Stanisław Bulza: Ukryta germanizacja?


Mapa Waldenburg z 1931 r. w MZB Wałbrzych

 

W Miejskim Zarządzie Budynków Spółka z o.o. – Biuro Obsługi Klienta Piaskowa Góra-Szczawienko przy ul. Topolowej 25 b na pierwszym piętrze na korytarzu wywieszono na ścianie za szkłem niemiecką mapę Waldenburg z 1931 r. Jest to wielki skandal! MZB utrzymywany przez Wspólnoty Mieszkaniowe (wynagrodzenie zarządcy) nie powinien być polityczny. Bowiem wywieszenie w budynku publicznym niemieckiej mapy z 1931 r. jest akcją polityczną. Jest to uporczywe przypominanie Polakom o niemieckich korzeniach tego miasta. Poniżej historia stosunków polsko-niemieckich.

 

Rewizjonizm

 

Rewizjonizm niemiecki właściwie rozpoczął się już przed podpisaniem Traktatu Wersalskiego z 29 czerwca 1919 r. Po ultimatum Aliantów, wystosowanym przez premiera Francji Georgesa Benjamina Clemenceau (1841-1929) dnia 22 czerwca 1919 r., Niemcy przyjęli je w dniu następnym wydając oświadczenie, w którym napisali, że „ustępują przed przeważającym gwałtem i nie zrzekają się swego sposobu pojmowania niesłychanej krzywdy, zawierającej się w warunkach pokoju”. W latach 1923-1929 ministrem spraw zagranicznych Niemiec był Gustaw Stresemann (1878-1929). Dzięki jego staraniom został zawarty w 1925 r. Pakt z Locarno, w którym Niemcy uznali granice zachodnia z Francją i Belgią, ale odmówili uznania granicy wschodniej z Polską. Stresemann twierdził, że wśród zasadniczych zadań niemieckiej polityki zagranicznej jest zmiana granicy z Polską. Tę granicę nazwano „Die brennende Grenze” (płonącą granicą).

Po II wojnie światowej i podpisaniu Układu Poczdamskiego 2 sierpnia 1945 r., który ustalił granicę polsko-niemiecką na Odrze i Nysie Łużyckiej rewizjonizm niemiecki wzmógł się. W 1954 r. na niemieckich uniwersytetach 76 pracowników naukowych zajmowało się rewizjonizmem; w Monachium działa od 1951 Osteuropa Instytut (fundacja kontrolowana przez Ministerstwo Oświaty), tamże w 1952 r. powstał Instytut für Sudosteuropa; od 1949 r. w Stuttgardzie działa Deutsche Gessellschaft für Osteuropakunde; w Getyndze Arbeitsgemeischaft für Osteuropaforchung; w Luneburgu od 1946 r. zagadnieniami granicy na Odrze i Nysie zajmują się Nordostdeutsche Akademie i Gottinger Arbeitskreis, w Marburgu Johan Gottfried Herder Instytut od 1950 r. wyłonił Komisję ds. Pomorza, Bałtów, Wartheland [!!] i Śląska; w 1951 r. w Berlinie założono Osteuropa Instytut (Stanisław Kozanecki i Tadeusz Borowicz, „Myśląc o Polsce”, wyd. w Brukseli w 2006 r.). Niemieccy naukowcy nie próżnują, a zapewne wymienione instytucje zostały zintegrowane albo pomnożone w ostatnim ćwierćwieczu, wspomagając Związek Wypędzonych, a w Polsce można się obawiać o dalekosiężne cele, oparte na fałszu polityki państwa niemieckiego, wyznaczającego w art. 116 swojej Konstytucji swoje granice na terytorium Polski.

Obok wyżej wymienionych instytutów w Niemczech działają takie stowarzyszenia jak „Związek Wypędzonych” i „Powiernictwo Pruskie” założone w 2000 r., które postawiło sobie za cel reprezentowanie interesów wysiedlonych (niem. wypędzonych) obywateli niemieckich, którzy po drugiej wojnie światowej musieli opuścić Polskę i Czechy. Celem jest uzyskanie zwrotu majątków pozostawionych przez wysiedlonych Niemców. 15 grudnia 2006 Powiernictwo Pruskie oficjalnie ogłosiło, że złożyło w imieniu swoich udziałowców 22 pozwy przeciwko Polsce w Europejskim Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu, domagając się zwrotu majątku pozostawionego przez wypędzonych. Zdaniem ekspertów pozwy nie miały szans na powodzenie, gdyż Powiernictwo nie próbowało dochodzić swoich praw przed sądami w Polsce, czego wymaga Europejska Konwencja Praw Człowieka, ustanawiająca trybunał. Pozwy dotyczyły też okresu, gdy konwencja jeszcze nie istniała. Polska zaś ratyfikowała ją dopiero w 1991 r., co też nie jest dla sprawy bez znaczenia. 9 października 2008 r. Trybunał roszczenia Powiernictwa oddalił w całości. Ponadto Trybunał orzekł, że Powiernictwo nie posiada czynnej legitymacji prawnej w przedmiocie sprawy. Rudi Pawelka zapowiedział, że nie zważając na niekorzystny wyrok Trybunału w Strasburgu, będzie robił wszystko, aby uzyskać od Polski odszkodowania.

 

Nazistowskie korzenie „Związku Wypędzonych”

 

Tygodnik „Der Spiegel”, w artykule z 14 sierpnia 2006 „Na to brakuje nam środków” („Dafür fehlen uns die Mittel”) podał, iż na 200 byłych członków kierownictwa Związku Wypędzonych, ponad 1/3 była członkami NSDAP. Zaliczało się do nich również trzech byłych sekretarzy generalnych Związku i kilku jego wiceprzewodniczących. Zdecydowana większość z 13 pierwotnych założycieli Związku Wypędzonych w 1958 r. była powiązana z reżimem narodowosocjalistycznym III Rzeszy, a mianowicie Alfred Gille, Erich Schellhaus (Wehrmacht), Hainz Langguth, Rudolff Wollner (SS).

W latach 1959-1964 przewodniczącym Związku Wypędzonych był Hans Krüger (1902-1971), który był działaczem NSDAP, zbrodniarzem wojennym, po 1945 r. organizował w RFN Związek Wypędzonych. Był posłem do Bundestagu i federalnym ministrem ds. wypędzonych. W czasie wojny wydał bardzo liczne wyroki śmierci na Polakach za takie czyny, jak np. zbicie okna w domu Niemca, bójkę, przypadkową katastrofę kolejową. Według zeznań świadków Krüger stał ponadto na czele specjalnej komisji, która jesienią 1939 r. zatwierdzała listy Polaków, rozstrzeliwanych następnie bez sądu w chojnickiej „Dolinie Śmierci”

 

Zjednoczenie Niemiec

 

Jeszcze przed zjednoczeniem Niemiec ówczesny kanclerz RFN Kohl nie uznawał granicy na Odrze i Nysie. Kiedy Margaret Thatcher, premier Wielkiej Brytanii, wyrażała wielokrotnie obawy o przyszłość Europy w przypadku zjednoczenia Niemiec, kanclerz Kohl podjął decyzję o zmianie dotychczasowego stanowiska swojej partii. Naciskany przez USA zaakceptował granicę na Odrze i Nysie, była to bowiem cena zjednoczenia. Została zwołana specjalna konferencja z udziałem dwóch państw niemieckich i czterech mocarstw. Kanclerz Kohl nie chciał się zgodzić, aby Polska wzięła udział w tej konferencji. Jednakże dzięki zabiegom polskiej dyplomacji Polska została dopuszczona do udziału w konferencji, ale tylko w tych tematach, które ją dotyczyły. Sprawy granic omawiano na konferencji w Paryżu 17 lipca 1990 r. Uczestniczył w nich ówczesny minister spraw zagranicznych RP, Krzysztof Skubiszewski. 3 października 1990 r. w Moskwie dwa państwa niemieckie: NRD, RFN, oraz Francja, Anglia, USA i ZSRR podpisały „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. Układ ten określił zasady jednoczenia Niemiec. W art. 1 określono terytorium zjednoczonych Niemiec. Stwierdzono, że „Zjednoczone Niemcy i Rzeczpospolita Polska potwierdzają istniejącą między nimi granicę w układzie wiążącym z punktu widzenia prawa międzynarodowego”. Zjednoczone Niemcy nie mają żadnych roszczeń terytorialnych przeciwko innym państwom i nie będą ich również wysuwać w przyszłości. Układ ten potwierdzał nie tylko granice na Odrze i Nysie, ale również postanowienia o delimitacji i demarkacji umowy pomiędzy PRL a NRD z maja 1989 r. Zgodnie z zapowiedzią zawarta w artykule 1 tego Układu Polska i Niemcy podpisały w dniu 14 listopada 1990 r. traktat o potwierdzeniu istniejącej pomiędzy nimi granicy.

Buta niemiecka powraca. 15 lutego 1996 r., ówczesny minister Spraw Zagranicznych Niemiec Klaus Kinkel oświadczył, że Niemcy nie czują się zobowiązane traktatem poczdamskim. Wypowiedź ta była pierwszym oficjalnym podważeniem Traktatu między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17.06.1991 r., oraz szeregu poprzednich traktatów, w których Niemcy dobrowolnie zrezygnowali z jakichkolwiek praw do swoich dawnych ziem na obecnym terytorium Polski.

Niemcy się zjednoczyły, lecz nie wywiązały się z podpisanego „Traktat o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec”. W paragrafie 4 art. 1 tego układu, RFN zobowiązała się, że Konstytucja Zjednoczonych Niemiec nie będzie zawierała postanowień sprzecznych z powziętymi zasadami. Wbrew postanowieniom tego układu do dnia dzisiejszego w konstytucji Niemiec obowiązuje zapis z 1937 r., a na niemieckich mapach, nasze ziemie zachodnie nadal widnieją w granicach Niemiec. Czy można więc ufać polityce niemieckiej? Dla nich podpisywane układy, traktaty, to tylko świstki nic nie znaczących papierów, bo w ich polityce liczą się tylko fakty dokonane.

Niemcy ratyfikowali postanowienia Traktatu z dnia 17 czerwca 1991 r. między RP a RFN o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy jak i Europejską Konwencję Ochrony Praw Człowieka z 4 listopada 1950 r. oraz konwencję ramową Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, lecz odmawiają przyznania polskiej grupie etnicznej w Niemczech statusu mniejszości narodowej.

 

Plan Stolpego

 

Rok później, w lipcu 1991 r., premier rządu Brandenburgii, Manfred Stolpe, przekazał stronie polskiej dokument, który przewidywał kolonizację gospodarczą zachodniego pasa Polski wzdłuż Odry o szerokości 75 do 100 km. od granicy polsko-niemieckiej. Tereny po polskiej stronie miały być głównie rezerwatami przyrody i obszarami wypoczynkowo rekreacyjnymi po zalesieniu pół uprawnych. Na wyspie Uznam miał powstać tzw. „niemiecki teren gospodarczy”, a region Szczecin miał być przekształcony w wspólny port lub wodną strefę przemysłową ze zmienną polsko-niemiecka administracją. Projekt zakładał, że większość inwestycji będzie udziałem prywatnych przedsiębiorców korzystających z kredytów Polsko-Niemieckiego Banku Rozwoju, który miał być utworzony przez rządy Polski i Niemiec i w którym stosunek kapitału wynosić miał 70:30 z przewagą dla strony niemieckiej; siedzibą banku miał być Berlin, prezes miał pochodzić z Niemiec, a walutą rozliczeniową byłaby marka.

Był to niezwykle wyrazisty dowód na nasilenie dążeń niemieckich do eliminacji struktur decydujących o suwerenności Polski. Ówczesny minister spraw zagranicznych RP, Krzysztof Skubiszewski, w lutym 1992 r. akceptował ten plan. Ogłoszenie publiczne planu Stolpego wywołało publiczną reakcję. Było wiele protestów, nastąpiła publiczna dyskusja. Wprawdzie plan Stolpego udało się odrzucić, ale podobnie jak w przypadku planu Sorosa, jego część w praktyce została niestety zrealizowana. Na Ziemiach Odzyskanych zniszczono przemysł, gospodarkę morską, stocznie i rolnictwo.

 

Plan Willersa

 

Kolejna propozycja strony niemieckiej Pogranicze niemiecko-polskie jako problem polityki regionalnej (Plan Willera) kładła główny nacisk na stworzenie sprzyjających warunków instytucjonalnych, gospodarczych i politycznych szybkiego rozwoju obszarów przygranicznych. Plan obejmował dziewiętnaście niemieckich powiatów Meklemburgii-Pomorza Przedniego, Brandenburgii i Saksonii oraz czterdzieści jeden gmin z czterech istniejących wówczas województw: szczecińskiego, gorzowskiego, zielonogórskiego i jeleniogórskiego. Obszar ten liczył 17,2 tys. Km kw. z blisko 1,9 mln mieszkańców. Autorzy planu wskazali na wyraźną dysproporcję finansowego wspierania polskiej i niemieckiej części pogranicza. Obszar po stronie niemieckiej korzystał w tym czasie ze środków federalnych, środków EWG (fundusze w ramach programów Rozkwit wschodu i Poprawa regionalnej struktury gospodarczej), ulg podatkowych oraz możliwości kredytowych na bardzo korzystnych warunkach, podczas gdy polskie pogranicze nie otrzymywało żadnego wsparcia finansowego ze strony państwa, zaś ze źródeł EWG jedynie niewielkie środki w ramach programów Uwertura i PHARE.

 

Art. 116 Konstytucji RFN

 

Art. 116 Konstytucji RFN brzmi: „Niemcem w rozumieniu Ustawy Zasadniczej jest, z zastrzeżeniem innych regulacji prawnych, ten, kto posiada niemiecką przynależność państwową, lub ten, kto jako uciekinier albo wypędzony narodowości niemieckiej, lub jako jego małżonek albo potomek, znalazł przyjęcie na terytorium Rzeszy Niemieckiej w granicach z 31 grudnia 1937 r.”.

Zauważyć należy, że przepis ten definiuje pojęcie „Niemca”, nie określa natomiast przebiegu granic RFN. Podstawami prawnymi w zakresie granicy polsko-niemieckiej są: układ między Rzeczpospolitą Polską a Niemiecką Republiką Demokratyczną o wytyczeniu ustalonej i istniejącej polsko-niemieckiej granicy państwowej z 6 lipca 1950 r., układ między Polską Rzeczpospolitą Ludową a Republiką Federalną Niemiec o podstawach normalizacji ich wzajemnych stosunków z 7 grudnia 1970 r., traktat między Rzeczpospolitą Polską a Republiką Federalną Niemiec o potwierdzeniu istniejącej między nimi granicy z 14 listopada 1990 r. Ponadto granice RFN, w związku z procesem włączenia NRD do RFN, zostały określone w traktacie o ostatecznej regulacji w odniesieniu do Niemiec (tzw. układ 2+4), zawartym 12 września 1990 r. pomiędzy dwoma państwami niemieckimi oraz Francją, USA, Wielką Brytanią i ZSRR.

Pierwszy artykuł tego układu brzmi: „Zjednoczone Niemcy obejmują obszary Republiki Federalnej Niemiec, Niemieckiej Republiki Demokratycznej oraz całego Berlina (…). Zjednoczone Niemcy nie roszczą żadnych pretensji terytorialnych wobec innych państw i nie będą ich rościć także w przyszłości (…)”. W tym kontekście należy podkreślić, że w świetle prawa międzynarodowego granice Rzeczypospolitej Polskiej są prawnie zabezpieczone.

„W polsko-niemieckim traktacie z 1990 roku o uznaniu granicy, zaznaczono że w czasie nowelizacji konstytucji niemieckiej artykuł 116 będzie zlikwidowany” – podkreślił podczas środowej konferencji prasowej w Sejmie szef klubu PSL Stanisław Żelichowski.

 

Z katów ofiary

 

Po 1989 r. w polityce zagranicznej Polski dominowały dążenia do integracji ze strukturami euroatlantyckimi. Wyrażono je w haśle „powrotu do Europy”, a rząd wskazywał na to, że jedyna możliwa droga na Zachód prowadzi przez porozumienie z Niemcami. W tych warunkach jako rację stanu uznano pojednanie ze stroną niemiecką i próbę budowy dobrosąsiedzkich relacji z zachodnim sąsiadem. Nie dość, że radykalnie pomniejszono straty ludnościowe Polski poniesione w czasie II wojny, to od dłuższego już czasu trwa oczernianie, opluwanie, zarówno w Polsce, jak i mediach zagranicznych, przedstawiając Polaków jako wrednych antysemitów. Usiłuje się za wszelką cenę zdjąć odpowiedzialność za zbrodnie popełnione przez Niemców w czasie drugiej wojny światowej i przerzucić je na Polaków. Przypomnieć należy, ze Niemcy wymordowali 3 mln 300 tys. Polaków.

Zrealizowany w 2012 r. przez drugi program niemieckiej telewizji publicznej, trzyczęściowy film „Nasze matki, nasi ojcowie” („Unsere Mütter, unsere Väter”) ukazuje Polaków, jako „krwiożerczych antysemitów”. Film ten jest wyświetlany w wielu państwach świata. To z Niemiec od dłuższego już czasu coraz częściej wychodzi w świat termin „polskie obozy koncentracyjne”. Termin ten pojawia się w bardzo często w prasie niemieckiej. Użyły go gazety takie jak „Der Spiegel”, „Bild”, „Der Tagesspiegel” „Ster”, „Focus”, „Die Welt”, „Westdeutsche”, Junge Welt”, Thurgauer Zeitung”, „Die Zeit”, „Sueddeutsche Zeitung”, niemiecka agencja prasowa „dpa”, niemiecki oddział Reuters, internetowy portal rozgłośni Saarlaendischer Rundfunk”, oraz portal internetowy niemieckiej telewizji NTV. Używany jest również zwrot „polski obóz zagłady” (niem: polnisches Vernichtungslager).

Na ten temat prof. M. Giertych już w 2000 r. pisał: „Obrzydliwe filmy typu „Shtetl” Marzyńskiego, „Shoah” Lanzmana, czy obsypana oskarami „Lista Schindlera” Spielberga, wybielają Niemców, a podkreślają polski antysemityzm i sugerują nasz udział w zabijaniu Żydów. Np. w „Liście Schindlera” wszystkie dialogi są po angielsku, tylko komendy w Auschwitz po polsku z angielskim podpisem” (Maciej Giertych, Opoka w Kraju, nr 34 (55), czerwiec 2000)

W 2012 r. doszło do skandalu podczas wręczenia przez prezydenta USA Obamę Medalu Wolności dla Jana Karskiego. Prezydent USA podkreślił, że Karski był przedstawicielem polskiego ruchu oporu. Później wypowiedział jednak niefortunne słowa: „Partyzanci poinformowali go, że Żydzi są mordowani na masową skalę i przeszmuglowali go do warszawskiego getta oraz polskiego obozu śmierci”. Czy była to gafa, czy też zamierzone działanie?

Rząd Polski nie broni dobrego imienia Polski i żołnierzy AK. Premier Tusk milczy. Milczą polscy historycy. Czy nabrali wody w usta, czy też mówić im zakazano? Polska po 1989 r. nie ma własnej polityki historycznej. Jest to niesłychany skandal, że Niemcy, którzy rozpętali straszliwą wojnę, wymordowali miliony Polaków, dzisiaj śmieją się nam w twarz.

Jest raczej pewne, że celem oczerniania i opluwania Polaków jest usprawiedliwienie przed światem przyszłego zaboru polskich ziem zachodnich i północnych Polski przez Niemców. Bo Polacy odrażający, źli, krwiożerczy antysemici, mordercy Żydów, twórcy obozów koncentracyjnych, nie są godni do posiadania własnego państwa. I nikt się za nami nie ujmie, nawet Rosja, i właśnie dlatego szerzy się dziś w sposób histeryczny antyrosyjskość. Komu ona jest potrzebna? A no właśnie Niemcom!

 

Zamknięcie wałbrzyskich kopalń, ale nie tylko

 

Wałbrzyskie kopalnie miały ponad pięćsetletnią historię. Prawdopodobnie już za czasów Bolka II Świdnickiego, który wydał pierwszy dokument dotyczący górnictwa, wydobywano tutaj węgiel, choć nie ma pewności, czy dotyczył on górnictwa węglowego. Pierwsze udokumentowane fakty pochodzą z 1478 r., kiedy to Paweł Heyrich nabył kopalnię węgla w okolicach Nowej Rudy. Początki dzisiejszej kopalni Thorez sięgają roku 1561. Właśnie w tamtych czasach odkrywano kształt Zagłębia Dolnośląskiego. Dziś ma kształt zbliżony do prostokąta ok. 60 km i szerokości 25-33 km. Trudne warunki geologiczne oraz wysokie zagrożenie wyrzutów gazowych i skał charakteryzujące zagłębie, czyni je najtrudniejszym w eksploatacji.

Według opracowania Objaśnienia do szczegółowej mapy geologicznej Sudetów autorstwa Adama Haydukiewicza, Stanisława Olszewskiego, Szczepana Porębskiego i Andrzeja Teisseyre, wydanej przez Wydawnictwo Geologiczne, Warszawa 1985 r., łączne udokumentowane zasoby trzech kopalń tj. Thorez, Victoria i Wałbrzych wynoszą 509 mln ton, w tym bilansowane 267 mln ton (według aktualnych dokumentacji). Pokłady są na ogół cienkie (30-70 cm), a tylko niektóre z nich osiągają miąższość 1,5-2,0 m.

Gospodarcze znaczenie węgla wałbrzyskiego polega na występowaniu różnorodności odmian, m.in. koniecznych do wyrobu koksu hutniczego i odlewniczego. Wydobywa się wartościowe węgle gazowo-koksowe, ortokoksowe, metakoksowe i semikoksowe (typy 33-37), chude i antracyty (typ 41 i 42). Dolnośląski węgiel jest wyjątkowo cennym surowcem dla gospodarki narodowej. Cechuje się bardzo niską zawartością siarki i fosforu, dzięki czemu używany jest do produkcji najlepszych gatunków koksu. Występujące węgle antracytowe mogą w przyszłości znaleźć zastosowanie poza koksownictwem, jako paliwo bezdymne. Aby w pełni wykorzystać tkwiące w naszej ziemi bogactwo, przewidywano w latach 1970-80 pełną integrację trzech kopalń, w wyniku której miała powstać jedna, nowoczesna kopalnia. Spajającą ją osią miały być: nowy szyb wydobywczy wyposażony w wysoko wydajny skip oraz centralny zakład przetwórczy. Taki model kopalni miał umożliwić eksploatację znacznej ilości zasobów uwięzionych dotychczas w filarach. W tym celu w połowie lat osiemdziesiątych rozpoczęto największą inwestycję Dolnośląskiego Zagłębia Węgla, jaką była budowa szybu Kopernik. W momencie, kiedy prace przy jego budowie były już zaawansowane w 80 proc., inwestycję zamknięto.

Inicjatywa likwidacji Dolnośląskiego Zagłębia wyszła od Komisji Górniczej NSZZ Solidarność, która zwróciła się do ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka o wydanie decyzji likwidacji wałbrzyskich kopalń. Swoje pismo w tej sprawie Komisja uzasadniała opracowaniem pn: Opłacalność eksploatacji Dolnośląskich Kopalń Węgla Kamiennego. Napisano w nim, że perspektywy wałbrzyskich kopalń są żadne. Złoża są na wyczerpaniu i jest to widoczne w systematycznym spadku wydobycia, mimo że nakłady stale rosną. Podawane w dokumentacjach, opracowanych ostatnio, dane dotyczące zasobów węgla są obciążone błędami rachunkowymi, są fikcyjne. Opracowanie było anonimowe. Wzbudziło ono mieszane uczucia wśród kadry inżynieryjnej. Po pewnym czasie okazało się, że autorem opracowania jest przewodniczący Komisji Górniczej NSZZ Solidarność Krzysztof Betka, górnik dołowy.

Natomiast senator Mieczysław Tarnowski opowiadał się za stopniowym zamykaniem kopalń. Mówił, że logicznie myśląc, koncepcja zintegrowanej kopalni zmierzałaby w kierunku ewolucyjnego rozwiązania, czyli stopniowej likwidacji wydobycia z równoległą przebudową charakteru przemysłowego miasta, co powinno być rozłożone w odpowiednim czasie.

Stało się. Z dniem 15 grudnia 1990 r. postawione zostały w stan likwidacji kopalnie „Wałbrzych”, „Victoria”, „Thorez” i „Nowa Ruda”. Tak brzmiało zarządzenie ministra przemysłu. Likwidacja ich miała nastąpić do 31 grudnia 1995 r. Poszczególne kopalnie miały być zamykane w różnym czasie. Według mnie, była to decyzja polityczna. Tutaj trzeba postawić następujące pytanie: dlaczego minister przemysłu podejmując decyzję o zamknięciu wałbrzyskich kopalń, oparł ją głównie na opracowaniu Krzysztofa Betki ? Autor wyjaśniał, że chodziło mu głównie o spojrzenie inne niż dotychczasowe na problem tutejszego zagłębia i zawsze można nad opracowaniem dyskutować. Dalej autor stwierdzał: Czy obraz przedstawiony przez nas jest prawdziwy? My uważamy, że tak i konsultacje z załogą, która nie jest w całości zorientowana w problemie nic nie dają.

Niestety, był to jeden z wielu przykładów arogancji i pychy, tak dobrze znanych z przeszłości tzw. podejmowanych jedynie słusznych decyzji. Związek Zawodowy pracowników Kopalni Thorez pytał: Kogo reprezentuje „Solidarność”. Czy nie uważacie, że Wasze stanowisko uderza w całą załogę i ich rodziny ? Czy nie uważacie, że tak ważne decyzje dotyczące całej załogi, powinny być z nią konsultowane ? Przecież nie wszyscy są członkami NSZZ „Solidarność !”

Rozpoczął się zatem proces, który w najbliższych latach zmieni całkowicie oblicze miasta. Zarządzenie ministra obowiązuje, a w dalszym ciągu nie było w miarę precyzyjnego i nie budzącego wątpliwości programu restrukturyzacji przemysłu węglowego. W związku z tym zachodziła obawa, że zwalniani górnicy kopalń nie znajdą zatrudnienia, gdyż przygotowywanie nowych stanowisk rozpocznie się z opóźnieniem. Może również ulec pogorszeniu bezpieczeństwo pracy załóg górniczych, ze względu na nieopłacalność inwestowania w podlegających likwidacji kopalń. Strona rządowa złamała porozumienie z dnia 1 października 1990 r. zawarte z organizacją związkową reprezentowaną przez KG NSZZ Solidarność, ZZ Dozoru i FZZG. W porozumieniu ustalono, że tempo likwidacji kopalń winno opierać się na wcześniej przyjętym programie restrukturyzacji regionu, który miał zostać przedstawiony do 31 grudnia 1990 r. Niestety, restrukturyzacja przemysłu wałbrzyskiego ograniczała się jedynie do likwidacji kopalń i wyrzucenia na zasiłki tysięcy górników. Do szybkiej likwidacji kopalń przyczynił się też Senator RP Włodzimierz Bojarski.

23 marca 1991 r. przybył do Wałbrzycha z długo oczekiwaną wizytą wicepremier Leszek Balcerowicz. Towarzyszyli mu m.in. minister pracy i polityki socjalnej Michał Boni, minister ochrony środowiska Maciej Nowicki, wiceminister przemysłu Andrzej Lipko, wiceminister przekształceń własnościowych Jerzy Drygalski. Obecność członków rządu postanowiono wykorzystać do zaprezentowania problemów związanych nie tylko z likwidacją kopalń, ale również innych poważnie zagrożonych upadkiem dziedzin gospodarki.

Albowiem w katastrofalnej też sytuacji znalazły się, dochodowe jeszcze niedawno, zakłady bawełniane i szklarsko-ceramiczne. W krótkim czasie zamknięto Hutę Szkła i zakłady bawełniane. Natomiast w Zakładach Porcelany Stołowej „Książ” zwalniano ludzi. Przyczyną tego wszystkiego było załamanie się eksportu i importu z ZSRR, paskarskie oprocentowanie kredytów, niekorzystne stawki celne, oraz tolerowanie przez rząd nieuczciwej konkurencji. Na wskutek politycznej decyzji Wałbrzych z dnia na dzień stał się miastem o najwyższej w Polsce stopie bezrobocia oraz miastem prowincjonalnym bez przyszłości Na jednym z zebrań Komitetu Obywatelskiego, ktoś powiedział, że w 2030 r. Wałbrzych ma liczyć tylko 60 tys. mieszkańców. W 1991 r. liczył prawie 150 tys. mieszkańców. Obecnie, 2015 r., około 115 tys. mieszkańców.

 

Polskie gazety w niemieckich rękach

 

Nie mamy własnego przemysłu i nie mamy własnej prasy. Niemiecki koncern medialny Verlagsgruppe Passau działający w Polsce pod nazwą Polskapresse stał się właścicielem 90 procent gazet i portali regionalnych. W Polsce doszło do sytuacji niespotykanej w żadnym kraju europejskim. Monopol informacyjny w regionach, a także bardzo duży w mainstreamie, np. poprzez portal Onet.pl, przeszedł na niemiecką własność. W kraju działają cztery potężne koncerny niemieckie. Bardzo wielu Polaków zaglądając do czasopism nie wie już, czy ma do czynienia z punktem widzenia Berlina, czy Warszawy. Zbigniew Oniszczuk, socjolog i prasoznawca z Uniwersytetu Wrocławskiego dla tygodnika „Wprost” powiedział: „Ekspansja niemieckiego kapitału na naszym rynku mediów może doprowadzić nie tylko do narzucenia obcych kulturowo treści i wzorców komunikowania, ale także do ograniczenia pluralizmu poglądów, opinii czy wartości” (http://wpolityce.pl/artykuly/65551-niemiecki-koncern-medialny-verlagsgruppe-passau-dzialajacy-w-polsce-pod-nazwa-polskapresse-za-zgoda-uokik-stal-sie-wlascicielem-90-procent-gazet-i-portali-regionalnych).

Do grona największych wydawców prasy w Polsce należy Ringier Axel Springer Polska Sp. z o.o. – spółka prawa handlowego, wydawca prasy. Istnieje od 1994 r. (do 2010 r. jako Axel Springer Polska Sp. z o.o.). Na polskim rynku wydawniczym działa również polska filia międzynarodowego szwajcarskiego wydawnictwa Groupe Edipresse pod nazwą Edipresse Polska. Trzeba też wymienić Wydawnictwo Bauer – wydawca prasowy działający w Polsce od listopada 1991 r. specjalizujące się w prasie rozrywkowej, poradnikach oraz magazynach telewizyjnych. Wydawnictwo wchodzi w skład Bauer Media Group, do której należy także Grupa RMF oraz interia.pl.

 

ALBA

 

W dniu 29 stycznia 2007 r. do Delegatury Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów we Wrocławiu wpłynęło zgłoszenie zamiaru koncentracji opisanej w art. 12 ust. 2 pkt 2 ustawy o ochronie konkurencji i konsumentów (dalej: ustawa o ochronie (…) lub ustawa antymonopolowa), polegającej na przejęciu przez spółkę ALBA – Aktiengesellschaft z siedzibą w Berlinie (dalej: ALBA AG) kontroli nad Wałbrzyskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania Sp. z o.o. z siedzibą w Wałbrzychu (dalej: WPO), poprzez nabycie przez ALBA AG bezpośrednio 53,33% oraz po średnio 13,33% udziałów (poprzez nabycie do 100% udziałów w spółce ZOM) w spółce WPO, w wyniku czego spółka ALBA AG uzyska 66,7% głosów na Zgromadzeniu Wspólników Wałbrzyskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania Sp. z o.o. (http://decyzje.uokik.gov.pl/dec_prez.nsf/0/DF62A2816B6E9B6CC12574F3003ECE5A/$file/decyzja_nr_rwr_62007_z_dnia_06.04.07.pdf).

15 września 2014 r. na moją interwencję (Stanisław Bulza) MZB Sp. Z o.o. BOK „Piaskowa Góra-Szczawienko” wystosowało pismo do niemieckiego przedsiębiorstwa ALBA następującej treści:

Miejski Zarząd Budynków Sp. Z o. o.- Biuro Obsługi Klienta „Piaskowa Góra- Szczawienko w związku z interwencją lokatorów z nieruchomości przy ul. Długiej 59 zwraca się z prośbą o przystąpienie do prac polegających na umyciu pojemników w miesiącu październiku”.

 

Odpowiedź:

 

W odpowiedzi na pismo EZ-5/829/2014 z dnia 15.09.2014 r. ALBA Dolny Śląsk Sp. z o.o. z siedzibą w Wałbrzychu przy ul. Piasta 16, informuje, ze pojemniki na odpady zmieszane w dzielnicy Piaskowa Góra zostaną umyte w terminie od 29.09.2014 r. do 03.10.2014 r.”.

 

Pojemniki na odpady zmieszane przy ul Długiej 59. nie zostały wymyte, ani wiosną, ani jesienią 2014 r.

 

Na moją interwencję (Stanisław Bulza) MZB wysłał następne pismo:

Miejski Zarząd Budynków Spółka z o.o. w Wałbrzychu-Biuro Obsługi Klienta „Piaskowa Góra – Szczawienko” w nawiązaniu do pisma z dnia 25.09.2014 r. ponownie prosi o pilne umycie pojemników na śmieci, ponieważ mieszkańcy Wspólnoty Mieszkaniowej przy ul. Długiej 59 korzystając codziennie i kontrolując ich stan nie potwierdzają faktu ich umycia w terminie podanym w powyższym piśmie.”

Brak odpowiedzi

 

Dąb z Niemiec

 

12 listopada 2014 r. w godzinach nocnych trwała akcja sadzenia herbowego dębu na rondzie wjazdowym do Wałbrzycha. Symboliczne drzewo Wałbrzycha ma witać wjeżdżających do miasta od strony Świebodzic. Dąb o wysokości 8 metrów, liczący 31 lat został przywieziony z Niemiec. Jego koszt wraz z transportem i dwuletnią gwarancją wyniósł 25 000 zł. Bez komentarza.

 

 

Stanisław Bulza

Przeczytaj więcej artykułów tego autora na naszym portalu  >   >   > TUTAJ .

POLISH CLUB ONLINE, 2015.01.12

 

Avatar

Autor: Stanisław Bulza