San Francisco: Gra operacyjna „Dom Polski”


Polish-Club-of-San-Francisco-under-attack

Przypominamy artykuł, który ukazał się przed dwoma laty. Temat poruszany w nim jest ciągle aktualny a podobne metody stosowane są nie tylko w San Francisco. wg

 

Pytanie kto dał hasło przed blisko dziesięcioma laty do zaatakowania działającego z rozmachem i niezależnego finansowo Domu Polski w San Francisco, powstrzymania po latach “suchych” jego rosnącej popularności, przechwycenia nad nim i jego kasą kontroli nadal oczekuje na odpowiedź.

Zabiegi podporządkowania sobie organizacji polonijnych przez powojenną dyplomację peerelowską miały miejsce od początku jej istnienia. Pozakładane nowe organizacje przy namaszczeniu ludowych dyplomatów w latach 60/70 działały z dużym rozmachem. Ich repertuar jednak nie przypadł do gustu wcześniejszej emigracji, która miała już swoją bazę, dobrze zakorznioną w Polonii.

Z czasem aktyw mających ponad stuletnie tradycje organizacji starzał się, potomstwo się amerykanizowało, liczba aktywnych członków malała. W organizacjach przybywali nowi ludzie najczęściej z nowej emigracji. Wielu z nich z łatwością adoptowało się w nieznanym dla siebie środowisku z werwą wspólnie ze starszymi kontunuując działalność organizacji. Byli jednak i tacy co jeszcze dobrze nie zadomowili się w organizacji a już zaczynali przestawiać je na obraz i podobieństwo przywiezione z PRL. Szczególnie agresywne w tym działaniu były osoby utrzymujące ścisłe kontakty z konsulatem.

W takich okolicznościach działały stare i powstawały nowe organizacje, nowe polskie parafie i misje a także usługi przewozu paczek do Polski czy polskie delikatesy. Organizowano nowe szkoły, zespoły taneczne, budowano polskie harcerstwo na gościnnej dla emigrantów amerykańskiej ziemi. W zależności od zainteresowania, poglądów i ewentualnie uczynionych wcześniej zobowiązań ich liderów nowe organizacje przyjmowały swoje programy.

Część z nich związana z konsulatami od początku realizowała narzucane idee, ubogacała uroczystości i organizowała imprezy pod ich patronatem. Stare trzymały się programów latami wypracowanych i z niechęcią brały udział we wspólnych celebracjach z udziałem reprezentantów nadwiślańskich władz. Jedne i drugie organizacje jednoczył Kościół. Pasterz decydował w jakim kierunku szła działalność wspólnoty, jaki program miała przykościelna szkółka. Różnie to bywało.

Wiele już napisano o tym jak wcześniej peerelowskie a później pomagdalenkowe, jedne i drugie komunistyczne pełnej krwi służby, zabierały się w różnych miejscach globu do przechwycenia dorobku starych organizacji. Wiadomości na temat ich dokonań i stosowane przez nich metody dzisiaj są dostępne w wielu miejscach; obficie w internecie. Stosowano “przejrzystą” zasadę: wprowadzeniem nowych członków skłonić organizacje do realizacji zadań i powoli przejąć nad nią kontrolę; jeżeli to się nie uda, to “krnąbrne” organizacje poskromić, zniszczyć finansowo, działaczy pomówić o malwersacje, zgnoić a jak to mało to okrzyknąć komunistycznymi agentami, wtyczkami SB, UB czy WSI. W zależności od potrzeb, zgodnie z dyrektywą “albo przejąć albo zniszczyć”.

W mojej ocenie taką operację przeszedł Dom Polski w San Francisco. Z perspektywy czasu widać to dość przekonywująco. Świadczy o tym wiele “przypadków” z jakimi spotkali się działający w nim ludzie. Ataki były bezpardonowe, do sfingowanego procesu sądowego włącznie.

Mimo wielu mankamentów Stany Zjednoczone to nie PRL. Kłamstwa i pomówienia, donosy i sfabrykowane oskarżenia nie znalazły uznania w oczach sędziego.

Po dziś dzień ciągle pozostają niewyjaśnione motywacje tak podłego działania. Czym kierowali się panowie Edmund (Sławomir) Lewandowski i Karol Żerucha preparując bezpodstawne oskarżenia w stosunku do Domu Polskiego jako organizacji i jego kilku dyrektorów z prezesem włącznie? Dlaczego nie mając żadnych podstaw zdecydowali się na wyssane z palca “argumenty” i z tak spreparowanymi oskarżenimi pospieszyli do sądu? Małym pocieszeniem jest fakt, że ostatecznie sprawę przegrali pomimo stosowanych przez ich adwokata różnych forteli. A już wielką niespodzianką dla Polonii było to, że tak prymitywny atak na Dom Polski wsparło kilku miejscowych polonijnych notabli!

Zdeterminowani do przejęcia pełnej kontroli nad organizacją najpierw sfałszowali wybory (oddanie podwójnego głosu przez jednego z oskarżycieli). Wobec sprzeciwu pozostałych członków organizacji panowie Karol Zerucha I Edmund (Sławomir) Lewandowski bez upoważnienia organizacji Sw. Stanislawa, sami zdecydowali i wlasnorecznie podpisali w jej imieniu akt oskarzenia przeciwko Domowi Polskiemu i jego spolecznym dzialaczom. Tak, to oni oskarżali Dom Polski, aczkolwiek długo urabiali opinię skrzywdzonych rozpowiadając, że ich oskarżono a oni jedynie się bronią!

Zadbali również o odpowiednią scenerię do przekazania zarządowi tej niecodziennej informacji. Akt oskarżenia został wręczony w czasie jednego z zebrań Rady Dyrektorów Domu Polskiego.

W niedzielę dnia 23 lutego 2003 roku na zebranie do Domu Polskiego przybył urzędnik szeryfa z plikiem aktów oskarżenia pod pachą, które wręczył kolejno oskarżonym, w tym “Domowi Polskiemu” jako organizacji. (Case-sprawa-CGC03417625.1.0).

Rada Dyrektorów jednogłośnie postanowiła przeciwstawić się oskarżeniom i bronić Domu Polskiego. Pieniactwem swym narazili na straty finansowe stare polonijne organizacje: Polish Roman Catholic Union z Chicago, Dom Polski i organizację Św. Stanisława Biskupa z San Francisco.

Sprawe przegrali. Planu przechwycenia Domu Polskiego nie udalo im sie zrealizować. Medali zapewne nie było. Pozostało im wytworzyć własną legendę wydarzeń dla swoich wielbicieli, co też uczynili.

Przebieg kilkuletniej walki w obronie Domu Polskiego i dobrego imienia jego dyrektorów opisałem w artykule: Brutalny atak na Dom Polski odparty. Czy Temida w San Francisco może udać się na wakacje?  

Upłynęło kilka lat od zakończenia operacacji “Dom Polski”.

Zarówno Dom Polski jak i będące jego założycielami organizacje ciągle działają. Jednak trwające kilka lat zmagania o jego istnienie zmęczyły bardzo polonijną społeczność zarówno w San Francisco jak i wokół zatoki.

Nieustannie podsycane antagonizmy i oskarżenia spowodowały, że przez lata wypracowywany bogaty program służby dla Polonii zaczął się kurczyć i zwolna zamierać. Jedyną grupą polonijną, która w pełnym zakresie korzysta z budynku jest zespół taneczny “Łowiczanie”, który przez długie lata nieodpłatnie trenuje w Domu Polskim. Zorganizowana przed dzisięcioma laty w przytulnym pomieszczeniu na piętrze sala tradycji, małe muzeum dokonań Polonii w San Francisco zwolna zamienia się w magazyn, najzwyklejszą rupieciarnię.

Nadarzającą sie kilka lat temu szansę bardzo korzystnego sprzedania starej posesji i zakupienia znacznie nowszej i bardziej funkcjonalnej rezydencji w lepszym i dogodniejszym dla Polonii miejscu, z odpowiednio dużym parkingiem zaprzepaszczono. Przeciwnicy uratowania prestiżu organizacji Polish Club, Inc. rozpętali idiotyczną nagonkę, jakoby po sprzedaniu posesji pieniądze zostaną podzielone między członków zarządu a Dom Polski przestanie istnieć. Najsmutniejsze w tym jest to, że zamieszanie to zorganizowała osoba wielce zasłużona dla Poloni, założycielka wielu działających organizacji, jednocześnie od lat dobrze spełniająca potrzeby konsulatu.

Wcześniejsze plany i poczynione daleko idące działania zostały zablokowane. Jeszcze na kilka dni przed ostatecznym głosowaniem decyzji odnośnie sprzedaży starego i kupna nowego obiektu w innym miejscu miały prawie 100% zwolenników w Radzie Dyrektorów Domu Polskiego. Wobec zorganizowanej agresywnej nagonki część dyrektorów zmieniła zdanie. Znikoma większość zdecydowała posesji nie sprzedawać a co za tym idzie nie kupować nowej. Czym kierowali się ci co w ciągu 24 godzin zmienili wypracowywaną przez ponad pół roku wspólną decyzje? Sądzę, że ten bez precedensu lekkomyślny krok można z powodzeniem zaliczyć również do gry operacyjnej “Dom Polski”.

Waldemar Glodek
2012.02.23

POLISH CLUB ONLINE, 2012.02.27

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek