Aleksander Ścios: TRZEBA ZAMKNĄĆ GRANICĘ Z KALININGRADEM


Bez Dekretu

Faszyzm nie przejdzie”, „dość ludobójstwa na Ukrainie” – pod tymi hasłami odbył się w Kaliningradzie wiec poparcia dla polityki przywódców Kremla. Mieszkańcy obwodu protestowali przeciwko „przemocy ukraińskich banderowców” i „machinacjom imperialistów amerykańskich” oraz uczcili minutą ciszy pamięć „30 żołnierzy Gwardii Narodowej rozstrzelanych na Ukrainie za odmowę strzelania do ludzi”. Zwyczajowo niesiono flagi ZSRR i przekreślone symbole faszystowskie.

Ten opis nie dotyczy manifestacji z lat 60. ubiegłego wieku. Wiec weteranów armii radzieckiej, młodzieży i mieszkańców Kaliningradu odbył się w ubiegły piątek i był kolejnym „spontanicznym odruchem” społeczności zamieszkującej rosyjską enklawę.

Nie ma wątpliwości, że był to „odruch spontaniczny” ponieważ reakcje naszych wschodnich sąsiadów na zbrojną napaść na Ukrainę są wręcz entuzjastyczne.

Z najnowszych badań Centrum Levanda wynika, że gdyby wybory prezydenckie odbyły się w maju br., Putin mógłby liczyć na 81 procentowe poparcie. Drudzy w kolejności, komuniści Ziuganow i Żyrinowski otrzymaliby zaledwie 7 i 4 procent. Socjologowie z Levandy podkreślają, że w czasie ostatniego miesiąca liczba osób, które chciałyby wzmocnienia więzi z Zachodem spadła do najniższego od 10 lat poziomu i wynosi obecnie 39 proc. Jednocześnie, zaledwie 21 proc Rosjan chciałoby, aby ich państwo stało się „państwem demokratycznym, o gospodarce rynkowej i prawach człowieka, jakie obowiązują w krajach zachodnich”. Zdecydowana większość opowiada się za własnym, „rosyjskim modelem”, wskazując „system sowiecki”  jako najlepszy system polityczny i gospodarczy.

Dla tych, którzy znają państwo Putina i z rezerwą traktują lewackie teorie o konwergencji i zbawiennym wpływie demokracji zachodniej na życie Rosjan, te informacje nie są zaskakujące. Ani procesy integracyjne ani „otwarcie na świat”, którymi przywódcy Zachodu tłumaczyli najpierw „pokojową koegzystencję” z komunizmem, a dziś usprawiedliwiają chęć bogacenia się na współpracy z kagebistami – nie miały zasadniczego wpływu na mentalność Rosjan. Socjologowie z Centrum Levanda przyznają, że przez ostatnie lata obserwują „wzrost infantylizmu społeczno-politycznego”, przy jednoczesnym odradzaniu tendencji nacjonalistycznych i  silnej nostalgii za ZSRR. Mieszkańcy Rosji widzą w Putinie przede wszystkim uosobienie „rosyjskiego bohaterstwa i dumy narodowej” oraz następcę „wielkiego Stalina”, który uczyni z Rosji światową potęgę i zjednoczy wszystkie narody słowiańskie.

Akceptację dla polityki kremlowskiego watażki wyrażają nie tylko „statystyczni” Rosjanie. Wiernopoddańczy list „największych twórców kultury rosyjskiej”, podpisywany w czasie zbrojnej napaści na Krym, mówi o konieczności „zjednoczenia wspólnoty naszych narodów i kultur” i deklaruje całkowite poparcie dla działań prezydenta Rosji. W powstałej w tym samym czasie tzw. Deklaracji rosyjskiej tożsamości, opracowanej przez cerkiewną Światową Rosyjską Radę Ludową, jako jeden z „najważniejszych czynników integracji narodu rosyjskiego” wymienia się „dumę z wygranej w 1945 roku”, zaś „człowiekiem rosyjskim” nazywa tego, kto uważa się za Rosjanina i mówi w języku rosyjskim. Cerkiew zarządzana przez Cyryla –„Michajłowa” od wielu miesięcy przygotowuje „religijno-ideowe” fundamenty putinowskiego samodzierżawia i głosi potrzebę zjednoczenia wszystkich Rosjan oraz budowania na świecie „cywilizacji rosyjskiej”. Instytucja ta pełni dziś rolę swoistego „biura politycznego”, tworząc ideologiczne podwaliny dla rosyjskiej ekspansji. W wypowiedziach przedstawicieli Cerkwi pojawiają się wezwania do „wyzwalania spod władzy nihilistycznego Zachodu” i tworzenia „nowej wspólnoty narodów słowiańskich”. Ten panslawistyczny model totalitaryzmu nawiązuje wprost do historii państwa sowieckiego i znajduje pełne zrozumienie w  społeczeństwie rosyjskim.

Mieszkańcy obwodu kaliningradzkiego, manifestujący poparcie dla polityki Putina, nie są oczywiście wyjątkiem. Podobne wiece odbywają się w wielu miastach Rosji i dobitnie ukazują nastroje  panujące za wschodnią granicą.

Związane z tym zagrożenia, są jednak całkowicie ignorowane przez rządzących III RP. Niedawna deklaracja Tuska, iż „należy oddzielić działania podejmowane przez Federację Rosyjską na arenie międzynarodowej od utrzymywania dobrosąsiedzkich relacji pomiędzy obywatelami Polski i Rosji”, ma wagę stwierdzenia, które w dostatecznym stopniu kompromituje polityka PO, a w normalnym państwie byłoby podstawą do natychmiastowego pozbawienia go władzy.

Mitologia „złego” Putina i „dobrych” obywateli – Rosjan, jest nie tylko głęboko fałszywa, ale w rękach reżimu III RP stanowi rodzaj propagandowego cepa, który ma zagłuszyć prawdę o sytuacji panującej w Rosji. Obywatele tego państwa nigdy nie byli i długo nie będą „dobrymi sąsiadami” Polaków. Niedawny najazd hordy motocyklistów z obwodu kaliningradzkiego czy sowiecka impreza pod pomnikiem mordercy polskich żołnierzy, są zaledwie ilustracją znacznie poważniejszych niebezpieczeństw związanych z otwartą granicą obwodu kaliningradzkiego.

Fot. za Olecko.pl
Fot. za Olecko.pl

Ten rosyjsko-niemiecki pomysł, stanowiący jeden z elementów „projektu Prusy Wschodnie”, był przez lata najpilniejszym zadaniem dla ministra Sikorskiego i został zrealizowany w czasie tzw. polskiej prezydencji. Uwagę zwraca rażąca niesymetryczność działań polskiej dyplomacji w stosunku do wrogich poczynań strony rosyjskiej. Otwarcia granicy z Kaliningradem dokonano rękami polityków PO-PSL, nie wymagając od Rosji żadnych ustępstw ani nawet wzajemności w życzliwym traktowaniu naszych interesów. Choć obwód należy do najbardziej zmilitaryzowanych miejsc na świecie i stwarza wielorakie zagrożenia ekologiczne i epidemiologiczne (m.in. najwyższy w Rosji wskaźnik zachorowań na gruźlicę i AIDS) – pod adresem Rosjan nie pojawił się postulat zmniejszenia zagrożeń. Przed Polakami ukryto natomiast skutki tego obłędnego projektu, zadowalając opinię publiczną demagogicznymi frazesami o rozwoju handlu przygranicznego i rozkwicie turystyki.

Migracja najgroźniejszych form przestępczości zorganizowanej, przemyt, korupcja, choroby i rozliczne patologie, ułatwiona działalność mafii i rosyjskich służb – to tylko niektóre z niebezpieczeństw związanych z otwarciem granicy. Od wielu miesięcy Rosjanie organizują w obwodzie manewry i ćwiczenia wojskowe, nie ukrywając nawet, że Polsce przewidziano rolę potencjalnego wroga.

Otwarta granica z Kaliningradem stwarza idealne warunki do przeprowadzenia dowolnej prowokacji, ułatwia przenikanie do Polski rosyjskich służb i agentury, jest zarzewiem potencjalnych konfliktów i problemów. Straż graniczna zatrzymywała już osoby próbujące wwozić broń palną do Polski. Można się domyślać, że nie w każdym przypadku udało się zapobiec takiemu „importowi” i do naszego kraju trafiło wielu uzbrojonych Rosjan.

Wobec Polaków przekraczających granicę władze Federacji stosują rozmaite szykany i utrudnienia. Najnowszy pomysł rosyjskich celników polega na celowym niszczeniu paszportów osób próbujących powrócić do Polski. Pod oddaniu paszportu celnikowi, wraca on do właściciela podarty. Odnotowano co najmniej kilkadziesiąt takich przypadków, o których informowano polskie MSW i MSZ. Choć proceder jest coraz częstszy, nic nie wiadomo o protestach strony polskiej.

Natomiast niemal każdego dnia w rosyjskich mediach pojawiają się doniesienia o rzekomych atakach na obywateli rosyjskich, informuje się o niszczeniu sowieckich pomników oskarża Polaków o „niewdzięczność” i „fałszowanie historii”, rozprawia o niechęci do Rosjan i wzroście „polskiej rusofobii”. Ponad jedna trzecia ankietowanych mieszkańców regionu kaliningradzkiego uważa, że w ostatnim czasie pogorszył się stosunek Polaków do Rosjan, a niemal co drugi nazywa te relacje „neutralnymi”. Napływ ogromnej ilości Rosjan do naszego kraju (od początku br. roku granicę przekroczyło blisko 2,5 mln osób) sprawia, że władze Kremla mogą w dowolnej chwili wykorzystać argument o „prześladowaniu” obywateli rosyjskich lub dostrzec zagrożenia dla ich interesów. Stąd tylko krok do podjęcia reakcji służących „ochronie obywateli”. Przykład Ukrainy jest nadto wymowny, by można było bagatelizować podobny scenariusz.

Otwarta granica z Kaliningradem to oznaka słabości i uległości reżimu Tuska i Komorowskiego. Sprawa jej zamknięcia powinna stać się priorytetem opozycji. Nie wolno dłużej akceptować sytuacji, która stwarza tak poważne niebezpieczeństwo i może zostać wykorzystana przez Putina do eskalacji konfliktu z Polską. Trzeba domagać się natychmiastowego zawieszenia umowy o zasadach małego ruchu granicznego. Taką możliwość stwarza art. 12, który mówi o prawie do zawieszenia umowy z uwagi na „ochronę bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego lub ochronę zdrowia publicznego”.

Jeśli reżim III RP nie zostanie zmuszony do ograniczenia napływu Rosjan i przerwania obłędnego „projektu Prusy Wschodnie”, wkrótce przypomnimy sobie jeden z dialogów Zinowiewa z jego „Homo sovieticus”:

„Po co wam Zachodnia Europa? — spytał mnie jeden z tutejszych mieszkańców.- Swojej ziemi macie w nadmiarze. Zagospodarowujcie Syberię, a nas zostawcie w spokoju! Chętnie – odpowiedziałem. — Ale proszę wejść w nasze położenie. Na Syberii ziąb, wilgoć, pusto, owady gryzą. A u was ślicznie, wygodnie, bogato. Gdzie w takim razie lepiej? Wy nas na Syberię nie wypychajcie, mamy jej powyżej uszu! My chcemy tutaj, do Europy. A na Syberię z czasem wyślemy was. A my was tutaj nie wpuścimy! -krzyczy wystraszony i zdenerwowany rozmówca. Jest Pan pierwszym i chyba jedynym człowiekiem, który tak mówi – odpowiedziałem. Lecz spóźnił się Pan: już tu jesteśmy.”

Aleksander Ścios 
bezdekretu.blogspot.com

Artykuł opublikowany w nr 22/2014 Gazety Polskiej.

Źródło: http://bezdekretu.blogspot.com/2014/05/trzeba-zamknac-granice-z-kaliningradem.html, 28 maja 2014.

Przeczytaj więcej artykułów Aleksandra Ściosa  >   >   >   TUTAJ.

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.05.30

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek

  • bagatela

    Napływ ogromnej ilości Rosjan do naszego kraju (od początku br. roku
    granicę przekroczyło blisko 2,5 mln osób) sprawia, że władze Kremla mogą
    w dowolnej chwili wykorzystać argument o „prześladowaniu” obywateli
    rosyjskich lub dostrzec zagrożenia dla ich interesów. Stąd tylko krok do
    podjęcia reakcji służących „ochronie obywateli”. Przykład Ukrainy jest
    nadto wymowny, by można było bagatelizować podobny scenariusz.
    A ja zbagatelizuję…

  • Czesiek

    Pisze pan słowami strasznymi, pełnymi zwierzęcej nienawiści do Rosji i Rosjan. Jest pan jednym z „oczadzonych” antyrosyjską propagandą i retoryką obecną w „naszych” mediach, które są w niepolskich rękach (proszę zgadnąć, których ?). Szkoda, że emocje górują nad rozsądkiem. Niech pan chwilkę pomyśli – jaki mamy interes w brataniu się z zapiekłymi wrogami Polski, którym marzy się zajęcie Chełmszczyzny, Przemyśla i Rzeszowa ? Czy przeprosili choćby słowwm za ludobójstwo na Kresach i kolaborację z hitlerowcami ? Czy nie mają racji Rosjanie nazywając banderowców faszystami ?
    Proszę spokojnie pomyśleć – powodzenia