Julia M. Jaskólska: Banki w czepku urodzone


Julia Maria Jaskólska. Fot. jmj
Julia Maria Jaskólska. Fot. jmj

To jest ten kryzys czy go nie ma? Zależy gdzie ucho przyłożyć. Pierwsze półrocze 2013 r. bankom przyniosło wyniki najlepsze od pierwszej połowy 2008 roku. Na przykład taki Citi Handlowy zarobił na czysto 656 mln zł i zysk ten był wyższy aż o 38 proc. niż przed rokiem. Od 2011 roku banki w Polsce osiągają rekordowe w historii wyniki. Dane Urzędu Kontroli Nadzoru Finansowego za II kwartał 2013 roku pokazują, że zysk netto banków był o ponad 7 proc. wyższy niż rok wcześniej. W okresie od stycznia do września tego roku sektor bankowy zarobił netto 11,79 mld złotych. W całym roku 2012 było to odpowiednio 16,21 mld zł., a rok wcześniej 15,7 mld zł. Świetnie by było gdyby to prosperowanie banków przynosiło jeszcze jakiś pożytek naszej gospodarce. Tak jednak być nie może, ponieważ zdecydowana większość banków ma zagranicznych właścicieli.

Jak w kraju postkolonialnym

Według prof. Witolda Kieżuna „na 63 banki tylko 3 są polskie, w tym tylko 1 bank ma 100 proc. polskiego kapitału. A zyski banków sięgają 15 mld zł rocznie.” „W tej chwili mamy status ekonomiczny podobny do statusu krajów pokolonialnych. W zbyt dużym stopniu działamy na rzecz obcego kapitału, który co roku wyprowadza miliardy złotych zysku z naszego kraju. (…) W Niemczech jest 6 proc. zagranicznych banków, we Francji 10 proc., w Danii ok. 20 procent. Podstawowe źródło finansowania, kredytowania znajduje się tam w rękach rodzimych placówek, zainteresowanych rozwojem własnego kraju. To daje możliwość prowadzenia samodzielnej polityki finansowej, którą suwerenne państwo musi prowadzić.”- ocenia Kieżun.

Banki w rękach obcego kapitału, które zostały sprzedane po zaniżonych cenach, to jeden z owoców tzw. transformacji. Co z tego, że – jak podkreśla w artykule pt. „Suwerenność finansowa – polska racja stanu i interes narodowy” Stanisław Adamczyk z SGH – „celem banków znajdujących się na obszarze RP powinno być kierowanie znaczącej części strumieni pieniężnych w obszary zgodne z polską długoterminową strategią gospodarczą (np. na rozbudowę polskiego przemysłu). Sprywatyzowanie krajowych banków i oddanie kontroli nad nimi obcym ośrodkom decyzyjnym odebrało narodowi polskiemu władzę gospodarczą na terenie własnego terytorium. Poddanie tych decyzji zagranicznej kontroli uniemożliwia działania zgodne z polską racją stanu.“

Żyła złota

Banki zarabiają głównie na kredytach. A te słono kosztują, jak na przykład kredyty hipoteczne, których oprocentowanie jest u nas wysokie. W porównaniu do innych krajów europejskich jesteśmy tu w niechlubnej czołówce. Według danych Eurostatu za III kwartał 2012 r. średnie oprocentowanie kredytu mieszkaniowego w Polsce wynosiło 7,43 proc., podczas gdy w „biednych“ Niemczech 2,97, a w dotkniętej kryzysem Grecji 3,27.

Banki liczą sobie do tego najróżniejsze prowizje, opłaty za prowadzenie rachunku, za przelewy, za wypłaty z bankomatów, za aneksy do umowy kredytowej po 300 złotych, jak opowiadała mi znajoma tyle jej zaśpiewano za wypisanie świstka, czy po kilkadziesiąt złotych za zwykłe listy do klientów z przypomnieniem, że konto jest za długo na minusie. Do tego dochodzi wciskanie klienteli produktów w ramach wyrabiania normy sprzedaży przez pracowników banku, jak na przykład klientowi, który wziął kredyt gotówkowy wysokości 60 tys. złotych ubezpieczenia tego kredytu za … 17 tys. złotych.

Pod ochroną rządu

Aby tego strumienia zysków broń Boże nie uszczuplić, przecież to nie są jacyś polscy przedsiębiorcy, sektor bankowy dostał na początku zeszłego roku jeszcze prezent od koalicji PO-PSL, której posłowie odrzucili w Sejmie projekt ustawy o podatku bankowym. Gdyby taki podatek wprowadzono i stawka tego podatku wynosiłaby 0,39 proc. aktywów posiadanych przez bank, to z całego sektora bankowego w skali roku wpływałoby do budżetu ok. 5 mld zł.

Koalicja wolała jednak zamiast podatku bankowego podwyższyć wtedy VAT do 23 proc. i uderzyć w najbiedniejszych. Teraz woli zrobić skok na OFE, by łatać budżet, niż sięgnąć do głębokich kieszeni zagranicznych właścicieli banków. Są więc wysokie podatki dla przedsiębiorców, podwyższony wiek emerytalny, jest dziadowska służba zdrowia, bankrutujący ZUS i jednoczesne darowanie lekką ręką miliardów podatku bogatemu sektorowi bankowemu.

Egzekucja jak w latach stalinowskich

A to nie koniec dobrodziejstw dla banków ze strony rządu. Jest jeszcze przecież bankowy tytuł egzekucyjny. To nieistniejące w innych krajach prawne narzędzie represji państwa wobec własnych obywateli ma rodowód stalinowski i zostało wtedy wprowadzone pod nazwą bankowego tytułu wykonawczego. Według Pawła Budrewicza, eksperta z Centrum im. Adama Smitha, BTE to „arbitralne prawo z pogranicza władzy.”

W sprawach bank-obywatel działają sądy kapturowe: bank jednostronnie wystawia BTE i w ciągu trzech dni na zamkniętej sesji sądu bez wiedzy i udziału klienta banku uzyskuje tzw. klauzulę wykonalności. Sąd nie bawi się w takie drobiazgi jak sprawdzenie, czy w danym przypadku bank nie dopuścił się fałszerstw i czy jego roszczenia są zasadne, co go bowiem obchodzi że represje dotkną czasami Bogu ducha winnych ludzi? Sąd robi swoje, czyli stoi na straży interesów banku, który po otrzymaniu egzekucji idzie z nią do komornika. Jaka jest skala tego procederu? Obecnie zadłużenie Polaków wynosi około 40 miliardów złotych i liczba postępowań egzekucyjnych stale wzrasta. Według posła Przemysława Wiplera w 2008 roku było ich niecałe dwa miliony, ale w zeszłym roku już około pięciu milionów.

Banki są jednak ponad prawem. Nie przejmują się np. krytyką ze strony rzecznika praw obywatelskich, który po raz kolejny wskazał na nieprawidłowe wykonanie obowiązków egzekucyjnych przez banki. W piśmie do ministra finansów zarzuca, że pozbawiają one właścicieli kont środków do utrzymania wskutek prowadzonej z rachunku bankowego egzekucji długów. Banki pomijają ograniczenia mające na celu zapewnienie dłużnikowi minimum egzystencji. We wcześniejszym wystąpieniu do ministra finansów (z 29 lipca) RPO wskazywał, że banki dokonują blokady na wszystkich rachunkach należących do podatnika do wysokości egzekwowanej np. przez naczelnika urzędu skarbowego kwoty, nawet gdy na jednym z kont są wystarczające środki na uregulowanie należności.

Ręka rękę myje

Bój o bankowy tytuł egzekucyjny wskazuje, że mamy kolejną świętą krowę. To finansjera i zagraniczne banki nastawione na maksymalny zysk, które dyktują decyzje polityczne i gospodarcze. Jak podkreśla finansista Jerzy Bielewicz wskazuje na to m.in. skład Rady Gospodarczej przy Premierze RP, której większość członków wiąże swoją przyszłość z ponadnarodowymi instytucjami finansowymi.

Nie jest więc zaskoczeniem, że rząd Donalda Tuska stanął w obronie banków i zablokował likwidację BTE. Co z tego, że sejm będący reprezentantem narodu przegłosował zakładającą to nowelizację Prawa Bankowego w pierwszym czytaniu i skierował ją do prac w komisjach, skoro premierowi i ministrowi Jackowi Rostowskiemu z tą decyzją jest nie po drodze. W rezultacie poselska inicjatywa nie trafiła w ogóle pod obrady rządu, a Platforma zapowiedziała, że w Sejmie zgłosi wniosek o odrzucenie likwidacji BTE.

Julia M. Jaskólska
jakuccy.pl 

Tekst opublikowany pierwotnie na portalu prawy.pl

Za: http://jakuccy.pl/banki-w-czepku-urodzone/?lang=pl , 15.11.2013

Autorka: Filozof, publicystka, m.in. „Nasz Dziennik”, Radio Maryja, „Miejsca Święte”, „Kurier Codzienny” (Chicago)

Przeczytaj więcej artykułów Julii M. Jaskólskiej   >   >   >   >  TUTAJ

POLISH CLUB ONLINE, 2013.11.15

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek