Ewa Polak-Pałkiewicz: Niecierpliwość Porucznika


Istnieją pewne gesty i zachowania, które Polacy czynili przez wszystkie wieki swojej historii – w najbardziej dramatycznych jej okolicznościach. Zawsze te same. Ich wymowa jest ciężkim kęsem do strawienia dla ludzi z nikąd.

Ksawery Karśnicki (z lewej) z bratem Antonim – wyjazd na wojnę bolszewicką
Ksawery Karśnicki (z lewej) z bratem Antonim – wyjazd na wojnę bolszewicką

We wspomnieniach Teresy Karśnickiej – Kozłowskiej*) pojawia się postać ojca, Ksawerego Karśnickiego, dziedzica majątku Siemkowice (pogranicze ziemi łódzkiej i poznańskiej). Ten rolnik z wyboru i z zamiłowania cieszył się szacunkiem i przyjaźnią sąsiadów. Dzięki talentom organizacyjnym, miłemu usposobieniu, wielkiej kulturze, zyskał oddanych i lojalnych współpracowników i wierną służbę. Ochotnik, wraz z bratem Antonim, w wojnie bolszewickiej. Obaj wrócili do domu z Krzyżem Walecznych jako oficerowie.

Po studiach na SGGW gospodarował na 600 hektarach. Znawca i miłośnik koni, prezes Związku Hodowców w powiecie kolskim, znakomity jeździec, laureat konkursów hippicznych, był też zapalonym myśliwym. Dzięki sprzedaży koni dla wojska, tzw. remontów – musiały być to konie najwyższej klasy – majątek Ksawerego Karśnickiego rozkwitał. Jego skarogniady, jabłkowity wierzchowiec o imieniu Habdank zdobył złoty medal na wystawie w Poznaniu w 1938 roku.

Za roczne zbiory ze swojej ziemi Ksawery Karśnicki kupił w tym samym roku najnowszy model luksusowego samochodu marki Vauxhall.

Dziedzic Siemkowic był miał przy boku piękną i madrą żonę, Wandę z Orzechowskich, z którą mieli czwórkę dzieci. Koniec karnawału 1938 roku spędził wraz z żoną w Warszawie. Jak pisze autorka wspomnień, oboje dobrze się bawili. „Przemieszczali się od Fukiera do Złotej Kaczki i ze Złotej Kaczki do Europejskiego, oglądając rewie i operetki…  Może czuli, że tańczą na wulkanie?”.

„Piękny Porucznik”, jak o nim mówiono wśród sąsiadów, był uczestnikiem Pielgrzymki Ziemian na Jasną Górę w 1936 roku. Nie znosił religijnej ostentacji, ale miał wiarę. Typowo polski przypadek człowieka pełnego energii, inicjatywy, pogody ducha, rodzinnego, ufnego w opiekę Bożą, „do tańca i do różańca”.

Miał czterdzieści lat, gdy stanął oko w oko z rzeczywistością napaści Hitlera na Polskę.

Ksawery Karśnicki z żoną Wandą z Orzechowskich
Ksawery Karśnicki z żoną Wandą z Orzechowskich

Wcześniej nie chciał przyjmować do wiadomości informacji o nadciągającej wojnie. Żył planami rozwoju hodowli koni, unowocześniania majątku, starannie, pod opieką domowych nauczycieli, kształcił dzieci. Nie wierzył, że wojna może wybuchnąć. Podśmiewał się z „ludzkiej histerii” i oburzał na „psychozę wojenną”. 31 sierpnia wyjechał beztrosko na całodobowe polowanie. 1 września o świcie ustrzelił w tzw. Mokrym Lesie pięknego jelenia. W chwilę potem, jak pisze jego córka, usłyszał detonacje. Niemcy bombardowali Wieluń.

2 września, po zabezpieczeniu transportu do Lwowa najlepszych koni z majątku, pożegnał się z bliskimi. Dwunastoletnia córka patrzyła jak wkłada swój mundur oficera rezerwy 15 pułku ułanów i rogatywkę ze szkarłatnym otokiem. „… brzęcząc szablą i ostrogami wyszedł z pokoju (…) skupiony i już daleki…” . „ W drzwiach holu zatrzymał się na moment, zasalutował i w następnej chwili siedział już w swojej limuzynie obok szofera Jarugi. Samochód szybko zniknął za bramą wjazdową”.

Między jego pokpiwaniem z ludzi przejętych nadciągającą katastrofą a natychmiastową decyzją wyruszenia na front – nie czekając na rozkaz, jeszcze bez wezwania dowództwa – upłynęła niecała doba.

3 września wrócił do domu, odesłano go z pułku stanowczo nakazując czekanie na wezwanie ze sztabu.

4 września, wobec zbliżających się do domu niemieckich oddziałów zarządził natychmiastową ewakuację dzieci wraz z krewnymi i podopiecznymi, za Wisłę.

„Przygotowania do drogi było błyskawiczne”, pisze Teresa Karśnicka – Kozłowska. „Mamusia skreśliła nam znak krzyża na czole, ojciec ucałował pierworodnego i dał mu sygnet; każdą z nas [trzech sióstr – EPP] podniósł wysoko, wysoko do wysokości swojej głowy i powiedział: Bądź dobrą Polką! …Odjechaliśmy w ciemną noc” .

5 września – według relacji żony Wandy, ponownie włożył mundur, wziął swą szablę ułańską, broń krótką i sztucer myśliwski. Tym razem powiedział nieco więcej: że ostatnią kulę zachował dla siebie. „Pożegnał obie babcie i mamusię”, pisze córka, „która zawiesiła mu na szyi ryngraf z Matką Boską i patrzyła jak wskakuje na wierzchówkę Gardę, aby przyłączyć się do pierwszego napotkanego oddziału”.

Wanda Karśnicka z synem Antonim
Wanda Karśnicka z synem Antonim

Tego samego dnia żona otrzymała wiadomość od ordynansa, że został wcielony do pułku kawalerii.

7 września jedna z kuzynek widziała go w konnej grupie zwiadowców w okolicach Warszawy. „Podjechał do niej, pożegnał się i prosił o przekazanie Wandzie ostatniego przesłania słowami, że jak się ma tak wielki skarb, to docenia się go w pełni wówczas, gdy się go traci”.

Brał udział w bitwie nad Bzurą. Nie wrócił nigdy do domu. Rodzina nie znalazła miejsca pochówku.

W bitwie zastąpił generałowi Grzmotowi – Skotnickiemu (z którym był spowinowacony) kierowcę, który poległ. Najprawdopodobniej razem z nim zginął od bomby.

W listopadzie 2003 otrzymałam list od córki pana Hałaszkiewicza, który był w Siemkowicach sekretarzem gminy i z panem Ksawerym Karśnickim chodził na polowania. Autorka dobrze znała jedną z jego córek, Marię, wygnaną z rodzinnego domu i mieszkającą po wojnie w Częstochowie. Jakiś uparty rodzaj pamięci – coś w rodzaju bolącego i bardzo wrażliwego miejsca, które mimo okładów i smarowań wciąż daje znać o sobie – przecież minęło już tyle lat!  – o ludziach, których już nie ma, kazał tej pani pobłogosławić mnie za to, że tę rodzinę przypominam (pisałam o niej w  prasie). Nie ma ich, a nie sposób ich zapomnieć.

 Polska – bastion cywilizacji

„Płacimy wysoką cenę w Wielkiej Brytanii za nasze zaniedbania i naszą ignorancję wobec kultury katolickiej. Ignorancja ta wpływa negatywnie na całą naszą politykę i w żadnym obszarze nie jest ona tak ewidentna jak w sprawie Polski”, słowa te napisał angielski pisarz Hilaire Belloc w październiku 1939 roku, gdy Polska samotnie zmagała się z dwoma najeźdźcami, Niemcami i Rosją.**)

Belloc z przerażającą jasnością uświadamiał sobie konsekwencje zdrady Polski i próbował nazwać jej przyczyny. „Większość  Anglików (w  tym, oczywiście, polityków) nie ma pojęcia o historii Polski ani o roli, jaką Polska odgrywała również współcześnie, od czasu zaborów”.

Tak właśnie napisał brytyjski pisarz, znany ze swojego katolicyzmu: „od czasu zaborów”.

Feliks Koneczny opisał w jednym ze swych dzieł początek rozbiorów Polski, słynną Rzeź Pragi, dokonaną przez armię carycy. Niebywałe okrucieństwa popełniane na ludności cywilnej, w tym na dzieciach i na zakonnikach, Bernardynach. „Nie uszanowali nawet grobów. Między innymi padł ofiarą rozbestwienia żołdackiego grobowiec hetmana Czarnieckiego w Czarncy. Rotmistrz rosyjski roztłukł trumnę metalową, czy nie znajdzie przy zwłokach jakich kosztowności. Rotmistrz!

Co to za cywilizacja?

Nie nasza, nie łacińska; ale też nie bizantyńska, ani nie żydowska. Były to objawy cywilizacji turańskiej, tej, która dała się historii polskiej we znaki w najazdach mongolskich, tatarskich, w wojnach kozackich, i w pełnej zniszczenia i okrucieństw wojnie moskiewskiej za Jana Kazimierza. Niestety, cywilizacja turańska, wtargnąwszy do Polski ponownie podczas rozbiorów, nie miała już z niej wyjść”.

Ksawery Karśnicki z żoną, teściową i dziećmi na schodach pałacu w Karszewie
Ksawery Karśnicki z żoną, teściową i dziećmi na schodach pałacu w Karszewie

„Niejasne wyobrażenie, jakie mogły posiadać na ten temat [roli i historii Polski – EPP], osoby lepiej wykształcone, ograniczało się do uogólnienia, zgodnie z którym Polska była pod jarzmem Rosjan”, kontynuuje myśl Hilaire Belloc. ”Kwestią ledwie pamiętaną  i nigdy należycie nie podkreślaną było to, że planowany mord Polski został zainicjowany przez Prusy. W ogóle nie doceniano faktu, że Polska jest bastionem cywilizacji we Wschodniej Europie.

Ledwie zdawano sobie sprawę z tego, że najważniejszą rolę odgrywa w tym polska religia. Ponosimy teraz konsekwencje tej skumulowanej ignorancji: wskutek naszego niezrozumienia  Europy pomogliśmy Prusom uzbroić się na nowo, przez co próba mordu Polski została wznowiona”.

Te słowa miały wstrząsnąć sumieniami anglosaskich polityków i przywódców wojskowych tzw. wolnego świata w progu ostatniej wojny. Nie wstrząsnęły. Angielski pisarz pozostał samotny w swej niezwykle realistycznej diagnozie. Ale zarazem zapowiedział, że to co zaplanowano wobec Polski będzie krótkotrwałym zwycięstwem nad jej wolnym duchem. Zasadnicze zaś skutki poniesie cały Zachód, który utraci swoją cywilizację.

„Próba ta się nie powiedzie”, przepowiadał Belloc, „ale skutków, jakie tymczasowy upadek Polski będzie miał na całą Europę, nie zrozumiał dotąd żaden angielski polityk ani żaden z wiodących publicystów. Skutki te będą doprawdy koszmarne.

Pierwszy z nich już jest widoczny. Bliźniaczy wrogowie naszej cywilizacji uścisnęli sobie dłonie nad wyczerpanym ciałem Polski.

Siła i liczebność naszych wrogów niesłychanie przez to wzrosła.

Jest oczywiście prawdą, że bolszewicki rząd okazał się nieudolny w większości obszarów swojej polityki wewnętrznej, i że jego ludność nie potrafi obsługiwać maszyn, lecz  same  liczby, sam potencjał rekrutacyjny lub choćby wielkość rezerw wyszkolonych mężczyzn rzucanych teraz do walki przeciw nam muszą robić wrażenie.

Jak długo Polska nie jest brana pod uwagę w tej wojnie, nie istnieje żadna chrześcijańska siła, która mogłaby wesprzeć nas w stawianiu oporu…”.

We wszystkich naszych działaniach będzie wciąż obecna Polska

Hilaire Belloc, gorący angielski patriota i katolik, odsłania nieuchronne następstwa owej

Witold Pilecki z żoną Marią
Witold Pilecki z żoną Marią

typowej dla Brytyjczyków „głębokiej ignorancji” i „pogardy wobec kultury katolickiej”.

„Polska jest testem dla Europy. Odrodzenie i zachowanie silnego i niepodległego państwa polskiego jest i musi być najważniejszym z naszych politycznych celów w strasznej walce, której zmuszeni jesteśmy stawić czoła”.

Dlaczego tak ma się sprawa z Polską? Belloc wymienia powody:

„Powodem ogólnym jest to, że Polska stanowiła, na północ od Alp, jedyną przeciwwagę dla dominacji sił niemieckich”. Powód szczególny, to paląca kwestia „przywrócenie publicznego prawa w Europie”.

Bo jeśli „traktaty mogą być bezkarnie zrywane”, zauważa Belloc, „a solenne przysięgi mogą być samowolnie łamane w chwilę po ich złożeniu  –  oznacza to koniec naszej cywilizacji.

Jeśli niepodległe państwa europejskie będą siłą niszczone poprzez zachcianki ich silniejszych sąsiadów  –  Europy nie będzie.

Działania Rzeszy niemieckiej i tyranii sowieckiej mają charakter anarchistyczny.

Głównym i trwałym przykładem tych anarchistycznych zapędów było podjęcie próby zniszczenia Polski poprzez nagły atak, nie poprzedzony wypowiedzeniem wojny.

Warunkiem zapewnienia ciągłości naszej cywilizacji jest pokonanie autorów tej zbrodni. Być może nie zdołamy tego uczynić.

Jeśli tak się stanie, upadnie również cała nasza kultura. We wszystkich naszych działaniach, zakończonych sukcesem lub porażką, będzie wciąż obecna Polska”.

Hilaire Belloc widział oczami duszy całą sekwencję nadciagających wydarzeń. Miał oczy szeroko otwarte i sprawny umysł. Rozumiał i czuł historię kontynentu i miejsce, jakie w niej zajmuje Polska. Czy dzisiejsze wystawy artystyczne – np. ostatnia, w Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie, i to otwarta na chwilę przed 11 Listopada (symboliczna wymowa tego faktu nie powinna ujść niczyjej uwadze) –  nie potwierdzają w całej rozciągłości jego proroctwa? Tak, upadła również na samo dno kultura europejska – Warszawa jest tylko bladym odbiciem tego zjawiska znanego w skali kontynentu. Napaść na odrodzone po rozbiorach państwo polskie – bolszewików w 1920, Niemców i Sowietów w 1939 –  był pierwszym straszliwym akordem przygotowującym jej całkowitą ruinę.

Rotmistrz Witold Pilecki
Rotmistrz Witold Pilecki

„Jeszcze nie tak dawno temu nawet najlepiej wykształcony człowiek w Europie Zachodniej wyśmiałby tezę, zgodnie z którą załamanie się jedności naszej dawnej religii po okresie reformacji było początkiem wszystkich naszych tragedii”, pisze z gorzką satysfakcją H. Belloc.

„Nawet dzisiaj, gdy ludzie zaczynają jaśniej postrzegać historię i jej konsekwencje, większość z nich ma wciąż problemy ze zrozumieniem, że  odbudowa i utrzymanie jedynego żarliwie katolickiego narodu jest kwestią kluczową dla nas wszystkich….(…) uświadomienie sobie tego, co powinno być oczywistością, nie może być już dłużej odwlekane”.

Pisząc te słowa Hilaire Belloc nie znał jeszcze życiorysu Rotmistrza Witolda Pileckiego (herbu Leliwa). Nie mógł słyszeć o jego bohaterstwie w 1920 roku, o obronie Ojczyzny w 1939, o dobrowolnym pobycie w Oświęcimiu, o jego zasługach dla Państwa Podziemnego i dla ukazywania prawdy o zbrodniach niemieckich, której Zachód tak długo nie potrafił przyjąć. O torturach i śmierci, jaką zadali mu cztery lata po wojnie stalinowscy oprawcy –  takiej, jaką zadaje się najgorszemu zbrodniarzowi w państwach, gdzie nienawidzi się Boga, gdzie nie ma miłosierdzia, gdzie króluje plemienna zemsta, a prawo jest rzeczywistością nieznaną. Takie państwo zbudowano nad Wisłą po zniszczeniu i upokorzeniu odrodzonej w 1918 roku Rzeczypospolitej.

Belloc nie mógł też nic wiedzieć o radach, jakie Witold Pilecki dawał swojej żonie Marii. W grypsach pisanych w celi stalinowskiego więzienia prosił, by w chwilach trudnych zawsze czytała Tomasza a Kempis, „O naśladowaniu Chrystusa”.

Feliks Koneczny nie miał wątpliwości –  i to na wiele lat przed wybuchem ostatniej wojny –  co do tego, czym jest wolna Polska dla Europy. Wbrew potocznym opiniom –  jakże płaskim i zarazem jakże wygodnym dla naszych gorliwychopiekunów i protektorów –  że „sami zasłużyliśmy na rozbiory”, że były one „sprawiedliwą karą” za nadużycia wolności w I Rzeczypospolitej, wybitny historyk przypomina niepopularną, a nawet ukrywaną w wielu naukowych publikacjach prawdę, że

„Polska przestała jako państwo istnieć wtenczas właśnie, gdy była w pełni wspaniałego odrodzenia: kiedy nie brakowało jej ani oświaty, ani sprawiedliwości społecznej, kiedy obywatele jej byli gotowi przelewać krew w jej obronie, powiększając ciągle wojsko, podwyższając podatki a zrzekając się najzupełniej wszelkiej >złotej< wolności, pozostawiając te tylko swobody obywatelskie, które potrzebne są zawsze, by zachować godność ludzką w obywatelach i wzbudzać serdeczne zajęcie dla sprawy publicznej”.

Upadliśmy, podkreśla prof. Koneczny, nie z własnej winy, bo nastąpiło to wtedy, „kiedyśmy się z win oczyścili”.

Jaka więc była przyczyna?

Taka właśnie, jaką zdefiniował w swojej nieubłaganie logicznej analizie czterdzieści lat później Hilaire Belloc –  i z jaką całkowicie zgodna jest ocena naszego historyka .

„Jedyną przyczyną upadku Polski jest upadek zupełny chrześcijańskich zasad w polityce europejskiej, zachłanność i grabież sąsiadów”, podkreśla prof. Koneczny.

  Wraz z Polską ocalejemy lub zginiemy

„Wszystko będzie zależało zatem od tego, czy uda nam się sprawić, że Polska się odrodzi” – H. Belloc u progu ostatniej wojny z tą jedną jedyną sprawą wiązał całą swoją nadzieję na pokonanie anarchistycznego zła w Europie!

Porucznik Ksawery Karśnicki
Porucznik Ksawery Karśnicki

Angielski myśliciel wiedział doskonale, że przypadek Polski, miażdżonej na oczach niemego świata przez dwie potęgi, ogarnięte ideologicznym szaleństwem (o wspólnym korzeniu), nie jest jedynie odosobnionym epizodem politycznej sceny XX wieku, historycznym incydentem bez większego znaczenia.

Dlatego też prawdziwe odrodzenie polskiego państwa (siedemdziesiat lat po wojnie!) – o które walczy dziś samotnie PiS – nie rozegra się dzięki „kultowi przeciętności”, jaki starają się zaszczepić w Polakach wspólnym wysiłkiem: szkoła, upadające wyższe uczelnie, media i cała oficjalna kultura, pozbawiona chrześcijańskiego oblicza, wspierana przez państwo oraz niezliczone zastępy sponsorów i dobroczyńców (rzecz jasna całkowicie bezinteresownych). Potrzebny jest duchowy i intelektualny przełom – nie emocje, na których wygrać można dowolną melodię. Nie wystarczą anarchistyczne hasełka i uliczne burdy, tak łatwo wzniecane w łatwowiernym tłumie, nie wystarczy „kultura medialna”, nie wystarczą przedstawienia i ładnie modulowane głosy. Potrzebna jest odwaga nazywania rzeczy po imieniu. Potrzebne jest prawo bez dwuznaczności, luk, sofistycznych pułapek i mielizn. Takie, do którego odnieść można określenie „majestat” i „godność” prawa. Prawo, które było kiedyś fundamentem naszej cywilizacji, a bez którego nie ma mowy o suwerenności.

„Jeśli nam się to nie uda, będzie to oznaczało, że zatriumfowały siły niszczące wszystko, dzięki czemu i dla czego żyjemy”, przestrzegał Amerykanów i Anglików Belloc.

„Nasi potomkowie nie będą mogli nazywać siebie dłużej ludźmi cywilizowanymi, spadkobiercami Cesarstwa Rzymskiego i Grecji, których dziedzictwo przetrwało dzięki sile i tradycji Kościoła katolickiego”.

„Doniosłość tej sprawy czyni ją trudną do uchwycenia. Stwierdzenie to wydaje się do tego stopnia przesadzone, że brzmi ono niewiarygodnie, jednakże jest do bólu prawdziwe.

Wraz z Polską ocalejemy lub zginiemy i słowo >my< oznacza całą naszą sztukę, literaturę, filozofię, całe to wspaniałe, obecnie zagrożone dziedzictwo”, kończy swój wywód angielski pisarz.

Tajemnica śmierci Rotmistra Pileckiego, czy Porucznika Karśnickiego – toutes proportions gardées –  to także (pozornie tylko niewiele znaczący) fragment tajemnicy Polski. Zagadki nie do rozwikłania dla ludzi z nikąd, dla wszystkich pozbawionych gruntownej znajomości historii, także dla słabo wykształconych cudzoziemców oraz dla innowierców. Zagadki setek i tysięcy wyborów dokonywanych w jednej chwili przez ludzi bardzo młodych, dzieci prawie, i tych w pełni sił. Wyborów ludzi, którzy stawali oko w oko z barbarzyńcą niemieckim i sowieckim, których cele były zawsze te same i zawsze o wiele bardziej dalekosiężne niż tylko grabież i polityka. Zniszczenie Polski to zniszczenie cywilizacji łacińskiej w Europie.

Rotmistrz Witold Pilecki z żoną Marią i córką Zofią
Rotmistrz Witold Pilecki z żoną Marią i córką Zofią

Ci młodzi i ci w pełni sił Polacy nie mieli wątpliwości, czy ratować siebie, swój majątek, luksusowe nieraz dobra – zabytkowe siedziby, dzieła sztuki pozostawione w domach, wypieszczone konie pełnej krwi – czy też skromne wiejskie gospodarstwa wraz z inwentarzem, trwając jednocześnie przy najbliższych, których uważali za swój wielki skarb, czy też własnym ciałem i największym wysiłkiem umysłu i woli bronić tego skarbu, który nazywa się Ojczyzna. A który jest dobrem wszystkich rodaków, dobrem przede wszystkim duchowym – rodziny są częścią tego dobra. Chronić to wielkie dobro, które pochodzi od Boga, przed śmiertelnym zagrożeniem. Tak narodziło się w czasie ostatniej wojny Polskie Państwo Podziemne, stąd wzięło się Powstanie Warszawskie. Tak zrodził się WiN.

Dziś w Polsce dominują w publicznej sferze ludzie z nikąd .

Jaką stworzą Polskę? Zastąpili dogmaty opiniami, altruizm interesami, wiarę ideologią. Prawdę, wyrażającą się w pięknym języku polskim, bełkotem. Nie potrafią o nic walczyć. Potrafią się do wszystkiego dostosować. Nie są to spadkobiercy naszej cywilizacji.

Ideolodzy nacjonalistyczni – a nacjonalizm jest dzieckiem rewolucji – próbują ukształtować sobie w Polsce motłoch, by móc w nim zaszczepiać płaską mentalność kupiecką, obcą polskości. A wraz z nią antysemityzm i inne rodzaje nienawiści. (Prawdziwy Polak – katolik nigdy nie podniósłby ręki na Żyda, nie nienawidziłby obcego, cudzoziemca, czy człowieka, który wyłamuje się z zachowań stadnych i ze stadnego myślenia; nie piętnowałby też nigdy zamordowanego prezydenta swojego kraju, nie wyśmiewałby się z przywódcy opozycji, nie mówiłby o jego wzroście).

Ludzie znikąd są różni. Jedni mają coś z mentalności wschodniej i uwielbiają zabawy plemienne (uważają na przykład, że trzeba się unurzać w złu, by zasłużyć na miano „bohatera”, „idola”…), inni są typowymi drobnomieszczanami i bliska jest im mentalność i kultura niemiecka (choć nigdy by się do tego nie przyznali). Jeszcze inni czują się „intelektualistami” albo „artystami” i najbardziej odpowiada im postmodernizm ze swoim infantylizmem, głupotą i epatowaniem jarmarcznością – zawsze na sprzedaż, za bardzo duże pieniądze.

Tych ludzi znikąd, czyli bez tożsamości, bez wykształcenia, bez przodków, bez przeszłości, bez kultury  – pochodzących z różnych geograficznych i politycznych stron, ludzi, którzy utracili bezpowrotnie swoje ojczyzny, co tak trafnie przepowiedział Hilaire Belloc – łączy jedno:

Polska – jej kultura, wiara, tysiącletnia historia – to dla nich wszystkich problem.

Problem, który trzeba przeciąć. Zbyt bowiem ostro demaskuje ich słabość. I fałsz, z którym się związali.

______________________________

*) Teresa Karśnicka – Kozłowska „Dawniej niż wczoraj”, wyd. Arcana

**) Hilaire Belloc, wystąpienie opublikowane 28 października 1939 roku w Stanach Zjednoczonych, tłum. Izabella Parowicz (za portalem Rebelya)

***) Cytaty Feliksa Konecznego pochodzą z książki „Święci w dziejach narodu polskiego”


Ewa Polak-Pałkiewicz

Źródło: http://ewapolak-palkiewicz.pl/niecierpliwosc-porucznika/ , 11.11.2013

Przeczytaj więciej artykułów pani Ewy Polak-Palkiewicz  >   >    >  TUTAJ  

POLISH CLUB ONLINE, 2013.11.14

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek