Rosemann: Koniec balu panno Lalu czyli eurowybory


blogpublica.com

 

foto : corgarashu / Shutterstock.com
foto : corgarashu / Shutterstock.com

Nie wiem jak długo będzie jeszcze trwał osobliwy „euromajdan” Platformy Obywatelskiej. Czy potrwa na tyle długo, że wjedzie ona, na fali z Kijowa stosowną reprezentacją do Brukseli czy tez wcześniej okaże się, że wszystko, co realnie jesteśmy w stanie zrobić dla Ukrainy My, czyli (przynajmniej na dziś) ekipa Tuska, z niewielka pomocą naszych przeróżnych przyjaciół, to uniemożliwić flamie Putina (bo przecież nie jemu samemu) wstęp do Eurodysneylandu.

Jeśli to drugie, niestety zdąży się Platforma zderzyć z problemem, który zarysowałem w tytule, to jest z powrotem smutnej rzeczywistości. Konkretnie zaś tego, że w sprawie wyborów do Parlamentu Europejskiego naród raczej się wokół Tuska nie zjednoczy. No bo jak, skoro jedyny prawdziwy „bohater euromajdanu” z PO, pan Protasiewicz tak się w tym swoim bohaterstwie zapamiętał, że mu się Kijów z Frankfurtem pomylił i w efekcie na listach go nie będzie.

Będą natomiast panowie Boni i Rostowski czy też pani Szumilas. I to jest właśnie ten ból, który da się odczuć w Platformie jak już nie będzie mogła jechać na kijowskiej adrenalinie.

Co twardsi gracze tej partii, którzy nie tak łatwo popadają w przeróżne egzaltacje, już widzą problem a efektem ich widzeń jest to, że się wspomniani panowie (nie wiem jak tam pani) tułają między różnymi regionalnymi przymiarkami do list. I, jak się dowiedziałem, pan Rostowski, co to mi nie tak znowu dawno zajumał moje emerytalne składki, ma być moim osobistym reprezentantem bo sugeruje się, że wystartuje z mojego okręgu. I tu, przyznam, pojawia się dla mnie problem czy też pokusa. Otóż nie wiem jak się zachować. Bo mógłbym pomyśleć na przykład, że mój krzyżyk sprawić może, iż ów pan Rostowski jumał będzie gdzie indziej i komu innemu. Obym wytrwał, obym miał siłę by tego nie zrobić. Podobnie zresztą jest z panem Bonim, co to ze mnie cyfrowego kalekę próbował uczynić zabraniając mi, spędzającemu 80% czasu pracy w terenie, korzystania ze służbowej poczty elektronicznej poza siedzibą firmy. W związku z tym mój służbowy komputer z mym służbowym outlockiem leży sobie na co dzień w szufladzie, wyjmowany tylko na chwilę każdego dnia, by mi koleżanka odebrała pocztę i najpilniejsze rzeczy przesłała na prywatny adres. Robotę zaś odwalam na prywatnym sprzęcie. Szkoda mi więc, co chyba zrozumiałe, że szef tego pełną gębą „człowieka renesansu” nie powiedział mu  jeszcze wprost, że renesans renesansem ale mamy XXI wiek i przykręcanie laptopów do biurek śrubami by ich pracownicy do domu nie wyniośli to lekki anachronizm. O pani Szumilas daruję sobie bo 8 marca ledwie minął więc nie pora jeszcze na słowa obelżywe pod adresem, bądź co bądź, kobiety.

Zdaję więc sobie sprawę, że Donald Tusk serdecznie pewnie żałuje, że eurowybory nie odbędą się równolegle z referendum na Krymie. Gdyby się odbyły, miałby pewnie wygraną w kieszeni. Domyślam się jak strasznie musi mu dawać po oczach kontrast między tym, jak dziś widzą jego ekipę Polacy a jak ją zobaczą gdy zaprezentuje się w pełnej krasie wystudiowanych uśmiechów na wyborczych plakatach.

Nie przesądzam, że lud jeszcze będzie upity duma z tego, jak skutecznie Tusk i jego ludzie urwali łeb bolszewickiej hydrze albo też już otrzeźwieje. Tego nie wiem. Tak, jak nie wiem co dziś naprawdę siedzi w głowie Tuska i jego ludzi, widzących, że im gorzej na Ukrainie, tym lepiej dla nich.

Rosemann

Źródło: http://blogpublika.com/2014/03/12/koniec-balu-panno-lalu-czyli-eurowybory/ , 2014.03.12

POLISH CLUB ONLINE, 2014.03.12

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek