Dr Jerzy Jaśkowski: Jakość informacji medycznej w Polsce – badania genetyczne.


Z cyklu: „52 stan”  L- 82

 

 

„Nasze życie zaczyna się kończyć wtedy, kiedy zaczynamy milczeć w ważnych sprawach
M. L. King.

 

 

Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.
Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.

Od dłuższego czasu straszą, szczególnie ludzie związani z Głównym Inspektorem Sanitarnym i Sanepidami, wybuchem epidemii groźnych chorób zakaźnych. Przypomnę tylko jeden międzynarodowy skandal epidemiologiczny, tzw. epidemię wirusa E-boli. Po raz pierwszy rzekomego wirusa E-bola wykryto w 1976 roku. I wykrył go prosty lekarz w dżungli w Sudanie. Ot, taka ciekawostka. Bez żadnych laboratoriów, bez żadnych dodatkowych grantów i finansów, a nie tylko odkrył coś nowego i to bardzo groźnego, w dodatku jego nazwisko zakryto dokładnie. Nigdzie nazwiska tego odkrywcy nie podają, a na Nobla przecież zasłużył. Za mniejsze „odkrycia” go dają.

Rzekoma epidemia E-bola minęła samoistnie. Potem skakała po Afryce, tak mniej więcej co 5 – 8 lat pokazując się w innym, odległym od poprzedniego o kilka tysięcy km kraju. Ostatnia w 2015 roku wybuchła w Sierra Leone, takim małym kraiku w Afryce, który ma bezwzględnego pecha, jest bowiem miejscem olbrzymich plantacji kauczuku naturalnego, zatrudniających ponad 80 000 ludzi i drugą w Afryce kopalnią diamentów. Oczywiście firmy te należą do koncernów międzynarodowych.

Jakie stosunki tam panują, pokazują doskonale filmy pt.: „Krwawe Diamenty” oraz „Wierny Ogrodnik”.

Dziwnym trafem, w tych samych krajach, w których buszuje, lub buszował wirus E-bola, powstawały jednostki badawcze amerykańskiego kompleksu militarnego. Jednostki te zajmowały się właśnie szczepionkami na „choroby”.

Problem zawsze jest ten sam. Jak opracuję jakość szczepionkę, to muszę mieć odpowiednią liczbę chorych, aby ją wypróbować. Tak zaczęło się w Sierra Leone.  Ludność, a przede wszystkim personel medyczny, uciekli ze szpitala amerykańskiego, w dodatku ukamienowano kilku z pracowników. Prezydent Sierra Leone wystosował odpowiednie pismo o zamknięciu szpitala i delikatnie mówiąc, wyrzucił amerykańskich specjalistów z kraju. Podobno w tym samym czasie doszło do strajku na plantacji kauczuku. Tak naprawdę nie wiemy, co tam się działo, ponieważ po tym dekrecie o wyrzuceniu Amerykanów, prezydent publicznie już więcej nie występował, a wszelkie informacje podawał generał armii. 

Co prawda nigdy rząd Sierra Leone nie zwrócił się ani do ONZ, ani do USA o bratnią pomoc, ale p. Prezydent OBAMA sam zrozumiał prawdziwe potrzeby tego kraju i wysłał, nie licząc się z kosztami, do walki z tym złym wirusem aż 4000 marines oraz ponad 1000 spadochroniarzy ze słynnej 101 jednostki. Dziwili się sceptycy, że do walki z wirusem wysyła się Marines i Abramsy oraz ludzi z M-16, no, ale to taka specyfika nowoczesnej walki, o której my cywile nie mamy pojęcia. Nie można nic konkretnego powiedzieć o tym, jak ta walka przebiegała, ale na pewno ogłoszono w kraju godzinę policyjną. Wiadomo, wirusy czytają prasę i przestrzegały tych zarządzeń. Padały też głosy, że zakazy opuszczania domów przez kilka dni w warunkach tamtejszych to zbrodnia, ponieważ biedna ludność nie ma żywności w mieszkaniach i musi codziennie się zaopatrywać na targowiskach, najczęściej zresztą na zasadach wymiany. No, ale kto by się takimi drobnostkami przejmował. Walka z wirusem jest najważniejsza.

Oczywiście, jak się urwały informacje o epidemii, to już po około 8 miesiącach można było ogłosić zwycięstwo. Urwanie informacji jest proste przy monopolu wydawniczym, najczęściej wystarcza jeden telefon. Dokładniej to opisałem przedstawiając program CIA „Drozd” oraz agenta Snowdena.

Problem polegał na tym, że już w 2008 roku budowa wirusa została opatentowana i właścicielem patentu jest Pentagon.

Kolejny problem to ten, że jedynymi ludźmi, mogącymi się zajmować tym wirusem, są ludzie opłacani przez Pentagon. Inaczej: nikt na świecie nie ma prawa sprawdzić, co to naprawdę jest ten E-bola. W chwili obecnej jest to po prostu hasło gazetowe. Dodatkowo problem jest zagmatwany z powodu dziwnej i szybkiej śmierci wielu wirusologów w ostatniej dekadzie. 

To jest jeden temat tzw. epidemii. Innym problemem jest sprawa badań genetycznych u ludzi.

Jak to opisałem kilkakrotnie, wszelkie badania genetyczne mają tylko i wyłącznie jeden cel: służą do produkcji broni biologicznej, tzw. ukierunkowanej na konkretną rasę. Wbrew bowiem gazetowym informacjom, rasa jest to coś realnego i związanego z budową co najmniej biochemiczną. Faktem powszechnie znanym jest na przykład upijanie się Japończyków przysłowiową kropelką alkoholu, z powodu braku pewnego enzymu w ich organizmach.

 W Polsce badania genetyczne rozpoczął ośrodek w Szczecinie, zaraz po kontaktach z NATO. Dlaczego natomiast Szczecin wybrano, a potem Gdańsk? To proste, w tych województwach mieszka ludność przesiedleńcza z ziem wschodnich, zamieszkałych przez potomków Chazarów. Jak wiadomo, Izrael zamieszkuje aż 85% ludności pochodzenia chazarskiego, a nie semickiego. Czyli rasowo różniących się znacznie od rodzimych Palestyńczyków. 

Oczywiście musiano stworzyć jakąś maskirowkę, zwaną fałszywą flagą. I wymyślono związek pewnego genu z rakiem piersi. Obecnie wiadomo, że to była typowa fałszywa flaga i takiego związku nie ma. Ale w jakim celu mamy usłużnych pismaków, którzy za małe pieniądze będą ten temat tak długo wałkowali, aż ludziskom wbiją to do główek?

Wystarczyło jedną aktoreczkę, mocno przechodzoną, zaangażować i sprawa ruszyła z kopyta. Co prawda nie wiadomo, czy ona naprawdę dokonała tych operacji, ale jako Żydówka była dobrym materiałem reklamowych dla przemysłu plastikowych biustów. Podobno taka reklama była warta miliard dolarów. Mogli więc jej odpalić parę milionów. A teraz musimy połączyć te dwa tematy w jeden.

Mamy jednak wielki problem.

Okazuje się, że amerykański kompleks militarny buduje specjalne laboratoria broni biologicznej we wszystkich  krajach, w których znajdują się bazy amerykańskie. Takie laboratoria wybudowane zostały we wszystkich państwach powstałych po rozpadzie Sowietów. Laboratoria do „obrony przed terrorystami”, posługującymi się bronią biologiczną powstały m.in. w Armenii, Azerbejdżanie, Gruzji, Kazachstanie, Uzbekistanie, czy Kirgistanie. Czyli badania genetyczne i możliwości tworzenia broni biologicznej powstały dookoła Rosji z każdej strony. Innymi słowy, zbierany materiał genetyczny dotyczy wszystkich plemion zamieszkujących te tereny. 

Robiący za prezydenta Gruzji, niejaki Saakaszwili, założył takie laboratorium pod nazwą Richard G. Lugar  Center for Public Health Reserach – CPHR w Tbilisi. Po jego „dymisji” i poszukiwaniu listem gończym, schronienie znalazł na Ukrainie p. Poroszenki, obywatela Izraela, robiącego za prezydenta tego nieuznawanego przez ONZ tworu. Niezłocznie po przybyciu do Kijowa został gubernatorem Krymu, a jego gruzińskie laboratorium CPHR zostało podporządkowane Ministerstwu Ochrony Zdrowia.

Jak podał Główny Inspektor GIS Rosji p. Genadij Onishehenko – G.O., nie byłoby problemu, gdyby w Tbilisi nie znajdowały się jeszcze dwa podobne laboratoria broni biologicznej, podporządkowane amerykańskiemu kompleksowi militarnemu. Jak twierdzi p. G.O, pomimo faktu odwiedzin CPHR przez ekspertów rosyjskich, obawy nie tylko nie zniknęły, ale narosły. Koszt budowy tego Centrum wyniósł ponad 100 milionów dolarów. Podobne centrum, wybudowane w latach 70. w Sierra Leone kosztowało 12 milionów dolarów. Jak ten dolar się dewaluuje! Obecnie CPHR pracuje jako Narodowe Centrum Kontroli Chorób i Zdrowia Publicznego. Taką samą nazwę mają instytucje w USA, słynne Centrum w Atlancie, na którego dyrektywy tak często powoływała się znana znachorka p. mgr prof. Lidia Brydak, strasząc grypą.

Podobnie zmieniono nazwę naszego PZH po 1990 roku. Wszystko wskazuje na pewną łączność.

Tak na marginesie informuję, że p. G.O podał do publicznej wiadomości, iż tzw. Afrykański Pomór Świń, z powodu którego Rosja obliczyła swoje straty na dwa miliardy rubli, przyszedł do Rosji właśnie z Gruzji. Uprzednio nie był znany, a pojawił się wraz z pojawieniem się sił amerykańskich. Oczywiście zbieżność jest zupełnie przypadkowa. Przedbieg „epidemii” był podobny do tego w Polsce. Najpierw gdzieś na drodze podrzucano martwe, zamrożone zwierzęta, a potem mordowano zdrowe świnie w prywatnych chlewniach, rzekomo z powodu możliwości rozprzestrzenienia się epidemii. 

Problem polegał na tym, że po przetworzeniu, gotowaniu, ten wirus jest niegroźny dla człowieka. Wystarczyło by więc to mięso rozdać do stołówek szkolnych. Jak wiadomo, w Polsce nie dojada co najmniej 10 % dzieci i młodzieży. Straty, jakie Polska poniosła z powodu wykonywania pleceń starszych i mądrzejszych [St. Michalkewicz] oceniane są na 4 miliardy. Ale kogo to obchodzi. Płacił polski rolnik i hodowca. W tym samym okresie nastąpił wzrost rynku  świńskiego za Odrą  i w Danii i Holandii. Podobnie epidemia polio w Syrii w 2013 roku, także wybuchła w rejonach prowadzenia szczepień przez tzw. siły wyzwolicielskie.

 

I przechodzimy do Ukrainy.

Otóż takie samo laboratorium broni biologicznej powstało obecnie na Ukrainie we wsi Shelkostantsia. Celem stworzenia takiego laboratorium, jak podano mieszkańcom, jest przygotowanie do obrony przed terrorystami, tworzącymi broń biologiczną. Mieszkańcy zaczęli protestować. Wyszło na jaw, że podobne laboratoria na Ukrainie już  utworzono, m.in. w Winnicy, Tarnopolu, Użgorodzie, Kijowie, Dniepropietrowsku, Symferopolu, Chersonie, Lwowie i Ługiańsku.

 

I znowu mamy problem.

Jak to jest z tymi walkami, rzekomo prowadzonymi w tych wymienionych rejonach? Przecież cześć tych laboratoriów istnieje w strefie opanowanej przez separatystów. To jak? Dogadano się i uzyskano pozwolenie na takie laboratoria na terenach walk? Przecież jeden przypadkowy pocisk i rozpierducha na całego. Czy może jest obecnie większy szum o sytuacji tam panującej jedynie w prasie polskojęzycznej, niemieckich właścicieli pod amerykańsko-żydowskim zarządem?

A tak na marginesie, śmieszy mnie ta cała dyskusja o repolonizacji prasy, czyli z powrotem wykupie własnych wydawnictw. Wygląda to bowiem tak: wybrani przedstawiciele „narodu” oddali po 1990 roku całą prasę i mass media za 1/10 ceny, [przypominam w komisji był p. Tusk] lub mniej, a teraz mamy ją odkupić za całą cenę, czyli dwa razy na tym samym chcą zrobić?

Podobnie zresztą wygląda sprawa repolonizacji banków. I w jednym i w drugim przypadku przy sprzedaży były te same grupy zaangażowane!

 

Wracając do laboratoriów broni biologicznej.

W Charkowie laboratorium takie buduje amerykańska firma Black & Veatch Project Spec. Corp. Według uzyskanych danych, tworzone laboratorium znajduje się w podziemiach Instytutu Medycyny Doświadczalnej i Departamentu Weterynarii. Wszyscy pracownicy są cudzoziemcami, głównie Amerykanami. Budowane laboratorium znajduje się około 70 m od zabudowań mieszkalnych i rozbudowa zintensyfikowała się po wejściu wojsk amerykańskich na Ukrainę. Obok budowy przepływa rzeczka, która jest dopływem Donu. A Don to rzeka, która zaopatruje w wodę pitną znaczny obszar w Rosji. Podobno projekt jest budowany na podstawie umowy pomiędzy Ukraińskim Ministerstwem Zdrowia i Departamentem Obrony USA, czyli Pentagonem. Jednoznacznie świadczy to o celu budowy. Według Jeffery Solvermana, liczba laboratoriów rozrzuconych po 1990 roku w Europie Wschodniej świadczy jednoznacznie, że są przygotowywane do ofensywnego programu.

Jak Szanowni Czytelnicy sami mogą sprawdzić, żadne informacje o takowych laboratoriach, będących pod kontrolą Pentagonu, w Polsce nie ukazały się. Jakie to ma jednak znacznie, kiedy za 15 milionów dolarów łapówki wyniesionej w kartonie przez ambasadora USA, do dnia dzisiejszego zaprzecza się istnieniu tajnych więzień CIA w Kiejkutach, a może i gdzie indziej. Przecież Komisja Europejska jednoznacznie potwierdziła fakt istnienia tych więzień, a biednego Leppera wyeliminowano. Za wcześnie powiedział?

Podobnie p. Ambasador twierdził, że to było nie 15 milionów, ale jakieś 60 milionów. Ile było, to było, nie dowiemy się. Ale przykład sprzedaży celulozy w Kwidzynie przez p. J. Lewandowskiego alias Aarona Langmana miała miejsce rzekomo za 120 000 dolarów, w sytuacji kiedy kupiec z Kanady podaje 150 000 dolarów, jest symptomatyczna.

 

Reasumując.

Na Ukrainie i nie tylko powstają liczne laboratoria broni biologicznej, pracującej nad patogenem charakterystycznym dla danego genotypu ludności. Genotyp jest to najbardziej strzeżona tajemnica.

W Polsce pobiera się liczne próbki i wykonuje badania poszczególnych genotypów mieszkańców, ale nie ma żadnych przepisów ochrony tych danych. Laboratoria wykonujące te badania pod byle pretekstem, na przykład dziedziczenia raka piersi, nie posiadają specjalnych zabezpieczeń, nie wspominając, że materiał prezentuje się publicznie na konferencjach itd.

No cóż, jesteśmy tylko kondominium koncernów rozmaitych. Jak widać bowiem, nikomu ten stan rzeczy nie przeszkadza. Dlatego tworzy się Biologiczne Roboty!

 

Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 27 stycznia 2016

 

  • Zdjęcie główne: Lugar Bio-Lab, Tibilisi, Gruzja. fot. Veteranstoday.com / Wybór zdjęcia wg.pco

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2016.01.29

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski

1 comment

Comments are closed.