Polak stojący za zmianą paradygmatu w leczeniu raka – wywiad z dr. Stanisławem Burzyńskim


40-letnia, nigdy nie opowiedziana do końca odyseja doktora Stanisława R. Burzyńskiego, lekarza i doktora biochemii, byłego akademika prestiżowej uczelni medycznej w Stanach – pasuje jak ulał do scenariusza hollywoodzkiego thrillera albo sensacyjnego bestsellera książkowego. Jednak Polacy i Polska Diaspora rozsiana po świecie pozostają w dużej mierze nieświadomi Jego monumentalnej pracy.

stanislaw-burzyński-01

New York Times w swojej recenzji do wielokrotnie nagradzanej w Stanach i zagranicą serii dokumentalnej w reżyserii Erica Meroli: Burzyński, Film oraz Burzyński. Rak to poważna sprawa, nazywa doktora Burzyńskiego stoicką ofiarą oszustwa, rządowego zastraszania i sabotażu naukowego. Z kolei ogromnie popularna postać medialna i professor kardiologii, Mehmet Oz, który gościł dra Burzyńskigo w swoich programach telewizyjnych i radiowych , nazywa jego walkę z Feredralną Agencją Leków i Żywności (FDA), legendarną w świecie medycznym. W bestsellerze Knockout: Wywiady z lekarzami, którzy leczą raka (…), popularna amerykańska aktorka , która cieszy się zasłużenie także wielokrotnym sukcesem wydawniczym, Suzanne Somers, poświęca pracy Burzyńskiego sporo miejsca i nieukrywanej admiracji.

Ale kim jest doktor Burzyński prywatnie? Co jest istotą jego pracy? Czy dowiemy sie czegoś nowego? Siedliśmy z dr Burzyńskim do długiego i fascynującego wywiadu szukając odpowiedzi.

 

Maryla Weisinger: „W czasie, kiedy gawędzilismy tuż przed wywiadem, podniosłam kwestię Pana niezwykłej odporności psychicznej wobec, jak bezmyślnie powtarzałam ataków establiszmentu medycznego. A Pan wyraźnie rozbawiony, poprawił mnie: Proszę pani, ja jestem częścią tego establishmentu. W rzeczy samej! Sposób , w jaki potoczyła sie Pańska kariera zapiera dech. Od 27-letniego polskiego emigranta, choć z dwoma prestiżowymi dyplomami , ale tylko z wiatrem w kieszeniach; nie posiadającego ani koneksji, ani wsparcia, do najwyższych eszelonów medycyny światowej. Proszę nas zabrać w tę podróż w czasie…”

Dr Stanisław Burzyński: „Jak zapewne w przypadku wielu przedstawicieli Polonii, emigracja była dla mnie jedynym wyjściem aby rozwinąć pełny potencjał. Podczas pracy nad moim doktoratem z biochemii, odkryłem, jak to zwykle w nauce bywa – przez przypadek (uśmiech), pewne peptydy we krwi, których poziom odpowiadał incydentom raka lub ich braku. To było bezprecedensowe! Implikacje medyczne tego odkrycia były widoczne jak na dłoni. Niestety, to był rok 1967, w zdławionej przez komunizm Polsce. Wiedziałem, że nigdy nie znalazłbym wymagającego technicznie zaplecza do prowadzenia dalszych badań i prób klinicznych, ani żadnego wsparcia dla moich odkryć , będąc antysystemowym renegatem w oczach reżimu.”

MW: „Zatem, ląduje Pan w Nowym Jorku i …?”

Dr Burzyński: „Tak, … w Bronksie, miałem 5 dolarów w kieszeni i słabo porozumiewałem sie po angielsku. Jednak, już w Polsce, podczas pracy nad doktoratem, natknąłem się na profile i adresy dwóch ośrodków medycznych w USA prowadzących badania porównywalne do moich. Były to: Cleveland Clinic, w stanie Ohio oraz Baylor College of Medicine w Houston, w stanie Texas.
Ten ostatni był bardziej prestiżowym wyborem w owym czasie, i ku mojej radości, zostałem zaproszony na rozmowę kwalifikacyjną. …Wysłano mi także bilet na samolot , a na lotnisku w Houston, czekał na mnie samochód … z moim przyszłym pracodawcą – Profesorem Georges Ungar! Byłem kompletnie oszołomiony taką recepcją. Proszę sobie wyobrazić , profesor Ungar, słynny profesor Sorbony i Oksfordu, wita mnie osobiście na lotnisku! Oczywiście, zostałem przyjęty i osiadłem w Houston. Szybko awansowałem i otrzymałem spory grant badawczy z Narodowego Instytutu Raka… Pamiętam, jak trudno było mi przetrwać pierwszy miesiąc , czekając na pensję. Na szczęście, właśnie poznani koledzy (francuscy i japońscy lekarze), przyjęli mnie z otwartymi ramionami, a nawet pożyczyli pieniądze, więc udało mi się wynająć miejsce do zamieszkania. Wspominam te dni z wielkim sentymentem, dzięki wspaniałym , bezpretensjonalnym ludziom, którzy potrafili doceniać walory pracy i charakteru człowieka.”

M.W.: „Wiemy, że Baylor College of Medicine w Houston, tuż po Pana przyjeździe, zasłynął z posiadania w szeregach swojej akademii dwóch laureatów Nagrody Nobla: dr Shally i dr Guillemin. Jakieś anegdoty z tego okresu? Kim ci noblisci, byli dla Pana? „

Dr Burzyński: „A tak, dr Shally, który, nawiasem mówiąc, był polskiego pochodzenia , synem generała i szefa gabinetu prezydenta Mościckiego, i dr Giullemin, Francuz i przyjaciel mojego szefa dr Ungara, zostali wspólnie uhonorowani Nagrodą Nobla za odkrycie dotyczące badań peptydów hormonów produkowanych w mózgu. Ja zajmowałem się głównie badaniami peptydów w krwi. Obaj dżentelmeni byli dla mnie kolegami z pracy, ale nie bliskimi współpracownikami. Panowie ostentacyjnie nie akceptowali wzajemnej kooperacji i wkrótce po otrzymaniu Nagrody Nobla, odeszli z uczelni, pozostawiając mi swój sprzęt laboratoryjny, który po pewnej modyfikacji protokołów byłem w stanie wykorzystać. W tym czasie, przyznam , nie deliberowałem nad jakością naszych relacji koleżeńskich. Byłem, po prostu, zbyt zajęty.”

M.W.: „ Mam zamiar wrócić do historii dr Shally i dr Guillemin nieco później, z pewnym dramatycznym porównaniem. Ale teraz, skupmy sie przez chwilę na fakcie, że był Pan dystyngowanym naukowcem Narodowego Instytutu Raka (NCI). Czy mówimy o tym samym National Cancer Institute, który bezlitośnie atakował pózniej Pana pracę?”

Dr Burzyński: „Tym samym. NCI sponsorował i przyznał mi zarząd sporego grantu. Jako badacz i młody adiunkt w Baylor College byłem autorem i współautorem wielu publikacji naukowych.”

M.W.: „Jest powszechnie wiadomym, że zdobył Pan spory szacunek dla swoich osiągnięć wśród przedstawicieli administracji NCI, którzy zresztą przybyli Panu z pomocą w krytycznym momencie …”

Dr Burzyński: (uśmiech) „Mam nadzieję, że tak było. Faktem jest, dr Nicholas Patronas, radiolog, oraz założyciel i szef neuroradiologii w NCI, zeznawał na moją korzyść, demontując, kawałek po kawałku, „zarzuty” w ramach jednego z absurdalnych procesów sądowych przeciwko mnie.”

M.W.: „7 lat w Baylor College jako uznany badacz i szanowany profesor. „Good stuff”, jako to się tutaj mówi. Laboga, dlaczego coś zmieniać !? „

Dr Burzyński: „Pozwolę sobie na pewną dygresję w próbie wyjaśnienia tego: otoż, jeden z moich przodków należał do ​​legendarnych szwoleżerów Napoleona. Pewnego dnia, Cesarz przybył do ich obozu i powiedział: „Panowie, zajmijcie ten wąwóz dla mnie„. Mowa była o przełęczy Samosierra. Wiemy, że na przekór wszystkiemu, przełęcz tę zajęli, a historia wyniosła ich do panteonu najbardziej legendarnych wyczynów militarnych świata. Ten polski, zwycięski duch, który nie zakłada rzeczy niemożliwych, wciąż mnie w jakiś sposób inspiruje. Stąd, po latach spędzonych w Baylor, postanowiłem kontynuować zaczętą pracę całkowicie na własną rękę, aby przyspieszyć , co jest całkowicie zdefiniowanym przeze mnie przewrotem w metodologii leczenia raka. A wszystko – w stylu szarży szwoleżerów. (Uśmiech) Dlatego też, w 1977 roku, założyłem własną Klinikę w Houston, a w 1984 roku, Burzynski Research Institute, jako podmiot prawny, prowadzący badania i rozwój produktów antyneoplastonowych do terapii nowotworów.”

M.W.: „Aa, słynne antineoplastony! Proszę nam przyblizyć czym są te leki w języku zrozumiałym dla laika? I dlaczego Big Pharma tak się ich obawia? „

Dr Burzyński: „Dobre pytania. To ostatnie jednak pozostawię do roztrzygniecia Czytelnikom. Idźmy krok po kroku – nazwa antineoplastony odnosi się do rodziny leków przeciwnowotworowych opracowanych i opatentowanych przez mnie. Leki te zawierają substancje (peptydy i aminokwasy, i ich pochodne), które nasz organizm rozpoznaje jako część własnego systemu immunologicznego, co z kolei umożliwia walkę z rakiem przy minimalnym oddziaływaniu na zdrowe komórki. Przy badaniach markerów genetycznych, jesteśmy w stanie zindywidualizować leczenie choroby do konkretnych rodzajów raka i sytuacji pacjenta, co oczywiście dodatkowo amplifikuje skuteczność terapii. Co ciekawe, moje pierwsze badania wykazały, że leki oddziaływały jako molekularne przełączniki, ale wraz z postępem w badaniach genomu ludzkiego w ostatnich dziesięcioleciach, odkryłem, że ich działanie jest w rzeczywistości podwójnie – antineoplastony zwalczają chorobę poprzez wyłączenie genów propagujących raka i włączenie tych , które go zwalczają. To absolutnie niezwykłe połączenie w walce z chorobą.

M.W.: „Naprawdę fascynujące! Tymczasem Big Pharma oferuje zdesperowanym ludziom, co organizacje praw konsumenckich słusznie nazywają podejściem tnij-wypalaj-truj. Czy to powód, dla którego Dr Oz (profesor kardiochirurgii i postać medialna w Stanach) nazywa Pańskie terapie „świętym Graalem” w leczeniu raka?”

Dr Burzyński: (uśmiech) „Dr. Oz jest człowiekim złotoustym, ale muszę przyznać, zawsze trafia w sedno, nie tracąc z perspektywny zawodowej logiki i uczciwości. Wszystko to zlożyło się także na Jego niespotykany sukces. Ludzie uwielbiają Go za to… ”

M.W.: „… uwielbiamy” (uśmiech).

Dr Burzyński, kontynuuje: „… Faktem jest, że antineoplastony oddziaływują na ponad 100 genów raka. Innymi słowy, reprezentują najszersze spektrum oddziaływania na komórki rakowe znane nam dzisiaj”.

M.W.: „Pańskie credo przywołuje frazę z przysięgi Hipokratesa : Po pierwsze, nie szkodzić – niesłychane w tradycyjnych metodach leczenia raka, szczególnie podczas leczenia najbardziej zaawansowanych i śmiercionośnych rodzajów choroby! Czy nadal obstaje Pan przy tej deklaracji? „

Dr Burzyński: „Absolutnie! To integralna część nowego otwarcia w leczeniu raka , które zaproponowałem. I to nawet wówczas , gdy zostałem zmuszony przez ingerencję FDA (Federalna Agencja ds. Leków i Żywności) do ograniczania pełnej zdolność farmakodynamicznej moich terapii, ciągle możemy osiągnąć zadziwiające rezultaty.”

M.W.: „Występowanie raka na całym świecie poszybuje o 75% do 2030 roku, jak wynika z prognoz opublikowanych w The Lancet Oncology; w USA, ten wzrost będzie najprawdopodobiej dużo wyższy. Czy jesteście Państwo gotowi na takie wyzwanie? „

Dr Burzyński: „Jak zawsze powtarzam, rak jest rzeczywiście poważną sprawą. Ale moje placówki akurat się go nie obawiają, co udowodniliśmy wielokrotnie. Bring it on! Zrządzeniem losu, dla mnie, polskiego imigranta, ten problem sprowadza się to do przysłowiowego Strachy na Lachy!

M.W.: (Usmiech) „Strachy na Lachy! To bardzo dobra wiadomość dla nas wszystkich! A pozostając jeszcze na chwilę przy tym temacie … Leczenie guzów mózgu u dzieci stanowi jeden z najbardziej błyskotliwych sukcesów przez Pana odnotowanych, gdzie medycyna konwencjonalna nie ma praktycznie nic do zaoferowania lub leczenie, być może, gorsze niż sama choroba. Czy mógłby Pan rozwinąć ten temat? „

Dr Burzyński: „Dziecięce guzy mózgu należą do klasy, która rzuca wyzwanie medycynie konwencjonalnej jako nieuleczalna. Wyniki jakie uzyskujemy w mojej Klinice prezentują wskaźnik wyleczeń na poziomie 30%, podczas gdy pacjenci mają minimalne szanse na przeżycie. W takich przypadkach oraz analogicznych do nich, różnimy się ogromnie od konkurencji dążąc zawsze do pełnego wyleczenia jako wyniku terapii, a nie tylko, na przykład, opóźnienia wzrostu guza, w takim czy innym przedziale czasowym.”

M.W.: „Po prostu, niesamowite! W takim momencie powinniśmy krzyczeć ze szczytów gór: Gdzie jest Pańska Nagroda Nobla?! Biorąc pod uwagę, że Pana szanowni koledzy z Baylor College of Medicine, wspomniani: dr Shally i dr Guillemin otrzymali ją za dużo mniej, w rzeczywistości?! Brutalnie upraszczając zagadnienie – Pan, odkrył pewne peptydy (jak oni) we krwi, a następnie przypisał ich funkcję i poziomy występowanie do incydentów raka, jednak dodatkowo opracował rewolucyjny sposób leczenia choroby, który wieńczy to niesamowite odkrycie. Czy popełniam błąd w tym rozumowaniu ?! Czy nie czas nazwać sprawy po imieniu?!

Dr Burzyński: (uśmiech) „Muszę powstrzymać się od odpowiedzi. Przyszłość zadecyduje. To nie jest problem, który spędza mi sen z powiek. ”

M.W.: ” Filmy dokumentalne Erica Meroli na temat Pana pracy ujawniły szokujące fakty, cytuję: ​​rząd federalny Stanów Zjednoczonych (poprzez swoje agencje) spędził 14 lat aktywnie hamując leczenie raka wedle Pana terapii; terapii, które miały o wiele większy wskaźnik sukcesu niż jakikolwiek inny dostępny sposób leczenia, ale także spędził dobrze ponad 60 milionów dolarów amerykańskiego podatnika przy próbie wrzucenia wynalazcy tych terapii do więzienia, aby ukraść jego patenty i, albo powstrzymać , albo zarobić na jego odkryciach... Mowa o Panu, Panie Doktorze. Jak te przerażające doświadczenia wpłynęły na Pana? „

Dr Burzyński: „Proszę pozwolić mi odpowiedzieć w ten sposób… Gdy jesteś absolutnie pewien, że racja jest bezwarunkowo po twojej stronie i że żyjesz dla czegoś znacznie większego od siebie – można znieść wiele … i mam na myśli,.. bardzo wiele… W punkcie kulminacyjnym tych szalonych ataków, groziło mi 270 lat w więzieniu federalnym i 80 mln dolarów grzywny za stosowanie leków, na którymi prowadziłem badania na podstawie badań klinicznych zatwierdzonych przez FDA! To było surrealne z każdej perspektywy.”

M.W.: „Czy rozważa Pan napisanie wspomnień aby to wszystko opowiedzieć z bardziej intymnej perspektywy? Książka napewno stałaby się międzynarodowym bestsellerem…?”

Dr Burzyński: „Pewnego dnia , być może. Rzeczywiście, moje walki w sądach konstytuują wiele precedensów prawnych, dając mi smutny przywilej wzbogacenia amerykańskiej jurysprudencji i wyostrzenia strategii watchdog groups w walce z tyranią systemów biurokratycznych. Mam tu na myśli takie rarytasy jak: retrokatywne akty prawne, oskarżenia, gdzie nie istniało żadne prawo ani szkoda itp. W konsekwencji byłem nękany, zastraszany, przeżyłem niekończące się audyty i kontrole różnych agencji rządowych, stałem się ofiarą bezpardonowych prób kradzieży lub kopiowania moich patentów …Czy kontynuować ..?

M.W.: „ Dowiadujemy sie także z zażenowaniem, że postawa Polski i Polonii wobec Pana była co najmniej kontrowersyjna. Nie wyrażono solidarności z wybitnym Rodakiem, którego odkrycia naukowe służą całej ludzkości. Niewielu odważyło się roztrzygnąć wątpliwości na rzecz medialnie oskarżanego …, któremu nigdy nie udowodniono żadnej winy…”

Dr Burzyński: „Cóż, takie jest życie. Pozostaje w pokoju ducha, myśląc o tych sprawach. Ale, jak Czytelnicy wiedzą lub dowiedzą się z filmów dokumentalnych, moja potężna konkurencja , utylizując w pełnej rozciągłości swoje wpływy i zasoby, wszczęła przeciwko mnie kampanię medialną, zniekształcając prawdę o terapii Antineoplastonami, a nawet nękając moich pacjentów! W takich okolicznościach, rozumiem, że społeczeństwu byłoby trudno odróżnić kłamstwa od prawdy. Tymczasem, jeśli ktoś gra zgodnie z zasadami, niemożliwym jest skuteczne przeciwstawienie się takiej lawinie oszczerstw i manipulacji.”

M.W.: „Rzeczywiście, ale Pan, Panie Doktorze, spektakularnie dobrze radzi sobie z niemożliwym, wygrywając jedną bitwę po drugiej przy wsparciu nieustraszonych przyjaciół … „

Dr Burzyński: „…W ramach wytaczanych mi absurdalnych procesów sądowych zostałem uniewinniony 3 razy. Po tym, pod naciskiem opinii publicznej i Kongresu, FDA została zmuszona do zaakceptowania wszystkich moich pacjentów do serii 72 – nadzorowanych przez FDA badań klinicznych fazy drugiej. W tych trudnych chwilach doświadczyłem błogosławionej pomocy ze strony szlachetnych przyjaciół, którzy nie porzucili mnie w potrzebie – że wspomnę dziesiątki moich wspaniałych pacjentów, dr Juliana Whitakera, który pomagał mi gromadzić fundusze na zepół obrońców prawnych, dr Nicolas Patronas, który zeznawal w mojej obronie, i wielu, wielu innych. W tej perspektywie, akty solidarności ze strony Polonii pozostają nadal bardzo bliskie mojemu sercu. Jak np.: wywiady (…) przedstawicieli mediów polonijnych, które próbowały zaznajomić Polską Diasporę z moimi pracami. Tutaj, niezachwiane wsparcie ze strony Polskiej Wspólnoty Katolickiej w Houston, pozostaje moją opoką. Innymi słowy, ignorując złe rzeczy, jestem wdzięczny za te dobre.”

M.W.: „Przejdźmy do najnowszych i najbardziej radosnych elementów Pana historii. Nie stanowi tajemnicy, że przeprowadzi Pan i sam finansuje szereg badań klinicznych w różnych fazach zaawansowania, wszystkie bacznie obserwowane przez nerwową konkurencję i jej agentów wpływu. W ubiegłym roku, nastąpił dawno oczekiwany przełom , który wstrząsnął środowiskiem. Słyszy się o potencjalnie 10–cio miliardowym rynku leków do wzięcia. O czym mowa?”

Dr Burzyński: (uśmiech) „A, tak. FDA w końcu otworzyła nam drogę do fazy trzeciej badań kliniczych poprzez odblokowanie naszego , wstrzymanego przez nich częściowo, wniosku o badnia kliniczne nowego leku (tzw. IND) dotyczącego dożylnej aplikacji Antineopastonów A10/AS2-1. To otwiera drogę dla badań dla nowo zdiagnozowanych pacjentów z określoną formą glejaka pnia mózgu, ale w pełni uprawnionym jest w tym miejscu twierdzenie, że stawiamy ważny krok w rozwoju terapii Antineoplastonowych do leczenia wielu innych postaci nowotworów mózgu w USA. Ogromnie nas to cieszy, tym bardziej, że zakończyliśmy z sukcesem program badań klinicznych fazy drugiej.”

M.W.: „… co oznacza, powiedzmy to sobie wprost, że już wkrótce, za pociągnięciem ręki, Pana ręki, znaczna część konwencjonalnego przemysłu leczenia raka przejdzie do lamusa historii … Czy zechciałby Pan w tym miejscu przybliżyć nam czym jest faza trzecia badań klinicznych?”

Dr Burzyński: „(…) Po procesie udowodnienia skuteczność leku w fazie drugiej, przechodzimy do ostatecznego potwierdzenia jego bezpieczeństwa i skuteczności, czyli fazy trzeciej badań , testując leki na dużej grupie pacjentów 100-1000, przez porównanie ich farmakodynamiki z powszechnie stosowanymi metodami leczenia. Współpracujemy z FDA w celu sfinalizowania dodatkowych szczegółów tych badań, ewaluujemy dalsze działania w tym zakresie i ustalamy wymagania w zakresie środków przewidywanych do trwającego programu.”

M.W.: Mówimy, oczywiście, o ogromnych sumach. Czy nie obawia się Pan, że FDA w pewnym momencie zadośćuczyni swojej obietnicy, jak to sformułował w 1982 r. dr Richard Crout, dyrektor Biura Leków FDA, cytuję: Nigdy nie zatwierdziłem i nigdy nie zatwierdzę nowego leku dla podmiotu, który nie jest znaczącą firmą farmaceutyczną z nieograniczonymi zasobami finansowymi; w ten sposób, próbując pogrzebać Pana pracę, już nie na bazie meritum, ale prawdopodobnie poprzez windowanie wymagań kapitałowych dla prowadzonych badań? „

Dr Burzyński: „Nie mogę zaakceptować takiego założenia. Pomimo moich negatywnych doświadczeń z FDA, nadal chcę wierzyć, że system działa i kilka przysłowiowych bad apples nie może tego zmienić. Abstrahując od tego konkretnego przypadku, mam głębokie przekonanie, że tam, gdzie przepisy prawa są jasne i implementowane bez dyskryminacji podmiotów, zawsze znajdzie się miejsce dla poprawy współpracy dla obu stron , jeśli tylko działają w dobrej wierze. Chociaż, prawdą pozostaje fakt, że mój Instytut Badawczy staje w roli biblijnego Dawida wobec Goliata trans-narodowych korporacji farmaceutycznych z mega-budżetami . Unikalność tej sytuacji ma także inny aspekt, mianowicie, ten, że jestem wyłącznym właścicielem wszystkich patentów (244 z nich, będąc dokładnym) dotyczących moich terapii, co sprawia, że nasza pozycja w tej nierównej walce jest niebagatelna.”

M.W.: „Co powiedziałby Pan Doktor oponentom i wyraznie koordynowanej grupie hejterów, jak to się teraz w Polsce mówi, odbierając zarzuty, że Pańskie terapie są zbyt drogie lub że nigdy nie będą dopuszczonę na rynek?”

Dr Burzyński: „Haha! Poza: Ach, gdyby głupota mogła fruwać? Powiedziałbym: Mamy prawo do własnych opinii , ale nie własnych faktów! W praktyce, moje terapie stanowią wolność wyboru dla pacjentów, i jako takie, wciąż, wybór mniej kosztowny niż konwencjonalne metody leczenia. Każdy, kto miał nieszczęście zetknąć się z tą chorobą jako pacjent czy krewny pacjenta zdaje sobie z tego sprawę choćby poprzez lekturę okresowych raportów swojej firmy ubezpieczeniowej. Pozostaje to faktem nawet wtedy, gdy leczenie pacjenta oparte było na produkowanych masowo, a zatem, tańszych lekach pochodnych (generics) i innych lekach starszych generacji. Natomiast, ile pacjent jest zmuszony płacić z własnej kieszeni, zależy od zakresu posiadanego ubezpieczenia medycznego i pozostaje odrębnym problemem. Ponadto, należy pamiętać, że chemio- i radioterapia, cancerogenne z natury rzeczy, najczęściej są łączone w danym procesie leczenia, powodując ciężkie toksyczne efekty uboczne. Zwiększają także prawdopodobieństwo nawrotu choroby. I tutaj ponownie , powiedzmy to sobie jasno: leki antyneoplastonowe nie wprowadzają takiego ryzyka”.

M.W.: „Jak zatem prawdopodobne jest wprowadzenie leków antineoplastonowych na rynek w atmosferze histerii i dezinformacji napędzanej przez konkurencję działającą za kulisami?”

Dr Burzyński: ” Wywołam pewnie szok wsród niektórych, pożal się Boże, krytyków i pożytecznych idiotów, którzy im dotrzymują kroku, ale w rzeczywistości, lek, który należy do tej samej rodziny leków jak Antineoplastony jest dostępny na rynku od jakiegoś czasu.”

M.W.: „?!”

Dr Burzyński: „Ależ tak! Lek nosi nazwę Buphenyl (sodium phenylbutyrate); przyjmowany doustnie, jest metabolizowany w wątrobie na dwie substancje chemiczne (nazwy pominięte) , które są głównymi składnikami mojego Antyneoplastonu AS2-1(*). Różnica polega na tym, że AS2-1 ma dużo większe spektrum farmakodynamiczne i podany dożylnie pozostaje ponad 50-cio krotnie silniejszy niż wspomniany Buphenyl, ale , konsekwentnie, bez toksycznych efektów ubocznych.”

M.W.: „Absolutnie sensacyjne! Wątpię , że Czytelnicy wiedzą o tym… „

Dr Burzyński: „Cieszę się, że mogliśmy to wyjaśnić”

M.W.: „Czas na goni, ale nie mogę pominać okazji do zapytania: Kim jest dr Burzyński prywatnie?”

Dr Burzyński: (uśmiech) „Bardzo zajetym, ale znającym swoje ograniczenia człowiekiem. Moja Rodzina stanowi moją ucieczkę i daje mi właściwą perspektywę widzenia świata i spraw codziennych. Uwielbiam czytać, szczególnie książki historyczne. Interesuję się architekturą ogrodów. Ostatnio, jednak trudno mi znaleść czas na w pełni satysfakcjonujący wypoczynek i relaks. Zbyt wiele ważnych spraw czeka na dokończenie i zbyt wielu pacjentów czeka na moja pomoc.”

M.W.: „Co Pan sądzi o obecnej sytuacji w Polsce, jej przywództwie i przyszłości Narodu”

Dr Burzyński: „Myśli o Polsce zawsze poruszają najgłębsze struny mojej duszy. Ale żeby odpowiedzieć, posłużę się słowami Wieszcza… (Pan Doktor zaczyna recytować Odę do młodości A. Mickiewicza) (…) Tak to widzę. Najmłodsze pokolenia Rodaków są naszą nadzieją na lepszą przyszłość.”

MW: „Pięknie powiedziane. Zastanawiam sie kto jeszcze, w dzisiejszych czasach, jest w stanie recytować Mickiewicza z pamięci!?”

Dr Burzyński: (uśmiech) „Wiele jeszcze potrafi; każdy powinien ..?”

M.W.: „Poświęcił Pan czas naszym Czytelnikom tak hojnie, ale mam jeszcze jedno pytanie. ..Bo jak można nie zapytać o Suzanne Somers (znana amerykańska aktorka i autorka poczytnych książek) Ta dziewczyna wydaje się być ageless, jak głosi tytuł jednej z jej bestsellerów! Właśnie wydała nową książkę, otwiera nowy show w Las Vegas, a ostatnio czarowała publiczność Tańcu z Gwiazdami. Czy jesteście nadal przyjaciółmi?

Dr Burzyński: „Oczywiście! Nawet zadzwoniła do mnie w zeszłym tygodniu, o ile pamiętam. Lubimy wzajemnie żartować, prowadzić dyskusje. Jak to widać w telewizji, Suzanne jest uroczą osobą, która rozświetla pokój , kiedy wchodzi… Pewnego razu, pamiętam, na dość formalnej uroczystości, starała się ze mną tańczyć, ale taniec nie jest moja mocną stroną, haha!”

M.W.: „Dziękujemy serdecznie za tak ciepłe, staropolskie przyjęcie i podzielenie się z nami swoją niezwykłą historią. Mamy nadzieję na pozostanie w kontakcie…?

Dr Burzyński: „Ależ naturalnie, cała przyjemność po mojej stronie. ”

Rozmawiała: Maryla Weisinger

Więcej o dr. Stanisławie Bużyńskim:

(*)  http://www.cancer.gov/publications/dictionaries/cancer-drug?CdrID=536018 ,
oraz http://www.springer.com/?SGWID=0-102-24-0-0&submit=Submit+Query&sortOrder=relevance&searchType=EASY_CDA&searchScope=onlinecontent&queryText=sodium+phenylbutyrate

 

Zdjęcia dr. Stanisława Burzyńskiego za www.greenmedinfo.com / wybór zdjęć wg.pco

 

Przedruk dozwolony z zastrzeżeniem podania źródła i aktywnego linku do artykułu.

 

POLISH CLUB ONLINE, 2015.07.10

Materiały nadesłane

Autor: Materiały nadesłane

1 comment

Comments are closed.