Władysław Gauza: ELITY III RP – RODOWÓD


 

Nawet jeśli prawda może powodować zgorszenie,  lepiej  dopuścić do  zgorszenia,  niż  wyrzec  się  prawdy”   –   Papież Grzegorz I

 

________________________________

elity-iii-rp-rodowod-okladka„Praca ta powstała też  z  myślą o tych Rodakach, którzy historię PRL-u  i  pookrągłostołowej  „III RP”  znają słabo, albo w ogóle nie znają ze względu na niedostępność  w  Polsce  pewnych  źródeł  historycznych  i faktów niewygodnych dla elit rządzących Polską.

Pragnę przy tym zaznaczyć, że najmniej interesujące jest dla mnie to,  czy  Żydzi opanowali  w  Polsce władzę i że sprawują faktyczne rządy.  Jeżeli  zdobyli tę władzę drogą legalną, to jest to sprawa ich i Polaków, którzy na taką sytuację  dają  przyzwolenie. To, co stanowi dla  mnie  ciekawość,  to  okoliczności, metody i droga, jaką doszli do tej władzy i wpływów w Polsce”.

_________________________________

Oslo 2011

Wstęp

Ciekawa sytuacja zaistniała w maju b. roku. Na portalu internetowym o szyldzie:    http://wiadomości.onet.pl/kraj/skarga-słuchacza-na-radio-maryja, pojawiła się informacja zatytułowana: „Skarga słuchacza na Radio Maryja. Reakcja KRRiT”.

Ten tytuł trochę mnie zaintrygował. Ale czytam dalej:

„KRRiT wezwało Radio Maryja do zaniechania emisji audycji, które mogą zawierać treści dyskryminujące ze względu na narodowość”.

Ze  „względu na narodowość”?!   A to ciekawe.  Na jaką narodowość?

Żeby  znaleźć  odpowiedź  na  tak  postawione  pytanie,  przeczytałem tekst do końca i nie znalazłem żadnej informacji, o jaką tu chodzi narodowość.

Wrodzona  dociekliwość  i  upartość  nie  pozwoliły  mi  przejść obok tego do wcześniej zaplanowanych czynności. Więc czytam dalej, że:

„Krajowa Rada uznała tym samym skargę słuchacza, która dotyczyła m.in. nadanego w marcu wywiadu z prezesem USOPAŁ Janem Kobylańskim”.

Co takiego prezes USOPAŁ powiedział, żeby ktoś miał powód poskarżyć się na niego?

Na to pytanie też nie znajdujemy odpowiedzi. W zamian za to Onet.pl  ( i  Ga- zeta.pl Wiadomości   z  09.05.2011)  podaje nam:

„ – Na podstawie przeprowadzonej analizy stwierdzono,  (– „ono”?   Kto stwierdził?  Duchy?  Aktualny system polityczny?   –   dop.  mój W.G.),  że wypowiedzi,  które padły  na  antenie  Radia Maryja  13 marca 2011 roku miały charakter nie tylko   nierównego traktowania,  (podkr. moje  –  W. G.), ale były także dyskryminujące ze względu na narodowość – napisał szef KRRiT, Jan Dworak, w piśmie do dyrektora Radia Maryja o. Tadeusza Rydzyka.”

Interesujące  jest  tutaj  dowiedzieć się,  o  jaką  dyskryminowaną narodowość chodzi w tym przypadku. Ale KRRiT i Dworak utrzymuje to w tajemnicy.

Dowiadujemy się tylko, że Jan Kobylański powiedział, iż w Polsce istnieje

„taka  parodia,  że  w  parlamencie  Polaków prawdziwych nie ma nawet 30 procent.

– My od paru lat bez przerwy publikujemy i mówimy  –  muszą w Polsce rządzić  Polacy,  muszą  rządzić  w  swojej ojczyźnie, w swoim kraju. Jak długo będą rządy,  które nie są polskie,  to będzie stale gorzej i gorzej   –kontynuował prezes USOPAŁ”

Co tu złego powiedział prezes USOPAŁ, Jan Kobylański?  –  zapyta każdy normalny na umyśle człowiek.

Komu  nadepnął na odcisk?  Kto tutaj poczuł się dotknięty i tak mocno zagrożony, że uznał za konieczne uruchomić aparat państwa w celu obrony tej nieokreślonej, dyskryminowanej narodowości?

Odpowiedzi na te pytania nie sposób znaleźć nawet w tak czułej na te sprawy gazety.pl.

Natomiast dowiadujemy się, że jakiś quasi organ państwowy z akcentem naukowym  (żeby „ciemniacy” nie pomyśleli, że to jakaś niepoważna sprawa)  dokonał analizy audycji Radia Maryja.

Co to za organ?  A no, analizę

„przygotowali prawnicy  z  Zakładu Praw Człowieka Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego,  a  więc  analizy,  dokonała firma „naukowo-państwowa”, która w skrócie brzmi: Z.P.Cz.W.P.i A.U.W. Uff!!!

W   każdym  bądź  razie  „prawnicy”  ci  zbadali  w.w.  audycję R.M. pod kątem ewentualnego naruszenia obowiązujących przepisów.  Kto te „przepisy” stworzył, kiedy i w jakim celu? – to inna sprawa.

Wygląda na to, że ustanowione zostały tą samą procedurą,  jak prawa norymberskie.

Ale wróćmy do wydanej opinii w sprawie audycji R.M.

Po zbadaniu jacy to ludzie wydali w.w. opinię, okazało się, że zespół „prawników” z Z.P.Cz.W.P. i A.U.W.  składał się w  80 procentach  z  potomków  „narodowości dyskryminowanej”. Reszta, 20% stanowili  aplikanci  nieznanej  prowieniencji etnicznej.  Zatem  opinia ta wygląda na mało poważną, bo ma wartość opinii Cygana świadczącego się przed sądem swoimi dziećmi.

Zanim odkryłem, co to za narodowość, którą dyskryminuje  Jan Kobylański  i Radio Maryja,  byłem przez moment przekonany, że chodzi tu o Cyganów.

Bo przecież nie o Żydów,  których  już  od czasu marca 1968 roku w  Polsce nie ma, co było już ogłoszone i dobrze nagłośnione w kraju i na emigracji  od Londynu po Paryż w latach 70-tych i 1980-tych.

Na przykład doradca „pierwszego niekomunistycznego premiera”, T. Mazowieckiego, Żyd Aleksander Smolar, n.b.  syn bolszewika,  Hersza Smolara,  ogłosił to w 1986 roku też na łamach pisma „Aneks”, co na dowód cytuję:

„O Żydach pisze się ostatnio dużo; niewspółmiernie do miejsca, jakie zajmują  w  Polsce  współczesnej.   Mówiono  o  antysemityzmie  bez  Żydów, ostatnio ktoś pisał o filosemityzmie bez Żydów. Istnieje w każdym razie problem żydowski bez Żydów.” (Zob.: „Aneks”, nr. 41-42, 1986, str. 89).

Logiczne jest zatem, że jak nie ma już Żydów w  Polsce,  to  mogą  to  być tylko Cyganie.  Natomiast te pozostałe (reszta)  nierozpoznane  20%,  to  mogą być potomkowie lokajów spośród tubylczej ludności.

Ale to nie ma tutaj znaczenia, bo decyduje większość  w  Z.P.Cz.W.P.i A.U.W., którą stanowiła owa mniejszość narodowa.

Główny zatem problem stanowi owa mniejszość narodowa. Zresztą co do tego nie  ma  wątpliwości,  bo  wskazują  na  to  –  według  opinii tychże prawników warszawskich –

„choćby nawoływania do tworzenia list wyborczych oraz głosowania na prawdziwych Polaków, a także otwarta krytyka obecnych rządów, które rzekomo nie są rządami polskimi”.

A więc sprawa jest jasna:

„Kryterium etniczne jest zatem otwarcie przyjmowane jako główne kryterium różnicujące”.

Przyznaję, że nie wiem jak skomentować ten pseudonaukowo-prawniczy  bełkot. Właściwie to szkoda na to czasu.

Sprawa z tymi Cyganami rypła się wkrótce po tym, kiedy ks. T. Rydzyk  wystąpił publicznie na forum Parlamentu Europejskiego, gdzie – kierując się przesłaniem Kościoła: żyj w prawdzie, prawda cię wyzwoli etc. – powiedział oczywistą prawdę, że Polska

„od 1939 roku nie jest rządzona przez Polaków”.

To, co ks. T. Rydzyk, jako dyrektor ośrodka informacyjnego, jakim jest prowa- dzone przez niego radio, zrobił obrzydliwego – zdaniem jego krytyków – to to, że wziął na poważnie swoją  misję i obowiązek rzetelnego informowania  ludzi o stanie faktycznym.

Gwałtowna reakcja rządu  „III RP”   –   i  głupia reakcja  jego szefa  (skarga do innego państwa, chodzi tu o Watykan – na swego obywatela) –  w obronie klanów, klik i koterii rządzących państwem polskim jest zrozumiała i ludzka.

Szokującym  natomiast  jest  to,  że w obronie nieznanej nam dotąd narodowej mniejszości  rządzącej  Polską  wystąpił …  szef  Światowego  Kongresu  Żydów (WJC) w USA, Ronald S. Lauder, ten sam, który pochwalił Tuska za interwencję w Watykanie.

Jest to reakcja o tyle ciekawa, że mówi nam otwarcie, kto faktycznie sprawuje władzę w t.zw. „III RP”. „Uderz w stół a nożyce …”.

Bez przyczyny nie ma skutku.  Skoro  szef  Światowego Kongresu Żydów  odezwał  się,  znaczy  to,  że  coś  ważnego  w  tym jest. Jakaś przyczyna jego reakcji była.  Przecież  Ronald  S. Lauder,  szef  światowej  organizacji  żydowskiej  nie stanąłby w obronie cygańskiej mniejszości narodowej. I to z kilku przyczyn. Wymienię tu tylko jedną i najważniejszą.

Żydzi wyolbrzymili do niebywałych rozmiarów zbrodnię dokonaną przez Niemców na ludności żydowskiej.  Holocaust  ma być  wydarzeniem kojarzonym tylko z tragedią żydowską. Przeszkadzają im w tym Cyganie, którzy też byli mordowani przez hitlerowców z takim samym nasileniem.

Żydzi nie lubią i wściekają się, kiedy przypomina im się, że holocaust dotyczy również Cyganów, A to dlatego, że ci ostatni tym naruszają wyłączność Żydów na Holocaust. A chodzi przecież o duże pieniądze. Z tego powodu przemilczają tę mniejszość narodową i mord dokonany na nich przez Niemców.

Dlatego możemy ze 100 procentową pewnością wykluczyć, że szef Światowego Kongresu Żydów stanął w obronie cygańskiej mniejszości narodowej.

Zwłaszcza, że nigdy przedtem w historii W.J.C. coś takiego nie zdarzyło się.

Nawet niedawno,  kiedy  Francuzi  i  Włosi  przepędzali  ze  swych krajów Cyganów rumuńskich i bułgarskich,  Żydzi milczeli.

Tutaj należy się szefowi Światowego Kongresu Żydów, Ronaldowi S. Lauder’owi,  duże  podziękowanie  za  to wystąpienie, dzięki temu dowiedzieliśmy się, jaka mniejszość narodowa sprawuje faktyczną władzę w Polsce od 1944 roku.

Podziękowanie należy się również  i  za to, że  potwierdził to,  co podejrzewali Polacy, którzy znają historię PRL-u i t.zw.  „III RP”  ze źródeł niekomunistycznych.  Rozwiał  tym  resztki wątpliwości.

Niniejsze opracowanie ma na celu wykazanie, że reakcja szefa światowej organizacji  żydowskiej  jest uzasadniona i całkiem zrozumiała.

Praca ta powstała też  z  myślą o tych Rodakach, którzy historię PRL-u  i  pookrągłostołowej  „III RP”  znają słabo, albo w ogóle nie znają ze względu na nie dostępność  w  Polsce  pewnych  źródeł  historycznych  i faktów niewygodnych dla elit rządzących Polską.

Pragnę przy tym zaznaczyć, że najmniej interesujące jest dla mnie to,  czy  Żydzi opanowali  w  Polsce władzę i że sprawują faktyczne rządy.  Jeżeli  zdobyli tę władzę drogą legalną, to jest to sprawa ich i Polaków, którzy na taką sytuację  dają  przyzwolenie.  To, co stanowi dla  mnie  ciekawość,  to  okoliczności, metody i droga, jaką doszli do tej władzy i wpływów w Polsce.

Dalej, czy prezes USOPAŁ, Jan Kobylański, ma mocne podstawy do nawoływania  Polaków,  żeby  ujęli rządy  w  swojej  Ojczyźnie  we  własne ręce, jeśli chcą mieć lepiej?  I czy ks. Tadeusz Rydzyk  głosi nieprawdę, kiedy mówi, że Polska nie jest rządzona przez  Polaków  od 1939 roku?  Zobaczmy,  co  w  tej  sprawie powiadają nam fakty.

Tekst tego opracowania został uformowany i napisany w sposób nietypowy.

Wychodziłem bowiem z założenia, że po co mam odkrywać rzeczy, które daw- no zostały odkryte i opisane przez innych. Wystarczy przecież dać im przemówić. Dlatego dałem tu głos Żydom-komunistom, Żydom innym,  KPP-owcom  i PZPR-owcom,  uczestnikom  wydarzeń  i  świadkom  tychże wydarzeń, publicystom, pisarzom i dziennikarzom, adwokatom, katom i ofiarom, samemu ograniczając  się  do  krótkich komentarzy i uwag, żeby nie pomniejszać wymowy  i obniżać wartości świadectw.

Źródła, z których korzystałem, podane są zaraz po cytatach.  To z myślą, żeby czytelnik nie musiał odrywać się od czytanej strony i gubić wątku, sięgając do bibliografii zamieszczanej zazwyczaj na końcu książki.

Jestem pewny, że żaden z polskich historyków PRL-owskich  nie odważy się na zestawienie faktów w ten sposób, jaki tu dokonałem,  bo  jest pewny,  że stanie się objektem zmasowanego ataku PRL-owskich „uczonych w piśmie” wiadomej stadniny.  Jego kariera naukowa na odcinku historii  zostałaby  obszczekana i zasmrodzona przez skunksy z formacji potomków bandy żydowsko-kominternowskiej i ich polskich szabesgojów. To byłby koniec jego kariery jako historyka w pookrągłostołowej PRL-bis.

Władysław Gauza

Wrzesień 2011

 

 >   >   >    Władysław Gauza – ELITY III RP – RODOWÓD.pdf .

 

Poniżej fragment książki:

W dzisiejszych czasach, tak odległych od Magdalenki i tzw. „okrągłego stołu”, kiedy już zaglądanie do cudzych życiorysów i grzebanie w nich nie jest be ani czymś „paskudnym” i „obrzydliwym”, można spokojnie zajrzeć do życiorysów ludzi KPP, PZPR i PRL-u, no i pogrzebać w nich za przykładem DBM-ów (Duchowych Braci Michnika), którzy bezkarnie grzebali m.in. w życiorysie Jana Kobylańskiego. Wolno grzebać w życiorysach Polaków-antykomunistów?! – to i chyba wolno pogrzebać w życiorysach komunistów.
I to chociażby dlatego na przykład, żeby zorientować się w pochodzeniu PRL-owskich tzw. „elit” politycznych. I nie tylko tych, sprzed 1989 r., skonstruowanych i wyprodukowanych na użytek czerwonej quislingowszczyzny, ale i tych pookrągłostołowych, które zafundowały nam wspaniałomyślnie PRL-bis, zwaną obecnie dla zmylenia „III RP”. A więc mówimy tu o „elitach”, które nadają ton dzisiejszej polityce polskiej, wytyczają jej kierunki działania na obszarze polityki zagranicznej i wewnętrznej; kto decyduje w mediach (m.in. w telewizji, prasie i radiu), w wymiarze sprawiedliwości (prokuratorzy i sędziowie) i wreszcie, kto tworzy t.zw. poprawną siatkę poglądów, poprzez którą Polacy mają patrzeć na siebie, na „elity” PRL-bis, sąsiadów, Polskę i zagranicę. Dalej – żeby zauważyć, w czyich rękach znajdują się finanse państwa, kto kontroluje ekonomię i rządzi w tak zwanym „biznesie”. Krótko mówiąc: warto przyjrzeć sie jacy ludzie tworzą dzisiaj w ”III RP” t.zw. establishment?
Nieżyjący już prof. Jan Drewnowski, omawiając w końcu lat 1970-tych książkę A. Michnika
„Kościół, lewica, dialog”, zwrócił uwagę na bardzo ważny fakt: Mianowicie,” że mamy dzisiaj do czynienia z całkiem nową klasą polityczną, w której nie można się doszukać ciągłości pokoleniowej z okresu Polski niepodległej z przed II wojny światowej.”
„Nowa klasa polityczna”? – co i kto to jest?! Co to są za ludzie? Skąd się zjawili w Polsce? Z nieba spadli? Wiatr ich przywiał? Kto przerwał łączność pokoleniową Polaków z okresu Polski niepodległej? Dlaczego ta łączność została zniszczona? Kto się decydująco do tego przyczynił? Czy zniszczona została celowo, czy przypadkowo? Tego rodzaju pytania można mnożyć. Ale gdy spróbujemy znaleźć odpowiedź tylko na te wyżej przytoczone, to dużo interesujących faktów wypłynie na powierzchnię, jak ”oliwa ….”.
Jan Krzysztof Kwiatkowski w swej książce (w PRL i dzisiejszej PRL-bis, zw. „III RP” całkiem nieznanej), pt. „Komuniści w Polsce – Rodowód, Taktyka, Ludzie”, wydanej przez Polski Instytut Wydawniczy (Bruksela, 1946) pisze w rozdziale „U źródeł dzisiejszego PPR” – cytuję:
Tragiczna dla nas fala wydarzeń wyniosła na powierzchnię życia politycznego w Polsce nieznane nazwiska i ludzi równie obcych społeczeństwu jak obce było mu zawsze to środowisko polityczne, z którego się wywodzą. Ludzie ci znaleźli się dziś na świeczniku, lecz przeszłość ich tonie w mroku. Niemniej jednak zapoznanie się z historią komunizmu w Polsce i przeszłością ich przywódców jest rzeczą konieczną dla zrozumienia ich obecnej taktyki i celów, zjawisk jakie zachodzą dziś w Polsce i kierunku w jakim toczą się wypadki.”

Krótka notka z życiorysu gen. Berlinga

Znana jest historia tzw. „rządu lubelskiego”, utworzonego tam przez nieznane elementy, które firmowały „PKWN” i „KRN” z agentem NKWD, B.Bierutem na czele. Kiedy pachołki i lokaje stalinowskie tworzyli te bandyckie instytucje, na wschodnim brzegu Wisły w Warszawie stała tzw.”I Armia W.P.”, utworzona w Związku Sowieckim. Wchodziła ona w skład Frontu Białoruskiego pod dowództwem późniejszego marszałka sowieckiego, Konstantego Rokossowskiego. Dowódcą I Armii W.P. był gen. Zygmunt Berling. Zołnierzy tego wojska nazywano później „berlingowcami”. Kiedy w 1944 roku wybuchło powstanie warszawskie, Armia Berlinga stała na wschodnim brzegu Wisły. 14 września 1944 roku Berling wydał rozkaz gen. Galickiemu, żeby rozpoczął desant na Czerniakowie w celu przyjścia z pomocą walczącym powstańcom. Nie było to uzgodnione z naczelnym dowódcą Frontu Białoruskiego.
Po tym występku Z.Berling został pozbawiony dowództwa armii i wysłany do Lublina, gdzie od pewnego czasu składany był tzw. „rząd lubelski”.
Po przybyciu na miejsce pierwszej zsyłki gen. Berling zauważył – cytuję:
Po moim przybyciu z przedmieść Warszawy do Lublina zastałem tam straszną sytuację. W całym kraju pachołkowie Berii z wojsk NKWD szerzyli spustoszenie. Sekundowały im w tym bez przeszkód kryminalne elementy z aparatu Radkiewicza. Ludność okradano z jej mienia w czasie legalnych i nielegalnych rewizji. Zupełnie niewinnych ludzi deportowano i wtrącano do więzień. Strzelano do ludzi, jak do psów. Dosłownie, nikt nie czuł się bezpieczny i nie znał dnia ani godziny. Naczelny prokurator wojskowy powiedział mi po powrocie z inspekcji, na którą wysłałem go do więzień Przemyśla, Zamościa, i Lublina, że trzyma się tam ponad 12 tysięcy ludzi. Nikt nie wie jakie zarzuty im się stawia, przez kogo zostali aresztowani i co się z nimi zamierza uczynić. (…). … rządy bezprawia, zbrodni i prowokacji w kraju przekraczały wszelkie granice.” (Zob. „List Berlinga do Gomułki” z 20.XI. 1956 r., Zeszyty Historyczne, nr. 37, 1976, str. 43, wyd. Instytut Literacki, Paryż).
Dalej Berling relacjonuje, że zebrał materiał odnośnie bandyckiej działalności organów nowej władzy i przedstawił je na posiedzeniu „PKWN”. Zażądał przy tym, żeby osoba za to odpowiedzialna została aresztowana i wysłana do więzienia. Wkrótce po tym został wezwany do naczelnego agenta NKWD, Bolesława Bieruta, wówczas już „przewodniczącego” tzw. „Krajowej Rady Narodowej” („KRN”), który dał Berlingowi do zrozumienia, że – ze względu na okazaną postawę – nie jest dobrze widziany we władzach lubelskich. Bierut zaproponował mu wyjazd do Moskwy na studia wojskowe i w zamian za to awans na generała dywizji.
Berling zdenerwował się tą propozycją i ją odrzucił. Zareagował na to napisaniem listu do Stalina. W liście tym błagał o ratowanie Polski „dla Związku Radzieckiego z rąk bandy agentów i bandziorów międzynarodowego trockizmu”. Tutaj Berling pisał to, co widział, ale nie wiedział, co pisał. Oczywiście, odpowiedzi od Stalina nie otrzymał. Na wieloletnią banicję do Moskwy musiał się udać. Można tutaj stwierdzić, że Berling był politycznie bardzo naiwny, a nawet – że głupi. Ale on był tylko żołnierzem. Nie mniej jest przy tym tak bardzo wiarygodny jak dziecko, które jeszcze nie nauczyło się kłamać i łgać w takim stopniu, jak ludzie dorośli, no i jak późniejsze nasze tzw. „łże elity”, (t.zn. te PRL-owskie i pookrągłostołowe).
Po latach Berling wrócił do Polski i dostał stanowisko ministra PGR-ów. Później pisał pamiętniki (bo właściwie miał co pisać, dużo widział i przeżył), których nikt nie chciał mu w PRL wydać. Pisał w nich m.in. – cytuję:
W Lublinie zrzuciło maskę i ukazało swoje żydowsko-kominternowskie sprzysiężenie. Ujawniło prawdziwy swój cel. Sięgnęło po władzę. Pod płaszczykiem walki z kontrrewolucją rozpoczęło planowe wyniszczanie potencjalnej konkurencji jaką mogła stanowić polska inteligencja. Zgodnie ze znaną dewizą – aresztować, a powód znajdzie się później – zapełniano więzienia, opornych strzelano w mieszkaniach i na ulicy. Badania w śledztwie prowadzono z okrucieństwem przewyższającym metody Gestapo.”
Tutaj narazie chyba wystarczy.

Teraz coś z życiorysu KPP i PPR

Zanim przejdę do korzeni i rodowodu tych organizacji antypolskich, warto zadać sobie parę prostych pytań w rodzaju – czy gen. Berling dobrze widział w tzw. „rządzie lubelskim” bandę agentów i bandziorów międzynarodowego trockizmu i żydowsko-kominternowskie sprzysiężenie? Czy istniały jakieś konkretne przesłanki i dane, żeby tak pierwszy rząd PRL-owski widzieć i określać?
Berling w swym w/w liście do Gomułki przypomina, że dobrze znana jest im obu historia tw. „Związku Patriotów Polskich” („ZPP”) utworzonego przez Stalina w Związku Sowieckim. „ZPP” był jądrem rządu lubelskiego, a więc tej bandy agentów i bandziorów międzynarodowego trockizmu.
Ale zanim doszło do utworzenia „ZPP”, wydarzyło się dużo różnych rzeczy, o których Berling zapewne nie wiedział. Istniała przecież prehistoria późniejszych wypadków i nieszczęścia Polaków. Tej prehistorii Berling mógł nie znać. Ale tę prehistorię warto poznać, żeby potem nie tłumaczyć się i usprawiedliwać niewiedzą. Bowiem, zapoznając się z życiorysami KPP,PPR i PZPR; organizacji, które tworzyli konkretni, składający się z ciała, kości i krwi ludzie o swoistej kulturze, mentalności i swoiście (charakterystycznie dla określonej naci) wyznawanej filozofii, wynikającej z ich genów, poznajemy nie tylko genezę zbrodni komunistycznych, ale i genetykę znajdującą się już w ziarnie, które wypuściło korzenie a z których z kolei wyrosły nam do góry wczorajsze (PRL-owsko – PZPR-owskie) elity i dzisiejsze (pookrągłostołowe) tzw. łże-elity. Mamy tutaj ogromne szanse do poznania ich mocodawców obecnych we wszystkich organach władz tzw. „III RP” z władzą ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą włącznie. Nie jest to wiedza przyjemna, ale czy dlatego mamy od niej uciekać? Jak tworzono Polakom nowe elity polityczne i kulturalne, ukazała nam żydowska działaczka Komunistycznej Parti Polski (KPP), Ester Rozental-Sznejderman. Wyemigrowała z Polski do ZSRR w 1926 roku. W 1958r. wyjechała z Rosji sowieckiej do Izraela, gdzie później wydała w dwóch tomach swoje wspomnienia. Dwa drukowane w nich rozdziały, poświęcone sprawom polskim i KPP zostały opublikowane w „Zeszytach Historycznych” (nr. 49, 1979r., str. 179-194, wyd. Instytut Literacki, Paryż).Pisze tam, że po znalezieniu się w ZSRR, jako emigrantka polityczna, udała się do gmachu Kominternu w Moskwie, gdzie trafiła na goja mówiącego po żydowsku. Dalej wspomina – cytuję:
>>Za parę chwil przyjmie mnie przedstawiciel KPP w Kominternie. Tymczasem jego sekretarka – z czasem dowiedziałam się, że jej nazwisko brzmi Marecka – prowadzi ze mną przyjazną rozmowę. Zza uchylonych drzwi gabinetu dochodzi odgłos ożywionej rozmowy telefonicznej prowadzonej… w soczystym języku żydowskim. Gdy w otwartych drzwiach
ukazał się przedstawiciel KPP we własnej osobie, zapraszając mnie do wejścia, stwierdziłam ze zdumieniem, że nikogo prócz niego nie było w gabinecie; a zatem, to on sam mówił przed chwilą w moim macierzystym języku. Wacław Bogucki był Polakiem. Z natury wesoły, swojski. Polszczyzna w jakiej zwraca się do mnie ma akcent wileński, względnie kresowy. Ten rodowity Polak ładniej mówił po żydowsku, niż po Polsku – przeszło mi przez myśl.
Z czasem dowiedziałam się od towarzyszy z Mińska, że na Białorusi Bogucki zwykł był przemawiać na zebraniach do robotników żydowskich po żydowsku, co w tym środowisku decydowało o sukcesie partii komunistycznej, w imieniu której występował. Opowiadano mi również, że na zebraniach robotniczych, w których uczestniczyli też nie-Zydzi, zwykł Bogucki tłumaczyć na język białoruski przemówienia delegatów żydowskich, którzy nie znali żadnego języka oprócz własnego. Dzięki temu wzrosła jego popularność wśród żydowskich ludzi pracy, którzy uważali go prawie za „swojego”.
Bogucki przyjął mnie ciepło, przyjaźnie, jak starą znajomą, jakkolwiek było to nasze pierwsze spotkanie. Po krótkiej indagacji „kto zacz?”, „Kim jesteś?” poprosił sekretarkę: „Połącz mnie z tow. Zofią”. (Chodzi o Zofię Dzierżyńską, żonę Feliksa – przyp. red.). I oto mówi już z ową Zofią, jak gdyby mnie przy tym wcale nie było. „Przyjechała z Warszawy towarzyszka z wyższym wykształceniem. Co? Tak, Zydówka, ale widać, że polski jest jak gdyby jej ojczystym językiem. Dziewczyna – ogień – spojrzawszy na mnie ciepło, dodał – w sam raz dla Was… jak ulał. Przyślę ci ją”.
Dopiero teraz, gdy odłożył słuchawkę, zwraca się do mnie: „Potrzebni są tu ludzie do pracy wśród Polaków. Polska sekcja przy KC KP(b), z którą właśnie rozmawiałem o tobie, nie daje nam spokoju: „Przysyłajcie nam nowoprzybyłych emigrantów politycznych”. I objaśnia mi:
Wśród miejscowych Polaków jest bardzo mało członków partii, i nie zawsze można im powierzyć pracę wśród tubylczej ludności polskiej…”

 

Całość  w formie PDF  >   >   > TUTAJ .

 

Na zdjęciu Bolesław Bierut, właściwie: Bolesław Biernacki (1892-1956), działacz komunistyczny, agent NKWD, przewodniczący Krajowej Rady Narodowej od 1944 r., pierwszy przywódca Polski Ludowej, Prezydent RP od 1947 r., I sekretarz KC PZPR (1948-1956), premier PRL od 1952 r. Za: Wkładka IPN, luty, 2009 / Niezależna Gazeta Polska, 6.02.2009

POLISH CLUB ONLINE, 2015.07.15

 

Znalezione w sieci

Autor: Znalezione w sieci