Ewa Polak-Pałkiewicz: Świat i antyświat. Na Święto Niepodległości.


Kiedy jesteśmy mali okropnie lubimy bajki. Moglibyśmy ich słuchać bez końca. Albo je oglądać. Bajki nigdy nie nudzą. Są takie kolorowe. Można przy nich popłakać i pośmiać się, a nawet zasnąć.

Zasypiając, cieszymy się, że jest taki świat. Cudowny świat bajek. Ale kiedy dorastamy, bajki już nie są dla nas. Musimy poznać prawdziwe życie. Ono jest pozbawione bajkowego czaru, kojącej pewności, że wszystko zawsze dobrze się kończy.

epp-winieta-orzelW prawdziwym życiu nie zawsze zdarza się szczęśliwe zakończenie. Jako dorośli musimy otworzyć oczy, przywykłe do słodkiej dziecinnej drzemki. Zobaczyć świat, jaki jest naprawdę. Dawniej zamiast: na świecie, mówiono:  na tym łez padole.

Naszym zadaniem, gdy dorastamy jest poznać i przyjąć prawdę. Przede wszystkim o tym, że nie stworzyliśmy siebie sami. Jesteśmy także tu na ziemi z pewnego konkretnego powodu. Również ze ściśle określonego powodu jesteśmy Polakami, a nie Arabami czy Turkami. Nasze życie ma wyraźny cel. Ten powód i ten cel należy rozpoznać. Dopiero wtedy można podjąć czyn. Bez tego nasza aktywność będzie tylko bezładną szamotaniną. Walką z wiatrakami. Będziemy częścią tłumu.

Marszałek Piłsudski nie znosił zarówno podniecenia wywoływanego przez płytkie emocje, o które tak łatwo  w działalności partyjnej, tak łatwo wywołać je w tłumie, jak  i sztucznej gmatwaniny myśli, wzniecanej przez wszelkich odmian ideologów zapełniających prasę – lewicową i narodową – tworami swego pióra.

Wciąganie w nieistotne spory, nieustanne waśnie i podniety ideologiczne uważał za celową, przemyślaną robotę wrogów Polski.

Marszałek Piłsudski był realistą.

Prawda o tym, Kim jest Ten, który nas stworzył, kim jesteśmy my – kim wobec Stwórcy – zmusza do czujności, refleksji, namysłu. Nieustannej pracy nad sobą. Zmusza, by na poważnie zająć się poznawaniem rzeczywistości, z którą mamy do czynienia. Także politycznej.

Nieustanny zgiełk, tak często tworzony sztucznie, z rozmysłem, po to tylko, by nas zająć, przeszkadza w tym.

Prawda dużo kosztuje. Musi być powiązana z wysiłkiem woli, umysłu i serca. Ten wysiłek owocuje poznaniem Boga, który oczekuje od nas przede wszystkim tego, byśmy Go poważnie traktowali.

Jako ludzie dorośli musimy rozeznać, na jakim świecie żyjemy. Że jest to miejsce, na którym toczy się krwawa walka, bezwzględny bój. Walka o naszą duszę.  Jako Polacy musimy spojrzeć w oczy także i tej prawdzie, że nasz sąsiad na wschodzie nieprzypadkowo jest naszym sąsiadem. Trzeba dobrze poznać i zrozumieć zasady, jakimi się kieruje, zwłaszcza wobec nas. Od stuleci się one nie zmieniają.

Nie da się w nieskończoność udawać, że ten wrzący ocean to nieruchome bajorko z ciepławą wodą.

Mamy naturalny lęk przed zanurzaniem się w toni rozszalałego oceanu. Wolelibyśmy popluskać się w bajorze. Usilnie trzymamy się brzegu, chcemy ze wszystkich sił przywrzeć do bezpiecznej kładki. Do naszej bajki.

Dlatego kard. Giacomo Biffi tak często powtarza: „Gorszą rzeczą od utraty wiary jest utrata rozumu”.

Nie chcieć korzystać ze swych władz umysłowych, to lenistwo duchowe, infantylizm. To powrót do dzieciństwa.

Tymczasem ktoś podsuwa nam propozycję: zatrzymaj się, nie idź tam, gdzie czekają cię trudy. Zobacz, jest wyjście. Siedź spokojnie na bezpiecznym brzegu.. Nie musisz wcale drżeć z zimna, obijać się o skały, szarpać z falami. Sięgnij po miłe kłamstewko, po bajkę dla dorosłych. Oto jej treść:

Bóg nie jest Bytem, lecz wiecznym stawaniem się. Nie można poznać prawdy o Bogu. Nie ma jednej moralności, lecz setki. Grzech to zaledwie jedna z koncepcji. Zmienność jest cechą rzeczywistości. Żyjesz o tyle, o ile jesteś w ruchu.

Taką sąmą hipotezą – powtarza bajka – jest teoria, że świat został stworzony. (Część uczestników rzymskiego Synodu o Rodzinie, kardynał Nycz i kardynał Bruno Forte… – oni też lubią bajki).

Bajdą historyczną  – już nawet nie bajką – jest mnożenie opowieści o tym, że państwo polskie to efemeryda;  jako Polacy jesteśmy niezdolni do utrzymania niepodległego i silnego państwa.

To propozycja zatrzymania się w rozwoju. Józef Piłsudski powtarzał nie raz, że do utrzymania państwa potrzebny jest czyn orężny, ale i czystość intencji, harmonia polskiej duszy, siła charakteru. Gorzko rozliczał swoją ojczyznę odrodzoną po 11 listopada 1918 roku:

„…jakieś dziwne rozpanoszenie się brudu i jakiejś bezczelnej, łajdackiej przewagi sprzedajnego nieraz elementu.[…] Swobody demokratyczne zostały nadużyte tak, że można znienawidzić całą demokrację…”.*)

Zamiast walczyć o swoją duszę, by nie połknął jej smok ognisty – zupełnie jak w bajkach, ale niestety, ten smok jest całkiem realny – siadamy na brzegu, rozkładamy nasze namioty…

Gdy nie wiadomo, Kim jest Jezus…

Kiedy nie wiadomo, czy istnieje drugi człowiek, czy nie jest on czasem tylko fantomem – a zatem można zrobić z nim wszystko, okłamać go, zdradzić, użyć jak rzeczy – nie można mieć żadnej pewności, że istnieje Bóg. Zawieszony zostaje osąd co do całej Rzeczywistości. Znajdujemy się wtedy we mgle, wysoko nad realną ziemią. Dryfujemy w oparach heglizmu, balansujemy bez oparcia pośród nieskończonych przestrzeni i niezliczonych światów. Nałykaliśmy się Ludwiga Wittgensteina, Umberto Eco i innych znawców tego, co można zrobić ze Słowem, z językiem i przy pomocy języka. Jakie są pożytki z dekonstruktywizmu. Przekonaliśmy się już, że można oderwać Słowo od jego znaczenia. Znaczenie użyć przeciw Słowu.

Pytanie, jakie znany publicysta, często poruszający tematy religijne, postawił w tytule swojej książki: „Czy Jezus jest Bogiem?”, nie jest publicystyczną prowokacją. Nie jest także wyrazem pasji apologetycznej. Jest wyznaniem wiary postmodernisty. Wynika z ugruntowanego przekonania, jak plastycznym materiałem jest świadomość człowieka, który utracił twardy grunt pod nogami. Wiara chrześcijańska przestała być argumentem. Czas na spekulacje umysłowe. Istnienie człowieka nie przejawia się  – w mniemaniu autora tego pytania – w stosunku do  innych bytów, przede wszystkim – do Bytu Absolutnego. Ono przejawia się w myśleniu. Wymyślaniu, przeżywaniu, koncypowaniu. I w poszukiwaniu inspiracji dla myślenia i przeżywania: nieustannych zmian, wciąż nowych bodźców, intelektualnych podniet.

epp-orzel_katyn_1940Niektórzy moi czytelnicy nie widzą w tym tytułowym pytaniu (które przytoczyłam w „Zwycięstwie narracji”) nic niepokojącego. Tymczasem pytanie to wynika nade wszystko z przyjęcia założenia, że można takie pytanie postawić. Nie wobec publiczności krajów arabskich, nie w dalekich Chinach, czy na Grenlandii. W Polsce, wobec Polaków, narodu od tysiąca lat chrześcijańskiego. Narodu, którego tożsamość jest związana nierozerwalnie z wiarą w Jezusa Chrystusa. Gdzie bohaterowie umierali z Jego Imieniem na ustach, przyciskając do piersi krzyż. Już można, stwierdza najwyraźniej autor, utracono bowiem narzędzia – po odejściu od filozofii realistycznej – dzięki którym łatwo jest zdemaskować tego rodzaju nadużycia.

Byt przygodny pyta o Byt Absolutny – sprawdzając, czy aby na pewno nim jest. A zatem musi powątpiewać o własnym istnieniu. On bowiem nie poznaje – on myśli. Świat myśli jest cierpliwy jak papier. Wytrzyma wszystko…

Oto człowiek-bóg rozparty wygodnie w fotelu pyta publicznie o boskość Tego, Który siedzi po prawcy Ojca, jak mówimy w Credo. No, jest w końcu, czy nie jest Bogiem? Z tych niezmierzonych wyżyn, na jakie wzniósł się autor pytania, widać wyraźnie, że owszem, może być Bogiem, ale może Bogiem nie być. Może być też kimś pomiędzy Bogiem a człowiekiem. Może raz być Bogiem, a raz człowiekiem. Pytanie postawione w ten sposób otwiera szerokie jak ocean możliwości interpretacyjne. Luter wraz z Heglem kołyszą się wesoło na falach… Wraz z autorem i wraz z nami, o ile zechcemy w tym uczestniczyć.

W pytaniu tego rodzaju zawiera się zawsze odpowiedź. Negatywna.

W pytaniu tego rodzaju zawarta jest też następująca gnostycka teza: Kościół już nie może sformułować prawdy o tym, kim jest Jezus. Kościół nie jest autorytetem. Kościół w tej sprawie nie ma nic do powiedzenia. Odpowiedzi poszukamy sobie sami.

Jan Paweł II w Salamance: „Strzeżcie się niebezpiecznej iluzji, że Chrystusa można oddzielić do Kościoła, a Kościół od jego Magisterium”. **)

Nasze życie staje się coraz mniej realne

Nie liczy się. I już nie boimy się spotkania ze ścianą oceanu. Oceanu pychy, słabości, zmysłowości, ambicji… – pod którą mieliśmy toczyć tę upartą walkę, by nie zginąć. Gdzie mamy być mężczyznami i kobietami świadomymi swych celów – nie tylko ziemskich. Dyspozycji naturalnych i skarbów duchowych, w jakie zostaliśmy wyposażeni przez Boga. Świadomymi także swej odpowiedzialności przed Bogiem, jak je wykorzystaliśmy.

Jeden ze współpracowników Józefa Piłsudskiego, Włodzimerz Bączkowski, uważał za najbardziej brzemienną w skutkach konsekwencję 150 lat zaborów zanik rozumienia własnych dziejów przez Polaków. Nazywał to „brakiem poczucia historyzmu”, jak mówił, niezdolnością do „wyprodukowania własnego kompleksu czynotwórczych idei, wyrastajacych z historii”. Na przeszkodzie tkwiła błędna ocena Rosji, lekceważenie zagrożenia z jej strony lub przeciwnie, przecenianie go. Bączkowski pisał:  „Ten brak poczucia historyzmu powoduje, że gotowi jesteśmy walczyć obłędnie na wszystkie fronty lub przerażeni ogromem tej walki złożyć ręce i rozpaczliwie szukać obrony u obcych. Walczyć z Zachodem i Wschodem naraz, z wpływami Watykanu i z imperializmem Moskwy […] To znamienne równoważenie dwóch zjawisk, małych i odległych, bliskich i groźnych, pokrewnych i biegunowo odmiennych, posłużyć może za najlepszą miarę naszego duchowego przesunięcia w kierunku wschodnim, dokonanego w wiekach upadku. To duchowe kalectwo Polski”. ***)

Odsuwamy od siebie wezwanie, że trzeba zakasać rękawy i w pocie czoła uprawiać ziemię. To znaczy również: dogłębnie rozumieć swoje zadania, rozeznawać plan, jaki Stwórca ma wobec naszego istnienia.

Zamiast tego słodko usypiamy na brzegu, zapatrzeni i zasłuchani w bajkę, nogi mocząc w bajorze. Żyjemy nie własnym, a cudzym życiem. Ktoś wymyślił taki ciekawy scenariusz.  I -„jest nas już tylu…” Brakuje chęci do poznawania, ale przecież prawda jest niepoznawalna!

Hasła: Bądźcie twórczy, stwarzajcie! Bądźmy twórczy, wszyscy razem, stwarzajmy!, których tak wiele na plakatach wyborczych Platformy Obywatelskiej, to nic innego jak demagogiczna zachęta: Nie zajmujmy się tym, co jest i tym, jakie to jest – czyli, jaki jest np. bilans naszych rządów, jakie zadania stawia przed nami sytucja Polski po 10 kwietnia 2010 roku – ale róbmy coś, kręćmy się, nie stójmy w miejscu, drepczmy chociażby w koło , bo stanie w miejscu to obciach. To starość, grzyb, nuda… Romano Amerio nazywa tego rodzaju postawę, zastępującą aktywizmem uczciwe  i dogłębne rozeznanie sytuacji – a nade wszystko tę tendencję we współczesnej filozofii – mobilizmem. „Jak pokazuje historia filozofii, moblilizm jest cechą mentalności, która stawanie przedkłada nad bycie, dynamizm nad statyczność, a działanie nad cel”.****)

epp-orzel--Stwarzać,  to tutaj oznacza właśnie: stawać się – bo jest się jeszcze kimś nie do końca, kimś nieokreślonym – nieustannie ewoluować.  Uznawać wyższość zmienności  nad tym, co niewzruszone i stałe. Cel współczesnej pedagogiki i polityki: dbanie o to, by „umysł nie zatrzymywał się na pewnikach”, by przyzwyczajał się coraz bardziej „do brania pod uwagę wielu alternatywnych rozwiązań”, by nieustannie dryfował w niewiadomym kierunku. Tylko taki umysł może wyprodukować na przykład taką sentencję: „Polskość to nienormalność”. I wypowiedzenie jej nie jest w żadnym razie czymś przypadkowym.

„A zatem nadrzędnym prawem myślenia nie ma być prawda, czyli stałość, lecz opinia, czyli zmienność”.

Opinia, którą ktoś musi stale, wprawnie i z talentem sterować.

Gdy media stają się autorytetem

Nasza epoka nie różni się pod tym względem w sposób istotny od poprzednich. Już dwieście lat temu prasa przyciągała uwagę osób ciekawskich. Nowościami, prognozami, plotkami. Obalaniemstarych prawd. Pierwsze gazety czytane w londyńskich herbaciarniach, wiedeńskich i paryskich kawiarniach szybko zawitały do saloników zamożnego mieszczaństwa. Arystokracja zawsze miała wobec gazet dystans. Paweł Sapieha, światowiec mieszkający w majątku pod Rawą Ruską, nie krył – w listach do córki Marii – pogardy dla prasy codziennej. „Wszystkie gazety kłamią…”, pisał zdegustowany w latach 30. XX wieku, gazety endeckie nazywał „szmatami”. A przecież nie był to jeszcze czas subtelnie mamiącego umysły wyrafinowanego kłamstwa, lecz prostodusznej propagandy i w miarę rzetelnej informacji. A jednak, już wówczas można był odgadnąć, że obraz świata, powielany w setkach tysięcy egzemplarzy, którego zadaniem jest stanowić zniekształcone odbicie tego, co jest, a niekiedy łudząco przypominać świat prawdziwy, nie może mieć wiele wspólnego z rzeczywistością. Jest on z rozmysłem sprokurowany, sztuczny z definicji. Zmiana, którą obserwujemy dziś polega na tym, że media dla milionów stały się głównym autorytetem. I korzystając z prawa wyłączności, zrobią wszystko, by zinfantylizować do reszty swoich odbiorców.

Gdyby byli dorosłymi, a nie dziećmi, siłą rzeczy byliby realistami, a nie fantastami. Z realistami zaś niektóre instytucje nie są w stanie w ogóle sobie poradzić.

Dlaczego wybrana zostaje Bernadetta? 

Objawienia w Lourdes, w lutym 1858 roku mają pewną wyróżniającą cechę. Wciąż nasuwają pytanie, dlaczego na Powierniczkę Maryi wybrana została ta zziębnięta dziewczynka, dziecko prawie. Niedorozwinięta fizycznie z powodu głodu i chorób. Analfabetka. Nawet po francusku nie potrafiła mówić, posługiwała się dialektem pirenejskim. Jej nauczyciele skarżyli się na jej tępotę. Nie napisała w swoim niezbyt długim życiu – umarła jako trzydziestoparolatka – żadnej modlitwy, jej relacje z objawień były lakoniczne i suche. Tylko drewnianego różańca, z krzyżykiem umocowanym na sznurku, nie wypuszczała z rąk. Rodzina jej zamieszkiwała wilgotne pomieszczenia byłego więzienia, zwane w miasteczku lochem. I oto do tak nędznego stworzenia, które samo o sobie wielokrotnie później powtarza, że jest „nikim”, przemawia najpiękniejsza i najmądrzejsza Istota na ziemi. Mówi do niej per „wy”. Mała nędzarka słyszy pytanie, czy mogłaby tej wspaniałej olśniewającej Dziewczynie, która na każdej stopie ma złotą różę, „wyświadczyć tę łaskę” i przychodzić tu przez kilkanaście dni…

Francisko de Zurbaran – Niepokalane Poczęcie
Francisko de Zurbaran – Niepokalane Poczęcie

I to jeszcze nie wszystko. To właśnie tej młodej góralce w łachmanach objawiona zostaje tajemnica Imienia Maryi, zupełnie przez adresatkę nie rozumiana, „Niepokalane Poczęcie”… Ale choć to słowo jest tak trudne, choć ciężko je zapamiętać, Bernadetta puszcza się natychmiast pędem do plebanii, gdzie groźny ksiądz czeka, by mu powiedzieć wreszcie, co to za Osoba, niewidzialna dla innych, z którą rozmawia tak bezceremonialnie, z rozpłomienioną, piękniejącą w oczach twarzą, jego parafianka. Rozmawia tak swobodnie, jak z rówieśnicą. Zaśmiewając się, od czasu do czasu, wraz ze swoją Rozmówczynią, do łez.

Oniemiał, gdy to Imię usłyszał. Cztery lata po ustanowieniu przez Piusa IX dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny.

To Imię miało coraz mocniej wiązać nas z Bogiem. Pomagać w poznawaniu, Kim jest Ten, który został zrodzony z Niewiasty, by objawić Ojca. By pozwolić wątpiącym i chodzącym w ciemnościach wznieść się – ale nie na wyżyny własnej wyobraźni, nieokiełznanej przestrzeni swobodnej myśli – lecz ku Bytowi, który jest absolutną Prawdą, Dobrem, Pięknem.  Sprawiedliwością i Miłością. Wznieść się, to znaczy: przywrzeć całym sobą, nie dać sobie wydrzeć prawdy, Kim jest Bóg. Bo tylko poznając Go, można Mu lepiej służyć. Lepiej wypełniać Jego plan, który ma dla każdego z nas. Niepowtarzalny.

Święta Bernadetta Soubirous dobrze wypełniła ten plan, przez całe życie posługując innym, niańcząc dzieci, opiekując się chorymi, obierając jarzyny w klasztornej kuchni, haftując obrusy ołtarzowe i serwetki. Latami, bez skargi, ciężko chorując. Znosząc tysiączne upokorzenia. Milcząc, nigdy nie fantazjując i nie rozwodząc się, gdy pytano ją o objawienia w grocie Massabielle. Nie przyjmując żadnych datków, prezentów, pamiątek, jakimi usiłowano ją obrzucać, z racji jej wybrania i obcowania, w sposób tak bliski, z Królową Nieba i Ziemi. Całkowicie obojętna na wszelkiego rodzaju hołdy, nie udzielała nawet rad, gdy ją o to proszono, nie czując się do tego w żaden sposób upoważniona. Obiecywała tylko modlitwę.*****)

Pirenejski twardy charakter tej późniejszej zakonnicy, Marie Bernard, nie pozwolił na żaden wyłom w tych zasadach. Nędzarka obcująca z Królową, Matką Boga Wcielonego, posługiwała się w swoim krótkim życiu bardzo sprawnie i konsekwentnie rozumem. Nie emocjami, nie fantazjami. Nie miała żadnych ambicji. Potrafiła słuchać. Była uważna i wytrwała. A przy tym niezmiennie pogodna, wręcz radosna. Nie złamało jej żadne upokorzenie i żadne cierpienia. Miała skarb największy: pokorę.

Postać tej drobnej, liczącej zaledwie metr czterdzieści wysokości w dorosłym życiu, „biednej grzesznicy” – jak o sobie mówiła w godzinie śmierci – staje przed oczami, gdy znów ważą się losy naszego państwa. Polskiego społeczeństwa, narodu.

Nie stać się ofiarą złudzenia – to mógłby być nasz cel. Taki, jaki miała i ona, pytając tyle razy piękną Dziewczynę, Kim jest?

Bóg jest Rzeczywistością, od której wszystko zależy. Nie udawajmy przed Nim, że jesteśmy tacy wielcy. Tacy wspaniali. Że wszystko możemy, byleby tylko okoliczności były sprzyjające. Bo tak naprawdę, jesteśmy nikim, jak Bernadetta. Nikim lepszym od niej, i prawdziwie nikim wobec Boga..

A jednak to do takich nędzarzy Bóg osobiście kieruje wezwanie. Traktuje ich jak swoje wybrane narzędzia. Zapewnia wszelkie warunki, by spełnili daną im misję. Zapewnia zwycięstwo. O ile okażą się wierni.

Trzeba te wezwania odczytać. Przyjąć. Zachować. Nie pozwolić nikomu nimi manipulować – jak zdarzyło się to podczas ostatniego rzymskiego synodu, i czego rozliczne echa pojawiają się w zaskakujących wypowiedziach również niektórych polskich hierarchów. Jak ona, Bernadetta, niosąca w głowie i sercu te dwa słowa, niepojęte dla niej, ale najzupełniej konkretne i prawdziwe, o czym była do głębi przekonana, gdy pędziła jak wiatr w swoich drewnianych chodakach przez ścieżki nad potokiem Gave du Peau i kamieniste uliczki Lourdes.

Ten najbardziej surowy konkret to nasza wiara. Nie zależymy wcale – w tym istotnym sensie – od aktualnego rządu i całego układu europejskiego i światowego. Zależymy w całej pełni od Boga. Dlatego lamentować, pomstować, głośno wołać, że jesteśmy nieszczęśliwym krajem, któremu już nic nie pomoże, i popadać w defetyzm to komedia. Defetyzm jest zawsze czymś śmiesznym. Zwłaszcza w kraju katolickim. Rozumiał to bardzo dobrze Józef Piłsudski. Walka, jaką w Polsce Polacy prowadzili – w 1863 , w 1920, w 1939 i 1944 roku – i nadal prowadzą, pod wodzą jedynej partii opozycyjnej, jest także częścią walki o odzyskanie prawdziwej treści podstawowych słów:

Bóg, wiara, Kościół. Państwo, wolność, niepodległość. Historia. – Którą próbuje się od dziesiątków lat sprowadzić do polityki historycznej i uczynić narzędziem ideologii.

Także i po to jest Święto Niepodległości.

Byt Boga nie może zostać sprowadzony do stawania się. Bóg jest Tym, Który Jest.

Jest bytem w pełni określonym, jak mówi Romano Amerio, i posiada pełnię bycia z wszystkimi jego właściwościami i implikacjami, istniejąc w doskonale prostej jedności. Również człowiek, tak jak nie może stawać się w sensie metafizycznym, nie może stwarzać własnego życia moralnego – jak chcieliby dziś zarówno neomarksistowscy i postmodernistyczni filozofowie, wynajęci przez ideologię pisarze i politycy, jak i  niestety coraz większa część hierarchii kościelnej.

epp-orzel---Dzięki własnej wolności jest on rzekomo w mocy rozstrzygania, co jest dobre, co złe, co jest grzechem, co nim nie jest! Tymczasem „z samego siebie”, precyzuje włoski teolog, „stworzenie popada w niebyt, o ile nie wspiera go działanie Boga: przyczyna stałości pochodzi z zewnątrz”.

Gdy stworzenie popada w niebyt jego świat staje się antyświatem. Ktoś taki z wyboru zamieszkuje w nierzeczywistości.

Gdy stajemy przed pytaniem: Który program wyborczy jest najlepszy?, odpowiedź brzmi: Ten, który szanuje nasz rozum. Zakłada, że poznanie musi iść przed działaniem.

Polsko, pozostań sobą, prosiła na chwilę przed swoim odejściem, prawie dwa lata temu, Maria Okońska. Masz coś do zrobienia, do wypełnienia: Utrzymać wiarę w bytowego Boga. Pana historii. Przekazać ją chwiejącemu się, upadającemu światu… By nie połknął go nienasycony antyświat. Nie wahaj się wypełnić swojej misji.

Ważna jest wiara, a nie popisywanie się sprawnością języka i kokietowanie umiejętnościami stwarzania pseudobytów, jak czynili to zawsze wszyscy ideologowie, ku uciesze gawiedzi. Ale Polacy nie są gawiedzią…

Patrzą wciąż na zastęp swoich świętych i swoich bohaterów.

________________

 *) Piotr Lisiewicz, „Niepodległość i brudne sztuczki”, Gazeta Polska Codziennie 10-11 listopada 2014

**) Taka jest mentalność współczesna, dodaje Romano Amerio. „Cała filozofia chrześcijańska pojmowała stawanie się jako przygodną właściwość istot skończonych (tylko Bóg jest od niej wolny). Myślenie, że zmienność jest czymś nieodłącznym od życia, a w związku z tym wartością dla umysłu jest poszukiwanie prawdy, a nie jej znalezienie iposiadanie, cechowało także włoski romantyzm, który wzorował się na romantyzmie niemieckim. (…) Faust Goethego, to poemat o człowieku, który myśli, że znajdzie ukojenie w coraz to nowych doznaniach: odczuwa pragnienie, lecz skoro osiąga upragniony cel, zaczyna go trawić inne pragnienie – przeto nawet znalazłszy to, czego szukał, nigdy nie czuje się zaspokojony”. Podobne jest przesłanie Paracelsusa Guido Kolbenheyera, podkreśla Amerio: „…głębokie poczucie rzeczywistości daje ciągła zmienność form bytu, które rodzą się i umierają, nigdy nie spełniając pokładanych w nich nadziei. (…)

***) „Najpełniejszą systematyzacją moblilizmu jest filozofia Hegla: tym, co istnieje, jest to, co dzieje się (staje się) w bezkresie czasu. Owo stawanie się udziela się Bogu, pozbawiając Go Jego atrybutów niezmienności, absolutnej ponadczasowości”. (Za: Romano Amerio, „Iota unum”, Wyd. Antyk – Marcin Dybowski)

****) Cyt. za: Piotr Lisiewicz, „Niepodległości i brudne sztuczki”…

*****) Romano Amerio, „Iota unum”

******) Por. Vittorio Messori, „Czy Bernardetta nas oszukała?”, Znak, 2014

 

Ewa Polak – Pałkiewicz

Źródło: http://ewapolak-palkiewicz.pl/swiat-antyswiat-swieto-niepodleglosci/ , 10.11.2014

Przeczytaj więciej artykułów pani Ewy Polak-Palkiewicz  >   >    >  TUTAJ  .

POLISH CLUB ONLINE, 2014.11.11

Ewa Polak-Pałkiewicz

Autor: Ewa Polak-Pałkiewicz