Marian Kałuski: Na pohybel tym Polakom, którzy popierają banderowską/antypolską Ukrainę


Marian Kałuski, dziennikarz, pisarz i historyk. Melbourne, Australia. Fot. przeglad.australink.pl
Marian Kałuski, dziennikarz, pisarz i historyk. Melbourne, Australia.
Fot. przeglad.australink.pl

Rada dla polityków polskich

Widać, że obecna sytuacja na Ukraina to temat numer jeden wśród Polaków. Politycy jak jeden mąż (poza lewakami) wspierają kijowski Majdan w imię strasznie głupiego hasła „Za WASZĄ wolność i naszą” i głupiego (bo takim ono jest!!!) hasła Jerzego Giedroycia: „Bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski”. A jeśli chodzi o polityków i ludzi związanych z PiS – także przez rusofobię spotęgowaną w ostatnich latach Smoleńskiem. Natomiast zwykły obywatel polski w zdecydowanej większości nie popiera Majdanu lub ma krytyczne spojrzenie na to co się działo i dzieje w Kijowie i na Ukrainie. Potwierdzają to komentarze internautów pod artykułami na tematy ukraińskie. Pomimo tego, że tam starają się być bardzo aktywni nasi politycy i ich sympatycy.

Nasi politycy (Polska nigdy nie miała szczęścia do polityków) nie dostrzegają tego, że obecny problem Ukrainy składa się z dwóch zupełnie innych spraw. Pierwszą jest prawo Ukrainy do niepodległości i suwerenności, czego nikt z nas nie ma prawa kwestionować. W tej sprawie musimy wspierać Ukraińców. Niepodległa Polska może istnieć bez Ukrainy, ale dobrze by było gdyby Polska nie miała na swoim wschodnim „froncie” Rosji, a tylko wolną i suwerenną Ukrainę.

I tu dochodzimy do drugiej sprawy, którą jest polska racja stanu. Z Ukraińcami mamy na pieńku od kilkuset lat. Prawda jest taka, że Ukraińcy nigdy nie byli, nie są i nigdy nie będą naszymi przyjaciółmi i to z wielu powodów – nie tylko historycznych. Ukraińcy zawsze mieli i mają ambicje wielkomocarstwowe. Ich marzeniem jest posiadanie broni atomowej i zostanie liderem całej Europy środkowo-wschodniej. Wyrżnięcie Rosjan (Timoszenko powiedziała ostatnio, że sama by ich wystrzelała!) było by ukoronowaniem ich marzeń. Jak ktoś studiuje ich publikacje to wie, że np. Syberię nazywają „Zieloną Ukrainą”. Wielka i silna Ukraina jest więc niebezpiecznym sąsiadem dla nas! Nie możemy odmawiać istnienia wolnej i suwerennej Ukrainy. Ale jednocześnie powinniśmy robić wszystko, aby Ukraina nie była silniejsza od Polski, aby nie stała się naszym niebezpiecznym wrogiem. Pamiętajmy, że to nasza własna głupota w 1525 roku stworzyła Prusy Książęce, które, też przez naszą głupotę, w 1657 wyzwoliły się spod naszej kontroli, a w 1772 wspólnie z Austrią i Rosją dokonały I rozbioru Polski. Niech wielka i silna Ukraina nie będzie m.in. naszym tworem. Na pewno nie ochroni nas przez ew. agresją rosyjską, a tym bardziej chińską, tak jak Ruś nie była w stanie zatrzymać marszu Mongołów na Europę w połowie XIII w. Tym bardziej, że dzisiaj, także przez głupotę polską, bezpośrednio graniczymy z Rosją. Jelcyn chciał nam oddać obwód kaliningradzki (Królewiec), ale Warszawa tej oferty nie przyjęła!

Bóg nam sprzyja. Dzisiejsza Ukraina jest bękartem Stalina. To sztuczne państwo stworzone przez komunistów: Lenina, Stalina i Chruszczowa. To zlepek ziem kilku narodów. Obok ziem bezsprzecznie ukraińskich należą do niej ziemie polskie, węgierskie, rumuńskie, tatarskie i przede wszystkim rosyjskie. Ziemie, które zawsze należały do Rosji. Dlatego na dzisiejszej wschodniej i południowej Ukrainie, bo to te ziemie, mieszka 8-10 milionów Rosjan i drugie tyle ponoć Ukraińców, których językiem macierzystym, ojczystym i dnia dnia codziennego jest jednak język rosyjski.

Ci Rosjanie mają prawo do tego, aby te ziemie – rosyjskie ziemie nie należały do Ukrainy, a należały do ich ojczyzny – Rosji. Ludzie, którzy mieszkają w innym kraju, ale na ziemi, na której stanowią większość ludności mają BOSKIE I NATURALNE PRAWO do mieszkania w swej ojczyźnie, czyli oderwania się od państwa, które ich ziemie okupuje. W ten sposób Polacy z Wielkopolski oderwali tę krainę od Niemiec w 1919 roku i przyłączyli się do Polski. Podobnie było z Górnym Śląskiem czy  Ziemią Sejneńską. Dlatego tego BOSKIEGO PRAWA nie mamy prawa odmawiać Rosjanom mieszkającym na rosyjskiej ziemi należącej dziś do Ukrainy! Szczególnie my – Polacy, którzy musieliśmy żyć przez 146 lat pod zaborem niemieckim, austriackim i rosyjskim. Nie odmawiajmy Rosjanom prawa do włączenia do Rosji rosyjskiej „Ukrainy”.

Ukraińscy nacjonaliści przed wojną „darli gębę”, że Polska niby okupuje ziemie ukraińskie (Małopolska Wschodnia, Wołyń). Dlaczego więc dzisiaj sami chcą okupować nie swoje ziemie, m.in.  ziemie rosyjskie?! Tylko dlatego, że śnią o potędze, o Ukrainie od Berlina po Chiny i Japonię? Przecież kilka lat temu wydali we Lwowie książkę, według której Polska była we wczesnym średniowieczu ukraińską ziemią i to oni założyli nie tylko Kraków, ale cały nasz kraj. Nacjonaliści ukraińscy wyciągaje ręce po polski Przemyśl, Chelm i Podlasie! (I takim ludziom dajmy do ręki broń atomową!).

I jeszcze jedno. Ci Polacy, którzy stają w obronie obecnych granic Ukrainy, to tą swoją nieetyczną i niemoralną głupotą nie osłabiają Rosji, która z Ukrainą czy bez niej i tak jest supermocarstwem (niedawno człowiek blisko związany z Putinem powiedział nagą prawdę, że Rosja jest jedynym krajem, który mógłby zamieć całą Amerykę w atomowy popiół), ale de facto stają w obronie Jałty, pojałtańskiego ładu, przez który tak bardzo ucierpiała nasza ojczyzna i nasz naród.

26.3.2014

 

Trzeba być marnym patriotą polskim, aby popierać Jałtę!

Na koniec mam radę dla polityków polskich. Jeśli tak bardzo boicie się Rosji i wieszczycie agresję tego kraju na Polskę (Lech Kaczyński, a po nim PiS i teraz nawet PO: „Dziś Gruzja, jutro Ukraina, a pojutrze Polska”) to może naród polski – Polska powinna zawrzeć unię z Niemcami. Stworzyć jedno państwo niemiecko-polskie. Mieliśy unię z Litwą, to dlaczego teraz nie możemy mieć unii z Niemcami. Nie tylko będziemy żyć w pokoju, ale i w dobrobycie. A jeśli boicie się germanizacji – wynarodowienia się, to czy nie lepiej być Niemcem, żyć w pokoju i dobrobycie niż być zrusyfikowanym chamem klepiącym biedę w Putinowskiej Rosji?!

Marian Kałuski   
27.3.2014

 

Polska nade wszystko!

Nigdy nie lubiełem, nie lubię i nie będę lubił Rosji – polityków rosyjskich, dlatego że Rosja zawsze była, jest i zawsze będzie wrogiem Polski i Polaków. Niestety, politycy rosyjscy mają to we krwi. Ale głupim i rusofobem nie jestem, chociażby dlatego, że rusofobia to rasizm, a ja jestem chrześcijaninem. Dlatego nikt mnie nie przekona do tego, że Hitler – Niemcy hitlerowskie były przyjacielem Polski tylko dlatego, że Hitler chciał zniszczyć Związek Sowiecki. Tak samo nikt mnie nie przekona do tego, że dla Polski lepiej jest to, aby Ukraina była w rękach bandyckich ukraińskich polonofobów – banderowców, gdyż oni są wrogami Rosji, niż w rękach prorosyjskich polityków, którzy nie pałali i nie pałają taką wrogością do Polski i Polaków jak banderowcy. Prezydent Janukowycz nie był ani przyjacielem ani wrogiem Polski. Obecny premier Ukrainy Jaceniuk jest banderowcem, a w jego rządzie jest aż 5 innych banderowców, o czym polskie media milczą jak zaklęte, aby trzymać naród w ciemnocie! (Jak to dobrze, że znając język angielski nie jestem uzależniony od polskich mediów).

I nikt nie przekona mnie także do tego, że mamy poświęcać polski interes narodowy przez stawianie się Rosji, przy której z punktu widzenia militarnego jesteśmy zerem. Rosjanie z enklawy kaliningradzkiej mogą być w dwa dni w Warszawie! Trzeba być doprawdy głupcem, aby w puszczy drażnić lwa mając do obrony tylko kij.

Powtarzam, i to powinien zrozumieć każdy Polak, a tym bardziej polski polityk: Ukraińcy nigdy nie byli, nie są (wbrew a la Goebbelsowskiej propagandzie szerzonej wśród Polaków) i nigdy nie będą przyjaciółmi Polski i Polaków. Jest na to aż za wiele dowodów – trzeba być tylko oczytanym, szczególnie znać publikacje ukraińskie, a tych Polacy i nasi politycy nie znają, bo są za leniwi, bo mają w nosie Polskę i Polaków; troszczą się tylko o koryto władzy. Ich słowa o patriotyzmie to zwykłe okłamywanie ludzi-narodu. Prezydent Lech Kaczyński, „lew Gruzji”, był dwadzieścia (!) razy w Wilnie i niczego nie zrobił dla prześladowanych przez Litwinów Polaków w Wilnie i na Wileńszczyźnie. Zadowalał się tylko tym, że Litwa jest wrogiem Rosji i nawet ryzykował własnym życiem, ale nie dla Polski, a tylko – podczas swej tam wizyty – dla Gruzji, która prowadziła kurs antyrosyjski, za co słono zapłaciła – oderwaniem od niej Osetii i Abchazji.

Na odcinku polsko-ukraińskim powinniśmy bronić tylko i wyłącznie polskich interesów narodowych. Niech Ukraińcy giną za Krym (Rosja go oderwała od Ukrainy bez żadnej jego obrony ze strony wojska ukraińskiego; nie padł tam ani jeden strzał!), a nie my. Odrzućmy wreszcie arcygłupie hasła: „Za waszą wolność i naszą” i że „Bez wolnej Ukrainy nie ma wolnej Polski”. Walcząc o czyjąć wolność zawsze wychodziliśny na tym jak Zabłocki na mydle: przelewaliśmy krew za innych, a inni mieli nas w nosie. Zrozumiejmy te oto mądre słowa: „Polityka jest amoralna (nie z naszej winy! – M.K.), co więcej, musi być amoralna, w tym jej siła i realizm. Polityka jest bowiem sztuką działania dla dobra własnego narodu, dla żadnych innych celów, jest sztuką świętego egoizmu, świętego oportunizmu, świętej hipokryzji, świętego profitu” („Awantury w rodzinie” Londyn 1967, str. 84). Napisał je żyd lwowski – Polak z krwi i kości Marian Hemar (1901-1972), który, w moim mniemaniu, na pewno był większym patriotą polskim od  Donalda Tuska i Jarosława Kaczyńskiego.

Polskim patriotycznym obowiązkiem jest, aby Ukraina nie była silniejszą od Polski i żeby nie była rządzona przez wrogich nam nacjonalistów. Dlatego wspieranie przez polskich polityków banderowców jest niczym innym jak właśnie głupotą polityczną! Wspieranie antypolskiej nacjonalistyczno-banderowskiej Ukrainy kosztem utraty przez Polskę rosyjskiego rynku (a w grę wchodzą miliardy złotych) też nie można nazwać niczym innym jak głupotą. Tym bardziej, że milion polskich dzieci żyje w nędzy.

Nie znaczy to, że nie powinniśmy popierać istnienia niepodległej i suwerennej Ukrainy, bo naturalne i boskie prawa przysługują wszystkim ludziom – także Ukraińcom i Rosjanom! Oddajmy co boskie Bogu, a co cesarskie cesarzowi. Niech więc Ukraińcy mają swoją Ukrainę, ale tylko na ziemiach ukraińskich. Niech nie będą okupantem ziem innych narodów, które sprezentował im Stalin – jeden z największych ludobójców w dziejach świata i złodziej cudzych ziem. Ukraina może jednak zachować swoje obecne granice jeśli na czas zrozumie, że musi przyznać pełną autonomię mniejszościom narodowym, które dzisiaj zamieszkują jej obszar.

Popieranie naturalnych praw Rosjan (i innych narodów) nie oznacza, że mamy popierać imperialistyczne zakusy Putina. Ale nie rzucajmy się na tego monstera (czyli na Putina i Rosję) z kijem. Trzymajmy z Unią Europejską i NATO w sprawie Ukrainy, ale dodatkowo od siebie nie prowokujmy lwa. Prowadźmy w takich przypadkach jak Gruzja czy Ukraina, ostrożną politykę, ale odważną jeśli chodzi o interesy polskie. Bo jak nam zagrozi Rosja, to ani Gruzja, ani Ukraina nie będą wymachiwać szabelką pod nosem Putina, a tym bardziej przelewać za nas krew czy szkodzić swojemu handlowi z Rosją. Co do tego możemy być całkowicie pewni.

Są wydarzenia historyczne, które są nie odwracalne. Takim jest oderwanie od Polski Ziem Wschodnich. Uważam, że są one dla nas stracone na zawsze (walczyłbym dyplomatycznie tylko o uczynienie z tak bardzo historycznie polskiego Lwowa kondominium polsko-ukraińskiego). Dlatego nie należę do osób głoszących rewizję obecnej granicy polsko-ukraińskiej. A jeszcze bardziej daleki jestem od rozpętania „sikierenady” polsko-ukraińskiej. Uważam, że należy rozwijać współpracę gospodarczą i kulturalną z Ukrainą, bo to powolutku może budować zbliżenie polsko-ukraińskie.

Dla tych, którzy nazywają mnie agentem moskiewskim (które to oskarżenie pod adresem wielu osób stało się prawdziwą plagą w dzisiejszych polskich mediach) mam odpowiedź: a wy jesteście agentami głupoty.

Nie należy uważać się za „świętą krowę” i człowieka-naród bez winy; należy także krytycznie patrzeć na siebie i dzieje swojej ojczyzny. Bo historia jest bardzo dobrą nauczycielką. Oczywiście pod warunkiem, że chce się być dobrym uczniem. A jakim uczniem był np. Bronisław Komorowski, który w 1977 roku ukończył historię na Uniwersytecie Warszawskim, i który nie wiedział, którą z kolei w Europie była polska Konstytucja 3-Maja (powiedział że druga, a była pierwszą); a w oficjalnych kondolencjach w Ambasadzie Japońskiej w Warszawie napisał „bulu” zamiast „bólu”.  I taki ciemniak jest prezydentem Polski (a takich „mądrych” jak on jest wśród polskich polityków bardzo wielu)!

Powtarzam, w naszych dziejach było dużo głupoty, wręcz zwykłego kretynizmu z winy wielu naszych polityków. Bo jak nazwać, jak nie skrajną głupotą, np. wybieranie cudzoziemców na królów Polski i to zazwyczaj ludzi, którzy szkodzli Polsce? Jak nazwać, jak nie skrajną głupotą zrezygnowanie przez Polskę z możliwości osadzenia na tronie moskiewskim królewicza Władysława w 1610 roku, co mogło zaowocować inną niż znamy historią Europy Wschodniej? I jak nazwać, jak nie skrajną głupotą nie wykorzystanie polityczne zwycięstw: nad Krzyżakami pod Grunwaldem czy nad Kozakami pod Beresteczkiem lub danie się wciągnąć przez Anglię i Francję, działających we własnym intersie (!), do wojny z Hitlerem?

Przestańmy być więc wreszcie z własnej woli parobkiem na usługach innych państw-narodów i to ze szkodą dla siebie. Zostańmy wreszcie dumnymi Polakami – prawdziwymi patriotami Polski. Skorzysta na tym tylko nasza Ojczyzna, skorzysta na tym naród polski. Chyba, że „wisi” nam to czy ponownie rozbiorą nas kruki, wrony. Bo już raz SAMI doprowadziliśmy do tego, że w 1795 roku Polska zniknęła z mapy politycznej Europy.

Marian KałuskiAustralia

Źródło:  http://wirtualnapolonia.com/2014/03/28/marian-kaluski-na-pohybel-tym-polakom-ktorzy-popieraja-banderowskaantypolska-ukraine/#more-34880 , 28 marzec 2014

POLISH CLUB ONLINE, 2014.0329

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci