Dr Jerzy Jaśkowski: Polska historia – czy na pewno polska? (Część 2.)


Przeczytaj:         Część 1.

 

Jak indoktrynowano polską oświatę.

 

Listy do wnuczka

 

„Za co nie lubię Polaków? – Ponieważ zdrajców i renegatów biorą za bohaterów i stawiają im pomniki” – Katarzyna II

 

Drogi Wnuczku!

Dopiero możliwość zapoznawania się ze starodrukami otworzył mi oczy. Przecież od 1774 roku nie mieliśmy polskiej edukacji. Agent angielski DuPont spowodował zamknięcie i zniszczenie istniejącej edukacji w Polsce.

Rys. Żukow / wp

Rys. Żukow / wp

Do czasu Augusta Poniatowskiego istniał jednolity system edukacji prowadzony przez Kościół Katolicki. Były wyjątki np. prowadzona w Lesznie drukarnia Arian, którzy oficjalnie zdradzili państwo polskie przechodząc na stronę Szwedów w 1656 roku.

Pod wpływem agenta DuPonta, powstała Komisja Edukacji Narodowej.  Działania tej Komisji tj. środki na utrzymanie,  oparto na zrabowanym w prosty sposób majątku  zlikwidowanego zakonu Jezuitów. Likwidację  Zakonu przeprowadzono najwcześniej w Europie bez patrzenia na Rzym. Czyli zlikwidowano Zakon, który wg ówczesnego prawa:
po pierwsze; podlegał bezpośrednio Papieżowi.
po drugie;  stanowił legalny majątek Kościoła Katolickiego.
po trzecie: ze zrabowanego majątku, po rozszabrowaniu znacznej części przez  administracje z Hugo Kołłątajem i jego braćmi na czele,   z resztek utworzono  Komisję Edukacji Narodowej.
Ciekawe, ponieważ Polska była zawsze wielonarodowa więc jakiego narodu to miała być  ta Komisja?

Do czasu rozbiorów system edukacji był prowadzony przez Kościół Katolicki. Zapewniało to ten sam system wartości wpajany młodzieży. Mówiąc obrazowo białe było białe, a czarne było czarne. Kościół nie mieszał się do przedmiotów tzw. technicznych. Proszę zauważyć, że przez cały okres średniowiecza budowano niesamowite budowle, kościoły, bazyliki, a przecież politechnik nie było. Ktoś jednak musiał uczyć tych majstrów budowlanych. Inaczej nic by nie powstało.

Obecnie pomimo pomocy komputerów, laserów i niezliczonej ilości innych urządzeń pomiarowych, co rusz słyszy się o katastrofach budowlanych. A dawniej mieli tylko poziomnicę i pion – czyli sznurek z ciężarkiem. I to działało.

Taki system miał zasadniczą zaletę. Tworzył jednolity system wartości, prawa, obowiązujący na danym terenie, więc zapobiegał to zamieszaniom społecznym. Utworzenie dzięki Hohenzollernom sekty protestanckiej spowodowało rozdział w ocenie tego co jest dobre i tego co jest złe. Powstała religia zależna bezpośrednio od miłościwie panującego. Czyli powstał obok Kościoła powszechnego kościół państwowy.

Tak więc zasady edukacji uległy w krajach protestanckich zasadniczej zmianie. Musimy zawsze pamiętać, że państwo pruskie było „pupilkiem”  Anglii. Prusacy w pierwszym okresie stanowili przyczółek  angielski na lądzie  wschodnio-europejskim. Podobnie jak Niderlandy były przyczółkiem Anglii na kontynencie zachodnio-europejskim.

To np. już w 1392 roku przyszły król Angielski – Henryk Lancaster, organizował krucjaty na w owym czasie już katolickie Wilno. I tylko obecność polskich posiłków pozwoliła na obronę Wilna.

W połowie XV wieku w mieście Elblągu była 18 000 kolonia angielska, a nie niemiecka. Podobnie prawie cały handel zbożowy w Gdańsku był w rękach kupców angielskich. Stąd nawet nazwy niektórych dzielnic  Gdańska – Nowe Szkoty, Grobla Angielska itd.

Osiemnastotysięczna kolonia w stosunkowo małym mieście to prawie brygada mężów gotowych do walki tj. ok. 3 000 – 4 000 pikierników. Siła, która może realnie zagrozić komuś niezorientowanemu.

W XV wieku agent - oficer prowadzący sprawy angielskie w Gdańsku – dostawał 100 funtów rocznie, od Parlamentu angielskiego. W tym samym czasie najlepszy admirał angielski dostawał od tego samego Parlamentu tyko 80 funtów rocznie.

Jak dochodowy to był handel najlepiej świadczy fakt podwojenia się dochodów pruskich po pierwszym rozbiorze i postawieniu komory celnej na WIŚLE.

Wracając do edukacji, że smutkiem musimy podkreślić, że ani Piastowie, ani Jagiellonowie nie dorośli do zajmowanych stanowisk. Żadna z tych dynastii nie dbała o naukę. Chociaż pierwsze uniwersytety powstały już ok. 1018 roku, to w Polsce dopiero po prawie 400 latach powstała pierwsza szkoła wyższa założona przez Jadwigę  z dynastii Andegawenów.

Do tego czasu, a i długo, długo potem,  wszelkie kierownicze funkcje spełniali cudzoziemcy. Dobrze było jeżeli to byli księża, ale z każdą dekadą przybywało różnych indywiduów. Typowym przykładem takiego przebierańca był wychwalany w  podręcznikach szkolnych i nie tylko,  Kallimach. Niedoszły morderca papieża, uciekinier z Rzymu, prawdopodobnie agent Osmański.  „Nasi” piewcy historii rozpisują się  o nim jakim to dobrym był nauczycielem dzieci królewskich.

Trzeba także przypomnieć, że dopiero królowa Bona, a właściwie jej pracownicy dokonali pierwszej kartografii Polski.  Do czasów Bony nie istniał system map jako dokumentów potwierdzających nadania królewskie, czy akty sprzedaży kupna.

Jak możliwe było dobre rządzenie tak olbrzymim państwem bez mapy? Trudno to sobie nawet wyobrazić. Ale skutki były opłakane.

Praktycznie pod koniec  istnienia dynastii Piastów i na początku Jagiellonów straciliśmy bezpowrotnie całą dzielnicę Śląsk ze wszelkimi księstwami i co najważniejsze ze wszelkimi kopalniami dającymi olbrzymi dochód Państwu.

Z tych kopalń powstał majątek, a później olbrzymie państwo Pruskie. To właśnie kuzynowie Jagiellonów –  Hohenzollernowie,  przejęli Śląsk.

Podobnie ok. 1500 roku straciliśmy Pomorze, z powodu ………Zygmunta Starego.

Posiadając tak znaczne dochody  Hohenzollernowie, utworzyli aż 3 wyższe szkoły zwane uniwersytetami. Stało się to za zgodą i aprobatą Zygmunta Starego, podobno de jure, króla polskiego!. Czyli Zygmunt Stary działał na szkodę własnego państwa!

Hohenzollernowie fundowali także wysokie stypendia i pensje dla kadry uniwersyteckiej. Oczywiście zawsze chętna do nauki młodzież, jeździła tam gdzie bliżej, nie do Włoch tylko do KRÓLEWCA, WROCŁAWIA CZY ERFURTU. Niestety wracała już wznacznym stopniu indoktrynowana.

Nawet tacy polscy poeci jak Rej czy Kochanowski pracowali dla władcy Prus,  a nie króla polskiego. Stąd takie oglądanie się na króla Prus w czasie rozbiorów jako przeciwwagi dla Moskwicina? Był to majstersztyk indoktrynacji.

Każdy jako tako zorientowany w historii tych terenów  Czytelnik wie, że Moskwicinem rządził „ambasador” angielski. Jak pisze w swoich pamiętnikach Katarzyna II „Człowiek ten miał zawsze walizkę pełną pieniędzy przy sobie”.

Zainteresowanie Anglii Moskwą  jest o wiele wiele starsze. Widziałem u potomka arystokracji angielskiej dylom księcia Gdańska datowany na VIII wiek, a potwierdzony przez królową Elżbietę. Tak więc Długie Morze i handel był głównym punktem zainteresowania korony angielskiej od wieków. Pozostało to im po Rzymianach. Przecież w okresie rzymskim to właśnie statki były głównym środkiem transportu towarów masowych, zboża, miodu, wosku.

Stąd takie przychylne „patrzenie” na działania władcy Prus przez Anglię. Dysponując Kompanią Moskiewska, Anglicy „w rękawiczkach” kontrolowali handel z państwem moskiewskim i pruskim i oczywiście polskim.

Reasumując: sąsiedzi, bliżsi i dalsi, tak umiejętnie ingerowali w sprawy polskie, poprzez edukację z jednej strony i obsadzanie swoimi ludźmi odpowiednich stanowisk z drugiej strony, że lud żyjący pomiędzy Odrą i Dnieprem ani się zorientował kiedy wypowiadał cudze kwestie jako swoje własne przemyślenia.

I niestety większości to pozostało do dnia dzisiejszego.

DuPont był doskonale wyszkolonym agentem. Poprzednim jego stanowiskiem było właśnie szkolenie Francuzów przez około 10 lat.  Zaowocowało to szkolenie gilotyną i wymordowaniem tysięcy obywateli bez względu na płeć. Rewolucjoniści z równą gorliwością odcinali głowy kobietom i mężczyznom, urzędnikom, szlachcie jak i chłopom. Wręcz przeciwnie od tego co podają podręczniki, chłopi stanowili prawie 68 % wymordowanych. Przekładając to na dzisiejszą gęstość zaludnienia Francji wymordowano w czasie tej masakry ok. 8 000 000 ludzi. Takiego zezwierzęcenia się mordujących nad mordowanymi, historia nie oglądała ani przedtem ani jeszcze w 100 lat później. To nie kto inny ale właśnie francuscy „rewolucjoniści” ściągali skórę z ludzi na spodnie i z rąk na rękawiczki. Potem dopiero robili to bandyci z UPA.

Tak więc, można z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością stwierdzić, że Komisja Edukacji Narodowej to był monopol  jednej grupy obcokrajowej, na indoktrynację i wychowanie posłusznych  wykonawców starszych i mądrzejszych.

Tak wychowywany młody narybek wcale nie był kształcony w „polskości„ ale w internacjonaliźmie.  Doprowadziło to do  zatwierdzenia Konstytucji 3 Maja, tj. zbioru praw zrywających z dotychczasową tradycja i cywilizacją. Między innymi zaczęto od odseparowania władzy państwowej, administracyjnej  od Kościoła Katolickiego i praw Bożych. Dalszymi konsekwencjami  było wprowadzanie praw cywilizacji azjatyckich do naszego Kraju. Musimy pamiętać, że od początku rozbiorów, aż do lat 20-ych,   XX wieku nauka,  nie tylko historii ale i języka polskiego była kontrolowana przez zaborców. Czyli przez ponad 150 lat.

Najbardziej „bezpośrednio”  do problemu podeszli Austriacy w 1846 roku wywołując tzw. rabację galicyjska, czyli mordowanie szlachty przez bandy chłopskie.  Do dnia dzisiejszego rodziny tych bandytów nazywane są pilarzami,  z powodu przecinania ludzi piłami.

To samo powtórzyły bandy UPA [Mielnik był szkolony w Wiedniu przez Abwerę, a Bandera przez Gestapo w Gdańsku] ok. 100 lat później.

Tak  ogołoconą scenę życia publicznego, zasiedlono  osobnikami z narybku  „kupców”. Administracja austriacka  zajmowała się masową sprzedażą tytułów szlacheckich m.in. po wymordowanych.

Utworzono  w ten sposób „elitę”,  tzw. hrabiów galicyjskich. A ci „hrabiowie” musieli znajdować zatrudnienie.   To zatrudnienie,  to podobnie jak obecnie,  praca na państwowych posadkach między innymi na uniwersytetach. Nie trzeba myśleć. Wystarczy wypełniać polecenia.

Stąd powstały takie „historie Polski” jakie spotykamy w podręcznikach.

Wiadomo przecież każdemu, że taki profesor państwowego uniwersytetu we Lwowie czy Krakowie nie mógł pisać nic przeciwko majestatowi miłościwie panującego Cysorza.

Podobnie,  ci sami dezinformatorzy, wmówili polskiemu społeczeństwu, że  tzw. pozytywiści, nota bene finansowani przez Kronenberga tj. „agenta” Rothschilda, pisali „Ku pokrzepieniu serc”.

Trzeba być naprawdę bardzo infantylnym, aby takie bzdury głośno powtarzać. Ale jak się jest od małego przez 11 czy też 12 lat  nauki szkolnej czyli indoktrynacji, tak okłamywanym, to się potem w to wierzy.

A przecież prawda jest znacznie smutniejsza. Ci tzw. pozytywiści pisali w okresie stanu wojennego, który istniał w Priwiślannym kraju od 1863 roku do praktycznie 1918 r.

Jeżeli z jednej strony opisują krwawe działania Ochrany Carskiej czyli tajnej policji, konieczności pisania i mówienia  w urzędach tylko po rosyjsku, piszą o istnieniu cenzury, to w jaki sposób mamy uwierzyć, że jakikolwiek pisarz np. Henryk Sienkiewicz mógł wydać cokolwiek bez cenzora pieczątki? Każda książka wydawana oficjalnie musiała mieć stempel cenzora. Tylko z takim stemplem mogła ukazać się w księgarni. Mamy więc przyjąć do wiadomości, że cenzor specjalnie pozwalał pisać książki ku pokrzepieniu serc biednych Polaków walczących przeciw carowi?

Jest to tak infantylne twierdzenie, że nawet polemizować z nim nie ma sensu. Wystarczy sobie przypomnieć stan wojenny 1981 i co się działo jak policja dorwała kogoś z bibułą, nie wspominając o książkach. Jak się potem zresztą okazało z badań IPN, to i tak 90 parę procent tych „tajnych” drukarni było obsługiwanych przez agentów tajnej policji.

Pamiętam skazanie dwu 18-to  latków z Elbląga na dwa lata, za to, że wydrukowali na powielaczu „ulotkę”. Kartka była mało czytelna, praktycznie zawierała treści zupełnie nie polityczne. Nie przeszkadzało to „niezawisłemu” sądowi na skazanie tych chłopców. Za pisanie, czy kolportaż groziła konfiskata mienia. A nam się wmawia, że  za „panowania” okrutnej carskiej Ochrany, można było pisać i wydawać co się chce. Tylko wyjątkowe eunuchy intelektualne mogły wpaść na taki pomysł.

Zafałszowanie historii przez Sienkiewicza, polegało na odwróceniu uwagi od najazdu Moskwicina na Polskę. Armia moskiewska to prawie 200 000 ludzi. Bitwy toczone z nimi  gromadziły po 20 000 – 40 000 żołnierzy z każdej strony. W tym samym czasie bitwy prowadzone ze Szwedami to po 2-3 000 ludzi. Innymi słowy Rzeczpospolita musiała Moskwicinowi przeciwstawić 10 krotnie większe siły. Ale o tym w szkolnych podręcznikach do dnia dzisiejszego ani słychu ani widu. A podobno jest wolny kraj?

I co najważniejsze urzędowym historykom to zupełnie nie  przeszkadza. Stąd wniosek jeden:<
albo są……………….wpisać proszę właściwe słowo,
albo nie są historykami za jakich chcą uchodzić. Ale jak mogą dalej indoktrynować młodzież?

P.S.1.  Sytuacja na Ukrainie dziwnie przypomina sytuację w Jugosławię przed laty. Scenariusz wydaje się zakładać rozbijanie większych państw na małe 5-10 milionowe twory. Takimi tworami, szczególnie zamieszkałymi przez bezideowych ludzi łatwo będzie można zarządzać. A o to aby mieszkańcy byli bezideowi starają się twórcy oświaty od 40 lat tj. od 1974 roku w Polsce. Stąd co ok. 5 lat reformy obniżające poziom edukacji. I to nie jest dziwne. Dziwne jest to, że tzw. inteligencja udaje, iż nic się nie dzieje i nie protestuje. Czyli tow. Gomułka vel ….. agent od 1933 roku NKWD miał rację, jest to po prostu inteligencja pracująca.

P.S.2.  I to wyjaśnia wielkie larum przed dekomunizacja na uczelniach. Te protesty, olbrzymie artykuły, listy zbiorowe itd. Ale jak w takiej sytuacji można mówić o wolności?

Rozpowszechniane wszelkimi możliwymi sposobami jak najbardziej wskazane.

Dr Jerzy Jaśkowski
kontakt:  [email protected]

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego > > > > TUTAJ    

POLISH CLUB ONLINE, 2014.02.24

Autorzy

Related posts

Top