Dr Jerzy Jaśkowski: Chcecie mieć raka, skrobcie się baby.


„Standardy nie są dogmatami”
prof. T. Tołoczko [Menadżer Zdrowia]

Dr Jerzy Jaskowski. Fot. Inter.
Dr Jerzy Jaskowski. Fot. YT

W okresie ostatnich 15 lat zasady leczenia przeszły całkowicie z rąk lekarzy w ręce, najczęściej niewykształconych, urzędników. Wystarczy sprawdzić na stronach internetowych wykształcenie radnych, czy posłów, aby zauważyć, że większość spośród nich posiada licencjaty z takich nienaukowych przedmiotów, jak socjologia, politologia, psychologia etc. Przypomnę, że licencjaty, to dawniejsze kursy pomaturalne, zmienione arbitralną decyzją Ministerstwa zwanego Oświatą na wyższe studia, w celu poprawienia statystyk z jednej strony i spowodowania większego zamieszania z drugiej strony. W podawanych życiorysach, także akcentują bardzo stanowiska służbowe, a nie wykształcenie.Taki częściowo wyedukowany osobnik będzie zawsze posłusznym wykonawcą poleceń idących z góry. Czyli są to zasady bizantyjskiej cywilizacji wprowadzane praktycznie. Typowa piramida władzy. Jak to wspaniale przedstawił prof. B. Wolniewicz – „masa ciągnie w dół”.

Osobnicy ci, dla ukrycia swojej niewiedzy, czyli nie kompromitowania się, co widać wyraźnie u niektórych przedstawicieli  rządowych i dla zapewnienia sobie świętego spokoju, realizują tylko i wyłącznie zlecenia i dyrektywy idące z góry. W ten sposób są kryci.

To powoduje, że lekarze nie leczą, a wypełniają wytyczne NFZ. Procedury wymyślane przez urzędników NFZ tak się mają do prawidłowego leczenia, jak pięść do nosa. Wystarczy podać proste przykłady: lekarz tzw. pierwszego kontaktu nie ma prawa wydać skierowania na badanie hormonów tarczycy, musi to zrobić specjalista. Kolejki oczekiwania na przyjęcie do endokrynologa, to przeciętnie 6 miesięcy. Po katastrofie w Czarnobylu lawinowo wzrosła liczba chorych w Polsce. Ani Ministerstwo Zdrowia, ani żadna inna instytucja nie pomyślała, że trzeba zwiększyć liczbę endokrynologów. Ograniczenia wprowadzane dla lekarzy rodzinnych stanowią istotną barierę w leczeniu chorych. Lekarz rodzinny nie ma prawa wydać skierowania na badanie witaminy D. Awitaminoza D jest stwierdzana u 95% Polaków. Czyli procedury opracowywane przez NFZ sprowadziły lekarzy rodzinnych do poziomu dawniejszych felczerów.

Z kolei urzędnicy NFZ, aby być krytymi, opierają się na ludziach, których nazywają ekspertami. Oczywiście sami ich przedtem wybierają. Wybierają z kręgu znanych sobie osób, z prostego powodu, bo innych nie znają.

Sprawę utrudnia jeszcze brak piśmiennictwa naukowego w Polsce. Do 1990 roku mieliśmy ok. 2000 tytułów w nakładzie prawie 10 000 000 egzemplarzy. Obecnie  mamy pod nazwą „czasopisma naukowe” reklamówki przemysłu farmaceutycznego. Oczywiście wybrani eksperci opierają się na drukowanych w nich pracach przede wszystkim dlatego, że sami nic nie publikują, a nawet jak coś napiszą, to muszą pisać pod wydawcę, ponieważ inaczej nie zostanie to wydrukowane.

Nawet takie znane i szanowane tytuły jak Polski Tygodnik Lekarski zmieniły nazwę na „Polski Tygodnik Lekarski Merck”. Jaki to polski tygodnik, jeżeli wydawcą jest koncern szczepionkarski?

Generalnie monopol wydawniczy posiada firma Elsevier, władająca 2460 tytułami. [ w Polsce przedstawicielem jest sp.Urban&Partner] Innymi słowy, o publikacji decyduje dział marketingu, a nie jakość pracy. I proszę zauważyć, że żadnemu towarzystwu naukowemu to nie przeszkadza. Wszelkie „autorytety” spokojnie to połknęły. Potwierdza to tezę pana prof. B. Wolniewicza o upadku nauki i uniwersytetów. A właściwie o całkowitym podporządkowaniu nauki administracji. Czyli cywilizacja bizantyjska w całej pełni. Takie są skutki „Mordów Katyńskich”. Skutki wymordowania 75% polskich profesorów, 56% polskich lekarzy, 28 % polskich inżynierów, po 70 latach nie zostały naprawione.

Nie jest to żadna nowość. W ten sposób przez kilka lat wszelkie czasopisma naukowe blokowały publikacje na temat katastrofy w Bophalu w 1984 roku. Już następnego dnia po tej katastrofie dr Arun Kumar Tiwari  [Bhopal University] odkrył po przeprowadzeniu analizy, że przyczyną zatrucia jest metyloizocyjanat i podał sposób ochrony przed nim. Niestety, pomimo wysłania pracy do 80 międzynarodowych czasopism, żadne nie zdecydowało się na publikację. A jedno wręcz odpisało, że jest za słabe, aby zadzierać z Union Carbide – właścicielem fabryki, w której nastąpiła katastrofa. Tak więc „głupie” 50 000 ludzi musiało umrzeć z powodu monopolu na informację. Widziałem te wszystkie pisma.

Bałtyckie Forum Ekologiczne VII Międzynarodowe Sympozjum. Listopad 1993.

O tyrani czasopism zwanych naukowymi pisze się coraz częściej. Ostatnio laureat nagrody Nobla z fizjologii i medycyny prof. Randy W. Scheckman wezwał do bojkotu  tzw. prestiżowych czasopism naukowych, zarzucając im m.in szkodzenie nauce. Jest to już kolejny głos w sprawie monopolu w nauce.

Moim zdaniem będzie to kolejny głos wołającego na puszczy, ponieważ uzależnienie środowiska naukowego od administracji, poprzez  tzw. punkty i granty, uniemożliwia samodzielne myślenie. Poza tym inne cechy cywilizacji azjatyckich, tj. mieć a nie być, determinują zachowanie ludzi.

Stąd takie ukrywanie się pod pojęciem poprawności politycznej tych wszystkich urzędników.  Doskonale to opisał  ks. dr Mariusz Sztaba w artykule pt.: „W oparach nonsensu i absurdu”

PT Autor opisuje dewiacje umysłowe odnośnie prawdy. Skupię się na relatywizmie poznawczym,wg którego prawda jest stopniowalna, zmienna i zależna od tego, kto i w jakich okolicznościach ją głosi.

Można to doskonale  prześledzić na tzw. „Wydarzeniach  Smoleńskich”. O ile tam ta tragedia już się odbyła i zmienić nic nie można, o tyle podobne dewiacje w medycynie, są przyczyną codziennych tragedii setek kobiet.

Ad rem.

Na początku XX wieku stworzono liczne  grupy tzw. feministek. Zadaniem ich miało być podobno zrównanie praw politycznych kobiet i mężczyzn. Oczywiście, że hasło to było typową fałszywą flagą, czego dowodzi sytuacja polityczna Szwajcarii, która do końca XX wieku, nie uznawała praw wyborczych kobiet i doskonale sobie z tym kobiety radziły [1990 r.]. Generalnie cały ten szum miał i ma na celu stworzenie dodatkowych klientów rozmaitych sklepów. Jak wiadomo pierwsze wykorzystanie komputerów  w praktyce, w latach 1948-52, było zainspirowane grantem Rockefellera, przeznaczonym na analizę zasad sprzedaży – kupna. Okazało się bowiem, że kobiety w 99.99 % reagują impulsywnie i emocjonalnie, kupując to, co jest „właściwie” reklamowane. Stąd zrównanie wynagrodzeń kobiet i mężczyzn doprowadziło do podwojenia liczby kupujących. Wystarczy przypomnieć, że przed 1939 rokiem zwykłego kolejarza stać było na to, żeby jego żona po porodzie miała służącą do pomocy. Natomiast w państwie robotniczo – chłopskim pracuje kolejarz, jego żona, a dzieci wychowuje ulica, czyli państwowe grupy indoktrynujące.

Niestety ta sama zasada występuje w medycynie. Hasła, że kobiety mogą wykonywać aborcje na życzenie, w odpowiednim opakowaniu, znalazły szeroki rozgłos. Przypomnę, że feministki w komunizmie, np. Kołłontaj w 1918 roku, po rewolucji w Rosji opracowała dekret, że wszystkie kobiety w wieku od 16 do 30 lat stanowią własność wspólną [niestety, dekret długo się nie utrzymał]. Kobieta „ma prawo rozporządzać swoim brzuchem”- to hasło widniało i widnieje na sztandarach feministek.

Dlaczego starsi i mądrzejsi wprowadzili ten cały ruch feministyczny na światło dzienne? Chyba nikt z czytających nie jest tak naiwny, by sądzić, że finansowanie i nagłaśnianie tego ruchu odbywało się za darmo, na tzw. piękne oczy.

Ktoś musiał pokrywać koszty tych  transparentów,  ktoś musiał je przygotowywać. Sławne ruchy wielkanocne, tzw. antyatomowe, były przecież ewidentnie finansowane przez Sowietów. Podobno w Holandii za sam udział w marszu otrzymywało się 10 guldenów, a za noszenie szturmówki, ale po jej zwrocie, otrzymywało się 15 guldenów.

Obecnie na Ukrainie, w Kijowie, za sam pobyt na tzw. Majdanie można otrzymać 10 euro. W przypadku dużego bezrobocia jest to bardzo konkretna kwota.

Sprawy te opisał doskonale Michael Jones w książce pod tytułem „Libido dominandi. Seks jako narzędzie kontroli społecznej” [wydawnictwo Wektory]. Więcej w artykule Jana Bodakowskiego na polishclubonline  z 23.09.2013 r.

W wielkim skrócie, teoria ta sprowadza się do twierdzenia: „Państwo, poprzez przejęcie kontroli nad życiem seksualnym obywateli, zyskuje nad nimi władzę w sferze, która jest ich najsłabszym punktem. Kontrola ta jest skuteczna dlatego, że nie jest postrzegana jako kontrola, tylko jako wolność”.

Jest to bez wątpienia prawda, co widać na rogach ulic, gdzie po 1990 roku, czyli po przemianach „politycznych”, lawinowo wyrosły sklepy i sklepiki z pornografią, opisywaną przez zasłużonych ekspertów, jako dopuszczalna edukacja.

Podobnie Ministerstwo Oświaty wprowadzając tylnymi drzwiami edukację seksualną do szkół podstawowych, wpisuje się w realizację tego programu.

Jest rzeczą pewną, że  przeszkodą dla wprowadzenia rządów tyranii jest: Kościół Katolicki i rodzina, czyli cywilizacja łacińska.

Stąd taka walka ze wszelkimi cechami tej cywilizacji i wprowadzanie wszędzie, gdzie się da, cywilizacji azjatyckich.

Stąd takie celebrowanie wszelkich ruchów „feministycznych”  w poszczególnych krajach . Stąd np. p. Nowicka, pomimo udowodnienia  finansowania przez organizację d/s aborcji Planned Parenthood, awansuje na wicemarszałka tego najweselszego baraku, jak mawiał  Jan Pietrzak.  Stąd obecność w telewizji, zwanej nomen omen publiczną, ciągłe prezentowanie dewiantów.

Ale za tym postępowaniem kryje się coś znacznie prostszego. Po prostu handel i zysk.

Nawoływanie do skrobanek pod hasłem „wolności mojego brzucha” wcale nie odnosi się do kobiet. Chodzi po prostu o łatwy materiał dla przemysłu farmakologicznego, kosmetycznego czy spożywczego.

P.S. Drzewiej lekarze wymieniali uwagi na tematy medyczne na stronach branżowych wydawnictw. Od ok. 20 lat brak polskich czasopism medycznych uniemożliwiających taką wymiane.̨ Jedynym sposobem   poinformowania społeczeństwa jest internet.

Rozpowszechnianie wszelkimi możliwymi sposobami jest jak najbardziej wskazane.

Dr Jerzy Jaśkowski
kontakt: [email protected]

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego > > > > TUTAJ  

POLISH CLUB ONLINE, 2013.12.19

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek