Witold Bałażak: Wersal – wiara Kościoła, lecz polityka polska!


Referat wygłoszony przez Witolda Bałażaka,
Prezesa Ligi Polskich Rodzin,
28 czerwca 2014 r. w Częstochowie w ramach III Konferencji Wersalskiej.

 

Witold Bałażak w czasie wykładu Wszechnicy Narodowej, Kraków. Fot. za article.wn.com
Witold Bałażak w czasie wykładu Wszechnicy Narodowej, Kraków. Fot. za article.wn.com

Już po raz trzeci spotykamy się w Częstochowie, aby uczestniczyć w Konferencji Wersalskiej, która ma upamiętniać oraz upowszechniać wśród Polaków wiedzę o tym wielkim polskim zwycięstwie, oraz przypominać i wskazywać współczesnym pokoleniom naszych Rodaków drogę od patriotyzmu klęski do patriotyzmu tryumfu, której sztandarowym przykładem jest Traktat Wersalski, na mocy którego Polska wracała na mapę Europy.

O ile sam fakt podpisania, dokładnie 95 lat temu, traktatu kończącego I wojnę światową jest uznawany za sukces polityki Romana Dmowskiego nawet przez jego adwersarzy, to trzeba z całą mocą podkreślić, że nie byłby on możliwy bez wcześniejszych działań Narodowej Demokracji, zarówno tych wewnętrznych, dotyczących zjednoczenia podzielonego przez zaborców Narodu, jak tych odnoszących się do starań dyplomatycznych. Wersal, to owoc dojrzałej, roztropnej i odpowiedzialnej polityki, która musiała skutecznie walczyć z ugruntowanymi stereotypami i zainstalowanymi nam przez obcych metodami walki o niepodległość waszą, ale krwią naszą.

Jedną z najważniejszych rzeczy w powyższym kontekście była realizacja programu, Narodu wiernego Kościołowi, dążącego do zjednoczenia i niepodległego bytu, w odniesieniu do polityki Kościoła, mającej inne racje i zapatrywania w tamtej geopolitycznej i religijnej rzeczywistości Europy. Temu wątkowi chciałem poświęcić kilka spostrzeżeń i refleksji.

Roman Dmowski, korzystając z, przynależnego tylko jemu, mandatu do reprezentowania polskiej sprawy na arenie międzynarodowej, odbywał liczne spotkania dyplomatyczne mające na względzie przedstawianie i uzasadnianie polskich dążeń do niepodległości, oraz planów dotyczących nie tylko naszej Ojczyzny, ale zasad i sposobu budowy powojennej Europy.

Jedno z takich spotkań odbyło się w styczniu 1916 r. w Watykanie, gdzie Dmowski rozmawiał z kardynałem Pietro Gasparim sekretarzem stanu Stolicy Apostolskiej, którego treść przytaczam za Dmowskim („Polityka polska i odbudowanie państwa” IW PAX, Warszawa 1988, tom 1, str. 248):

„Dlaczego pan idzie z Rosją? – pyta kardynał.

„Bo mi trzeba, żeby Niemcy były pobite”. – odpowiada Dmowski.

„Na cóż panu przegrana Niemiec?” – pyta kardynał.

„Bo bez niej nie będzie zjednoczonej Polski”. – odrzekł Dmowski.

„To pan sądzi, że zjednoczona Polska będzie szczęśliwa pod berłem monarchy rosyjskiego?” – pyta Gaspari.

„Sądzę, że Polska może pozostawać pod obcymi rządami, dopóki jest podzielona. Gdy będzie zjednoczona, będzie niepodległa. Dążąc do zjednoczenia, dążymy do Polski niepodległej”. – odpowiada Dmowski i pisze dalej”„Na to usłyszałem wybuch śmiechu”.

„Polska niepodległa? Ależ to marzenie, to cel nieziszczalny!… – odpowiada kardynał. „Nie powiem, żeby moje polskie ucho było tym mile dotknięte. Zapytałem na to: „Cóż by nam Wasza Eminencja doradzała?”

„Wasza przyszłość jest z Austrią”.

„Tymi słowy zalecano mi w Watykanie politykę, która w Polsce korzystała z tytułu „niepodległościowej”. Polska niepodległa to marzenie nieziszczalne – przyszłość jest z Austrią.

Oczywiście, Dmowski nie obrażał się na Watykan, pozostał wiernym synem Kościoła, ale swoją politykę kontynuował, z dobrym skutkiem, czego efektem była powojenna Europa, gdzie Niemcy poniosły klęskę, monarchia Austro-Węgierska przestała istnieć, co dawało niepodległość Polsce, a Europa stawała się kontynentem państw narodowych, zgodnie z polityką Dmowskiego i Narodowej Demokracji, wbrew polityce Watykanu. Polska zjednoczona i niepodległa, to nie było wyłącznie marzenie, ale realny plan zrealizowany w sprzyjających okolicznościach geopolitycznych, zaś nieziszczalnym marzeniem okazała się monarchia austro-węgierska z podporządkowanymi sobie narodami. Dziś Kościół naucza, że rodzina i naród, to podstawowe komórki społeczne, których niczym zastąpić nie można. Polityka Dmowskiego zwyciężyła!

Aby lepiej zrozumieć tę watykańską radę z roku 1916: „wasze miejsce jest z Austrią”, trzeba nieco cofnąć się w czasie, o lat trzydzieści, gdzie w pamiętniku ówczesnego szefa sztabu armii niemieckiej von Walderseego z dnia 12 listopada 1886 r. czytamy: „Obstaję przy tym, że odbudowanie Polski jest dla nas, na wypadek gdybyśmy musieli prowadzić wojnę jednocześnie z Rosją i z Francją, nieodzowną koniecznością. Ale łatwe to w każdym razie nie będzie, bo Polacy nie powstaną ot tak sobie bez powodu … Można mieć powodzenie tylko, jeśli duchowieństwo przygotuje grunt; do tego hasło musiałoby przyjść z Rzymu, a poza tym, sprawa musiałaby być wzięta przez Austrię, my nie ściągniemy pod broń nawet setki Polaków”. Jędrzej Giertych „Kulisy powstania styczniowego” str. 298.

Powyższy cytat wybitnego bismarkowskiego marszałka, to nic innego, jak niemiecka instrukcja, plan działania na wypadek wojny na dwa fronty: z Rosją na wschodzie i Francją na zachodzie z wykorzystaniem religijnej specyfiki polskiego narodu. Trzeba w takim przypadku posłużyć się Polakami i Kościołem do wywołania powstania absorbującego Rosję. Dokładnie taki niemiecki scenariusz był realizowany w roku 1863, kiedy powstanie styczniowe obaliło porozumienie francusko-rosyjskie, czyli powstrzymało narastający konflikt między zaborcami, a konwencja Alvenslebena przywróciła sojusz państw zaborczych. Efektem tego były zwycięskie wojny (z Danią 1864, Austrią 1866 – co spowodowało jej zależność od Prus) , pokonanie Francji i zjednoczenie Niemiec pod egidą Prus. Polakom pozostały zsyłki, żałobny nastrój, modlitwa i kult klęski, bo rozum, odpowiedzialność i roztropność musiały czekać dopiero na czasy Romana Dmowskiego i endecji.

Według powyższego, niemieckiego scenariusza sprawa miała być wzięta w ręce przez Austrię w roku 1914, kiedy to na austriacki rozkaz, z austriackimi przepustkami wyrusza Piłsudski z Oleandrów, aby wywołać antyrosyjskie powstanie w Kongresówce. Wojna między Niemcami i Austro-Węgrami z jednej strony, a Rosją, Francją i Anglią z drugiej, była dla Polaków wielką szansą upomnienia się o Polskę, zaś dla Niemców była czarnym scenariuszem, któremu miał zaradzić Piłsudski poprzez wywołanie powstania, które miało wyłączyć Rosję z wojny i pozwolić Niemcom na błyskawiczne zwycięstwo na zachodzie. Oczywiste i konieczne było, aby w powyższym celu wykorzystać polską wiarę i przywiązanie do Kościoła, nie pierwszy i, jak pokazuje dzisiejsza rzeczywistość, nie ostatni raz! Oto bardzo ważny i jakże wymowny zapis rozmowy Stanisława Głąbińskiego, przywódcy Narodowej Demokracji w zaborze austriackim, z hrabią Leopoldem Berchtoldem, ministrem spraw zagranicznych Austro-Węgier, z dnia 2 sierpnia 1914 r., a więc na cztery dni przed wybuchem wojny austriacko-rosyjskiej i wyruszeniem Piłsudskiego celem wywołania powstania: „Gdy wchodziłem do salonu ministra, hr. Berchtold oczekiwał mnie u wejścia i powitał uprzejmie słowami: „Witam Ekscelencję, no – czy już wszystko przygotowane do wywołania powstania? Ja zdziwiony: „Ja nic nie wiem o powstaniu; o jakim powstaniu Ekscelencja mówi? Berchtold: „Przecież o powstaniu na tyłach armii rosyjskiej!” Ja: „Takiego powstania nie będzie!” Berchtold: „Ależ na Boga, co Ekscelencja mówi! Takie powstanie być musi, zostało mi święcie przyrzeczone, ja przyjąłem wobec sztabu stanowcze zobowiązania, sztab na nie rachuje!”… Berchtold chwycił się oburącz za głowę i wołał rozpaczliwie: „Ależ to nie może być, na to już wszyscy rachują. Zaprosiłem tu w tym celu nuncjusza, czeka w drugim salonie. Niech Ekscelencja z nim pomówi!” Ja: „A cóż tu nuncjusz ma do roboty?”. Berchtold: „Przecież Polacy są katolikami. Mamy pomoc papieża”. Ja: „My jesteśmy katolikami, ale to nie może wpłynąć na wywołanie powstania. Ja nie mogłem pogodzić takiego kroku z moim sumieniem narodowym, dlatego nie chcę w tej sprawie mówić z nuncjuszem”. Jędrzej Giertych, „Józef Piłsudski 1914 – 1919” Londyn 1979, tom I, str. 189-190. 

Oto kolejne przykłady wykorzystywania Polaków i naszego przywiązania do wiary przez politykę niemiecką, cytaty za niemieckim historykiem, Fritzem Fischerem: „O zamiarze wywołania w Królestwie powstania świadczy fakt, że już  w końcu lipca 1914 roku, za zezwoleniem rządu  Rzeszy, istniało w tej sprawie porozumienie między sztabami niemieckim i austro-węgierskim. Jak bardzo także i w kołach parlamentarnych oczekiwano na początku wojny wybuchu powstania w Królestwie, wynika z listu hrabiego Westarpa do przywódcy stronnictwa konserwatystów von Heydebrand und der Lasa z dnia 6 sierpnia 1914 roku, w którym zawarte są słowa: „że dzisiaj ma w Rosji wybuchnąć polskie powstanie, było mi wiadome”. Tamże, str. 186. I w innym miejscu, ten sam niemiecki historyk pisze:  „Aby pozyskać Polaków, poddanych rosyjskich do powstania przeciw Rosji, niemieckie Ministerstwo Spraw Zagranicznych postanowiło dnia 5 sierpnia wywrzeć wpływ na ludność Królestwa Kongresowego przez polskie duchowieństwo przy pomocy kurii rzymskiej. Pruski poseł przy Watykanie, von Muhlberg, otrzymał zlecenie poczynić w Watykanie starania w tym duchu. Kuria miała objaśnić Polakom, że armie sprzymierzone (Pruska i Austro-Węgierska) stawiają sobie za zadanie wyzwolenie Polski i dlatego powinny być przez wszystkich Polaków, także i przez polskie duchowieństwo popierane… Do dalszego zmobilizowania uczuć religijnych w służbie sprawy niemieckiej kazano masowo rozpowszechnić ulotkę, na której pokazane były obok siebie portrety cesarza Wilhelma II i papieża Benedykta XV zarówno jak nadzwyczajna scena przedstawiająca jak niemieckie wojsko wypędza Rosjan, podczas gdy polski lud, z chorągwiami kościelnymi, błogosławiony przez Madonnę, nadbiega tłumnie. Apel do polskiego kleru pozostał jednak bezskuteczny”. Tamże, str. 188Tak pisze niemiecki historyk. Jakże to pouczające w dzisiejszych czasach!

Już za niespełna trzy miesiące, w Kielcach, będziemy wspominać i czcić biskupa Augustyna Łosińskiego, wmurowując tablicę Jemu poświęconą. To dzięki takim wielkim duchowym przywódcom narodowym i Pasterzom Kościoła, niemiecki scenariusz wykorzystania polskiego przywiązania do Wiary i Kościoła w celu realizacji niemieckich interesów legł w gruzach.

To Roman Dmowski i Narodowa Demokracja odniosły zwycięstwo w roku 1914 poprzez przygotowanie narodu i niedopuszczenie do niemieckiej legionowej prowokacji powstańczej. 90 tysięcy przygotowanych przez Niemców karabinów nie było komu wręczać. Ciekawy jest fakt, że kiedy generał Puchalski, komendant Legionów, złożył wniosek do dowództwa armii austriackiej o usunięcie brygadiera Piłsudskiego, jako nie nadającego się na to stanowisko, to otrzymał następującą odpowiedź: „Austria ma setki brygadierów, ale Piłsudski jest potrzebny dla względów politycznych”. Koniecznie trzeba te względy polityczne zapamiętać w kontekście zbliżających się obchodów 100 rocznicy wybuchu I wojny światowej i przygotowywanych obchodów. To wówczas rozstrzygały się losy Polski, nie wybuchło powstanie, dzięki czemu Rosja mogła przystąpić, w koalicji z Francją, do wojny z Niemcami, które walcząc na dwa fronty musiały przegrać. Z tej ich klęski powstała Polska!

    To Dmowski wygrał w roku 1916, kiedy nie udała się Niemcom proklamacja państewka po akcie dwóch cesarzy (to ta nieodzowna konieczność powołania niby niepodległego państewka według niemieckiego scenariusza z 1886 r.) z zamiarem poboru polskiego rekruta do niemieckiego wojska. Rzeczywiste intencje Niemców, w kontekście roku 1916, pokazuje fakt obchodzenia przez nich, jak pisze Feliks Koneczny, pięciowiekowego jubileuszu hasła ausrotten, czyli unicestwienia, wytępienia Polaków, co głosił Falkenberg w roku 1416 na soborze w Konstancji. Feliks Koneczny „Z dziejów Polski”, Oficyna Hieronima, Lublin 1997, str. 56.

Nie udała się również niemiecka prowokacja z listopada 1918 roku, kiedy Niemcy przywieźli Piłsudskiego, aby przekazać mu władzę za obietnicę wyrzeczenia się ziem zaboru pruskiego i wyeliminowania Polski z szeregu państw zwycięskich w I wojnie światowej. Warto w tym miejscu przytoczyć wypowiedzi Piłsudskiego, jeszcze z czasów trwania I wojny światowej, z roku 1915, ale jakże symptomatyczne w powyższym kontekście, zanotowane we wspomnieniach Stefana Badeniego, ziemianina i działacza konserwatywnego:  „Zadałem Piłsudskiemu pytanie, które mnie, jako gorącemu zwolennikowi Ententy bardzo ciążyło na sercu. Spytałem: czy panu nie jest jednak przykro, panie brygadierze, jako Polakowi, że walczy pan po stronie krzyżackiej przeciw Francuzom i przeciw bądź co bądź Słowianom? Po chwili namysłu, patrząc przed siebie i pochmurny ciągle, odpowiedział: Ja, proszę pana, nie jestem Polakiem, bo ja jestem Litwinem, ale w tym co pan mówi, jest słuszność: jest mi przykro… Jestem jednak zdania, że obowiązkiem naszym teraz jest popierać mocarstwa centralne (Niemcy, Austro-Węgry)I dalej w tej samej rozmowie: „pani domu rzuciła pytanie tonem lekkim, niefrasobliwym: I co będzie, panie brygadierze, z naszą kochaną Polską po wojnie? Skutek pytania był niespodziewany. Z pochmurnego tylko stał się Piłsudski w oka mgnieniu groźnym; rysy ściągnęły mu się drapieżnie i huknął w samą twarz pytającej: I co właściwie ma być, proszę pani, z Polską, z tym narodem, który nigdy nie jest zdolny do żadnego czynu, który jest hańbą Europy i trzydziestomilionową plamą na ludzkości?”.    Jędrzej Giertych „Józef Piłsudski 1914-1919” Londyn 1979, tom I, str. 225Ten cytat bardzo trafnie oddaje zachowania  i poglądy, nie tylko Piłsudskiego, ale również jego ideowych i politycznych spadkobierców! Oby nigdy tacy ludzie nie mieli już wpływu na bieg polskich spraw!

Nie pomogła obecność arcybiskupa warszawskiego Kakowskiego w, powołanej przez Niemców, Radzie Regencyjnej – Naród polski, wierny Kościołowi w sprawach wiary, politycznie stał po stronie państw zwycięskich: USA, Francji i Anglii.  Z tego zwycięstwa nad Niemcami, oraz na gruzach monarchii Austro-Węgierskiej, powstała zjednoczona i niepodległa Polska, oraz Europa złożona z niepodległych państw narodowych. Wersal jest tego ukoronowaniem!

Alternatywą Niemiec wobec Europy ukształtowanej w myśl polskiego projektu, był ich pomysł, stanowiący cel I wojny światowej, zbudowania środkowo-wschodniej Europy w formie niby niepodległych państewek pod faktycznym protektoratem Prus, oczywiście z „błogosławieństwem” katolickiej Austrii, dla zwiedzenia Polaków, którzy mieli być głównym kluczem, czy raczej „mięsem armatnim” w tej grze. To „wzięcie sprawy przez Austrię”, to„wasze miejsce jest z Austrią”, w tamtym przypadku  rozbiorowej rzeczywistości, oraz walczącej o zjednoczenie i niepodległość Polski, to nic innego, jak tylko chęć wykorzystania autentycznej religijności maryjnej i spodziewanej naiwności politycznej Narodu polskiego przez niemiecką politykę. Trzeba mieć to na uwadze również dzisiaj – szczególnie dzisiaj, wobec wykorzystywania maryjności do celów politycznych obcych polskiej tradycji i sprzecznych z interesem polskiego Narodu! Religijność i naiwność, czy, mówiąc dosadniej, głupota polityczna przeplatana płytką religijnością, to najgorsza mieszanka, szczególnie w polskich warunkach!

Ciężko jest oskarżać kogoś o złą wolę, ale dobre intencje, w bardzo ważnych sprawach politycznych, nie mogą stanowić żadnego usprawiedliwienia! Trzeba w tym miejscu zawołać za świętym Papieżem Polakiem: „Wiara, pozbawiona oparcia w rozumie, skupiła się bardziej na uczuciach i przeżyciach, co stwarza zagrożenie, że przestanie być propozycją uniwersalną. Złudne jest mniemanie, że wiara może silniej oddziaływać na słaby rozum; przeciwnie, jest wówczas narażona na poważne niebezpieczeństwo, może bowiem zostać sprowadzona do poziomu mitu lub przesądu”. Jan Paweł II „Fides et ratio”, Pallottinum 1998, str. 75. Jakże wymowne i aktualne to słowa z encykliki „Fides et ratio”  Jana Pawła II do biskupów Kościoła Katolickiego, a więc także polskich biskupów!

Warto w tym miejscu zauważyć, że zwycięska koncepcja Romana Dmowskiego i Narodowej Demokracji, zrealizowana w Wersalu, nie tylko przywróciła zjednoczenie i niepodległość Polsce oraz innym narodom Europy, ale także uchroniła Kościół przed polityczną odpowiedzialnością za planowane podporządkowanie Europy środkowo-wschodniej niemieckim wpływom, pod płaszczykiem katolickiej Austrii. Przyszłe pokolenia Polaków i europejczyków zapewne będą pytać o polityczną odpowiedzialność Kościoła za poparcie dla idei jedności europejskiej na zasadzie politycznej, gospodarczej i ekonomicznej dominacji Niemiec.

Dlatego warto jeszcze powrócić do wspomnianego wątku polityki Kościoła i oddać głos Romanowi Dmowskiemu: „Rozróżniam Kościół i politykę Stolicy Apostolskiej. Kościół dla katolików jest władzą, której w rzeczach wiary są obowiązani bezwzględne posłuszeństwo. Polityka watykańska jest rzeczą ludzką, jak każda rzecz ludzka, nie wolną od błędów i staje w równym rzędzie z polityką wszystkich państw. Najbardziej katolickie państwo ma obowiązek o tyle tylko z nią się łączyć, o ile nie stoi ona w sprzeczności z dobrem państwa i narodu”.

Roman Dmowski „Polityka polska i odbudowanie państwa” IW PAX, Warszawa 1988, tom 1, str. 248.

Celem autentycznej myśli i działań Narodowej Demokracji, rzeczywistych spadkobierców Romana Dmowskiego jest oczyszczanie polskiej przestrzeni publicznej, odrzucanie z polskiej rzeczywistości społeczno-politycznej, z polskiej religijności postaw politycznej naiwności, bezmyślności, bezradności i podporządkowania obcym interesom, szczególnie wówczas, gdy wykorzystują najświętsze dla nas wartości: Boga i Ojczyzny!

Polityk katolicki słucha Kościoła w sprawach Wiary i moralności – które są stałe i niezmienne – wcielając Jego nauczanie w życie osobiste i społeczne, politykę zaś uprawia na swoją odpowiedzialność, nie obciążając tym Kościoła. Polityk katolicki nie podpiera się opiniami politycznymi biskupów i księży – które są różne i zmienne – samemu odrzucając nauczanie moralne Kościoła w życiu osobistym i społecznym.

Niech zatem dzisiejsza 95 rocznica podpisania Traktatu Wersalskiego, tego wielkiego polskiego zwycięstwa, tego przejścia od patriotyzmu klęski do patriotyzmu tryumfu, będzie także stanowczym przypomnieniem fundamentalnego stanowiska Narodowej Demokracji – wierności nauczaniu Kościoła, lecz polityce polskiej.

Referat wygłoszony przez Witolda Bałażaka,

Prezesa Ligi Polskich Rodzin,                                      

28 czerwca 2014 r. w Częstochowie w ramach III Konferencji Wersalskiej.

Zródło:  http://www.lpr.pl/pl/2014/07/18/wersal-wiara-kosciola-lecz-polityka-polska/ , 18 lipca 2014.

Wybór zdjęcia wg/PCO

POLISH CLUB ONLINE, 2014.08.18

Waldemar Glodek

Autor: Waldemar Glodek