Izabela Brodacka Falzmann: Samochód w wybranym kolorze czyli demokracja wybiórcza


 

Izabela Brodacka Falzmann Fot. naszeblogi.pl
Izabela Brodacka Falzmann
Fot. naszeblogi.pl

Jak pamiętamy ford obiecywał klientom auto w dowolnie wybranym kolorze pod warunkiem, że będzie to kolor czarny. Po 89 roku przyzwyczajano nas do myśli, że prywatyzacja jest panaceum na wszystkie problemy ekonomiczne i społeczne. Pod warunkiem, że prywatyzacja sprowadzi się do uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury i to jej własność, a nie wszelka własność, będzie chroniona jak najwyższa świętość. Bo tylko komunistyczna nomenklatura dla dobra społeczeństwa gotowa jest wziąć na swoje barki upiorny ciężar posiadania. Zwykły Kowalski nie będzie umiał zarządzać nawet mieszkaniem spółdzielczym. Zaraz je sprzeda albo przepije. Takie argumenty były podnoszone wobec wszelkich programów powszechnego uwłaszczenia, a nawet wobec ustaw ułatwiających tani wykup mieszkań lokatorskich. Przejmowanie przez nomenklaturowego dyrektora za darmo fabryki nie było demoralizującym rozdawnictwem natomiast wykupienie własnego, od lat użytkowanego i często wielokrotnie spłaconego mieszkania, tak właśnie było traktowane. Nie dziwi mnie wcale, że takie zabiegi socjotechniczne stosowała grupa, która kosztem społeczeństwa i rozwoju kraju została ostatecznie jedynym beneficjentem transformacji . Można co najwyżej podziwiać profesjonalizm tej grupy w sztuce manipulacji. Zdumiewające było jednak dla mnie że ogłupiali ludzie powtarzali te ukute dla ich oszwabienia brednie jak litanię do wszystkich świętych: „Kapitał nie ma narodowości”. „Wszystko jedno kto będzie właścicielem fabryki czy kamienicy. Własność prywatna sama w sobie uzdrowi wszystkie relacje społeczne”. Zaproponowałam kiedyś znajomemu Francuzowi żonatemu z Polką, właścicielowi kamienicy w Wersalu, który rozpowszechniał podobne głupstwa aby – jeżeli to wszystko jedno kto jest właścicielem- zaczął płacić czynsz swoim lokatorom. Zachował tyle uczciwości wewnętrznej, że zaczął się śmiać. Jego żona się nie śmiała, zaliczyła mnie do ciemnogrodu.

Rabunek finansów kraju można przecież nazwać akumulacją pierwotną i wmawiać ludziom, że ten rabunek nie tylko był konieczny lecz działał na ich korzyść. Tylko dlaczego ludzie, którzy potrafili się kiedyś procesować o przysłowiową miedzę, łykają te brednie jak tuczona na rzeź gęś łyka kluski?

Obecnie przyzwyczaja się społeczeństwo do myśli, że najlepszym rozwiązaniem jego problemów będzie restytucja monarchii. Jak się zapewne okaże pod warunkiem, że król będzie się wywodził ze stalinowskiej grupy interesu. Absolutyzm oświecony był przecież zawsze ideałem władzy komunistycznych bonzów i pozostał ideałem wszelkich samozwańczych elit. Był stylem myślenia nieboszczki Unii Wolności i jej pogrobowców. Absolutyzm oświecony zakłada, że społeczeństwo to głupi bezmyślny tłum który musi być przez kogoś światłego prowadzony za rączkę, a najlepiej trzymany w ryzach batem. Pamiętam Święta Wielkanocne spędzane z pewną starszą panią, która przy swym zięciu wywodzącym się z chłopskiej rodziny raczyła powiedzieć, że jej zdaniem chłop polski jest tak utalentowany, że jak dostanie 20 batów to zrobi nawet zegarek. Pomimo, że pani miała wówczas zaawansowanego Alzheimera w odpowiedzi na jej błyskotliwy bon mot, zięć odsunął talerz i wyszedł. W pełni się z nim solidaryzowałam. Nie do pojęcia jest dla mnie, że podobne poglądy wyrażają często ludzie, którzy w młodości doznali biedy i poniżenia. Zapewne naiwnie sobie wyobrażają , że będą wśród bijących, a nie bitych.

W każdym systemie totalitarnym a także w systemie rządów sprawowanych przez oświeconą wąską grupę, obywatele traktowani są przedmiotowo.

Dobrym tego przykładem jest hitlerowski program dla niemieckich kobiet: Kinder, Küche, Kirche. Podobne znaczenie ma popularne po 89 roku hasło: „ myśl globalnie- działaj lokalnie”. Czyli- zajmij się sadzeniem kwiatków czy pieczeniem serników, a myśleć sobie możesz co chcesz, bo decyzje i tak podejmą za ciebie starsi i mądrzejsi. W przypadku kobiet niemieckich jasne było, że ma za nie myśleć i decydować Führer. Nie wiemy natomiast kim są ci starsi i mądrzejsi w naszym kraju. Obawiam się, że to nie są, jak twierdzi pan Stanisław Michalkiewicz, starsi w wierze czy też członkowie jakiejś historycznej struktury niejawnej. To po prostu starsi stażem, własnym lub rodzinnym, w nieboszczce PZPR, a jeszcze lepiej KPP. Przyjęcie tej hipotezy tłumaczy wszelkie zawirowania i pozorne niekonsekwencje postaw prominentów naszej sceny politycznej.

Ludzie byli zbulwersowani na przykład faktem, że ich idol Michnik, który tyle przecież wycierpiał w walce o wolność naszą i waszą, wybiera się na wódkę ze swoim oprawcą czyli Urbanem.

O sancta simplicitas. Jakby nie wiedzieli, że po odegraniu świątecznej szopki Herod, diabeł i anioły idą razem napić się do knajpy. Święci zdejmują aureole, anioły zwijają skrzydła, diabeł odstawia widły. Czy jest w tym coś niezwykłego albo niestosownego? Nic – oczywiście pod warunkiem, że widzowie dobrze wiedzą, że oglądali szopkę i nie przyjdzie im do głowy modlić się do anioła ze skrzydłami z papier-mâché, albo traktować kłonicą sąsiada przebranego za Heroda.

Niektórzy twierdzą, że demokracja, którą chętnie wycierają sobie usta wszelcy zarządcy dusz i umysłów, to tylko listek figowy absolutyzmu oświeconego. Moim zdaniem jest to raczej bogini tego obrządku. Raz na cztery lata urządza się święto bogini demokracji. Tubylcy wrzucają do urn papierki, w które są zaklęte ich nadzieje. Kapłani demokratycznego obrządku z pietyzmem poddają te papierki sakramentalnym ceremoniom. Związek pomiędzy oddanym głosem a wybranymi osobami jest jednak dla tubylców podobnie niejasny jak dla opisywanych przez Malinowskiego prymitywnych społeczności niejasny jest związek pomiędzy kopulacją i prokreacją.

Tubylcy dobrze natomiast wiedzą, że nagrodą za dobre sprawowanie są paciorki i woda ognista.

Podczas najbliższego święta demokracji wybiorą sobie wodza, który ustrojony w sztuczne orle pióra i też opity wodą ognistą zajmie, tak jak oni, wyznaczone mu miejsce w skansenie.

Tekst drukowany w ostatnim numerze Warszawskiej Gazety

 

Izabela Brodacka Falzmann

Autor: Izabela Brodacka Falzmann