Dr Jerzy Jaśkowski – 1 : 6 dla barona Munchausena atomistyki


… przyszedł teleks ze stacji pomiarowej w Mikołajkach. Radioaktywność powietrza jest tam 550 tyś. razy wyższa niż wczoraj. Nasz parking też jest silnie skażony!… (z porannej rozmowy w Centralnym Laboratorium Ochrony Radiologicznej (CLOR) w Warszawie po wybuchu elektrowni w Czarnobylu). za: Czarnobyl 1986.

Z cyklu: „Państwo istniej formalnie”  N-118.

 

Ludzie, którzy głosują na nieudaczników, złodziei, zdrajców i oszustów
nie są ich ofiarami.
Są ich wspólnikami!
G.Orwell

Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.
Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.

Wbrew twierdzeniom pana dr. Andrzeja Strupczewskiego, profesora nadzwyczajnego Narodowego Centrum Badań Jądrowych [nie podano jakiego narodu] stosunek awarii reaktorów sowieckich do zachodnich jest jak 1 do 6. Znamy z oficjalnych źródeł jedną awarię w Czarnobylu i aż 6 awarii stopienia rdzenia w reaktorach zachodnich,

Oczywiście nie wspominam tutaj o Super Pheniksie franciskim, tej chlubie energetyki atomowej, który pracowal tylko ok. 6 miesięcy i musiał być wyłączony z powodu zagrożenia awarią. Nie wspomiana także o olbrzymim zadłużeniu EDF, państwowego molocha.

Sam musisz sobie Dobry Człeku wyjaśnić, jakie to było zagrożenie, kiedy tyle miliardów euro, podatnika wyrzucili w błoto. Więc bajania o „wyższości świąt Bożego Narodzenia”  jak opowiadał porfesor mnemanologii stosowanej pan Stanisławski pozwalają zaliczyć  dr. A. Strupczewskiego do grupy barona Munchausena bez problemowo. Tym bardziej, ze pełni on funkcję.

Wracamy do Czarnobyla.

Dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. NCBJ. Fot. biznesalert.pl
Dr inż. Andrzej Strupczewski, prof. NCBJ.
Fot. biznesalert.pl

Układ z MAEA spowodował, że rozpoczęto testowanie sprzętu, rzekomo  ratunkowego. Promieniowanie było jednak tak silne, że sprzęt unieruchamiał się [zawodziła  elektronika] a ratować i wynosić  go ze skażonego miejsca musieli rosyjscy,  przymusowi ochotnicy [sprzęt był produkcji Simensa i bardzo drogi]. Rozmawiałem z nimi i widziałem stan ich zdrowia po 6-8 lat od katastrofie.

 

Podobnie lekarze przysłani przez MAEA pobierali  próbki krwi  do badań zarówno ewakuowanych mieszkańców jak i ludności z pozostałych terenów, ale jak opisał to prof. Wołkow ŻADEN wynik nie dotarł do rąk chorych i przez pierwsze kilka lat nie otrzymali oni żadnej pomocy.. [informacje własne uzyskane od prof. Wołkowa w Pińsku w 1992 roku].

Kolejną utajnianą do dnia dzisiejszego informacją  jest fakt, wykorzystania w charakterze likwidatorów ok. 1 000 000  ludzi z różnych stron Sojuza przymusowo powołanych do wojska. Odbywało się to w sposób urągający wszelkim ludzkim odruchom.  W porze normalnego wychodzenia do pracy,  o godzinie 4-6 rano, na ulicy stały ciężarówki i zatrzymywały idących mężczyzn. Bez pożegnania i powiedzenia rodzinom, do widzenia  wyjeżdżali do Czarnobyla, nie wiedząc gdzie jadą i po co.

Ochotnicy ci pracowali w systemie zmianowym w grupach po ok. 30 000 . Okres taki trwał ok. 4-8 tygodni. Organizacja pracy była prosta. Obóz mieszkalny był oddalony o około 28 km od punktu zero. Partiami po 2000 ludzi podjeżdżali do miejsca oddalonego od reaktora o 2 km. Tutaj czekali, nie raz kilka godzin na swoją kolejkę. Następnie w grupach po 600 osób dochodzili na linię 500 m i po 100 osób rzucali się biegiem do odgruzowywania. Niestety czas pracy określony na 5 minut był tylko teorią.  W przypadku wizyty dziennikarzy, czy też innych wizytujących, mieli rozkaz ukrywania się i czekania na gwizdek. Jedyny dozymetr na rotę [ kompanię] był u sierżanta,  schowany w odległości 28 km od punktu zero, w kasie pancernej, bo był drogi i jedyny. A obecnie baron Munthausen powołuje się na wyniki pomiarów.

 

Tych żołnierzy – ochotników – robotników pilnowało ponad milion żołnierzy KGB, MGB, którzy także nic nie wiedzieli, że byli narażeni na promieniowanie, i nawet jednego dozymetru na rotę nie mieli. Do dnia dzisiejszego istnieje zakaz umieszczania w historiach choroby informacji o pobycie pacjenta w Czarnobylu.

 

Prof. Zbigniew Jaworowski, lekarz, radiolog, badacz lodowców, taternik. (1927-2011)
Prof. Zbigniew Jaworowski, lekarz, radiolog, badacz lodowców, taternik. (1927-2011). Fot. Inter.

Nie inaczej działo się w Polsce. Dopiero w poniedziałek, a więc 3 dni po dojściu chmury radioaktywnej do Polski rozpoczęły się działania pokazowe. Jak twierdzi prof. Zbigniew Jaworowski [stały ekspert wszystkich rządów  [http://czarnobyl.c10.pl/aneksy.php ], to on był autorem tej największej głupoty, czyli podania jodu 18 milionom Polaków.  Jak to wiadomo z licznych publikacji przed czarnobylskich,  podanie jodu jest uzasadnione tylko i wyłącznie na 24 godziny przed dojściem chmury radioaktywnej do danego regionu albo 12 po jej dojściu.  Jod wolno podać tylko i wyłącznie kiedy spodziewana dawka promieniowania  przekracza  wg Amerykańskiego Stowarzyszenia Chorób Tarczycy – 50 remów.  Jak  wiadomo w Polsce dawki te wg oficjalnego raportu tzw. Raportu Szałajdy były o 1000 razy mniejsze.  Jaworowski wymusił podawanie jodu jeszcze w miesiąc po katastrofie np. w Łodzi jeszcze w połowie maja podawano jod. Był to niczym nie uzasadniony eksperyment na ludziach. Do dnia dzisiejszego nikt także nie pociągnął go do odpowiedzialności za to . A prof. Jaworowskiego do śmierci  chwalono w mas mediach jaki to on patriota.

Stąd obecnie w Polsce taka epidemia niedoczynności tarczycy u roczników czarnobylskich. Pomimo nacisków w owym czasie na rząd, w celu zwiększenia liczby tyreologów czy generalnie endokrynologów, rząd rozpoczął od likwidacji przychodni specjalistycznych chorób tarczycy. Stąd takie 6-8 miesięczne kolejki.

W dniu największego opadu radioaktywnego, pierwszego maja zmuszano ludzi do pochodu pierwszomajowego np. we Wrocławiu opad wynosił ponad 23 000 Bq na m2.  Pamiętane także są wystąpienia licznych “uczonych” np. prof. Bożykowej, która publicznie i oficjalnie jako Krajowy Konsultant Pediatrii zapewniała rodziców, że radioaktywność nic nie znaczy i nie ma żadnych przeciwskazań na przebywanie dzieci na świeżym powietrzu “ najwyżej się będą częściej myły”. Mówiła to siedząc w otoczeniu atomistów. 

 

Pełny i jedyny raport o skutkach  katastrofy w Czarnobylu opublikowany przez zespół Gdańskiego Towarzystwa Naukowego, dziwnym trafem został wykradziony przez nieznanych sprawców a kilkaset egzemplarzy które dotarły do bibliotek  znikają  z nich systematycznie. Nigdy także Raport ten nie został przez oficjalne media nagłośniony. 

 

W raporcie tym udowodniono  wzrost zarówno występowania wad wrodzonych u dzieci o 300 – 500 %  w latach 1987  – 1990 w zależności od województwa, jak również wzrost umieralności na raka po 1990 r.  Dziwnie także się składa, że badania rządowe prowadzono tylko w regionie białostockim, chociaż region ten otrzymał stosunkowo małą dawkę promieniowania, a nie wykonano w regionie gdańskim ani wrocławskim, które miały znacznie większe napromieniowanie. W województwie  gdańskim badania były zakazane np. prof. J. Terlecki z AMG musiał przekazać wszelkie dozymetry do kontroli i przez pierwszy rok po katastrofie nie można było niczego mierzyć. A następnie wszelkie wystąpienia do władz, o granty w celu prowadzenia badań skażenia regionu i skutków biologicznych,  zostawały bez odpowiedzi albo z adnotacją braku pieniędzy.

Zbigniew Wołoszyn, lat 46. Fizyk, pracownik CLOR, działacz podziemia. Fot. IPN.
Zbigniew Wołoszyn, lat 46. Fizyk, pracownik CLOR, działacz podziemia. Fot. IPN.

Przeprowadzone przez nas badania w roku 1992/3 wykazały, że w narzadach ludzi zmarłych z powodu raka koncentracja cezu radioaktywnego była 5-10 krotnie większa aniżeli w tych samych narządach ludzi zmarłych z powodu np. wypadku czy zawału mięśnia serca.

 

Także do dnia dzisiejszego nie wyjaśniono sprawy  tragicznej śmierci dr. Zbigniewa Wołoszyna z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej, który to naukowiec w niewyjaśnionych okolicznościach został znaleziony na chodniku, pod oknami  12 piętrowego wieżowca.  W sejmowym raporcie o ofiarach PRL jego nazwisko znajduje się na setnej pozycji:

Również w tej sprawie prof.  Jaworowski publicznie znieważa zmarłego i podaje nieprawdę o jego samobójczej śmierci, o której miał mu rzekomo powiedzieć spowiednik dr. Zbigniewa Wołoszyna. Nie znam Księdza, który by takie rzeczy uzyskane w czasie spowiedzi  opowiadał. [widoczny w tej wypowiedzi jest także  stosunek do Kościoła Jaworowskiego].

Nie należy także zapominać, że do ulubieńców p. dr. A. Strupczewskiego nalezał p. Moor zawodowy dezinformator.

I co ciekawe ten pupilek hunty wojskowej p. prof. Zb. Jaworowski do końca brylował  jako ekspert także w mas mediach,  także rzekomo katolickich.

  

Nie należy zapomnieć, że wszelkie dokumenty, wyniki badań i pomiarów w dziwny sposób zniknęły z CLOR  juz w kilka tygodni po katastrofie. Także wyniki pomiarów z San-Epidów nigdy nie były publikowane, a podawano tylko tzw. wartości średnie, jak je tworzono nie wiadomo. Z własnego doświadczenia wiem, z terenów województwa gdańskiego, że podawane wyniki różniły się od pomiarów wykonywanych przez nas nawet o 100 razy. Podobne informacje uzyskiwałem od kolegów z innych województw. Zabroniono im notowania poszczególnych wyników . Mogli notować tylko te, które były powyżej 1000Bq/kg. Przypomnę, że przed Czarnobylem norma skażenia wynosiła 50 Bq/kg

Prośba do osób czytających ten artykuł, a mających wiedzę o tamtych czasach o przekazanie mi wyników pomiarów skażenia, jeżeli takowe posiadają.

I te przekłamania dr. A. Strupczewskiego, bagatelizujące katastrofę w Czarnobylu są podstawą do uznania go za współczesnego barona Munthausena.

zdjęcia czarnobyla

Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 2 maja 2016

 

  • Zdjęcie główne: Płyn Lugola, na wniosek specjalistów z Centralnego Laboratorium Ochrony Radiologicznej w Warszawie ze Zbigniewem Jaworowskim na czele, zaaplikowano bezpłatnie wielu obywatelom, szczególnie dzieciom, w całej Polsce w roku 1986 na 3 dni po nadejściu chmury radioaktywnej po wybuchu w atomowej elektrowni w Czarnobylu, na Ukrainie. Fot. za retro.pewex.pl/ Wybór zdjęcia wg.pco

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2  , 2016.05.04

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski