Andrzej Szczęśniak: Ukraina – strefa niestabilności u naszych granic


Szczęśniak.pl

ukrain-gazeta-wyborcza-30-01-2014Zawitała u naszych bram kolejna kolorowa rewolucja. Na Ukrainie doszło do zmiany rządów według scenariuszy znanych sprzed 10 lat jako „Pomarańczowa rewolucja”, a niedawno widzieliśmy je w Libii, Egipcie czy Syrii. Doświadczenia uczą nas, że prowadzi to do wieloletniej niestabilności.

W przypadku Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej – do wojen domowych, przewrotów wojskowych, długiego okresu chaosu i niestabilności. Ukraina leży w Europie, więc tutaj takie scenariusze są mało prawdopodobne, ale już mamy do czynienia z potężną niestabilnością polityczną i zagrożeniem rozłamania się państwa, które miało tak kruchą konstrukcję, odziedziczoną po czasach Związku Radzieckiego.

Ukraina to przypadek kraju nieszczęśliwego. Jednego z najgorszych przykładów losów państw byłego obozu socjalistycznego. Inne państwa radzą sobie z rozwojem gospodarczym, zaspokajaniem potrzeby lepszego życia przez mieszkańców, czego przykładem są zarówno Rosja jak i Polska, chociaż na zupełnie innych zasadach. Ukraina jest przypadkiem dramatycznie źle rządzonego państwa i wegetującej gospodarki. Wystarczy przypomnieć, że w 1989 roku Ukraina miała o 10% wyższe PKB na mieszkańca niż Rosja, obecnie to zaledwie jedna trzecia, podobnie tez w porównaniu z Polską wypada dramatycznie. Brak tradycji państwowości, złe rządy, gospodarka uwłaszczona na zasadach „uwłaszczenia nomenklatury” i drenowana z zasobów tak naturalnych jak i ludzkich czy środków finansowych pożyczanych na prawo i lewo. Rzeczywiście smutny obraz kraju, z którego ogromne rzesze mieszkańców uciekają za granicę za pracą lub na stałe. Jeśli ktoś narzeka na Polskę, to dla porównania powinien dobre przestudiować przypadek Ukrainy i jej gospodarczy i polityczny upadek.

Ukraina zmarnowała też swoje szanse energetyczne. Kraj odziedziczył po Związku Radzieckim ogromne inwestycje w przemysł ciężki, maszynowy, które były chlubą radzieckiej Ukrainy. Dzisiaj wymagają taniej energii, gdyż są nieefektywne w jej wykorzystaniu i tani gaz czy energia elektryczna są la ich istnienia niezbędne. I Ukraina utrzymuje niskie ceny energii i gazu. Tak ze względu na potrzeby gospodarki, jak i skromną siłę nabywczą ludności. Ta strategia stoi jednak w konflikcie ze stosunkami z Rosją, które falują w rytm zmian ekip u władzy. Od realistycznie utrzymujących poprawne stosunki ekip zakorzenionych na wschodzie do konfrontacyjnie nastawionych ekip prozachodnich. Dzisiaj wahadło przechyliło się bardzo w stronę zachodu, co zapowiada ostre konflikty z Rosją. Już pierwsze decyzje nowych władz o ograniczeniu praw mniejszości do używania swojego języka, co uderza w Rosjan, ale także Polaków na Ukrainie, czy projekty karania za posiadanie obcego obywatelstwa – pokazuje, że Ukraina zmierza nacjonalistyczną drogą litewską. Z tym że Litwa jest moderowana przez Unię Europejską i NATO, co osłabia ataki na Polaków i ich prawa. Na Ukrainie takich moderatorów nie ma, konflikty będą miały znacznie bardziej dramatyczny charakter. Deklaracje o przyjęciu warunków Międzynarodowego Funduszu Walutowego, wymagającego natychmiastowych podwyżek cen gazu i energii wróżą jedynie nasilenie konfliktów społecznych o ekonomicznym charakterze.

Jak po Pomarańczowej Rewolucji 2004 roku odziedziczyliśmy konflikty energetyczne 2006, a szczególnie 2009 roku – tak efektem dzisiejszych konfliktów i rewolucji będą znacznie ostrzejsze kryzysy. Ukraina nie ma pieniędzy na regulowanie rachunków za swoje podstawowe potrzeby, czyli gaz z Rosji, ropę i paliwa. To podstawowy detonator przyszłych konfliktów energetycznych. Ponad 1,5 miliarda dzisiejszych długów za chwilę zwiększy się o kolejne niezapłacone rachunki. Rosjanie mogą utrzymywać fikcję wypłacalności Ukrainy przez miesiąc dwa, gdy wiosna uczyni nieskuteczną broń energetyczną w postaci zablokowania przesyłu gazu do Europy. Wtedy, w wybranym przez siebie momencie Gazprom może wstrzymać dostawy na skutek niewypłacalności Naftogazu Ukrainy. Przesył do Europy z pewnością nie wytrzyma takiego napięcia, gdy Ukraina nie ma gazu, a przez nią płyną ogromne ilości gazu. Konflikt gotowy.

Jednak Europa jest zabezpieczona dzięki rosyjskim inwestycjom. Nord Stream przez Bałtyk już działa pełną parą. Na koniec 2015 roku ruszy South Stream przez Morze Czarne. Potężny fragment radzieckiego systemu przesyłowego, odziedziczonego przez Ukrainę, stanie się niepotrzebny. A przynosił on ogromne korzyści Ukrainie, gdy przez lata dochody z tranzytu gazu prawie pokrywały koszty zakupów gazu z Rosji. Politycy i elity biznesu wykorzystywały tę sytuację aż do wyczerpania się cierpliwości Rosjan. Rosjanie, budując rurociągi, inwestowali właśnie w taki scenariusz – zanarchizowanej, zdestabilizowanej Ukrainy, gdzie tranzyt gazu jest potężną bronią w ręku polityków, walczących z rosyjskim fragmentem ukraińskiej tożsamości. Można powiedzieć, że są bardzo bliscy osiągnięcia swojego celu – nowe rurociągi zabezpieczają Europę. Jednak sytuacja Ukrainy staje się jeszcze słabsza. Dochody z tranzytu – jeszcze bardziej zagrożone.

Mamy strefę narastającego chaosu przy naszych granicach. Czy o to chodziło w naszej polityce?

Andrzej Szczęśniak
Szczęśniak.pl

Źródło:   http://szczesniak.pl/2595 , 4 marzec 2014

POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.04 

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek