Dr Jerzy Jaśkowski: Dziwne zwyczaje Naczelnej Izby Lekarskiej.


Z cyklu: „Państwo istnieje formalnie” – P-131.

Jeżeli wolność słowa cokolwiek oznacza, to oznacza ona prawo do mówienia tego,czego ludzie nie chcą słyszeć i co chcieliby ukryć”.
Jerzy Orwell

 

Nasze życie zaczyna sie kończyć wtedy, kiedy zaczynamy milczeć w ważnych sprawach”.
M.L.King

 

 

Te dwie maksymy świadczą o stanie prawa w danym państwie. Jeżeli państwo, lub instytucje przez nie powołane, tłumią wolność wypowiedzi, to jednoznacznie świadczy albo dyktaturze w danym państwie albo o istnieniu kondominium i wypełnianiu poleceń płynących z innych ośrodków.
jj

 

 

Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.
Dr Jerzy Jaśkowski. Fot. Inter.

Przed paroma dniami dostałem informację z witryny Wolne Media, że Rzecznik Prasowy Naczelnej Izby Lekarskiej zażądał zdjęcia ze strony mojego artykułu pt: „Ile dostali w łapę. Na marginesie oszustwa dziennikarskiego”.

Uderz pięścią w stół, a nożyce się odezwą, jak mówi stare polskie przysłowie.

Co prawda, jak wynika z badań odpowiednich instytucji, tylko dwa promile młodzieży rozumie mowę pisaną, ale wyraźnie widać, że należą do tej grupy także osoby zatrudnione przez Naczelną Izbę Lekarską. Cały artykuł dotyczył bowiem łapówkarstwa w Kenii.

Może to potwierdzać fakt, że jesteśmy krajem trzeciego świata i taki sam poziom przestrzegania prawa istnieje w Polsce, jak i w Kenii. Możliwy jest także fakt, że widocznie p. Katarzyna Strzałkowska wie o czymś, o czym przeciętny mniej wartościowy ludek [St. Michalkiewicz] w tym Wesołym Baraku pomiędzy Odrą i Wisłą [Janek Pietrzak], nie ma prawa wiedzieć?

Możemy także przyjąć wersję, że po prostu dostała polecenie i tekst do firmowania swoim nazwiskiem. Jest przecież zatrudniona na etacie papugi. Ale z drugiej strony nie powołuje się na żadne decyzje Rady…

Co prawda jest i drugie dno, ponieważ nikt inny, ale FDA już przed kilku laty szukało łapówkarstwa w Polsce i jak można się przekonać, sprawę zamieciono pod dywan.

Smaczku całej sprawie dodaje fakt, że żaden z pracowników Naczelnej Izb Lekarskiej nie ujawnił swoich powiązań z przemysłem farmakologicznym.
Środowisko Lekarskie postulowało już przed trzema laty konieczność opublikowania na stronach internetowych, opłacanych przecież przez lekarzy, danych odnośnie sponsorowania Członków Okręgowych Izb Lekarskich a przede wszystkim wszystkich członków Naczelnej Izby Lekarskiej.

Mało tego, w ostatnio opublikowanych danych w tzw. Raporcie Przejrzystość, znajdują się tylko dane 20% beneficjentów [jaka ładna ta obecna nazwa łapówkarstwa]. Czyli aż 80% beneficjentów ukrywa swoje wziątki. Może to i dobry objaw, ponieważ jeszcze wstydzą się swego postępowania, a przysłowiowa „stówa” ma swoją wagę.

Piszę wyraźnie PRACOWNIKÓW, ponieważ zaraz po powołaniu Izb były to funkcje honorowe i zaszczytne, ale przed kilku laty ludzie ci zaczęli sobie wypłacać pensje po około 6000 zł miesięcznie, czyli jakieś 150% średniej krajowej.

Tym samym przestali być, pomimo pozorów wyborów itd, honorowymi przedstawicielami Zawodu Lekarskiego, a stali się normalnymi urzędnikami. Nie potrzeba nikomu wyjaśniać, że urzędnik zrobi wszystko, aby utrzymać się w fotelu. 

Nie znam żadnej uchwały zjazdu, która by podejmowała wysokość wynagrodzenia dla tych „urzędników”.

Tyle wstępu, czyli kto jest kto.

 

Udowodniłem również, że p. Katarzyna Strzałkowska nie wykazuje się zrozumieniem tekstu czytanego.

Wg p. Katarzyny Strzałkowskiej mój artykuł musi być zdjęty z powodu:

Treści w nim zawarte nie mają odzwierciedlania w rzeczywistości, a ponadto mają na celu naruszenie dobrego imienia środowiska lekarskiego”.

 

O! Rany Koguta!

A od kiedy to p. Katarzynę Strzałkowską tak bardzo obchodzi środowisko lekarzy kenijskich? Pomimo minięcia prawie dwu miesięcy nie otrzymałem od nich, ani od żadnego innego lekarza informacji, że czuje się obrażony treściami zawartymi w tym artykule. Piśmiennictwo było przecież podane. To po pierwsze.

Po drugie, właśnie moje artykuły mają za zadanie obronę dobrego imienia lekarzy przed wymyślonymi procedurami urzędników, jak zwykle bezimiennych. Mam na to liczne dowody w korespondencji.

Pani Katarzyna Strzałkowska, jako pracownik Naczelnej Izby Lekarskiej, powinna się chociaż zapoznać z Kodeksem Etyki Lekarskiej.

Artykuł 52 Kodeksu wyraźnie podaje:

Lekarze powinni okazywać sobie wzajemny szacunek. Szczególny szacunek i względy należą się lekarzom seniorom, a zwłaszcza byłym nauczycielom”.

 I mamy kolejny problem ze zrozumieniem teksty przez p. Katarzynę Strzałkowską. Wg tego paragrafu pkt. 4, powinna w pierwszej kolejności swoje uwagi przesłać mnie. Pod każdym moim artykułem znajduje się adres e-mailowy do korespondencji. Korzysta z tego spora ilość zwykłych PT Czytelników tych artykułów.

Innymi słowy, mój adres nie jest tajny i dla większości zrozumiały.

Tymczasem p. Katarzyna Strzałkowska rozsyła swoje przemyślenia [lub cudze, tego nie wiem] po redakcjach rozmaitych witryn, omijając skrzętnie autora. Widocznie celem nie jest jakiekolwiek sprostowanie, ale podkopywanie opinii.  Jest to stara ubecka zasada z Radia Erewań:

nie w Petersburgu, ale w Moskwie. Nie dają, ale kradną. Nie samochody, ale rowery.

 

No i niestety, jestem już seniorem i wieloletnim nauczycielem akademickim [od skończenia studiów]. Tak więc złamane zostały wszystkie zasady paragrafu 52 KEL i to przez pracownika Naczelnej Izby Lekarskiej!

Pozostawiam to bez komentarza!

 

I jeszcze jeden problem.

Otóż wyroki trybunału w Strassburgu już przed 7 lat uznały za całkowicie bezprawne powoływanie się na par. 52 KEL.

Trybunał Europejski Praw Człowieka w Strassburgu wyrokiem z października 2011 roku przypomniał jednoznacznie:

„Wolność wypowiedzi jest zabezpieczona w ustępie 1 artykułu 10 i stanowi jedną z głównych podstaw demokratycznego społeczeństwa i jest jednym z podstawowych warunków jego rozwoju, dla KAŻDEJ JEDNOSTKI JEST PRAWEM DO SAMOREALIZACJI.

 

Z zastrzeżeniem pkt 2. stosuje się go nie tylko do informacji, czy „idei”, które są życzliwie przyjmowane, lub traktowane jako nieszkodliwe, lub obojętne, ale także do tych, które obrażają, szokują, lub niepokoją.

Takie są wymagania pluralizmu, tolerancji i otwartości, bez których nie ma demokratycznego społeczeństwa

[patrz sprawy: nr 1 z 23 maja 2992  seria A. no 204. sprawa nr 23118/93. ESBR 1999 itd]

Trybunał wskazuje również, że art. 10 gwarantuje wolność słowa KAŻDEMU. TRYBUNAŁ orzekał wielokrotnie, że artykuł 10 ma zastosowanie do wyrażania wszelkiego rodzaju informacji, idei, form wyrazu, również w przypadku, gdy ich celem jest osiągnięcie zysku. TRYBUNAŁ orzekł również wielokrotnie, że sprawy związane z praktyką wykonywania zawodu, nie są wyjęte z pod ochrony art.10 Konwencji [patrz: Frankowicz przeciwko Polsce].

 

Czyli reasumując, p. Katarzyna Strzałkowska zajęła się tematem nie zapoznawszy się ani z treścią artykułu, ani z obowiązującymi przepisami, nie podała też żadnego przykładu, który udowadniałby, że w Kenii dzieje się inaczej, aniżeli opisałem w artykule, ale wystarczyło to jej do używania pojęć, że mój „artykuł jest przykładem nierzetelnego dziennikarstwa”????

 

Sam musisz wyciągnąć wnioski Szanowny Czytelniku, co było powodem działania p. Katarzyny Strzałkowskiej.

 

Po pierwsze, jeżeli jestem dziennikarzem, to nie podlegam pod Kodeks Lekarski. Więc całe działania Naczelnej Izby Lekarskiej w tym względzie oparte są na nieprawdziwej przesłance, a więc z zasady bezprawne.

Po drugie, przecież p. Katarzyna Strzałkowska wie, jaki jest mój zawód więc dlaczego stara się zdeprecjonować zawód lekarza?

Po trzecie, moje artykuły są nie tylko oparte na mojej wiedzy, ale na publikacjach zagranicznych, których piśmiennictwo znajduje się pod każdym artykułem. Innymi słowy, p. Katarzyna Strzałkowska neguje wszystkie prace naukowe, które nie są wydrukowane w biuletynie reklamowym. Na jakiej podstawie?

Jest to przykład bezobjawowej schozofrenii. Ponieważ nie będąc dziennikarzem nie mogę źle pisać. Moje artykuły sa naukowe lub popularno naukowe a p.Katarzyna Strzałkowska nie reprezentuje merytorycznego poziomu do dyskusji na ich temat.

 

Na podparcie tezy o podawaniu przeze mnie nieprawdziwych informacji przytacza:

Wśród nich [nieprawdziwa jest] dotycząca np. prof. Jana Talara, czy doktora Grzegorza Wrony. Nieprawdą jest bowiem, że prof. Janowi Talarowi Izba Lekarska, cyt: „po cichu odebrała prawo wykonywania zawodu”. Nieprawdą jest, że wymieniona dr Dąbrowska była podwładną Grzegorza Wrony. I inne.”

 

I mamy kolejny problem ze zrozumieniem słowa pisanego przez p. Katarzynę Strzałkowską.

O tym, że Izba odebrała prawo wykonywania zawodu donosił właśnie nie kto inny, ale portal WOLNE MEDIA już w kwietniu 2016 r. Specjalnie czekałem dwa miesiące na ukazanie się sprostowania, żadnej jednak reakcji stron nie było.

Jeszcze w końcu lipca artykuł znajdował się na stronie. Powtarzam, przez cały okres nie było żadnego dementi.

Można więc było przyjąć, że informacja jest prawdziwa.

 

Pisanie do Naczelnej Izby Lekarskiej w jakiejkolwiek sprawie jest bezsensowne, ponieważ nie zdarzyło mi się, aby kiedykolwiek odpowiedziała na jakikolwiek mój list. Wysyłałem  informacje dotyczące Ustawy o Chorobach Zakaźnych, czyli bardzo ważnej nie tylko dla środowiska medycznego sprawie w 2008 roku i do dnia dzisiejszego nie raczono nawet potwierdzić, że pismo takowe wpłynęło.

A sprawa jest bardzo ważna, ponieważ wprowadziła owa ustawa pojęcia, które zupełnie inaczej są zdefiniowane w międzynarodowej nomenklaturze prawno – medycznej. Pojęcia tak wprowadzone są sprzeczne z prawodawstwem Unii Europejskiej. Jak widać, wykonawcom tubylczym to nie przeszkadza. Realizują otrzymane wytyczne.

Wystarczy zapoznać się z Listem Otwartym FRECH na ten temat.

Tak wiec generalnie, p. Katarzyna Strzałkowska nie czyta Wolnych Mediów, ale w tej akurat sprawie zapoznała się z artykułem, ponieważ był podpisany przeze mnie??? Ot, taka wybiórcza uwaga płci żeńskiej!

Znowu musisz sam domyśleć się Szanowny Czytelniku, dlaczego to nagłe zainteresowanie tematem powstało.

Prawdą natomiast jest bezsporny fakt, że p. prof. JAN TALAR  zakwestionował pojęcie tzw. śmierci mózgowej i zarówno w interesie społecznym, jak i środowiska medycznego, należało powołać pilnie zespół naukowców w celu potwierdzenia tej teorii, lub jej obalenia.

Faktem bezspornym jest, że tylko w klinice p. prof. JANA TALARA  dochodziło do wybudzenia ludzi z długotrwałej śpiączki. Podobno ponad 500 osób zostało w ten sposób uratowanych. Że to jest możliwe, wiem z własnego doświadczenia.

Klinika p. prof. Jana Talara była jedyną kliniką na takim poziomie w całej Polsce. Proszę to dobrze zrozumieć, na 38 milionów ludzi w Polsce i 50 000 wypadków drogowych, jeden ośrodek! I nikomu w Naczelnej Izbie, rzekomo powołanej m.in. do szerzenia wiedzy aktualnej, to nie przeszkadzało. Odsunięto jedynego CZŁOWIEKA, który opracował metodę leczenia. Mamy więc problem: w czyim interesie to robiono?

Dlaczego brak było reakcji Naczelnej Izby Lekarskiej?

Dlaczego nie stworzono ośrodka szkolenia lekarzy?

 

W tej sytuacji nawet nie ma kogo powołać na biegłego, ponieważ żaden inny ośrodek w całej Polsce się nie zajmował tematem.

Wniosek: cele i działania Izby odbiegają daleko od dbania o podnoszenie poziomu edukacji środowiska medycznego.

 

Po czynach ich sądzić będziecie.

Gdyby naprawdę Naczelna Izba Lekarska reprezentowała środowisko medyczne, stworzyłaby warunki do nauczania i przekazywania wiedzy i doświadczenia p. prof. Jana Talara dla PT Kolegów Lekarzy, a nie tłumiła działalność naukową jedynego ośrodka w Polsce. Można bowiem z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością stwierdzić, że działalność p. prof. Jana Talara była na szkodę przemysłu farmaceutycznego.

Podobno głównym zainteresowanym w temacie przeszczepów jest Izrael. Prasa zachodnia podawała, że od chwili zmian na tym zabiurkowym tworze, nieuznawanym przez ONZ, a w Polsce zwanym Ukrainą, w jednym tylko okresie po Majdanie pobrano 25 000 narządów do wymiany.

Podobnie dzieje się w Chinach, gdzie w zależności od zapotrzebowania na narządy, liczba skazanych na śmierć wzrasta i żołnierze mają rozkaz strzelania albo w głowę albo w serce. 

Są już nawet filmy fabularne, że dawców uzyskuje się w więzieniach i wśród osób bezdomnych. Takie filmy powstają nie tylko w krajach zachodnich, ale nawet w Polsce.

Tak więc widać wyraźnie, że prace naukowe p. profesora Jana Talara były nie na rękę grupom finansującym takie procedery. Jak podaje prasa amerykańska, na jednym „truposzu” można zarobić nawet dwa miliony dolarów za „części zamienne”. A co wart jest taki bezdomny?

 

Stąd prawdopodobnie to dziwne milczenie urzędników z Naczelne Izby Lekarskiej w tej sprawie i usiłowanie schowania pod dywan sprawy wybudzania chorych.

O nierozumieniu tekstu czytanego przez p. Katarzynę Strzałkowską świadczy również kolejny cytat z jej listu, rzekomo przeze mnie napisany, a wg p. K.S nieprawdziwy: „p. dr Dąbrowska byłą podwładną Grzegorza Wrony”.

Nigdzie w moim artykule nie użyłem takiego sformułowania.
Napisałem:

Grzegorz Wrona] będąc dyrektorem, zlecił swojemu podwładnemu badanie psychiatryczne p. dr Dąbrowskiej”.

 

I kolejne dwa problemy.

 

Acta probant se ipsa.*3

Po pierwsze, dlaczego p. Katarzyna Strzałkowska przekręca zdania?

Po drugie, dlaczego nie pochyli się nad tekstem i nie zastanowi się w swojej blond główce, na jakiej podstawie p. lek. med. Grzegorz Wrona zleca wykonanie badania psychiatrycznego doświadczonego lekarza pediatry?

Czyżby popełniała jakieś niedozwolone, a drastyczne ekscesy obyczajowe? Czyżby p. dr Dąbrowska nieodpowiednio traktowała badane dzieci, czy może miała złe stosunki z rodzicami? A może ta Doktor nie umiała nawiązać kontaktu z rodzicami, czy też stosowała narkotyki?

 

Otóż nie!!!

Pani dr Dąbrowska powiedziała po prostu w telewizji parę zdań na temat swoich doświadczeń z leczeniem dzieci szczepionych i nieszczepionych. I wyraziła zdziwienie o przymusie szczepień.

Tak więc w nawiązaniu do wyroków Trybunału w Strassburgu, miała nie tylko do tego prawo, ale w interesie publicznym obowiązek udzielania takich informacji. Podobnie zmuszała ją do takiej informacji Ustawa o Chorobach Zakaźnych, która nakłada nawet sankcje karne na lekarza nieinformującego.

 

Is fecit, cui prodest.*5

Natomiast lek. med. Grzegorz Wrona działał poza prawem, co jest jednoznaczne w świetle decyzji Trybunału.

Tymczasem Naczelna Izba Lekarska nie interesuje się wykorzystywaniem stanowiska „służbowego”  lek. med. Grzegorza Wrony do celów prywatnych. Dziwne, nieprawdaż? A co ja napisałem?

 

W dodatku jako ekspert wystąpił wędrujący dyrektor, często zmieniający stanowiska, lek. med. G. Wrona. Próżno byś szukał Szanowny Czytelniku śladów materialnych, czyli prac naukowych tego Pana, dotyczących szczepień, powikłań poszczepiennych, toksykologii, czy medycyny środowiskowej, itd.

Jako Rzecznik poznańskiej Izby od razu poczuł się nawiedzonym, który doskonale wie, co jest współczesną medycyną, a co niesławną historią tej niezwykłej dziedziny wiedzy. Będąc dyrektorkiem zlecił swojemu podwładnemu badanie psychiatryczne p. dr Dąbrowskiej. Metody z minionej epoki ubeckiej, słynne gorbaczowskie psychuszki i bezobjawowa schizofrenia. A ten psychiatra posłusznie wykonuje polecenie szefa, pomimo posiadanej wiedzy, że przełożony nie jest żadnym naukowcem, ani ekspertem. Typowy Robot Biologiczny.”

 

Nie wiem, jakie stosunki, czy stosuneczki łączą p. Katarzynę Strzałkowska z p. Grzegorzem Wroną, ale jedynym beneficjentem jej listu jest właśnie p. lek. med. Grzegorz Wrona.

 

I znowu wracam do początku artykułu.

Kodeks Lekarski mówi wyraźnie, że jeżeli ma się wątpliwości co do jakiejś publikacji, najpierw trzeba się zwrócić do lekarza, co do którego wystąpień ma się owe wątpliwości.

A tutaj żadnego indywidualnego działania, było nie było Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Izby Poznańskiej, lek. med. Grzegorza Wrony, czyli osoby, która chociażby teoretycznie powinna przeczytać KEL, nie ma.

Przerzucił sprawę zamiecenia swojego haniebnego postępowania na osoby trzecie. Cudzymi „rencami” sprząta po sobie. Jak powiedziałem, żadnego życiorysu p. lek. med. Grzegorza Wrony na stronie Okręgowej Izby Lekarskiej znaleźć nie można.

Postępowanie to nazywam haniebnym, ponieważ nie dość, że działał poza prawem, to w dodatku w stosunku do starszej, schorowanej Koleżanki [dr Dąbrowska jest chora na raka i ma stomię].

I o dziwo, nie wzbudziło takie postępowanie lek. med. Grzegorza Wrony żadnej reakcji ani Poznańskiej Izby Lekarskiej, ani Naczelnej Izby Lekarskiej. Sam musisz się Szanowny Czytelniku domyśleć, dlaczego.

 

I kilka uwag na marginesie.

Wyjaśniam p. Katarzynie Strzałkowskiej:  Trollami nazywam osoby, które są opłacane przez dwie strony, a ubierają się w togę Katona i usiłują być ekspertami, czy autorytetami. Takimi, w moim przekonaniu, są osoby z Izb Lekarskich, opłacane, czy jak to obecnie się mówi sponsorowane, przez przemysł farmaceutyczny, czy ściślej szczepionkarski.

Cała moja działalność, wbrew temu, co pisze p. Katarzyna Strzałkowska, nie tylko nie narusza dobrego imienia środowiska lekarskiego, które pozbawione dostępu do współczesnej wiedzy jest otumaniane przez pseudonaukowe biuletyny reklamowe przemysłu farmaceutycznego, ale pokazuje, że środowisko zachowało jeszcze instynkt samozachowawczy i nie chce być Robotami Biologicznymi, wykorzystywanymi do depopulacji społeczeństwa.

Najlepszym dowodem potwierdzającym tą tezę jest fakt, że redakcje tych reklamówek przemysłu farmaceutycznego, uchodzące za czasopisma medyczne, odmawiają przyjmowania artykułów, a nawet przedruków z fachowych czasopism medycznych zachodnich. Wyjaśniam, że monopol wydawniczy posiada firma Elsevier, właściciel 2460 tytułów, zamieszana w skandal oczerniania dr. Wakefielda. W Polsce jest to spółka Urban&Partner.

Nawet tak renomowane materiały, jak Cochrane Database,niedostępne dla polskich PT Lekarzy. Przykładowo Cochrane Database opublikowała materiały stwierdzające, że szczepionka przeciwko grypie ma tak samą wartość jak mycie rąk. A Naczelna Izba Lekarska nie tylko nie drukuje tych materiałów, ale udaje, że ich nie ma. Podobnie jest z materiałami dotyczącymi szczepienia kobiet w ciąży, czy osób starszych.

 

„Polemika z głupstwem  nobilituje je bez potrzeby
St. Kisielewski.

 

Otóż p. Katarzyna Strzałkowska stwierdza, że Sąd Lekarski skazał mnie 11 lutego i wyrok jest prawomocny.

Nie wyjaśnia jednak, jak to się stało.

Po pierwsze, Sąd Okręgowej Izby Lekarskiej uniewinnił mnie. Dopiero interwencja Naczelnej Izby Lekarskiej wznowiła postępowanie.

Sąd ponownie przystąpił do rozpatrzenia sprawy, nie widząc sprzeczności z wyrokami Trybunału w Strassburgu!!! Zarzut był ten sam: propagowanie postaw antyzdrowotnych, czyli art.71 KEL w związku z art. 52 KEL. 

Na tzw. biegłego w moje sprawie powołano p. prof. Bernatowską z W-wy.

prof. dr hab. n. med. Ewa Bernatowska – Zastępca przewodniczącego Zespołu http://www.podyplomie.pl/?id=apd_imm_program (grant edukacyjny firmy Baxter Polska)

Baxter to ta firma, która chciała wywołać epidemię przesyłając „skażone” szczepionki.

 

O jakości przysłanej „opinii” tej Pani pisałem już kilka razy i wydałem dwie książki pt.

 

Moje artykuły, oparte na piśmiennictwie naukowym, ukazują się od wielu lat. Ani razu Naczelna Izba Lekarska nie wykazała błędu merytorycznego. Ale jednocześnie jest zakaz drukowania ich w biuletynach lekarskich od 1996 roku. Ostatnio dotyczyło to Śląskiej Izby Lekarskiej.

Trudno więc mówić, że nie wyjaśniłem sprawy. Złożyłem również odpowiednie dokumenty w Sądzie OIL, prosząc o podanie, czy nie ma konfliktu pomiędzy stronami, tzn. czy osoby biorące udział w sprawie nie biorą pieniędzy od szczepionkarskiego przemysłu.

Sąd do czasów rozprawy, tj. 11 lutego, nie ustosunkował się do wniosku.

Złożyłem również wniosek o ustalenie terminu kolejnego posiedzenia Sądu za kilka miesięcy z powodu mojego unieruchomienia po wypadku i przedstawiłem odpowiednie dokumenty lekarskie. Sąd do 11 lutego nie udzielił odpowiedzi. Termin rozprawy nie został wyznaczony.

Nagle, jak królik z kapelusza, w Gdańsku pojawił się, nomen omen, dr Orzeł z Naczelnej Izby Lekarskiej i odbyło się tajne posiedzenie sądu. Bez powiadomienia minie o rozprawie i bez udzielenia odpowiedzi na wnioski.

W tej sytuacji, moim zdaniem, dalsza dyskusja na tym poziomie nie miała sensu. Tyle przepisów prawnych zostało złamanych, że wyraźnie widać było, że nie chodzi o dojście do prawdy, ale o zatwierdzenie przywiezionego z Warszawy wyroku. Liczyli zapewne, że będę się odwoływał i tracił czas i pieniądze na wyjazdy do Warszawy.

W świetle orzeczeń Trybunału Strasburskiego jest to postępowanie bezprawne.

Lex inferior non est lex.*6

 

A przecież stara zasada prawna mówi:

„Inaudita causa quamquam damnari aequitatis ratio non patitura”.*4

 

Wybrałem inną drogę i zacząłem wydawać książki. Moim zdaniem, na dłuższą metę będzie to postępowanie właściwsze w uświadamianiu społeczeństwa, czyli będzie to wprost realizacji zadań postawionych lekarzom w treści paragrafu 72 KEL.

Mam na to dowody, w postaci licznych zapytań o konkretne sprawy.

Jest oczywiście jeszcze jeden problem, mianowicie co nazywamy aktualną wiedzą medyczną? Dyrektywy i procedury narzucone przez urzędników i ustawy, czy wyniki badań naukowych?

 

Nie chcę być gołosłownym.

Biegli sądowi ustalili związek pomiędzy szczepionką MMR, a autyzmem. Naczelna Rada Lekarska milczy

Ujawniono dokumenty producenta, że po szczepionce MMR stwierdza się autyzm. Naczelna Rada Lekarska milczy!

Biegli i naukowcy z toksykologii ustalili związek pomiędzy neurotoksynami, takimi jak aluminium, czy rtęć, a uszkodzeniami centralnego układu nerwowego. Naczelna Rada Lekarska milczy!

Ustalono związek pomiędzy glifosatem, a alergią na gluten. Cała historia o uczuleniu na gluten jest nieprawdziwa. Jest to po prostu przewlekle zatrucie Randapem. Naczelna Rada Lekarska milczy.

 

Trudno się dziwić, są opłacani.

Poza tym brak także odpowiednich specjalistów w tym gremium do merytorycznej oceny problemu. A o tym, że NRL ucieka od konfrontacji, najlepiej świadczy sprawa niemerytorycznego załatwienia sprawy leczenia homeopatycznego.

O tym bowiem, czy moje wypowiedzi są „aktualną wiedzą medyczną”, decydował stomatolog i dwie lekarki, plus dr Orzeł oczywiście, zaocznie, jak za dawnych kapturowych sądów ubeckich. Żadna z tych osób nie pobrudziła papieru przedstawieniem wyników swoich badań z zakresu toksykologii, medycyny środowiskowej, historii medycyny itp.

To chyba wyjaśnia wszystko, że względów humanitarnych nie wymieniam ich nazwisk.

 

Tak więc cała sprawa udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że w więzach organizacji prawdę diabli biorą, jak to twierdził już przed 70 laty p. prof. T. Kotarbiński.

Izby Lekarskie nie służą celowi, do którego zostały powołane. Ich obecnym celem jest kontrolowanie środowiska medycznego i pilnowanie wykonywania procedur, nawet ze szkodą dla chorych.

Najlepszym dowodem jest tolerowanie działań znachorskich pod swoim bokiem, takich jak Poradni Leczenia ADHD, pomimo faktu, że już 7 lat temu twórca tego pojęcia stwierdził, że to jego wymysł i nic takiego, jak ADHD nie istnieje.

Tolerowanie pod swoim bokiem trucia dzieci fluorem, rzekomo w trosce o ich zęby, pomimo faktu, że od 60 lat wiadomo, że fluor szkodzi, a nie leczy. Mógłbym wymienić wiele innych procedur szkodliwych dla chorych.

 

Nemo est iudex in propria causa.*7

 

A tak na marginesie.

Byłem jedynym biegłym sądowym w zakresu oddziaływania środowiska na organizmy żywe.

Byłem współautorem pierwszego podręcznika pt: „Zarys Ekotoksykologii” – J. Namistnik, J. Jaśkowski 1995.

Byłem kierownikiem Poradni Medycyny Środowiskowej.

A do oceny mojej działalności wysłano dr. Orła i stomatologa.

Jaki był więc cel tej szopki?

Celare fraudem frasus est.*1

 

Na marginesie. Okazało się, że Wolne Media po otrzymaniu pisma Rzecznika Izby wycofały mój artykuł, ale ten z kwietnia, o p. prof. Janie Talarze, pozbawionym prawa wykonywania zawodu, będący podstawą mojego oskarżenia pozostał. Takie  wolne te Wolne Media.

 

Przypominam starą rzymską zasadę, jak widać nie znaną zarówno w komunizmie, jak i kondominiach:

Cogitationis poenam nemo patitur.*2

 

 

*1 Ukrywanie oszustwa to oszustwo

*2 Nikt nie ponosi kary za swoje myśli.

*3 Czyny mówią same za siebie

*4 Poczucie słuszności nie pozwala na skazanie kogokolwiek bez wysłuchania jego sprawy.

*5 Ten czyni, komu to przynosi korzyść.

*6 Akt niższej mocy prawnej nie uchyla aktu wyższej mocy prawnej.

*7 Nikt nie może być sędzią we własnej sprawie.

 

Dr Jerzy Jaśkowski
[email protected]
Gdańsk, 30 lipca 2016

 

  • Zdjęcie budynku Naczelnej Rady Lekarskiej w Warszawie. Fot. Marta Jakubiak – Gazeta Lekarska / wybór wg.pco

 

Więcej opracowań dr. Jerzego Jaśkowskiego na naszym portalu   >    >    >  TUTAJ.

 

 

Polish-Club-Online-PCO-logo-2 , 2016.07.30.

Dr Jerzy Jaśkowski

Autor: Dr Jerzy Jaśkowski