Dr Jerzy Jaśkowski: JALAPA – NARÓD BEZ HISTORII NIE ISTNIEJE.


 

Z cyklu: ”Listy do Wnuczka” L-86

 

Pamiętaj!

Nie można na dłuższą metę wychowywać naród politycznie, bez przeprowadzenia „kańciastej” granicy pomiędzy pojęciami tak prymitywnymi jak: sojusznik i najeźdźca, wierny i zdrajca, swój i obcy, wróg czy agent”!  
– Józef Mackiewicz 


„Taka ludność cofa się w rozwoju do form plemiennych”
.
– 
jj

 

W głupocie i ciemnocie
żyje się w szczęściu i cnocie
– powiedzenie XVIII w.

 

 

 

Kochany Wnuczku!

 

Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.
Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.

W związku z faktem, że historię pisali nam przez ostatnie 300 lat cudzoziemcy, zdecydowana większość społeczeństwa nie wie o tym, skąd pochodzi i kim jest. Naród natomiast nieposiadający historii, przestaje być narodem, a staje się grupą ludzików, związanych tylko i wyłącznie doraźnym interesem, czyli politycznie spada do roli Biologicznych Robotów, dawniej zwanych niewolnikami.

 A historią są nie wydarzenia, ale opisy tych wydarzeń. Innymi słowy historią jest tylko to, co jest napisane. Dlatego też zarówno ci ze wschodu, jak i ci z zachodu masowo palili książki, a szczególnie kroniki polskie. Niszczenie ksiąg rozpoczął w nowszej historii nie kto inny, tylko ulubieniec trolli Napoleon Bonaparte, wcześniej szef policji w Paryżu, niszcząc archiwa Watykanu i trzymając w więzieniu papieża.

Obiecałem przekazać tą cześć wiedzy, jaką udało się zachować na podstawie starych ksiąg, dotyczącą tego, co historiografia nazywa Powstaniem Styczniowym. To co poniżej podam, będzie krytyczną analizą podręcznika pt. „Powstanie Styczniowe 1863-64”, autorstwa Augusta Sokołowskiego – A.S., a wydanym w 1910 roku we Wiedniu. Sokołowski należał do typowego zespołu pracowników opłacanych przez dwór wiedeński, tworzących historię na potrzeby polityki Habsburgów. Ot, taki „Urban” Powstania Styczniowego. Innymi słowy, podawał dużo cennych, ale drobnych faktów, a zupełnie pomijał duże i finansowe sprawy. Postaram się to udowodnić. Z oczywistych względów nie będę robił recenzji całego podręcznika. Nie ma na to po prostu miejsca w wydaniu internetowym. Omówię tylko wybrane postacie i fragmenty tekstu.

Na stronie 20. A.S. wspomina postać Karola Majewskiego, potem zresztą wielokrotnie wymieniając to nazwisko, jako jednego z ważniejszych przywódców tzw. frakcji czerwonych. Nigdzie jednak nie podaje, że ten pan był sekretarzem osobistym barona Kronnenberga, jednego z ważniejszych przywódców frakcji zwanej białymi. P. Kronnenberg był osobistym przyjacielem caratu, który za pomoc w zdławieniu Powstania dostał tytuł barona i monopol tytoniowy oraz kolej do Kijowa.

Historycy galicyjscy, a za nimi współcześni podają, że jedną z ważniejszych przyczyn wybuchu powstania była sprawa pańszczyzny. Otóż autor A.S. wyjaśnia to, opierając się na  art. 4 Konstytucji Napoleona z 1807 roku: 

„Chłop mógł opuścić wieś, opowiedziawszy się właścicielowi, lecz był zarazem zobowiązany oddać panu ziemię, uprawianą dotąd przez siebie, wraz z załogami i zasiewami; mógł kupić osadę na własność, ale nie miał na to środków. Pozorna swoboda stała się tak dla włościanina klęską. Właściciele otrzymali tytuł prawny nieograniczonej własności ziem posiadanych przez chłopa, chłop zaś, jeżeli chciał pozostać na gruncie, musiał zawierać z panem umowę, pod najuciążliwszymi warunkami.”

Zamiast więc polepszyć warunki, zaostrzono je jeszcze bardziej…

Wskrzeszenie Polski za cara Aleksandra I nie zmieniło tego stanu rzeczy…

„W przeciągu lat 10 urządzono na zasadach czynszowych 11 839 osad i folwarki bez pańszczyzny puszczono w dzierżawę, z początku obcym, Szkotom, bo miejscowi nie mieli zaufania do nowego systemu, nieopartemu na pańszczyźnie.

Wprowadził te zmiany ordynat Jan Zamojski, wychowany przeważnie w Anglii”.

I wszystko się wyjaśnia. Rzekomy system oczynszowania był typowym od XV wieku systemem angielskim, który dał straszne żniwo w czasie tzw. zarazy ziemniaczanej w 1848-52 roku w Irlandii. Zmarło pół miliona osób, a milion wysiedlono do Ameryki za długi. Pańszczyźniany chłop polski jednak miał ziemię i jego nikt za długi sprzedać nie mógł. Jeżeli głodował, to głównie z własnej winy, co w okresie zaborów było często opisywane. Służyło temu m.in. masowe rozpijanie chłopstwa przez karczmarzy – Żydów. Już koło 1840 roku skarżyli się Żydzi do caratu, że działalność Towarzystwa Wstrzemięźliwości [prowadzonego przez szlachtę i księży] w jednym tylko powiecie nowogródzkim, spowodowała zmniejszenie sprzedaży okowity z 50 000 wiader do 20 000 wiader, a więc oni nie mają z czego płacić podatków.

Cała ta akcja było podyktowana, moim zdaniem, potrzebą robotnika w powstających manufakturach i fabrykach. Miasto miało za mało ludzi, a po drugie byli drodzy. Potrzebny był więc nowy robotnik, przyzwyczajony do ciężkiej pracy i dający się łatwo wyzyskiwać, ponieważ był niepiśmienny. Taki chłopek zatrudniony w fabryce pracował po 12-16 godzin dziennie, razem w własnymi dziećmi. Na roli nigdy tak nie pracował. Nie chodziło więc wcale o dobro chłopa, tylko o dobro powstających fabrykantów. Wmówiono natomiast ludkowi, że to chodzi o patriotyzm i uświadomienie ludu. Czyli typowa fałszywa flaga. Wyjaśnia to także pochodzenie Szkotów na Podolu. Przecież ten słynny Krzywonos od Sienkiewicza, rzeźnik Krzemieńca, to postać autentyczna, ale naprawdę był Szkotem, a nie Ukraińcem i nazywał się Kramer. Stąd zapewne późniejsi Szkoci ściągnięci przez rodaków.

Poza tym, oczynszowanie powodowało zrzeknięcie się serwitutów, a o tym się wcale nie wspomina. Praktyczni chłopi woleli serwituty z pańszczyzną, aniżeli czynsze.

Doskonały jest także opis manifestacji lutowej na rynku Starego Miasta, ale A.S zupełnym milczeniem pomija najważniejsze rzeczy:

„Wtedy dopiero postanowiono żandarmami rozpędzić zbiegowisko. Tymczasem agitatorzy, bracia Frankowscy, Szachowski i inni, przygotowali właściwą manifestację w kościele OO Paulinów”.

I mamy problem, bo ani słowa, co to za agitatorzy, kto ich opłacał? Jak wiemy z rozmaitego rodzaju zamieszek w ostatnich czasach, chociażby KOD, czy manify z Berlina, ktoś to wszystko musiał opłacać, skoordynować. W przypadku manify wiadomo, że to było SLD, ponieważ uciekając przed policją, chowali się w lokalu SLD. I co najciekawsze, jakoś nikt nie słyszał o procesach za zakłócanie porządku społecznego. Nieprawdaż, że to ciekawe? Nie mieli kolegiów w trybie pilnym, nie płacili odszkodowań za zniszczenia. Pozwolono im spokojnie wrócić do Berlina. A z jakiego źródła pochodziły pieniądze? Kto lekka ręką rozdaje forsę? O tym także ani słowa, ani w przypadku rozróby, tej z 1861 roku, ani tej obecnej. A ja już widzę tych Niemiaszków, jak za własne pieniążki przyjeżdżają do Warszawy na rozróbę!!! Ha, ha, ha! 

Druga manifestacja miała miejsce 27 lutego. Było 5 zabitych: Marceli Karczewski z sieradzkiego, Michał Arcichiewicz – uczeń gimnazjum, Zdzisław Rutkowski z radomskiego, Karol Brendel – czeladnik ślusarski, Filip Adamkiewicz czeladnik, Krawiecki – Francuz. Czyli co najmniej trzy osoby spoza Warszawy. Przypomina mi to słynny pogrom żaków krakowskich z 1525 roku. Także nie wiadomo, jakim cudem w Krakowie znaleźli się liczni protestanci z Torunia i Wrocławia.

Podobnie było w czasie tzw. Rewolucji Francuskiej, zrobionej za pieniądze Anglików i siłami, no właśnie, ponad 10 000 żebraków z dzisiejszej Belgi, którzy na tydzień przed zdobyciem Bastylii przybyli do Paryża. Te tereny, to lądowy przyczółek angielski na stałym lądzie do wieków. Podobnie, jak Prusacy na Bałtyku. Konia z rzędem temu, kto udowodni, że 10 000 ludzi biednych tak się zmówiło i samodzielnie powędrowało setki kilometrów na spacerek. A kto po drodze żywił to bractwo? Licząc skromnie, tylko po 0.5 kg chleba i wodę, to było 5000 kg chleba, dzień w dzień. To są spore wydatki. A poza tym, kto ich Paryżu żywił i gdzie oni wszyscy spali? I policja nic o nich nie wiedziała, a rogatki przecież były!

Zawsze mam poważne wątpliwości jak nagle duże grupy ludzi, rzekomo spontanicznie, w zorganizowanej formie się przemieszczają. Vide dzisiejsi emigranci z mapami drogowymi. Te mapki i ulotki same powstawały i z nieba spadały.

Kilkakrotnie A.S wymienia rolę prasy, szczególną uwagę kładąc na Gazetę Codzienną i jej naczelnego I. Kraszewskiego. To prawda, Kraszewski był naczelnym, ale: 

Po pierwsze, zaraz potem odszedł z redakcji i opisał dlaczego. 

Po drugie, Kraszewski był agentem francuskim. 

Po trzecie i najważniejsze A.S. nie podał, że właścicielem Gazety Codziennej był ten sam Kronennberg, bankier i wspólnik Jana Epsteina, a ten z kolei był „pracownikiem” Rothschilda. A to już duża, wręcz bardzo duża polityka, związana z przemysłem i fabrykami. A o niej nie ma w tej książce ani słowa. Poza tym Kronenberg zaraz potem zmienił nazwę na Gazeta Polska. Została ona reaktywowana po 1990 roku i wszystko wskazuje, że pełni taką samą rolę, jak jej poprzedniczka.

Kolejnym faktem godnym wzmianki jest duża ilość Żydów, czyli tak naprawdę Chazarów, w tych zajściach. Poczynając od KRONENBERGA, udział rabinów w pochodach był zaskakująco duży. Także hasła manifestujących zawsze zahaczały o równouprawnienie Żydów i wyjęcie spod ucisku rosyjskiego. A kto był właścicielem tych powstających fabryk? Oczywiście jest to zbieżność zupełnie przypadkowa.

Strona 62:

„Nędza wśród ludności warszawskiej była też ogólna. Komitet utworzony pod przewodnictwem ks. Wyszyńskiego w celu zbierania składek na pomnik dla ofiar lutowych, rozdał z ogólnej sumy 260 000 złotych, na wsparcia i zapomogi 160 000 złp, oczywiście niewystarczające”.

I mamy problem kolejny. Nędza była okrutna, a oni w czasie manifestacji nosili obrazy, rozdawali ulotki itd. Chodzi mi po prostu o źródło finansowania tych wydatków. Podobnie było u nas w stanie wojennym. Pojawiały się dziwne ulotki. Podobno całe transporty powielaczy, czy kopiarek, wysyłane z Brukseli przez  Jerzego Milewskiego z IMP z Gdańska, agenta IW, ps. Franciszek,  trafiały od razu do UB, przepraszam SB.

 Podniecano coraz bardziej umysły i ułatwiało to organizowanie rewolucyjnej agitacji głów zapalonych, zwłaszcza wśród zwolenników Mierosławskiego… 

Innymi słowy, przez cały okres ktoś agitował. Jak agitował, to nie pracował. Ludność Warszawy, będąc w straszliwej nędzy, nie mogła takich agitatorów utrzymywać. Więc kto ich opłacał i dlaczego policja, ta słynna i okrutna Ochrana, przez całe 3 lata pozwalała na to? Przecież nocne aresztowania to nie był wymysł tylko NKWD, Gestapo, czy UB.

Poza tym facet o nazwisku Mierosławki, to przecież agent Galibardiego. A Galibardii to agent City. Przecież walki we Włoszech wybuchły po zakończeniu i likwidacji powstania Siphajów w Indiach i powrocie oddziałów angielskich z Indii. Tak zupełnie przypadkowo zatrzymała się ta flota na Sycylii i pomogła ogniem swych dział zdobyć garnizon w Messynie.

Oczywiście była to zupełnie samodzielna decyzja kapitanów tych okrętów, podjęta z czystej życzliwości do ruchów wyzwoleńczych, które właśnie w okrutny sposób stłumili w Indiach, wycinając kilkadziesiąt tysięcy powstańców przy pomocy karabinów maszynowych. O ile wiem, był to pierwszy raz, gdy zastosowano karabiny maszynowe na taką skalę.

Podobnie też ci na majdanie w Kijowie w 2013 roku, manifestowali przez całe tygodnie nie chodząc do pracy. Zupełnie przypadkowo p. Soros przyznał się, że to go kosztowało 20 miliardów dolarów. Oficjalna taryfa wynosiła 200 dolarów dla bojca i 2000 dolarów dla dowódcy oddziału minimum 10 osobowego. P. Nuland dodatkowo podała, że USA wypłaciło 5 miliardów dolarów na tą aksamitną rewolucję. A poza tym owi snajperzy byli przysłani przez zachód, co ujawniono z rozmowy telefonicznej ambasadorów. Potem okazało się jeszcze, że cześć majdanowców była szkolona pod WARSZAWĄ, Ujawnił to w Parlamencie Europejskim poseł p. Korwin Mikke, a poza tym celnicy jakoś zupełnie nie zwracali uwagi na przewożone kamizelki kuloodporne z Polski do Kijowa. Ot, to taki zupełnie niewinny przedmiot pierwszej humanitarnej pomocy. Przecież jawnie chwalili się tym na rozmaitych spotkaniach, odbywających się dziwnym trafem w Krakowie i Warszawie, rozmaitej maści „przyjaciele” banderowców. 

Bardzo ciekawa jest owa postać Mierosławskiego, całkowicie skompromitowanego w czasie Wiosny Ludów. W pamiętnikach z owego okresu można znaleźć opisy co najmniej dziwnego zachowanie tego faceta. Pijak, karciarz, bumelant. Większość czasu spędzał na bibkach. Całkowity dyletant wojskowy. A po 15 latach robiono z niego bohatera i wojownika. Skąd my to znamy? Przykładem współczesnym jest p. Krzywonos, czy Rulewski. 

Kolejnym dziwnym problemem jest sprawa uzgodnień programu reform z 14 marca. 

„Pomimo, że był to program bardzo obszernej autonomii, przywracający, jak już wspomniano, w cokolwiek zmodyfikowanym kształcie, urządzenia konstytucyjne z okresu przed Powstaniem Listopadowym, to jednak namiestnik przyjął go w całości, z mało znaczącemi uwagami, której istotnej treści nie zmieniały wcale.” Str. 71.

Zmiana dotyczyła na przykład nazwy Uniwersytetu Warszawskiego. Nie miał występować jako „Carsko-Aleksandryjski, ale jako Szkoła Główna”. Trzeba spokojnie przyznać, że to było naprawdę bez znaczenia. Ale okazało się, że ten Program nie zadowolił agitatorów, wręcz przeciwnie, rozzuchwalił. Pytanie, dlaczego? Przecież swobody uzyskano większe, aniżeli zakładano. Przypominam, że wcale nie chodziło w Polskę i Warszawę, ale o sprawy dużej polityki. A głównym, moim zdaniem, była konieczność otrzymania dużej liczby taniego pracownika najemnego do powstającego przemysłu, na przykład bawełnianego. Przecież właśnie w tym okresie rozpoczął się gwałtowny rozwój takich miast, jak Łódź, czy Żyrardów i inne.

To całe gadanie o wyzwoleniu chłopa miało się tak do rzeczywistości, jak przysłowiowa pięść do oka. Chłop pracował normalnie u Pana dziennie 5-6 godzin, z wyjątkiem żniw, czy wykopek. A u fabrykanta pracował po 12 do 16 godzin dziennie. Chłopskie dzieci pracowały przy pilnowaniu krów czy gęsi. Czyli cały czas były na słońcu i w ruchu. 

U fabrykanta musiały pracować w ciemnych, wilgotnych pomieszczeniach, przy krosnach itd. Stąd gruźlica i krzywica w XIX wieku. Brak witaminy D był powszechny, podobnie jak obecnie.

Innymi słowy, mówienie o wyzwoleniu chłopa, to typowa fałszywa flaga, stworzona przez Wiedeń, siłami użytecznych idiotów z Lwowa, czy Krakowa, na potrzeby otumaniania ludności polskiej. Było to stosunkowo łatwe, ponieważ uprzednio w 1846 roku wymordowano około 5000 szlachty, jedynej siły intelektualnej na tych terenach. Mordowano na rozkaz Wiednia, ponieważ starosta tarnowski wypłacał po 10 halerzy za martwego szlachcica, a tylko 5 za żywego. Żaden z urzędników austriackich nie poniósł kary. Podobnie żaden policjant, ani dowódca armii, nie został przykładnie ukarany z te mordy. A bandyta Szela otrzymał nawet w nagrodę majątek na Bukowinie. To otumanianie trwa nadal szerzone głownie przez potomków.

Co najmniej dziwnie wygląda w 1863 roku sprawa tzw. dyktatorów powstania, na przykład Langiewicza, ale o tym w następnym liście. O ciągłości nauczania od tamtego okresu do dnia dzisiejszego, a więc o ciągłości ogłupiania Polaków, mówią podręczniki szkolne, na przykład „Zrozumieć przeszłość” p. P. Galika, podręcznik historii dla liceum ogólnokształcącego i technikum, dopuszczony do użytku szkolnego na podstawie rzeczoznawców: dr J. Chańki, prof. K. Kawalca, dr M. Szymańskiej. Autor nadal podaje, że jednym z istotnych celów zamieszek było oczynszowanie chłopów, a później ich uwłaszczenie. I pisze to w XXI wieku, mając dostęp do źródeł i możliwość przeprowadzenia analizy tych źródeł.

Widocznie jednak, jak to podałem, istnieje ciągłość ogłupiania, przepraszam, nauczania od dawien dawna.

 

Dr Jerzy Jaśkowski

[email protected]
Gdańsk, 29 stycznia 2016

 

  • Zdjęcie tytułowe: Józef Chełmoński – Jesień, 1897. Za: wydarzenia.o.pl / wybór wg.pco

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-1

, 2016.01.31

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski

3 comments

Comments are closed.