Ewa Polak-Pałkiewicz: Prawo albo odzyskany język

Jan Matejko – Kazanie Piotra Skargi

Jak nie utracić kontaktu z rzeczywistością, czyli o konieczności obrony polskiej racji stanu

Prezydent Andrzej Duda podczas przemówienia w ONZ 28 września br. wymieniając „pojęcia piękne, ważne, aczkolwiek nader kruche, o które musimy dbać, które musimy bez ustanku pielęgnować” mówił o pokoju i prawie. Zachęcał też zdecydowanie przywódców państw, by starali się tworzyć „świat oparty na sile prawa, a nie na prawie siły”. To przemówienie wywarło silne wrażenie na słuchaczach. Wydaje się, że dawno już nikt na tym forum nie przypominał, czym jest prawo, jakie jest jego znaczenie w świecie coraz bardziej rozchwianych norm. W świecie, któremu jest dobrze wśród dwuznaczności.

Nie minęły dwa miesiące, gdy okazało się, że obrona prawa – jego litery i ducha – może stanowić poważny problem w Polsce.

Konflikt wokół Trybunału Konstytucyjnego zakończył się – na razie – pomyślnie nie tylko dlatego, że nowym sędziom TK wybranym przez sejm pozwolono wejść do gabinetów i dano dostęp do dokumentów, a szef Trybunału milcząco pogodził się z przegraną ugrupowania, które go wyniosło do tej funkcji. Także, a raczej przede wszystkim dlatego, że Prawo i Sprawiedliwość wygrało batalię o jednoznaczność pojęć. Jednoznaczność jest w prawie kwestią podstawową. Jest warunkiem, by ustrzec się błędów rozumowania o nieobliczalnych konsekwencjach dla państwa. „…błąd zawdzięcza swoje powodzenie w wielkiej mierze używaniu terminów o dwuznacznym charakterze, czy raczej – zaszczepianiu nowego znaczenia słowom noszącym dotąd znaczenie odmienne”, pisał jeszcze w XIX wieku ks. Félix Sardá y Salvany. W tej sytuacji „zastawianie sideł na intelektualnego pyszałka i na prostaczka jest równie łatwe”.

Prawo nie jest jakąś chmurą nieokreślonych idei i szczegółowych, oderwanych od życia definicji unoszącą się nad strukturami państwa, ale podstawą jego działania. Bez prawa – zrozumiałego, logicznego, jasnego – nie istnieje państwo. Jeśli poeta upominał się, po latach okupacji niemieckiej i sowieckiej: „Niech prawo zawsze prawo znaczy, a sprawiedliwość sprawiedliwość”, to nie odnosił się do jakiejś abstrakcji, ale mówił o realnym i konkretnym dobru cywilizacyjnym, którego brak odczuwany był zawsze w Polsce jako zapaść cywilizacyjna, uniemożliwiająca bytowanie społeczeństwa.

To na wieść, że Sejm Wielki uchwalił w Warszawie Konstytucję 3 Maja, która dawała prawa obywatelskie w Rzeczypospolitej innym stanom, poza szlachtą i duchowieństwem, Katarzyna II podjęła decyzję o rozbiorach Polski, wciągając w to podjęte z premedytacją niszczycielstwo Prusy i Austrię. Decyzja polskiego sejmu tworzyła niespotykaną w Europie sytuację równości wszystkich ludzi wobec prawa – był to gigantyczny przełom moralno-cywilizacyjny, który zapowiadał epokę prawdziwego ładu opartego o Dekalog w państwach; Polska miała tu do odegrania rolę lidera w świecie zachodnim. To był ten piorun, który raził carycę i zelektryzował przewrotną myśl tej, ,,która trzymała na smyczy filozofów”. Poczuła, że imperium carów jest zagrożone, że się chwieje cała jego potęga. Zagraża mu wykwit polskiej kultury prawniczej – prawa uchwalone przez suwerenny parlament wolnych obywateli Rzeczypospolitej.

Jan Matejko - Konstytucja 3 Maja
Jan Matejko – Konstytucja 3 Maja

W Polsce rządzonej przez Prawo i Sprawiedliwość nie udało się na szczęście, podczas kryzysu związanego z powołaniem nowych sędziów Trybunału Konstytucyjnego, wykorzystać podstawowych aktów prawnych Rzeczypospolitej – które mimo, że niedoskonałe są jednak podstawą działania państwa – do osłabiania tego bytowania, nadwątlania tego, co w sposób istotny łączy władzę polityczną i społeczeństwo, słowem do psucia państwa. Wytrawność i precyzja w odczytaniu istotnego sensu tych aktów – zgodnie z duchem praw obowiązujących w cywilizacji łacińskiej i zgodnie z polską racją stanu – pozwoliła Prezydentowi i posłom Prawa i Sprawiedliwości obronić państwo. Obronić mianowicie niepodważalność władzy jego suwerennych organów. I to jest prawdziwy sukces polityczny rządzących, nie do przecenienia. Doprowadzając do kryzysu wokół TK usiłowano im bowiem po prostu uniemożliwić rządzenie.

Jarosław Kaczyński mówiąc o konflikcie politycznym wokół Trybunału zaznaczył, że spowodowany on został tym, że w parlamencie znaleźli się ludzie „nieodpowiedzialni” albo zupełnie „nieprzygotowani” do tego rodzaju działalności politycznej, jaką trzeba prowadzić w polskim sejmie. Mimo pozorów zbytniej łagodności – zwłaszcza wobec coraz bardziej brutalnego języka dyskusji w parlamencie i komentarzy w mediach – są to określenia trafiające w sedno.

Ta nieodpowiedzialność ma swoje źródło. Jest nim nie tylko uległość wobec linii politycznej obecnej partii opozycyjnej, lęk przed utratą dotychczasowej pozycji i wpływów, ale coraz większe rozpanoszenie się w umysłach ideologii postmodernistycznej, czyli unowocześnionego marksizmu. Ideologia to nic innego jak przyzwolenie na kłamstwo i promowanie kłamstwa. Stopniowo wypiera ona zdolność rozróżniania słów i pojęć, także u przedstawicieli „klasy politycznej” – i co za tym idzie faktycznie pozbawia ich możliwości rozumienia zjawisk politycznych. Z tego wynika niezdolność do posługiwania się kategoriami takimi jak racja stanu polskiego państwa, logika arystotelesowska czy zwykły zdrowy rozsądek. Ich miejsce zajmują twory umysłów coraz bardziej „dzikich”, niefrasobliwych i swawolnych.

 

Uwolnić misia, uwolnić ludzi od władzy!

Obserwując postępy tej ideologii w świecie Marguerite A. Peeters odnotowała zjawisko deprecjonowania norm prawnych – i w rezultacie gwałtownego niszczenia od wewnątrz państw Zachodu – które zakwalifikowała jako „odrzucanie władzy przez przejęcie władzy”. Pisze o jego źródłach: „Postmodernizm jest reakcją przeciwko wszelkim formom narzucania władzy (męskiej, zachodniej, większości, instytucjonalnej, moralnej, hierarchicznej, religijnej…, ekonomicznej…) W rzeczywistości tworzy on nową formę narzucania, którego dokonują >uciskane mniejszości< – termin ten w pierwszym rzędzie odnosi się do kobiet. Etyka postmodernistyczna uważa wszelką władzę za twór zasadniczo arbitralny. Z tej perspektywy narzucanie komuś jednego punktu widzenia jest traktowane jako przejaw kolonizacji, od której należy ludzi uwolnić, nawet siłą. [Mieliśmy tego próbki podczas manifestacji zwolenników PO i Nowoczesnej pod gmachem sejmu, czy awantur na sali obrad, gdzie mało co nie doszło do rękoczynów – EPP]. (…) Gdy sprawiedliwość i rozum nie wyznaczają już normy, nie ma innego rozwiązania jak użycie siły, aby zakończyć konflikt. Jeśli brak powszechnych zasad określających to co słuszne, sprawiedliwość staje się kwestią pragmatyki.Taka anarchia rodzi sprzeczność, ponieważ nie ma innych rozwiązań niż użycie siły, co prowadzi do dominacji, poddania i ucisku, a więc dokładnie do tego, czego nierepresywna cywilizacja postmodernistyczna pragnie się pozbyć”.

Przy okazji autorka zwraca uwagę na potęgę sloganów tworzonych bardzo sprawnie przez specjalistów od socjotechniki, które manipulują emocjami odnosząc się do pozornych, akceptowanych przez „ulicę”oczywistości. Jeden z nich to: „Społeczeństwo obywatelskie patrzy na ciebie! (>Civil society is watching you<): ten slogan wymyśliły eko-feministki, aby >pilnować rządów< i wywierać na nie naciski w celu zmobilizowania ich do realizacji >zobowiązań<, które są w istocie programem radykalnych organizacji pozarządowych. Słowa te sugerują, że organizacje pozarządowe są strażnikiem etyki (są >tymi dobrymi<), podczas gdy rządy i sektor biznesu mają tendencję do niewywiązywania się ze swoich obowiązków (to >ci źli<)”.

Tymczasem takie pojęcia jak racja stanu państwa (fr. raison d`État), czyli zasada nadrzędna istnienia i suwerenności państwa, czy prawo nie mogą być niczym zastąpione; nic nie można do nich ani doczepić ani im ująć, żeby państwo mogło, chroniąc je, gwarantować zarazem ład społeczny, sens swego istnienia. Prawo jest najcenniejszym instrumentem w ręku państwa. Nie może więc stać się ono jakąś mgławicą, jego zapisy nie mogą nie wiadomo co znaczyć, nie można ich dowolnie interpretować, czy tworzyć ze złamaniem reguł logicznego myślenia i modyfikować ignorując ustawodawstwo wyższego rzędu.

Gdy 12 maja 2015 r. podczas posiedzenia sejmowej komisji sprawiedliwości jeden z posłów PO wprowadził do projektu ustawy o Trybunale Konstytucyjnym poprawkę, która miała jego partii oraz PSL-owi umożliwić wybór pięciorga sędziów Trybunału z wyprzedzeniem, zaledwie na trzy miesiące przed zakończeniem kadencji, przewodniczącym Trybunału było to jak najbardziej w smak. PiS mógł sobie protestować, że łamane są zapisy konstytucji, nikt go nie słyszał. Tak właśnie wygląda psucie własnego państwa. Co pozwala wobec tego szefom TK orzekać w Trybunale o zgodności jakichś ustaw z konstytucją, skoro sami tworzyli prawo z nią sprzeczne?

 

Wiadomości, rozkazy i hasła

Przemysław Dakowicz w ostatnim swoim tekście z cyklu „Afazja polska” („Gazeta Polska Codziennie” z ub. tygodnia) przywołuje dzień, gdy pod koniec października 1939 roku Niemcy rozplakatowali w całym Krakowie proklamację Gubernatora Generalnego Hansa Franka (doktora praw!). Na plakatach „(…) mowa jest… o >przywróceniu porządku<, o zakończeniu >epizodu historycznego, za który odpowiedzialność ponosić muszą zarówno zaślepiona klika rządowa byłego kraju polskiego, jak też obłudni podżegacze wojenni z Anglii<. Polska zostaje nazwana >tworem państwowym, który się więcej nie odnowi<.(…) głośniki umieszczone w centralnych punktach miast – >w określonych porach nadawać będą wiadomości, rozkazy i hasła dla Polaków< …”.

Zawieszone w metrze, autobusach, pociągach, tramwajach, na stacjach benzynowych, w barach szybkiej obsługi, w poczekalniach wielkie ekrany, na których co godzinę pojawiają się nowe wiadomości montowane w TVN i podane w odpowiednio gładkiej i niewyszukanej formie, przy pomocy starannie dobranych słów, tylko tych bezpiecznych, z punktu widzenia interesów PO, słów, które polityków PiS i ich zwolenników, czyli kilka milionów Polaków sytuują w kategorii „podludzi” – czy nie przypominają tamtej sytuacji sprzed siedemdziesieciu sześciu lat?

Ludzie oderwani od rzeczywistości nie rozumieją już znaczenia bardzo wielu słów. Łatwo natomiast przyjmują spreparowane wiadomości, rozkazy i hasła.

Jan Matejko - Kazanie Piotra Skargi
Jan Matejko – Kazanie Piotra Skargi

Dlatego tak ważne jest precyzowanie znaczeń. Tym są m.in. zapisy prawne. Język prawniczy to nie tylko język służący do wymieniania numerów paragrafów i kodeksów, to język nazywania bytów. Żeby można było coś osądzić, zaklasyfikować, trzeba to najpierw precyzyjnie nazwać. „Pomyłki” w tym względzie nie są tylko „mylną interpretacją” prawa, norm, nie zamykają się w obrębie akademicko pojmowanej teorii, ale są czymś bardziej fundamentalnym – brakiem odniesienia do bytów, nie uznawania ich. Skoro nie uznaje się jako takiego samego podmiotu prawa partii konkurencyjnej, to oznacza, że przedstawiciele PO i PSL próbują „wyjąć spod prawa” innych Polaków, przedstawicieli PiS, zastosować wobec nich inny tryb, inne reguły niż te, które przewiduje konstytucja dla wszystkich. Prawo przestaje działać powszechnie. A to oznacza, że ma się trudności z uznaniem bytowości innych ludzi. Przypisuje się ich istnieniu inne, mniejsze znaczenie, niż istnieniu własnemu i własnej pozycji w społeczeństwie. System prawny zaczyna rozmontowywać pogarda i nienawiść. Na tym polega neomarksizm wcielony w ideę państwową i jego współczesna odmiana – postmodernizm.

Spór dotyczący Trybunału Konstytucyjnego jest dlatego tak ważny, że dotyczy znaczenia słów, a zatem i bytów. Pozwala też zrozumieć – gdy uczciwie się go przedstawi – istotę pojęć podstawowych dla bytu państwa. Pozwala mieć nadzieję, że Polska, ten „twór państwowy, który się więcej nie odnowi”, jak chciał  dr praw Hans Frank, jak chcieli Niemcy i Sowieci podczas wojny, a Sowieci także po wojnie, wyjdzie obronną ręką z pułapek zastawionych tak niedawno przez ludzi kompletnie nieodpowiedzialnych, którzy reprezentowali nas w najwyższych organach władzy naszego państwa.

 

Te same słowa, odmienne znaczenia

Istota obecnego kryzysu wokół TK polega także na tym, że lewicowi liberałowie posługują się prawniczą terminologią, ale nadają jej nowe znaczenie. Twierdzi się, że dokumenty prawne mają inną treść niż tę, która jest zapisana w języku praw. Dlaczego możliwe są tego rodzaju nadużycia? Dlatego, że pewne słowa i pojęcia, np. racja stanu, nadrzędny interes państwa zniknęły z obiegu, zostały zatarte w świadomości; od dawno nie przywoływały ich największe tuby informacyjne i środowiska opiniotwórcze. Mają też miejsce znamienne transpozycje semantyczne, na przykład władzę nazywa się służbą, dziennikarzy wyrazicielami opinii społecznej; promuje się też terminy, które wyrażają zupełnie nowe idee, najczęściej są to poprawno-polityczne zaklęcia, takie jak „pluralizm”, „prawo wyboru”, „kultura pokoju”, „różnorodność kulturowa”, „różne formy rodziny”, „równość płci”, Popularność zdobywają pojęcia, których nigdy nie było w oficjalnym języku polityki i prawa, a posługują się nimi przedstawiciele państw i różnych organizacji także na forum międzynarodowym – np. słowo „dialog” zastępuje obronę suwerenności, „pluralizm opinii”, „różne opcje światopoglądowe” rację stanu.

Jan Matejko - Kościuszko pod Racławicami
Jan Matejko – Kościuszko pod Racławicami

Maniera posługiwania się tradycyjnymi terminami, ale w różnym, a nawet przeciwstawnym znaczeniu praktycznie blokuje możliwość prowadzenie jakiejkolwiek poważnej dyskusji. O tym właśnie wspominał Jarosław Kaczyński w swoim powściągliwym komentarzu do sporu o Trybunał. To co określało się jako „ducha” polskiego prawa próbuje się dziś naginać do poprawno-politycznej wersji prawa międzynarodowego, pełnego nowomowy i dwuznacznych sformułowań, które odcyfrowywać należy dobierając właściwy ideologiczny „klucz”. Nadrzędną zasadą jest bowiem, by nic nie było jednoznaczne.

Semantyczną konsekwencją takiego podejścia jest ambiwalencja znaczeń, obejmująca „wszystkie możliwości interpretacji”. „Nowe paradygmaty – mówi Marguerite A. Peeters – mogą odnosić się do wszystkich i każdej z osobna, w zależności od ideologicznego nastawienia (patrzenia przez pryzmat liberalizmu, socjalizmu, chrześcijańskiej demokracji, ekologii, hedonizmu, indywidualizmu, sekularyzmu…), czy też strategicznych potrzeb interpretatora”.

Niespójność, niechęć do przypisywania słowom jasnej, jednoznacznej, wyłącznej treści jest główną zasadą postmodernizmu.„Postmodernizm w praktyce”, pisze autorka, „dopuszcza istnienie nie tylko różnorodnych, ale wręcz sprzecznych ze sobą interpretacji słów”. Z kolei moralny relatywizm „nadaje prawa obywatelskie jedynie samemu sobie. Bardzo często czyni ze swych zasad prawo, któremu należy się podporządkować”.

 

Eksperci czyli rzecznicy mniejszości

Jeden z klasycznych przykładów posmodernizmu w obszrze polityki to dyskryminacja większości – dziś z tego typu praktyką mamy często do czynienia. „Zakaz dyskryminacji (włączenie mniejszości) został narzucony do tego stopnia, że większość jest de facto wyłączona i nie jest już poważnie brana pod uwagę w podejmowaniu decyzji. Rządzą nami eksperci będący rzecznikami mniejszości” M. Peeters). Taką rolę usiłowali niedawno odegrać z kamiennymi twarzami sędziowie TK mianowani przez koalicję PO -PSL.

A jednak polscy prawnicy – posłowie PiS doprowadzili podczas konfliktu o Trybunał do triumfu jednoznaczności, stosując w swojej argumentacji zasady arystotelesowskiej logiki, zasadę tożsamości oraz podstawowe reguły prawa rzymskiego. Coś co jest czymś nie może być czymś innym. Sędzia Trybunału nie może być jednocześnie sędzią we własnej sprawie. Jeśli skład Trybunału ma być reprezentatywny dla konfiguracji politycznej w sejmie i senacie, nie może być zdominowany przez znajdujące się w mniejszości ugrupowanie. Obalony został również niepisany „dogmat”, a raczej prawo kaduka, że władzę ma ten, kto ma media. Ocalona została praworządność, o którą upominał się w siedzibie ONZ we wrześniu tego roku prezydent Andrzej Duda.

Porzucenie języka tradycyjnych, dobrze zdefiniowanych pojęć na rzecz dwuznacznych i niejasnych sformułowań zawsze owocuje rozchwianiem norm i budzi pokusę nadużywania prawa. Pozwala na rozliczne nadinterpretacje, do czego skłania też oczywiście wadliwość niektórych aktów prawnych.

W ten sposób wywiera się negatywny wpływ na naturę, a nawet na samą istotę prawa, które konstytuuje strukturę państwa. Językowe potworki rodzą zawsze chaos pojęciowy, wywołują zamęt w głowach.

W Polsce na przełomie listopada i grudnia tego roku nie udało się wykorzystać prawa do niszczenia ładu państwowego. To naprawdę wielkie zwycięstwo. Nie zdołali zniszczyć go ludzie, którzy nie rozumieją znaczenia słów. Przeciwnie – wydaje się, że przybyło trochę tych, którzy odtwarzają w swojej pamięci ich prawdziwe znaczenia. (Być może jednym z nich będzie sędzia Rzepliński).

Jan Matejko - Dzwon Zygmunta (fragment)
Jan Matejko – Dzwon Zygmunta (fragment)

Trzeba tu przypomnieć, Kto jest źródłem prawa. Skąd pochodzi prawo naturalne, na którym opiera się wszelkie ustawodawstwo prawne w naszej cywilizacji. Jaki ład, jaki fundament odzwierciedlają ludzkie prawa w naszym obszarze cywilizacyjnym – o ile nie są zniszczone przez neomarksizm.

„Powód, dla którego dwa plus dwa równa się cztery istnieje nie tylko dziś lub jutro”, pisze ks. John Jenkins: „Jest tak, ponieważ dla Boga dwa plus dwa równa się cztery. Prawo natury jest wieczne właśnie dlatego, że Bóg jest wieczny. Stwarzając wszechświat Bóg narzucił mu niezmienne prawa przez sam fakt, że Bóg, podobnie jak każdy byt rozumny myśli, by dokonać jakiegoś aktu. (…) Nieskończona Mądrość w sposób konieczny stwarza w sposób racjonalny i uporządkowany. (…) Wieczne prawa natury są jak gdyby pieczęcią wieczności Boga odciśniętą na rzeczach podlegających zmianie. (…) Niebo i ziemia mogą przeminąć, jednak umysł Boga pozostaje zawsze taki sam. Bóg przemówił do nas w Osobie Chrystusa Pana. Niebo i ziemia mogą przeminąć, ale Jego słowa nie przeminą”.*)

W Polsce nie ma przyzwolenia społecznego na łamanie i nadużywanie prawa, bo nie ma przyzwolenie na nadużywanie podstawowych słów i zniekształcanie ich znaczenia. „Bóg” znaczy wciąż Trójca Święta (a nie „kosmiczny Chrystus” – emanacja zbiorowej ludzkości, czy synteza różnych bożków). „Ojciec” znaczy wciąż ojciec, „matka” matka. „Małżeństwo” nie jest „związkiem partnerskim”, „rodzina” nie jest „wielokulturową wspólnotą”, w której celebruje się „różnorodność płci” i „płeć kulturową”. Tu wciąż aktualne jest prawo moralne. Przypomnijmy: Mieszko I tworząc podwaliny naszej państwowości ustanowił teokrację.

Jest jeden podstawowy warunek, które spełniać musi państwo katolickie: „Jeżeli poza własną suwerennością uznają ono suwerenność Boga, jeżeli wyznaje, że ich władza pochodzi od Niego, jeżeli podporządkowują się nienaruszalnym normom prawa chrześcijańskiego…” (ks. F. S. y Salvany). Dlatego prezydent Andrzej Duda mówił w swoim pierwszym przemówieniu w ONZ o znaczeniu praworządności jako fundamencie cywilizacji. Jednym z jej warunków jest to, że nie można być sędzią we własnej sprawie. I że w przypadku sporu prawnego trzeba wysłuchać każdej ze stron konfliktu. Ludzie z PO, z Nowoczesnej próbują te reguły złamać. Nie pasują im, bo nie pasuje im ta cywilizacja. Ona im ciąży, jej zasady uznają za zbyt twarde.

Ona jest rzeczywiście wymagająca. Choć nie gwarantuje idealnego ustroju, przeżywa liczne wstrząsy i kryzysy, daje jednak naturalną ochronę ludziom, którzy żyją uczciwie, nie trudnią się zawodowo kłamstwem, nie próbują zbijać interesów na oszustwie prawnym. Nie kierują się zemstą. Nie chcą zamieniać innych w niewolników. Poważnie traktują swoje obowiązki stanu.

Na tym opiera się racja stanu naszego państwa.


*)Ks. John Jenkins FSSPX: Pierwsza niedziela Adwentu: Wieczność Boga (Zawsze Wierni, listopad-grudzień 2015)

Marguerite A. Peeters, Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej. Kluczowe pojęcia, mechanizmy działania, Warszawa 2010

 

Ewa Polak–Pałkiewicz

 

Źródło:  http://ewapolak-palkiewicz.pl/prawo-albo-odzyskany-jezyk/ , 7/12/2015

 

Przeczytaj więciej artykułów pani Ewy Polak-Pałkiewicz na naszym portalu  >   >    >  TUTAJ  .

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1, 2015.12.08

Ewa Polak-Pałkiewicz

Autor: Ewa Polak-Pałkiewicz