Dr Jerzy Jaśkowski: Mammografia, czyli jak ogłupia się kobiety.


Z cyklu: „Państwo istnieje formalnie” P-71

 

 

 

Jeżeli jakakolwiek reguła statystyczna zaczyna być wykorzystywana do celów regulacyjnych, to natychmiast traci swój sens”Charles Goodhart

 

100% społeczeństwa w Polsce posiadło umiejętność czytania i pisania
98% nie wie zupełnie w jakim celu. jj

 

 

 

Generalnie nauki dzielimy na  przyrodnicze i humanistyczne. Nauki humanistyczne powinny określać nam cele życia na ziemi, czyli dlaczego mamy znosić trudy i znoje, zamiast pić piwo i oglądać telewizję. Nauki przyrodnicze określają nam metody, jakimi mamy osiągać opracowane cele.

 

Niestety, od pierwszych reform, jaki nam zafundował zachód za czasów genseka Edwarda Gierka, agenta Kominternu sprzed wojny, w zamian za pożyczki, które rozłożyły Polskę, czy jak kto woli, zniewoliły społeczeństwo przymusem spłaty pożyczek, oprocentowanych na bardzo lichwiarski procent, musieliśmy wdrożyć reformę oświaty, polegającą na likwidacji właśnie nauk humanistycznych. Wiadomo, człowiekowi zakwalifikowanemu od urodzenia do bycia zapleczem siły roboczej dla zachodu niepotrzebne są nauki humanistyczne, czyli ten wyższy poziom wiedzy. Mówił o tym wyraźnie raport  tzw. Klubu Rzymskiego, opracowany na zlecenie CIA w 1970 roku. Przedstawicielem Ludowej Republiki był niejaki Kołakowski, robiący za profesora, a przedtem pracownik sił zwalczających Żołnierzy Wyklętych z bronią w ręku. Chwalił się przecież w telewizji na ten temat.

 

Otóż, o ile pojęcia nauk przyrodniczych są zdefiniowane i ścisłe przez cały czas, to pojęcia dotyczące nauk humanistycznych są zmienne i zależą od cywilizacji, do której należy dana grupa ludzi. W historii mieliśmy ponad dwadzieścia cywilizacji, ale do dnia dzisiejszego pozostało pięć. O przynależności do danej cywilizacji zależy stosunek do takich pojęć, jak dobro – zło, brzydota – piękno, itd. Przynależność do cywilizacji określa także nasz stosunek do zagadnienia: być, czy mieć. A z kolei na tym bazuje nasze podejście do świata. Jeżeli wolimy być cywilizacją łacińską, to gromadzenie rzeczy materialnych ma o wiele mniejsze znaczenie, aniżeli w przypadku pojęcia „być”. Z kolei, jeżeli należymy do cywilizacji azjatyckiej, na przykład turańskiej, czy potomków Chazarów, to decyduje pojęcie „mieć”.

Jest to wyraźnie widoczne w Polsce od około 40 lat, także w medycynie. Starsi profesorowie uważali, że jeżeli opracują jakąś metodę leczenia i jest ona skuteczna, to należy ją przekazać jak najszerszemu gronu kolegów. Obecnie, jak można się przekonać, rządzą patenty i granty. Czyli, jeżeli masz pieniądze, to możesz się leczyć, a jak nie masz, to czekasz w kolejce tak długo, aż leczenie będzie niepotrzebne.

Wyraźnie widać takie podejście w tzw. centralnym systemie, gdzie masa osób zamiast zajmować się leczeniem, zajmuje się kierowaniem i usprawnianiem organizacji. Tylko nikt tak naprawdę nie wie, co powinno się organizować, skoro wszystkim rządzą procedury. Nikt też, personalnie, nie może znaleźć autorów tych procedur. Dawniej, w cywilizacji łacińskiej, opracowana metoda musiała być dokładnie opisana. Dopiero po udowodnieniu jej skuteczności przez innych autorów, była wdrażana. Obecnie jakieś rzekome stowarzyszenie wydaje zalecenia, ale brak jakichkolwiek prac, które by potwierdzały skuteczność tych zaleceń.

Na potrzeby bankierów stworzono pojęcie Medycyny Opartej na Dowodach, ale za dowody uważa się publikacje w prasie, całkowicie kontrolowanej przez firmy farmaceutyczne. W POlsce i na świecie monopol ma firma Elesevie, wydająca ponad 2460 tytułów. W Polsce jej przedstawicielem jest wydawnictwo Urban&Partner. Innym wydawnictwem jest Termedia, które kontroluje 33 tytuły. Innymi słowy, przeciętny lekarz nie ma dostępu do prac naukowych, z wyjątkiem publikacji reklamowych.

Jeżeli nie można opracowywać metod leczenia i pomagać chorym, a chce się zarabiać, to tworzy się procedury, które to ułatwiają. Jednym z takich działów jest tak zwane Zdrowie Publiczne. W jaki sposób Zdrowe Publiczne może w sposób łatwy, za pomocą pióra i papieru, zdobywać fundusze, nie bojąc się o niepowodzenia w leceniu? W bardzo prosty sposób, wystarczy wmawiać społeczeństwu, że może uniknąć choroby, poddając się badaniom przesiewowym, lub profilaktycznym.

Badania takie są doskonałym skokiem na kasę powszechnych ubezpieczeń przymusowych, ponieważ nie rodzą żadnych następstw. Jeżeli mam znajomego w NFZ, który, oczywiście po konkursie, przyznaje mi kilkadziesiąt tysięcy na przykład na profilaktykę raka sutka u kobiet, czyli na badania mammograficzne, to dla mnie nie kryje się żadne niebezpieczeństwo, czy rozpoznam dany nowotwór, czy też nie. A czysty zysk do kieszeni za prowadzenie takich badań wpływa. Samo wysłanie zawiadomień może kosztować kilkadziesiąt tysięcy złotych i o tyle jest uszczuplony fundusz NFZ, bez żadnego pożytku dla chorych. Jest to czyste marnowanie pieniędzy podatnika, ale nikt nikogo z tego powodu nie rozlicza.

Czy takie badania mają w ogóle sens ,czy są po prostu okradaniem społeczeństwa z przymusowo ściąganych podatków? Proszę zauważyć, że ośrodki, które wykonują takie badania i biorą społeczne pieniądze, nie przedstawiają żadnych publikacji. Nawet NFZ wstydliwie siedzi cicho i rozliczenia nie pokazuje.

Jest to zresztą powszechne postępowanie, zarówno instytucji państwowych, jak i samorządowych, że ukrywają wyniki prac wykonywanych w ramach tzw. grantów, czyli prac zleconych, a opłacanych z podatku. Wszelkie prace naukowe, analizujące wyniki zbiorcze takich przesiewowych, czy jak kto woli, profilaktycznych badań wskazują, że jest to tylko i wyłącznie skok na kasę.

Poniżej podam po raz kolejny, jak wygląda sprawa procedur i efektów tych badań profilaktycznych, na podstawie analizy wykonywanych badań mammograficznych, rzekomo zapobiegających rakowi piersi. Okazuje się, że badania te nie tylko są fałszywą flagą do wyciągania pieniędzy pod pretekstem ochrony zdrowia, ale powodują rozwój raka piersi u kobiet.

Już badania opublikowane w 2010 roku wykazały, że zmniejszenie śmiertelności z powodu raka piersi u kobiet kształtuje się jak 2.4 osoby na każde  100 000 wykonanych badań, czyli jest zupełnie nieistotne.

Potwierdziły to kolejne analizy badań przesiewowych, opublikowane w  2011 roku w The Lancet Onkology, które wykazały, że kobiety, które wykonują często badania mammograficzne, mają zdecydowanie większe prawdopodobieństwo wystąpienia inwazyjnego raka piersi w okresie 6 lat, niż kobiety z grupy kontrolnej, nie wykonujące tych badań. 

Praca opublikowana w 2015 roku jeszcze bardziej dołuje te panie, które uwierzyły w skuteczność mammografii, masowo reklamowanej przez Ministerstwo Zdrowia, czy Narodowy Fundusz.

Autorzy poddali analizie 16 milionów przypadków rozpoznanego w 547 powiatach raka piersi u kobiet w USA. Badania obejmowały przedział 10 lat i miały na celu określenie korelacji pomiędzy badaniem mammograficznym, a umieralnością kobiet z powodu raka piersi. Badanie to obejmuje najdłuższy okres czasu i największą liczbę kobiet. 

Generalny wniosek jest taki, że badania mammograficzne znajdują najczęściej małe, nieszkodliwe zmiany, natomiast nie mają zupełnie wpływu na tzw. śmiertelne nowotwory. Czyli badania mammograficzne doprowadzają do powszechnej nadrozpoznawalności, czyli generalnie są szkodliwe.

Dr Otis Webb Brawles, Szef medyczny American Cancer Society stwierdza jednoznacznie:

Guzy, które mammograficznie mogą nawet spełniać kryteria raka, jeżeli są samotne, nigdy nie będą specjalnie rosnąć i tworzyć przerzutów”.

Kolejna praca opublikowana już w 2011 roku wskazywała, że czym częstsze badanie mammograficzne, tym częstsze występowanie raka piersi. Innymi słowy, każdy procent wzrostu badań przesiewowych, powoduje wzrost raka piersi o 35 do 49 przypadków na 100 000 badań.

Podobnie tzw. markery nowotworowe nie wykazywały żadnej korelacji z rakiem piersi. W początkowym okresie wzrostu guza markery ulegały podwyższeniu, ale nie  powinno to być wskazaniem do interwencji, ponieważ w czasie wzrostu guza nie ulegały istotnym zmianom.

Zdiagnozowanie średnio o 1.8 raków więcej nie korelowało ze śmiertelnością, która była taka sama w obu badanych grupach.

Czyli badania przesiewowe mammograficzne mają znaczenie głownie emocjonalne. 

Promieniowanie rentgenowskie wykorzystywane w mammografii jest natomiast powodem powstawania nowotworów, co udowodniono już ponad 80 lat emu. Dziwnym trafem jest lekceważone w przypadku badań mammograficznych.

Podobnie sprawa dotyczy także kobiet, głównie pochodzenia chazarskiego, z mutacją genu BRCA 1.

Przypomnę, wstępne badania wykazały, że dziedziczenie tego genu może zwiększyć prawdopodobieństwo wystąpienia raka piersi. Prawda jest jednak zdecydowanie inna.

Okazało się, że właśnie kobiety z mutacją BRCA1/2 są szczególnie narażone na raka popromiennego. Czyli kobiety pochodzenia chazarskiego [85 % mieszkańców Izraela] w okresie obserwacji 30-letniej, były dwa razy częściej narażone na raka popromiennego, aniżeli kobiety bez tej mutacji. Potwierdzono to w badaniach 90 000 kobiet w okresie 25 lat. Okazało się, że śmiertelność była taka sama wśród kobiet badanych mammograficznie i tych, które przechodziły zwykłe badania fizykalne.

Cała heca z badaniami genetycznymi oparta jest na badaniach wymyślonych przez wojsko do celów broni biologicznej. Świadczą o tym ewidentnie badania w kierunku raka piersi przeprowadzone w Szczecinie, siedzibie polsko-niemieckiej wojsk NATO. Dodatkowo oparte są na wiedzy sprzed ponad 50 lat. Cały program ludzkiego genomu okazał się wielkim niewypałem. Po 5 latach badań i wyrzuceniu 5 miliardów dolarów uzyskano wiedzę dotyczącą 4-5% genów. Okazuje się, że geny reagują na środowisko. Innymi słowy, jeżeli w środowisku znajdą się substancje szkodliwe, to geny mogą zwiększyć produkcję, lub zmniejszyć, a to z kolei zależy od ogólnie mówiąc zatrucia substancjami toksycznymi, choćby wprowadzanym do organizmu pod pretekstem szczepień aluminium.

Badania opublikowane w Biologii Nowotworów budzą poważne wątpliwości co do roli dziedziczenia w powstawaniu nowotworów i reklamy genu BRCA

Trzeba uzmysłowić sobie, że na pierwszym miejscu wśród przyczyn zgonów u kobiet są choroby serca. Tak więc koncentracja na raku piersi ma tylko i wyłącznie efekt emocjonalny i jest krótkowzrocznym postępowaniem. Wystąpienie na przykład raka jajnika u tych kobiet po 65 roku życia stanowi 0.8%. A z kolei ryzyko śmierci z tego powodu stanowi 1,8 na każde 100 kobiet, u których takiego raka rozpoznano. Czyli twierdzenie p. A. Jolie o tym, że ryzyko stanowi 50%, jest po prostu kłamstwem reklamowym. 

Znalezieniu w badaniu mammograficznym jednego nowotworu ”prawdziwego”, towarzyszy znalezienie pięciu, które nie wymagają żadnego postępowania medycznego. Czyli aż pięć kobiet musi przejść szkodliwą chemioterapię i radioterapię niepotrzebnie. Trzeba pamiętać, że tzw. rak in situ DCIS, w okresie 30 lat obserwacji, nie daje żadnych przerzutów. Ale z tego powodu amputowano piersi około 1 300 000 kobiet w USA i stosowano niepotrzebną chemioterapię z radioterapią.

Dowodem tego, że te działania były nieskuteczne, jest czas przeżycia 5 lat od leczenia. W grupie operowanej przeżycie 5-letnie stanowi 95 – 97%, ale ten sam nowotwór DCIS, u kobiet nie leczonych dawał przeżycie 10-letnie w 96 – 98%.

Kobiety podzielono na grupy. W jednej grupie przeprowadzano badania mammograficzne, a w drugiej tylko badania fizykalne. Ilość rozpoznań raka w pierwszej – mammograficznej – grupie wyniosła 3250 przypadków, a w drugiej grupie, badania tylko fizykalnego, 3133 przypadki. W pierwszej grupie w okresie obserwacji zamarło 500 kobiet, a w drugiej 505. Jednak w okresie tych 15 lat obserwacji, w grupie, która przechodziła badania mammograficzne wystąpiło aż 106 dodatkowych raków. Okazało sie, że 22% rozpoznań jest fałszywie dodatnich, czyli nie było raka, ale kobiety zmuszono do leczenia.

Z prac opublikowanych już wcześniej wynika, że już w 2007 roku, w Archiwum Medycyny Wewnętrznej przeprowadzono analizę 117 prac naukowych, które prezentowały wyniki badań mammograficznych. Okazało się, że fałszywie dodatnie badania były bardzo częste, od 22 do aż 56 %, w okresie 10 lat. Czyli w zależności od aparatury i wyszkolenia lekarza, aż co druga kobieta była niepotrzebnie narażona na nie tylko stres, ale i kalectwo obcinania piersi.

Kolejna analiza wykonana przez Cochrane Database w 2009 roku potwierdziła, że aż 30% badań jest fałszywie dodatnich i naraża kobiety na niepotrzebne, szkodliwe leczenie, które zwiększa ryzyko prawdziwego raka o około 0.5%. Badania doprowadzają do 30 % nadrozpoznawalności, a właściwa redukcja wynosi 0.05%. Na każde 2000 badanych kobiet tylko jednej uratuje się życie, ale aż 10 zdrowych kobiet będzie musiało być okaleczonych i przejść niepotrzebne trucie chemioterapią. Szczególnie narażone są na pomyłki kobiety z gęstym utkaniem tkanki piersiowej. Czułość mammografii dla gęstych utkań jest bardzo niska i wynosi tylko 27%.

W tym kontekście należy zapoznać się z cyrkiem wyprawianym przez Angelinę Jolie i wypowiedziami różnych autorów na ten temat. Była to czysta propaganda, związana z reklamą. Jak oszacowano, dała ona zysk przemysłowi farmaceutycznemu rzędu miliarda dolarów. Ile kobiet przeszło niepotrzebne operacje i chemioterapie, na wszelki wypadek nie podano.

Zauważ proszę Szanowny Czytelniku, że te wszelkiej maści organizacje kobiece wcale o tych faktach nie wspominają. Także tzw. prasa medyczna, nie wspominając o prasie polskojęzycznej, nie umieszcza nawet wzmianki o zagrożeniu badaniami mammograficznymi. Wprowadzają rozmaitego rodzaju Różowe Wstążeczki, ale kto finansuje te kampanie.

Z drugiej strony kobiece czasopisma, nie wspominając o „medycznych informatorach”, nie podają, że jedną z głównych przyczyn raka piersi są dezodoranty i zawarte w nich chemikalia.

Dlaczego nie podaje się, że glifosat produkcji Monsanto powoduje wzrost raka piersi o 370%?  Przecież w Polsce wyjaśniałoby to wzrost zachorowań na raka w województwach wschodnich, typowo rolniczych.

Dlaczego, pomimo udowodnienia związku z rakiem glifosatu, nazywanego w Polsce Roundapem, sprzedaje się go w sieci handlowej i jest masowo wykorzystywany przez działkowców? A potem się mówi, że dzieci jedzą nie pryskane zbiory.

Główny Inspektor Sanitarny zajmuje się handlem szczepionkami, a rakotwórcze preparaty są sprzedawane bez problemu. Robi się histerię wokoło dopalaczy, co stanowi marginalny problem, a masowo sprzedawany rakotwórczy preparat jest pomijany milczeniem. Proszę zauważyć, że żaden z aktorów sceny politycznej na Wiejskiej, nigdy nie zadał tego podstawowego pytania. Co robi GIS?

Ta ostatnia uwaga, w związku ze zbliżającymi sie wyborami. Czy warto brać udział w takiej inscenizacji?

Czy świadczy to tylko o poziomie merytorycznym tej Instytucji?

W ciągu 40 ponad lat pracy nie spotkałem się z tym, aby jakikolwiek onkolog zlecił kobiecie wykonanie badań 25OHD . Udowodniono, że poziom witaminy D-3  ma istotny wpływ na wzrost nowotworów piersi. Te chore, które przechodziły, przez poradnie chirurgiczne, najczęściej miały poziom witaminy D poniżej 10 ng, przy pożądanym poziomie rzędu 60 – 70ng. Suplementacja witaminą D-3 od 50 lat praktycznie w Polsce nie istnieje, chociaż powinna wynosić 5000 j.m., plus witamina K-2 w ilości 100 mcg – dziennie. U kobiet, u których poziom jest tragicznie niski, suplementacja dzienna to 10000 j.m witaminy D-3 przez okres co najmniej 4-6 tygodni, a nie jak podaje się w polskich reklamówkach 1000 – 2000 j.m.

Przypisy: 

 

Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 14 września 2015

 

 

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2

, 2015.09.19

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski

  • Pingback: Jarym chcesz być PANIE ? | POLScott24()

  • Pingback: Kompromitacja Sądu – Klęska Medycyny – Prostata. | educodomi()

  • Sobieski

    Dawno takich…[usunięte przez Admin. PCO] nie czytałem i w dodatku to stwierdzenie na samym poczatku, że 98% Polaków nie wie po co umie czytać…[dokończenie usuniete przez Admin. PCO]

    • Toronto

      Ja uwazam, ze Admin PCO popelnil blad usuwajac komentarz „Sobieski”, poniewaz idac po nitce do klebka mozna dowiedziec sie czym truje sie „Sobieski”.

  • Monika Łukaszewicz

    Mammografie robią częściej kobiety obciazone rodzinnie czyli faktycznie z genem brca. Dlatego przedstawiona interpretacja wyniku jest błędna.

  • ANNA

    NIE DO KONCA SIĘ Z TYM ZGODZĘ ! MOJA KOLEŻANKA DZIĘKI BADANIOM MAMMOGRAFICZNYM JEST JUŻ 10 LAT PO OPERACJI I CIESZY SIĘ ŻYCIEM ,NATOMIAST MOJA BRATOWA LECZYŁA SIĘ U TYCH ONKOLOGÓW MAŁOMIASTECZKOWYCH I JUŻ 6 LAT JAK ZAKOŃCZYŁA ŻYCIE PO CIĘŻKICH MĘCZARNIACH !!! MOJE ZDANIE JAK SIĘ LECZYĆ TO W PRAWDZIWYCH KLINIKACH ONKOLOGICZNYCH A BADANIA JAK SIĘ WCZEŚNIEJ WYKRYJE TO SIĘ JESZCZE POŻYJE !!!

  • GOŚĆ

    Zgadzam się z tym co pisze dr Jaśkowski….. mało jest uczciwych lekarzy, a mammografia rzeczywiście często powoduje raka, no i nie jest to żadna profilaktyka, bo wykrywa raka gdy już jest dość zaawansowany, we wczesnym stadium nie. Smutne jest to, że wiele kobiet otrzymuje mylną informację, nie mając raka, czyli wmawia im się, że mają. I kaleczy chemią i niepotrzebną operacją!!!!!!!!!!!!!!! By biznes się kręcił….!!!!!!!!!!!!!!

    Żyjemy w czasach, w których największą wartością dla wielu jest pieniądz, niestety!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

  • krystyna

    Mammografia powoduje pękanie guzów nowotworowych i rozsiewanie komórek. To dzięki temu następują przerzuty.

  • Edmund Pieszak

    Szczytne hasła w medycynie nie mają już wartości. Najważniejszy jest pieniądz, nie dobro pacjentek/w. Pieniądze za wszelką cenę..A chory ? Kto by tym się przejmował …..

  • zPRLu

    Komuś zleży, ze by ludzie byli nie wykształcenie. Przemysł zachodu nie potrzebuje wykształconych ludzi. Niewolnik nie potrzebuje wiedzy, umiejętności myślenia. Edukację zaczęto rozwalać celowo i robi sie to do tej pory. Ludzi straszy się, stosuje na nich socjotechniki, Zgodnie z szacunkami Europejskiej Komisji Gospodarczej zadłużenie z lat
    70. stanowiło 9,8% ówczesnego dochodu narodowego. W zestawieniu
    z obecnymi długami wielu krajów jest to obciążenie niewielkie.Formalnie został odsunięty od władzy 5 września 1980 r., faktycznie nie
    miał żadnego wpływu na sytuację w kraju już od 1 sierpnia 1980 r.,
    gdy wyjechał na Krym, by spotkać się z Breżniewem. W tym czasie
    zastępował go na stanowisku I sekretarza KC PZPR Stanisław Kania,
    który podejmował najważniejsze decyzje strategiczne. Po powrocie
    do kraju w połowie sierpnia Gierek był już „na wylocie”, czekając
    na dymisję. Po jego odejściu w drugiej połowie 1980 r. podjęto wiele
    decyzji dotyczących stosunków gospodarczych z zagranicą, mających
    poważny wpływ na zadłużenie Polski. Czy Gierek też za to odpowiada?
    Z pewnością ten dług nie był już długiem Gierka, lecz innych polityków
    PRL.

  • Ania

    To jest takie gadanie. Owszem, mamografia może powodować skutki uboczne w postaci zaostrzenia stanu chorobowego, ale z drugiej strony, nie każdy guz będzie widoczny na usg, niestety. Tak samo jak zwapnienia w piersi (po rożnego rodzaju guzkach) które mogą dać nam pełniejszy obraz stanu piersi (szczególnie ważne w przypadku obciążeń genetycznych) nie zawsze są widoczne na usg. Także na dwoje babka wróżyła.

    • Toronto

      Kazdy ma prawo do wlasnej opinii, ktora jest wynikiem posiadanej wiedzy na dany temat.
      I niestety musze stwierdzic, ze tu na kontynencie Ameryki Polnocnej glowna role w praniu mozgow odgrywaja MEDIA, ktore w 95% sa w lapach „zmijowego plemienia” i „dzieci diabla” (Ew.Mateusza 23:33 i Ew.Jana 8:44) oraz tzw. „programy nauczania szkolnego” (czytaj: oglupianie uczniow i studentow) i w ten sposob trwa proces oglupiania spoleczenstwa od najmlodszych lat szkolnych, az do przyslowiowej „deski grobowej”.
      Ze wzgledu na to, ze przemysl farmaceutyczny jest opanowany przez „zmijowe plemie” i „dzieci diabla”, podobnie jak media, banki, firmy uzbezpieczeniowe etc, poniewaz to jest przyslowiowa „kopalnia pieniedzy” a zarazem sposob na kontrolowanie nie-Zydow czyli „gojow” (bydla), wiec zachodzi proces macro-ekonomiczny, czyli na wielka skale polegajacy na oglupianiu i dojeniu „gojow”.
      Wystarczy siegnac do opracowan medycznych sprzed 100 lat, zeby sie o tym przekonac, ale komu chce sie czytac skoro mamy teraz nowoczesne media, a pacjenci bardziej wierza lekarzowi i wytwarzanym lekom chemicznym niz sprawdzonym metodom leczenia chorob i dolegliwosci sprzed 100 lat.
      Poza tym wazniejsza od leczenia jest profilaktyka, ktora zapobiega powstawaniu chorob, a tym samym eliminuje leczenie i wysokie koszty leczenia i pisze to w oparciu o wlasne doswiadczenia zyciowe.
      Nie jest wiec przypadkiem, ze zydowskie firmy farmaceutyczne zrobily skok na Polske, poniewaz jest to „skok na kase” (skok na pieniadze) ze wzgledu na wysoka liczbe zachorowan w polskim spoleczenstwie i te sprawy sa dokladnie analizowane z punktu widzenia zydowskich biznesow.
      Dlatego dr J.Jaskowski, ktory zna ten temat ma calkowita racje.

      Od siebie rowniez dopisze, ze znane sa od dawna metody leczenia tzw. „raka”, ale tu nie chodzi o zwalczenie chorob rakotworczych, ale o PODTRZYMANIE BIZNESU, zeby byly z tego pieniadze i dlatego „goje” sa ciagle oglupiani i trwaja latami w swojej glupocie, pomimo, ze umieja czytac i pisac.