Magdalena Ziętek: Będziecie jako bogowie czyli o kapitalizmie raz jeszcze (w odpowiedzi Kamilowi Kisielowi)


Będziecie jako bogowie czyli o kapitalizmie raz jeszcze

(W odpowiedzi Kamilowi Kisielowi)1

boston-tea-300x183Mój tekst dotyczący stosunku konserwatyzmu do kapitalizmu spotkał się z odpowiedzią ze strony Kamila Kisiela. Nie będę ustosunkowywać się do poszczególnych zarzutów podnoszonych przez mojego adwersarza, gdyż poruszamy się na innych płaszczyznach analizy zjawiska kapitalizmu. Dla niego kapitalizm jest modelem ekonomicznym, który w mniejszym lub większym stopniu został zrealizowany w rzeczywistości. Moje podejście do kapitalizmu jest zgoła inne. Dla mnie kapitalizm jest konkretnym fenomenem społecznym, który wyrósł z określonych założeń ideowych, i polega(ł) na konkretnej praktyce społecznej. Jest to podejście historyczno-socjologiczne, połączone z filozoficzną analizą tego fenomenu.

Zacznijmy od tego, że kapitalizm traktuję jako jeden z elementów procesów modernizacyjnych, które rozpoczęły się we wczesnej nowoczesności, a obecnie w pełni się rozwinęły. Kapitalizm rozpatruję więc w ścisłym związku z całością procesów modernizacyjnych i staram się zbadać, jaką funkcję pełnił on w tychże procesach.

Moje twierdzenie, że kapitalizm nie jest do pogodzenia z konserwatyzmem wynika z mojej oceny istoty nowożytnej modernizacji, która doskonale została opisana przez Hegla. Zgadzam się z nim, że procesy modernizacyjne przebiegają według reguł dialektyki i mają charakter deterministyczny. Przede wszystkim, zgadzam się z jego oceną, że człowiek nie jest ich podmiotem, tylko przedmiotem, (czy wręcz produktem – używając języka lewicy heglowskiej). Zanim przejdę do wyjaśnienia tych twierdzeń, muszę krótko wyjaśnić, czym jest dla mnie konserwatyzm. W moim ujęciu konserwatyzm stoi na gruncie personalistycznej koncepcji człowieka, która zakłada, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, czyli został obdarzony wolną wolą i rozumem. Ponadto koncepcja ta zakłada, że prawdziwy rozwój człowieka jest możliwy tylko w oparciu o prawo natury, które człowiek jest w stanie poznać swoim rozumem. Koncepcja ta kłóci się więc z każdym determinizmem, jak również utylitaryzmem, które należą do istoty nowożytnych procesów modernizacyjnych.

Po tym krótkim wprowadzeniu przejdźmy do analizy funkcji kapitalizmu w procesach modernizacyjnych. Kapitalizm ściśle powiązany jest z pozostałymi elementami tychże procesów, czyli postępem naukowym, technicznym oraz społeczno-polityczną emancypacją. Istota postępu naukowego i technicznego, które dokonały się w nowożytności, została dokładnie przedstawiona przez F. Bacona w dziele filozoficznym pt. „Novum Organum” oraz w powieści pt. „Nowa Atlantyda”. W słowie wstępnym do polskiego wydania tej powieści, J. Szacki stwierdza, że jest to utwór bezcenny dla zrozumienia kultury, do której powstania F. Bacon przyczynił się jak mało kto: „Kultury, której podstawą jest wiara w nieograniczone możliwości nauki i techniki i szansę ich pełnego wykorzystania dla dobra ludzkości. Kultury, którą nazywa się zwykle kulturą nowoczesną. […] Utopia Bacona traktuje mianowicie nie tyle o tym, jak dzięki reorganizacji stosunków społecznych lepiej wykorzystać możliwości dane ludziom przez naturę, ile o tym, jak zbiorowym wysiłkiem te możliwości pomnażać, wydzierając naturze jej tajemnice i zwiększając ludzką nad nią władzę. Ten sposób myślenia był wśród dawnych utopistów zgoła wyjątkowy i zatriumfował dopiero w XIX wieku, przynoszącym dojrzałe owoce rewolucji przemysłowej. […] Najważniejsze i naprawdę oryginalne strony Nowej Atlantydy to opis Domu Salomona. […] Ów Dom Salomona to potężna instytucja, jakiej nie ma w innych utopiach, jeśli nawet ich autorzy przykładali do nauki wielką wagę. Instytucja, będąca ni to zakonem, ni to akademią nauk, ni to, jak mówi się w dzisiejszym żargonie, systemem placówek badawczo-rozwojowych. Jej celem jest «zgłębianie stosunków, zmian i sił wewnętrznych natury, tudzież rozszerzanie — jak tylko to będzie możliwe — granic władztwa ludzkiego nad nią». Można powiedzieć, iż celem Domu Salomona jest urzeczywistnianie takiej koncepcji nauki, jaką znajdujemy w innych pismach Bacona. Chodzi o zorganizowanie na wielką skalę procesu pomnażania wiedzy, służącej zaspokajaniu praktycznych ludzkich potrzeb”. F. Bacon, Nowa Atlantyda i Z Wielkiej Odnowy, Wydawnictwo ALFA, Warszawa 1995, s. 5-15.

F. Bacon ściśle powiązał ideę nauki z techniczną wynalazczością. Dla współczesnego umysłu wydaje się to czymś oczywistym, a wcale takim nie jest. Dla umysłu klasycznego celem nauki było bezinteresowne poznanie prawdy (theoria), produkowanie artefaktów natomiast było domeną działalności wytwórczej (poiesis). U Baconatheoria i poiesis zlewają się w jedno; od tej pory nauka staje się domeną rozumu instrumentalnego, a więc w pełni interesownego. Co więcej, jak słusznie zauważyła Hannah Arendt, od tej pory właściwym przedmiotem ludzkiego poznania staje się sam człowiek, a konkretnie jego możliwości twórcze. Można by wręcz rzec: stwórcze.

Postęp naukowy i techniczny domagały się nowego zorganizowania sposobu produkcji oraz dystrybucji dóbr materialnych. I do tego właśnie potrzebny był kapitalizm. Nowe odkrycia naukowe przekuwane były i są na wynalazki techniczne, a te znowu na produkty, które w jakiś sposób muszą dotrzeć do klientów. Kapitalizm stał się więc nowoczesnym sposobem zarządzania produkcją dóbr, ich dystrybucją i pozyskiwania kapitału na ich produkcję. Postęp naukowo-techniczno-ekonomiczny jest więc ciągiem sprzężeń zwrotnych, którego momentami są: wzrost wiedzy, wynalazek, produkt. Oddziaływanie produktu na ludzkie życie przynosi nową wiedzę, a ta prowokuje nowe wynalazki, i tak dalej. Przypisywanie wyłącznie kapitalizmowi zasług w postaci zapewnienia dobrobytu jest więc zupełnym nieporozumieniem: sam kapitalizm, bez rozwoju nauki i techniki nic by nie zdziałał.

Podstawowa zasada, która leży u podstaw naszkicowanego powyżej procesu może zostać nazwana jako „normatywność tego, co możliwe”: jeśli coś można skonstruować i sprzedać, należy to zrobić, gdyż w przeciwnym razie oznaczałoby to zahamowanie postępu. W ideę „normatywności tego, co możliwe” bardzo dobrze wpisuje się wolnorynkowy liberalizm. Przykładowo, zgodnie z regułami liberalizmu gospodarczego, jeśli można by sklonować człowieka, i byliby chętni na takie klony, należałoby umożliwić ich produkcję . Weźmy inny przykład dotyczący handlu ludzkimi organami. W większości państw handel organami jest zabroniony, a możliwości przekazywania swoich organów dla dawców są ograniczone (np. dawca musi być spokrewniony z biorcą, i nie może pobierać za to żadnego wynagrodzenia). Ograniczenia takie poddawane są krytyce przez zwolenników urynkowienia transplantacji ludzkich organów. Z punktu widzenia logiki postępu naukowo-technicznego ich krytyka jest też uzasadniona.

Podsumowując tę część rozważań należy więc stwierdzić, że wolność gospodarcza umożliwia dalszy postęp naukowo-techniczny. Postęp ten jest procesem zdeterminowanym w tym sensie, że nowe techniczne możliwości wynikają z praw tkwiących w materii, co oznacza, że ludzka emancypacja od podległości naturze (tak jak rozumiał to F. Bacon) jest zwykłym pozorem. Człowiek w sposób nieubłagany nadal podlega jej prawom.

Przejdźmy teraz do kwestii związków kapitalizmu z emancypacją społeczną i polityczną. O związkach tych pisaliśmy z Kamilem Kisielem w naszym wspólnym tekście poświęconym feminizmowi2. W tamtym tekście wskazaliśmy między innymi na to, że kapitalizm zniszczył ekonomiczną zależność kobiety od mężczyzny, co następnie umożliwiło jej społeczną i polityczną emancypację. W tym tekście nie będę poruszać zagadnień omówionych przez nas we wspomnianym artykule, zamiast tego chciałabym się skoncentrować na innych aspektach problematyki związku kapitalizmu ze społeczną i polityczną emancypacją. Konkretnie chciałabym poruszyć tematykę bliską każdemu konserwatyście, czyli sprawę rewolucji. W przeciwieństwie do większości konserwatystów, za pierwszą fazę nowożytnej rewolucji uważam powstanie monarchii absolutnej. Koncepcja monarchii absolutnej była zupełnym odejściem od klasycznej koncepcji państwa, a to m.in. za sprawą nowożytnej koncepcji suwerenności i racji stanu (w tym miejscu pozwolę sobie na małą dygresję: fakt, że to właśnie katoliccy monarchowie absolutni doprowadzili do rozwiązania zakonu jezuitów jest tutaj bardzo wymowny). Jak dobitnie wskazał R. Koselleck w pracy „Kritik und Krise”, rządy monarchów absolutnych wywołały rosnące niezadowolenie mieszczaństwa, które ze względu na swoją coraz silniejszą pozycję ekonomiczną, dążyło do politycznej emancypacji. Rewolucja francuska była elementem tego procesu i stanowiła dialektyczną negację monarchii absolutnej. Rozwój kapitalizmu, który dokonał się w XIX wieku, przyniósł dalsze przeobrażenia społeczne i polityczne. Rewolucja naukowo-techniczna pociągnęła za sobą szybką industrializację, której jednym z elementów był „wyzysk proletariatu” – a mówiąc językiem nieobarczonym ideologicznym balastem – używaniem człowieka i jego zasobów energetycznych do pchania naprzód tego, co stawało się technicznie możliwym. Skrajne uprzedmiotowienie robotników przez właścicieli fabryk wywołało kolejną fazę rewolucji. Tym razem to właśnie mieszczaństwo i kapitaliści stali się obiektem rewolucyjnej furii – ich rządy zostały zanegowane przez proletariat. Komunizm oraz jego mniej radykalne odmiany w postaci różnych prądów socjalistycznych doprowadziły do społecznej i politycznej emancypacji szerokich mas społecznych. Obecnie znajdujemy się na etapie podporządkowywania sfery politycznej mentalności konsumenckiej – to co polityczne (w sensie klasycznym) na dobre zanika, a polityka staje się środkiem do zaspokajania potrzeb konsumentów (zmianę tę dobrze oddaje pojawienie się nowego kierunku studiów: zarządzanie państwem).

Na tym etapie naszych rozważań należy bliżej przyjrzeć się temu, jaką funkcję kapitalizm pełni w procesie modernizacji. Kapitalizm pojawił się w momencie, kiedy potrzebne było podporządkowanie społeczeństw mechanizmom postępu naukowo-technicznego. „Materiał ludzki” był tutaj tylko środkiem, celem był: postęp. Co więcej, w realizację idei postępu zaprzęgnięte zostało państwo – między kapitalistami a państwem wytworzył się stan symbiozy polegający na tym, że państwo ułatwiało kapitalistom ich działalność, a kapitaliści przyczyniali się do wzrostu zakresu władzy państwa. Konkretna forma tej współpracy przybierała różną formę – np. model angielski znacznie różnił się od pruskiego. Ale łączyło je jedno: kapitalizm był narzędziem imperializmu tych państw, a państwa umożliwiały kapitalistom poszerzanie sfer ich wpływu. Sojusz państwa i kapitału nie jest przypadkiem, tylko należy immanentnie do logiki procesów modernizacyjnych. Należy więc odpowiedzieć na pytanie: co jest właściwym celem tych procesów.

U podstaw nowożytnej idei modernizacji leży rewolucja o zupełnie fundamentalnym charakterze: jest to rewolucja antropocentryczna. Polega ona na tym, że człowiek ogłasza się panem i stwórcą własnego świata, swoim własnym bogiem. Mieszkaniec Nowej Atlantydy nie modli się słowami „chleba naszego powszedniego daj nam Panie”, gdyż wszystko chce zawdzięczać wyłącznie samemu sobie. Celem procesów modernizacyjnych jest więc stworzenie nowego społeczeństwa i nowej, stechnicyzowanej natury, które będą ściśle ze sobą powiązane. Natura będzie dziełem człowieka – i tylko człowieka – podobnie jak społeczeństwo i państwo. Będzie to państwo totalne, gdyż tylko takie może spełnić postulat tego, by było ono w całości dziełem ludzkiego, stwórczego rozumu. Oznacza to, że całość życia społecznego będzie poddana politycznej i technologicznej kontroli.

K. Marks jak najbardziej był zdania, że kapitalizm jest jedyną drogą do zapewnienia społeczeństwu dobrobytu, stąd twierdził, że rewolucja proletariacka ma rozpocząć się dopiero w momencie osiągnięcia wysokiego poziomu rozwoju ekonomicznego. K. Marks docenił więc modernizacyjną rolę kapitalizmu. Jednocześnie słusznie wskazywał na tendencję do pogłębiania się sojuszu dużego kapitału i zbiurokratyzowanego państwa. Jego zdaniem, proces centralizacji gospodarczej i politycznej jest w systemie kapitalistyczno-burżuazyjnym nie do uniknięcia. I moim zdaniem, miał rację. Nowożytne państwo chce być państwem totalnym, a w celu osiągnięcia tego celu potrzebuje dużego kapitału, który będzie z nim ściśle współpracował. Między innymi w tym właśnie przejawia się chorobliwe dążenie do władzy nowożytnego człowieka – w końcu jak stwierdził F. Bacon, wiedza to władza. Także wiedza techniczna, która zaprzęgana jest w służbę nowoczesnemu państwu.

Kapitalizm należy więc rozpatrywać w sposób dynamiczny i kontekstualny – inną twarz miał wczesny kapitalizm, inną współczesny. Tam, gdzie potrzebna była kumulacja kapitału i tworzenie pierwszych technologii, był to kapitalizm purytański, ascetyczny. Człowiek był tylko środkiem do celu, jakim była kumulacja kapitału, bez której nie byłoby późniejszych osiągnięć technologicznych. Współczesny kapitalizm opiera się na ekscesywnej konsumpcji – w momencie, kiedy podstawowe potrzeby ludzi zostały zaspokojone (pozornie, o czym za chwilę), potrzebne jest kreowanie nowych potrzeb, aby napędzać nie tylko produkcję, ale także, a może przede wszystkim, dalszy rozwój technologiczny. Także i w tym kapitalizmie człowiek jest tylko środkiem do celu, jakim jest rozwój techniczno-biurokratycznej „super-struktury” czy też „ducha obiektywnego”.

Postęp naukowo-techniczno-ekonomiczny zmienia w oczywisty sposób także ducha subiektywnego, czyli tożsamość i mentalność poszczególnych jednostek. Pisał o tym Hegel, stało się to jednym z ulubionych tematów lewicy heglowskiej – chodzi oczywiście o tzw. kwestię wyobcowania oraz urzeczowienia. Jedno jest pewne: podporządkowanie ducha obiektywnego racjonalności czysto instrumentalnej prowadzi do podporządkowania relacji międzyludzkich także racjonalności instrumentalnej. Nie wspólne odniesienie do dobra, prawdy i piękna, ale wyłącznie konieczność zaspokajania wspólnych interesów staje się czynnikiem kształtującym przestrzeń publiczną. W miejsce tradycyjnych struktur społecznych powstają więzi stowarzyszeniowe, które mają charakter indywidualistyczny i atomistyczny, a które kształtowane są przez „wole arbitralne” odrębnych i niezależnych jednostek, „z których każda jako jednostka troszczy się o siebie samą dążąc do realizacji swych własnych interesów i celów. Przy takiej formie więzi możliwy horyzont jakiejś ponadindywidualnej sprawy wspólnej dla wszystkich daje się wytworzyć tylko pośrednio, jako rezultat stosunków, oddziaływań i uzgodnień każdej jednostki z innymi”3. W wyniku procesu modernizacji dochodzi więc do depersonalizacji stosunków międzyludzkich: osoby odnoszą się do siebie nie wprost, ale za pośrednictwem swoich odniesień do rzeczy, a całokształt ich wzajemnych oczekiwań i zobowiązań regulowany jest różnymi formami umowy4. Ludzie używają siebie nawzajem w celu realizacji swoich partykularnych interesów, kierując się tylko tym, co legalne, a nie moralne. Taka jest cena absolutyzacji rozumu instrumentalnego. Przykładowo, wielu zwolenników kapitalizmu twierdzi, że kapitalizm jest dobry, bo przyniósł powszechny dobrobyt. Niektórzy z nich powołują się przy tym na biblijną sentencję „po owocach ich poznacie” (jak np. mój adwersarz), z czego to ich zdaniem wynika, że kapitalizm jest dobry. Ale właśnie tutaj leży pies pogrzebany. Owszem, w marketach półki wręcz uginają się pod towarem, tylko co z tego, jeśli większość to zwykłe śmieci?! Żywność produkowana w sposób „nowoczesny” i „technicznie zaawansowany” zatruwa ludzki organizm. Ktoś, kto choć raz w życiu zrobił post oczyszczający, wie, o czym mówię. Czy producenci takiej żywności zastanawiają się nad tym, czy jest to dobre dla zdrowia klientów? Nie, tak długo jak państwo ich do tego nie przymusi. Niestety, praktyka jest taka, że to właśnie kapitaliści nierzadko dyktują państwu, jak mają wyglądać dopuszczalne normy stężeń określonych substancji. Można by więc w tym miejscu stwierdzić z przekąsem: owszem, po owocach ich poznacie. Innym przykładem jest sprawa legalizacji prostytucji. Weźmy przykład Niemiec. Jak donosi prasa, w Niemczech z usług prostytutek korzysta dziennie milion mężczyzn. Zawierają oni legalne umowy z prostytutkami o świadczenie usług seksualnych, ich relacje mają więc charakter czysto instrumentalny. Co więcej, z instrumentalnego charakteru ich stosunków seksualnych korzysta państwo niemieckie, ponieważ prostytucja przynosi mu olbrzymie dochody. Z punktu widzenia logiki postępu, jak największe rozszerzenie sfery opodatkowanego seksu jest korzystne zarówno dla państwa, jak i dla stron umów. Dla tych ostatnich, gdyż taki seks nie wymaga żadnej relacji osobowej, a więc nie trzeba sobie zadawać żadnego trudu, żeby znaleźć partnera…

Podsumowując powyższe rozważania należy stwierdzić, że podstawowy problem dyskusji na temat kapitalizmu polega na tym, że dyskutanci na ogół postrzegają procesy ekonomiczne bez uwzględnienia ich związków z całością procesów modernizacyjnych, co sprawia, że dyskusje dotyczące kapitalizmu są jałowe. A dokonanie oceny kapitalizmu nie jest możliwe bez dokonanie całościowej oceny nowożytnych procesów modernizacyjnych.

Oczywiście, nie jestem przeciwnikiem rozwoju naukowego, technicznego czy ekonomicznego. Mój podstawowy problem z takim a nie innym przebiegiem tego rozwoju polega na tym, że człowiek – wbrew temu, w co wierzą wyznawcy antropocentryzmu – nie jest jego panem, lecz sługą. Na tym właśnie polega paradoks rewolucji antropocentrycznej: stworzenie Nowej Atlantydy, której człowiek ma być absolutnym panem, jest możliwe tylko jako proces kolektywny. To oznacza, że jednostka musi zostać podporządkowana realizacji tego celu ostatecznego, przez co staje się zaledwie momentem samorozwoju „ducha”. Człowiek jest tylko materiałem używanym i zużywanym do budowy Nowej Atlantydy. Człowiek nigdy nie panował nad procesami modernizacyjnymi – wręcz przeciwnie, to one, rozwijając się na podstawie samonapędzających się mechanizmów, kierowały nim.

Podstawowy problem dotyczący całości procesu modernizacji, jak również i kapitalizmu sprowadza się do prostego pytania: gdzie leży granica ludzkiej wolności? Czy „normatywność tego, co możliwe” może zostać zastąpiona przez jakąś inną, i do tego nieinstrumentalną?

Jest to możliwe na gruncie klasycznej ekonomiki. Moim zdaniem, jeśli człowiek chce się stać podmiotem procesów modernizacyjnych, należy powrócić do arystotelesowskiej koncepcji ekonomii jako częścipraxis, i jednocześnie odrzucić nowożytną koncepcją praktyki społecznej podporządkowanej regułom poiesis. Niestety, współczesna umysłowość jest zbyt leniwa, by studiować dzieła klasycznych mistrzów. Zamiast tego woli wymyślać coraz to nowe modele, które rzekomo mają zapewnić człowiekowi świetlaną przyszłość. Mozolne poznawanie ludzkiej natury wydaje się jej zajęciem zbyt mało „atrakcyjnym”, zdecydowanie woli „zabawiać się” w stwarzanie nowego człowieka (czy to będzie homo oeconomicushomo sovieticus, czy jakieś inne nowoczesne homo). Przede wszystkim jednak, współczesny człowiek zatracił zmysł moralny. Zastanawianie się nad tym, co jest dobre a co złe, wymaga wysiłku woli i rozumu. A nie ma praxis bez ciągłego ćwiczenia się w cnotach, w tym między innymi cnocie sprawiedliwości. Bezwolne poddawanie się mechanizmom jest zdecydowanie wygodniejsze: współczesny człowiek jest tworem poiesis, i rozumie tylko logikę poiesis. Tym samym skazany jest na bycie bezwolnym trybikiem w ciągle rozrastającej się machinerii, która jak Moloch, ciągle domaga się ofiary składanej z ludzi. A kapitalizm stanowi część tej machinerii.

Magdalena Ziętek

3 M. Siemek, Hegel i filozofia, Oficyna Naukowa, Warszawa 1998, s. 134.
M. Siemek, Hegel i filozofia, Oficyna Naukowa, Warszawa 1998, s. 136.
 

 

Więcej artykułów dr Madaleny Ziętek   >    >    >    TUTAJ

Polecamy blog autorski dr Magdaleny Zietek   W służbie orthos lógos

POLISH CLUB ONLINE, 2014.02.22

Autorzy

Related posts

Top