ale trzeci raz powtarzać nie należy ponieważ    ……nie należy uczyć. Czy w świetle przytoczonych i ogólnie znanych faktów, naszego „zaangażowania się w awantury arabskie” coś może być dla Pana niewiadome????

Dalsze dywagacje na temat zdobytych przez rozmaitego rodzaju nomen omen komitety punktów nie będę się wypowiadał.  Jest to za bardzo żałosne, że naukowiec traci czas na takie p ….y.

Natomiast akapit dotyczący rozmnażania się pracowników nauki w kraju nad Wisłą jest jak najbardziej trafny. Czemu ten system na służyć?  Oczywiście, że upadkowi nauki, a co za tym idzie oświaty.  W Raporcie Klubu Rzymskiego w którym występowały takie indywidua jak pan Leszek Kołakowski, który z pistoletem w „ręcach” się uganiał na uniwersytecie za Żołnierzami Wyklętymi wyraźnie podano, że Polak ma posiadać wiedzę z zakresu 3 klas szkoły podstawowej, a liczba mieszkańców zredukowana do 15 300 000 [co za dokładność].

Działania kolejnych ministrów „Oświaty” – pp. Hankego – tego od osinobusów, Giertycha- tego od likwidacji matematyki,  Hall – od programów bezstresowych i seksu, doprowadziły do tego, że już mamy tylko 6-klasówkę na poziomie 3-klasówki. A dzisiejsza magisterka to dawniejsza matura. O tym piszą  liczni autorzy nie związani z układami politycznymi – mądrych inaczej.

Nie może Pan zaprzeczyć, że taka Politechnika Wrocławska została zakwalifikowana na 19 000 coś tam miejscu na liście ocenianych 21 000 wyższych szkół na całym świecie. Podobne miejsca zajęły uczelnie łódzkie czy szczecińskie. [ dziwnym trafem usadowione w miejscach byłych baz sowieckich. O tych dziwnych powiązaniach mówi otwarcie p. Braun].

Nie mogę także przyjąć do wiadomości informacji pośrednio wynikającej z pana artykułu, że nie wie Pan, iż od wielu lat nauka nie istnieje. Jesteśmy tylko „wynalazcami” nieco ponad 100 patentów rocznie. Taka Korea Południowa to ok. 14 000 patentów,  Niemcy – nasz sąsiad, to ok. 18 000 patentów. Tutaj nawet porównania nie można dokonać.

Gdzie więc widzi Pan ten rozwój nauki. I to w dyscyplinach technicznych tworzących bogactwo kraju.

Zajmowanie się p. majorem KBW czy innych służb specjalnych – Baumanem uważam za poniżające.  Czyżby Pan nie znał akt IPN na temat tego majora służb specjalnych w okresie stalinowskim?  Był to przecież geniusz spec służb, wg akt w okresie 3 lat awansował z podporucznika do majora. Tego nawet Napoleon nie zrobił. A Pan pisze że to naukowiec licznie cytowany. A kto posiada wejścia do wydawnictw?.

Odwołuję się, w tym miejscu, do znanego teatru z  moim ulubionym Gajosem,  na temat Informacji Wojskowej [nie pamiętam tytuły tego spektaklu]. Wszystko dokładnie jest podane jak u pani doktor, której dwójka  otrzymana w Akademii Poznańskiej zmieniła się  na 5 w Akademii Wrocławskiej. Jeżeli już  teatr telewizji wystawia takie sztuki, to po co tracić czas udając, że coś się nie dzieje.

Odsyłam także  p. Profesora do pozycji Suworowa, agenta GRU. Autor ten twierdzi w swoich licznych książkach,  że kto  raz zostaje agentem to do końca życia jest agentem. Wyjście jest tylko jedno – nogami do przodu. Wszelkie dyrdymały, o skreślaniu z listy UB, SB czy informacji wojskowej rozmaitej maści osobników są tylko i wyłącznie szumem informacyjnym dla mniej wartościowego narodu tubylczego [Michalkiewicz]. A przecież w swojej publikacji Pan zajmował się nauką, a nie wiarygodnością agentów.

Polemika z twierdzeniem pani prof. Kurdyckiej, która cieszy się z dofinansowania przez Unię nauki w Polsce  jest stratą czasu. Podaję, że tylko w pierwszym okresie wpłaciliśmy do Unii 4 miliardy na naukę, przymusowo, a dostaliśmy 400 milionów na granty. Kto wiec czyją naukę finansuje? Pytanie to zostaje bez odpowiedzi?.

Widać wyraźnie, że szkoda czasu na dyskusję, ostatnio tylko jeden projekt został zatwierdzony. Projekt ten dotyczył badań jakiś tam kultur tzw. prekolumbijskich. natomiast jakoś dziwnie nie mogą ujrzeć światła dziennego żadne projekty dotyczące badań np. wczesnej słowiańszczyzny. Wypływy środków na finansowanie nauki  są natomiast systematyczne. Twierdzenie więc, że Unia coś nam daje jest pozbawione jakiegokolwiek dowodu i jest generalnie bez sensu.

 


Tak więc z prawdziwym zdziwieniem zapoznałem się z twierdzeniami zawartymi w tym artykule. Jak to możliwe, że nauczyciel akademicki nie zna podstawowych zasad  jakimi rządzi się świat.?

Nauczyciel akademicki, przynajmniej dawniej tak bywało, nie tylko uczył młodzież ile jest przysłowiowe dwa razy dwa, ale uczył zasad jakimi należy się kierować. Jeżeli samemu się nie zna zasad  np. tylko finansowania nauki, to jak można przekazać tą wiedzę młodym?

W Polsce od 1945 roku obowiązywały i nadal obowiązują zasady: po uważaniu czyli znajomościach. Dowodem wprost jest liczba patentów. Kraje o podobnej wielkości populacji mają ich kilkadziesiąt razy, rocznie więcej.

Przypomnę: kapitalizm, komunizm, nazizm – ostatnio modny, faszyzm to jedno i to samo z punktu widzenia przepływu pieniądza. Chodzi po prostu o zmonopolizowanie całości. W każdym z tych, dziwnie u nas dzielonych ideologii chodzi o to kto rządzi pieniądzem. Formy rządów są może i różne, ale za wszystkimi kryją się służby specjalne.

Zarówno Bushowie, jak i Putin jaki i Merkel pracowali w służbach. Każdy z prezydentów USA, który próbował wprowadzić własny pieniądz ginął w krótkim czasie. Nigdy nie udało się mordercy ująć i przedstawić przed sądem. Dziwnym trafem ginął zamordowany w taki sam sposób jak jego poprzednia ofiara.

Nawet zamachowiec – nożownik na Franciszka Józefa – dla młodych wyjaśnienie – ostatni cesarz Austro-Węgier,  pomimo licznej eskorty oficerów został zarąbany szablami, a nie schwytany i postawiony przed publicznym sądem. Jak się musieli chłopcy namęczyć machając tymi szablami, ile to krwi rozbryzgali. Nie mógł przecież wydać mocodawców.

Nie przypuszczam nawet, że Pan o tym nie wie.

I to by było na tyle w kwestii upadku nauki i oświaty w Polsce.

Jeżeli  3. powojenne pokolenie nie jest w stanie rozróżnić przyczyn od skutków, to moje twierdzenie przed 10 laty, że jesteśmy już tylko znikającymi Etruskami znajduje potwierdzenie w całej rozciągłości.

c.b.d.o.

Rozpowszechnianie wszelkimi możliwymi sposobami jest jaknajbardziej wskazane.

Dr Jerzy Jaśkowski
kontakt: [email protected]

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego > > > > TUTAJ  

Wybór zdjęcia za e-porady-finansowe.pl / wg.pco

POLISH CLUB ONLINE, 2013.11.06

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek